Lech i Legia nas nie porwali. Bezbramkowy remis w hicie ekstraklasy

Ligowy hit na remis! Lech Poznań zremisował na własnym stadionie z Legią Warszawa. Tym samym jest to pierwszy remis w ligowym starciu zespołów od siedmiu lat.

Trener tymczasowy Lecha zaryzykował

Wyraźnym faworytem tego spotkania była Legia. Podopieczni Czesława Michniewicza w ostatnim czasie wyraźnie odskoczyli ligowym rywalom. To sprawiło, że niektórzy eksperci twierdzą, że Legioniści już nie pozwolą się zatrzymać. Z kolei Lechici w poprzedniej kolejce stracili nawet matematyczne szanse na mistrzostwo. To sprawiło, że z posadą trenera “Kolejorza” pożegnał się Dariusz Żuraw. Chociaż to już pewne, że Maciej Skorża zastąpi dotychczasowego trenera, w spotkaniu z Legią na ławce trenerskiej poznańskiej drużyny zasiadł Janusz Góra, który pełnił funkcję asystenta.

Tymczasowy szkoleniowiec zdecydował się zaryzykować – postawił na trójkę obrońców, czego unikał Dariusz Żuraw, za co był krytykowany przez dziennikarzy i kibiców. Zaskoczeniem był także Nika Kvekveskiri w pierwszym składzie. Z kolei Legia wyszła najlepszym możliwym garniturem. Można co najwyżej zwrócić uwagę na to, że na ławce pojawił się Jasur Yaxshiboyev.

Obie drużyny bez polotu

Można powiedzieć, że w pierwszej połowie bardziej aktywni pod bramką rywali byli Lechici. Zespół prowadzony przez Janusza Górę oddał jednak tylko jeden celny strzał. Tym samym Artur Boruc nie miał zbyt dużo pracy. Z kolei Legioniści do przerwy również nie pokazywali tego, do czego nas ostatnio przyzwyczaili. Tym razem Tomas Pekhart nie popisał się skutecznością.

Po przerwie podopieczni Czesława Michniewicza nieco bardziej napierali na bramkę rywali. Swoich szans do rozegrania piłki szukali Bartosz Kapustka i Filip Mladenović. Co więcej, w 71. minucie wydawało się, że Serb zanotuje asystę po tym, jak piłkę do bramki skierował Tomas Pekhart. Sędzia Bartosz Frankowski stwierdził jednak, że piłkarz był na spalonym.

Z kolei Lechici mieli kilka wariantów do tego, żeby przedrzeć się pod bramkę Legii. Brakowało im jednak wykończenia, gdyż Mikael Ishak albo był skutecznie powstrzymywany przez obrońców Legii, albo marnował stworzone okazje. Złą informacją dla “Kolejorza” w tym meczu jest na pewno kontuzja Jakuba Kamińskiego. Piłkarz musiał opuścić plac gry w 58. minucie.

Zdziwieni kibice z obu stron

Czy spodziewaliśmy się takiego meczu? Patrząc na ostatnie występy Legii, można było oczekiwać, że i tym razem podopieczni Czesława Michniewicza otworzą wynik w pierwszej połowie. Do przerwy Legioniści nie pokazali jednak w ofensywie prawie nic. Czy to ich zdekoncentrowało? Trudno powiedzieć, ale na pewno miało to wpływ na końcowy wynik.

A co można powiedzieć o postawie Lecha? Dobrze spisali się w tym spotkaniu dwaj środkowi pomocnicy. Zarówno Jesper Karlstrom, jak i Nika Kvekveskiri raczej nie popełniali błędów i skutecznie odbierali piłkę. Nic dziwnego, że niektórzy użytkownicy Twittera w trakcie meczu się dziwili, dlaczego Gruzin dostał od Dariusza Żurawia tak mało szans.

Pogoń delikatnie odrobiła straty do Legii

Po tym pierwszym od siedmiu lat ligowym remisie między zespołami Lechici wciąż znajdują się na 11. pozycji, gromadząc 30 punktów. Z kolei Legia wciąż jest pewnym liderem z ośmioma punkami przewagi nad resztą, aczkolwiek jej przewaga nad drugą Pogonią zmalała do ośmiu punktów.

W następnej kolejce Lech zagra w Bełchatowie z Rakowem Częstochowa, natomiast Legia podejmie u siebie Cracovię.

Lech Poznań – Legia Warszawa 0:0

Fot. YouTube

200PLN
GRAMGRUBO
GRAMGRUBO