El Clasico przyszłości. Jakie widowisko zobaczymy w 2030?

El Clasico to spotkanie, które elektryzuje kibiców na całym świecie, czasem nawet bardziej niż finał Ligi Mistrzów. Może to właśnie dlatego los nigdy nie zestawił tych drużyn w ostatnim spotkaniu tych rozgrywek? Wydaje się, że o przeszłości tych pojedynków wszystko już zostało powiedziane. Teraz jednak rzućmy wodze fantazji i przenieśmy się do 2030 roku. Jak zmieni się futbol? Kogo zobaczymy na ławkach trenerskich?

Historia przedstawia wyłącznie fikcyjne wydarzenia.

Dlaczego w Katarze?

6 kwietnia 2030, El Clasico odbywa się na Lusail Stadium w Katarze. Miejsce rozgrywania tego pojedynku wyłoniono poprzez głosowanie kibiców na Twitterze na oficjalnym profilu LaLigi. W grę wchodziły trzy obiekty – Stadion Narodowy w Tokio, Yankee Stadium w Nowym Jorku i właśnie jeden z obiektów Mistrzostw Świata 2022. Przewaga głosów była zdecydowana i nie ma się temu co dziwić. Poprzednie starcie między Realem i Barceloną odbyło się bowiem na Tianhe Stadium w Kantonie, przez co zawodnicy obu zespołów mieli później problemy z dojściem do formy.

Oczywiście, oba zespoły marzyły o tym, żeby zagrać w Superlidze, zrzeszającej największe kluby z Europy. Do rozgrywek po raz pierwszy miało dojść w 2028 roku, ale zakończyły się fiaskiem po tym, jak kluby Premier League uznały, że warunki są przystosowane jedynie do państw Unii Europejskiej. Do końca na grę w Superlidze liczył Manchester United, aczkolwiek rodzina Glazerów również uznała, że klub może zarobić więcej grając w lidze angielskiej.

Dlatego władze Real Madryt i FC Barcelona wraz z władzami LaLiga doszły do wniosku, że mecz rozgrywany na innym kontynencie mógłby dodatkowo utrzymać jego międzynarodowy charakter.

Na miejsca, gotowi, start!

Zaraz sędzia rozpocznie mecz pierwszym gwizdkiem, ale najpierw do swoich paneli zasiedli trenerzy. Trener Barcelony Xavier Hernandez oraz prowadzący drużynę Realu Madryt Raul Gonzalez nałożyli słuchawki na uszy i zaraz rozpoczną ze swojego centrum dowodzenia dawać wskazówki swoim podopiecznym. Jeszcze szkoleniowiec “Blaugrany” na kokpicie wybrał numer “1”, przypominając golkiperowi, żeby ustawił się nieco wyżej i… można rozpoczynać mecz.

Na boisku rozlega się pierwszy gwizdek, na plac gry wychodzą pierwsze jedenastki obu zespołów oraz całe grono sędziów. Arbiter główny, dwaj sędziowie liniowy, sędzia techniczny, dwaj sędziowie VAR – kontrolujący cały plac gry, dwaj sędziowie obserwujący czujnik piłki i jeden słuchający poprzez czujniki reakcje zawodników, sprawdzając czy ich słownictwo nie jest obraźliwe dla innych.

W składach obu zespołów nie ma już wielu piłkarzy, którzy dziewięć lat temu reprezentowali ich barwy. Raul Gonzalez w wyjściowej jedenastce wyznaczył dwóch zdobywców Złotej Piłki – Kyliana Mbappe, Viniciusa Juniora, a także Fede Valverde. W składzie zespołu wciąż jest także 34-letni Marco Asensio, który jednak nie mógł zagrać z powodu kontuzji. Z kolei w ataku Barcelony pojawił się Ansu Fati, który wcześniej po pobycie w Paris Saint-Germain zdecydował się na powrót do klubu. W składzie “Blaugrany” pojawiło się jednak dwóch utalentowanych synów byłych legend. 18-letni Thiago Messi otrzymał szansę gry na szpicy, natomiast 17-letni Milana Pique ustawiono na pozycji defensywnego pomocnika.

Lionel Messi strzeli gola. Zagraj ten typ po kursie 1.96 w BETFAN 

Widowisko pełne kontrowersji

Obie drużyny potrzebowały czasu na to, żeby się rozkręcić. W piątej minucie swoją szansę podczas rzutu rożnego miał Milan Pique, który zagrał jednak piłkę głową, przez co bramkarz wznowił grę. Jak widać, piłkarze wciąż czasem nie mogę przyzwyczaić się do zasady, którą wprowadzono przed sezonem. Naukowcy dowiedli bowiem, że odbijanie piłki głową może negatywnie wpłynąć w przyszłości na percepcję i spowodować zaburzenia pamięci.

Chwilę później akcja przeniosła się pod bramkę Barcelony. Podczas przepychanek sędzia słuchający piłkarzy musiał nacisnąć czerwony przycisk. Sanchez Gomez usłyszał bowiem, jak napastnik Dani Ibanez z Realu Madryt obraża iworyjskiego obrońcę Benoita Keitę. Po analizie sytuacji arbiter główny podyktował czerwoną kartkę piłkarzowi “Królewskich”.

Chwilę później wynik meczu otworzył jednak Thiago Messi, który znalazł się na wolnym polu. Piłkarz, który waha się między wyborem argentyńskiej a hiszpańskiej reprezentacji, znalazł się na wolnym polu. Jeszcze trzy lata temu sędzia w tej sytuacji odgwizdałby spalonego. Arbiter jednak uznał, że odległość piłkarza od ostatniego obrońcy Realu była niewielka po wideoweryfikacji asystentów VAR.

Jeszcze jednak przed przerwą podopieczni Raula Gonzaleza byli w stanie wyrównać. Bramkę z dystansu zdobył Fede Valverde. Piłka wcześniej odbiła się od ręki rywala, ale sędzia pozwolił Urugwajczykowi na grę. Wtedy właśnie znajdujący się przed polem karnym medalista Mistrzostw Świata 2026 skierował piłkę do bramki uderzeniem zza pola karnego.

Pierwsza połowa kończy się planowo w 45. minucie. Cztery lata wcześniej władze FIFA podjęły bowiem decyzję o tym, że podczas analizy VAR czas gry będzie wstrzymywany. Początkowo spotkało się to z niezbyt pozytywnym odzewem, ale z czasem wszyscy po prostu przyzwyczaili się do takiej zmiany.

Powyżej 1 bramki, powyżej 4 żółtych kartek, powyżej 8 rzutów rożnych. Zagraj ten typ po kursie 2.55 w BETFAN 

Podział punktów na koniec

Druga połowa nie przyniosła efektów. Chociaż to piłkarze Barcelony mieli wyraźną przewagę, a Xavier Hernandez niemal przez cały czas krzyczał do mikrofonu swojego kokpitu, jego zespół nie zareagował. Z kolei Raul Gonzalez kilka razy łączył się z sędzią głównym, raz domagając się rzutu karnego, a raz czerwonej kartki dla Milana Pique po brutalnym zderzeniu z jednym z jego podopiecznych. – Faul nie był na tyle brutalny, by wyrzucić piłkarza z boiska – przyznał wtedy sędzia podczas meczu, a jego wypowiedź została zarejestrowana przez kamery telewizyjne, które mają wgląd do tego, co mówią poszczególni uczestnicy meczu.

Mecz na Lusail Stadium zakończył się remisem 1:1 i rozczarowane zespoły wróciły do siebie. – Akcja z piątej minuty to dowód na to, że zakaz gry głową to absurd – powiedział potem po meczu prezydent Barcelony i ojciec Milana, Gerard Pique. – Takie faule powinno się karać czerwoną kartką – wspomniał o akcji z udziałem wspomnianego wyżej 17-latka ekspert telewizyjny Sergio Ramos.

***

To oczywiście opowieść fikcyjna, a występują w niej zarówno postacie rzeczywiste, jak i fikcyjne – Dani Ibanez, Benoit Keita i sędzia Sanchez Gomez. Żadne z tych wydarzeń nie wydarzyły się naprawdę.

500PLN
GRAMGRUBO
GRAMGRUBO