Legia ma mistrzostwo i kilka problemów. Czy w przyszłym sezonie w pucharach będzie lepiej?

Legia Warszawa jeszcze przed meczem z Wisłą Kraków zapewniła sobie mistrzostwo Polski. Przed Czesławem Michniewiczem i jego podopiecznymi jednak kolejne wyzwania – Legioniści po latach klęsk powinni przełamać się w europejskich pucharach. 

Sheriff, Dudelange, Karabach… co dalej?

Legia Warszawa nie musiała czekać na dobry wynik z Wisłą Kraków – po remisie Rakowa z Jagiellonią stołeczny zespół zapewnił sobie mistrzostwo Polski. Zasłużony triumf? Wydaje się, że jak najbardziej. Można powiedzieć, że Legioniści są pod wieloma względami najlepszym zespołem w ekstraklasowej stawce. Doświadczony ligowy trener, największy budżet oraz zawodnicy, którzy wyróżniają się na tle ligi. Poza tym podopieczni Czesława Michniewicza okazali się lepsi w bezpośrednich starciach z głównymi rywalami w walce o czołowe pozycje. Czy to jednak wystarczy na Europę? Można polemizować. Powiedzmy sobie szczerze – nie jest to nawet najlepsza Legia w ciągu ostatnich pięciu lat. Oczywiście nie przewidujemy z góry klęsk z Sheriffem Tyraspol, Karabachem czy Dudelange. Ale ostatnie lata “Wojskowych” w pucharach nie napawają na pewno optymizmem.

Kadra nie taka szeroka

Najpierw spójrzmy na kadrę. Chociaż to zespół wyróżniający się na tle rywali, został już zweryfikowany przed sezonem po występach w pucharach. Porażka 0:3 z Karabachem, który jest słabszym zespołem niż kilka lat temu to był całkowity falstart dla piłkarzy wciąż będących trzonem zespołu. Kluczową zmianą względem tamtej drużyny było zastąpienie Aleksandara Vukovicia Czesławem Michniewiczem. Szkoleniowiec, który ostatnie mistrzostwo przed pobytem w Legii zdobył w 2007 z Zagłębiem Lubin, trochę odmienił oblicze zespołu. Znalazł pomysł na krytykowanego wówczas Josipa Juranovicia, sprawił że Filip Mladenović nie powtórzył już tak słabego występu jak z Karabachem, a Bartosz Kapustka pod jego wodzą stał się kluczową postacią ligi, chociaż wciąż bywa nierówny. Czy to wystarczy? Spójrzmy realistycznie, zdecydowanie nie.

W grudniu prezes Legii Dariusz Mioduski powiedział, że Legia ma szeroką kadrę i co najwyżej w zespole potrzebne były uzupełnienia. Tyle tylko, że żaden z zimowych nabytków stołecznego klubu jeszcze nie miał okazji błysnąć. Szabanow, który z całej czwórki był najbardziej solidny, nie wiadomo czy zostanie z Legii. Nie można jednak powiedzieć, by ten Ukrainiec w jakiś sposób odmienił oblicze gry. Potrafił odnaleźć się w taktyce z trzema obrońcami, tyle. Na polską ligę wystarczy, ale do podboju pucharów trzeba mieć choćby lepsze wyprowadzenie piłki.

Na Nazarija Rusyna należy opuścić zasłonę milczenia. A Ernest Muci, czyli “albański Messi”, jak go nazwał Czesław Michniewicz oraz Jasurbek Yaxshiboyev jeszcze nie mieli możliwości by się pokazać. Pierwszy może okazać się perspektywiczny, bo potrafi grać na różnych pozycjach w ofensywie. Zarówno jednak Albańczyk, jak i reprezentant Uzbekistanu to nie byli piłkarze, którzy z miejsca wskoczyli do składu. Na okno zimowe może to i dobre transfery, ale przed sezonem nie czas na niewiadome.

Co z tym młodzieżowcem?

Tym bardziej, że Legia może mieć teraz problem z obsadą młodzieżowca. Bartosz Slisz w tym roku kończy 22 lata, więc przestanie nim być. Nie będzie nim także Kacper Kostorz, który zaliczył kilka dobrych wejść w tym sezonie. Raczej trudno prognozować, żeby młodzieżowym zawodnikiem, który będzie grać regularnie, był Cezary Miszta, jeśli Artur Boruc miałby pozostać. Kacper Skibicki miał kilka przebłysków, ale raczej jeszcze nie można stwierdzić, żeby mógł występować w każdym meczu. Swoje szanse otrzymają pewnie Jakub Kisiel, Ariel Mosór czy Szymon Włodarczyk, ale na razie nie można powiedzieć, że ta trójka jest już gotowa do gry na stałe na poziomie ekstraklasy, nie wspominając o pucharach.

Ciekawym rozwiązaniem byłoby pozyskanie Mateusza Bogusza, ale to też niekoniecznie będzie piłkarz, który zrobi różnicę. Plusem na pewno byłby fakt, że zna go dobrze Czesław Michniewicz, który włączył go swego czasu do młodzieżowej reprezentacji Polski. Ale raczej piłkarz przebywający obecnie na zapleczu LaLigi będzie potrzebował czasu do tego, by się ograć w nowym zespole.

Wygasające kontrakty

Nie wiadomo też, czy z Legii nie odejdzie któryś z kluczowych zawodników. Na razie plotki pojawiały się głównie odnośnie Luquinhasa, ale za jakiś czas klub może otrzymać ofertę nie do odrzucenia za niego albo kogoś innego i nie będzie mogła sobie pozwolić na zatrzymanie go w klubie. – Pamiętajmy, że klub cały czas musi równoważyć budżet. Legia potrzebuje wpływów ze względu na zaciągnięte pożyczki. A patrząc na ostatnie lata, nie może założyć gry w fazie grupowej europejskich pucharów. Trzeba się oswoić z myślą, że trzeba tam prędzej czy później kogoś sprzedać, by te braki uzupełnić. To przykre, lecz taka jest rzeczywistość, także tych największych klubów w naszym kraju – przyznał w rozmowie z “FutbolNews.pl” dziennikarz Canal+ Krzysztof Marciniak i trudno nie przyznać mu racji.

Inną sprawą są wygasające kontrakty. Boruc, Wszołek czy Vesović to piłkarze, których Legia wciąż powinna zatrzymać. Prawdopodobnie z klubu odejdzie Walerian Gwilia, który miał kilka dobrych momentów, ale w tym sezonie już nie jest tak ważną postacią, jak w poprzednim. Mimo to, w obliczu gry w pucharach, Gruzin mógłby się przydać, choćby dla szerszej ławki rezerwowych. Wszystko też wskazuje na to, że jego los może podzielić także Paweł Wszołek. Umowy wygasają także Lewczukowi, Astizowi, Cierzniakowi i Cholewiakowi, aczkolwiek nie można stwierdzić, że są to osoby niezastąpione w drużynie Legionistów.

Wyłącz Pekharta, zatrzymasz Legię?

Czesław Michniewicz na pewno odmienił oblicze gry Legii i z niektórych piłkarzy wyciągnął więcej niż pokazywali oni wcześniej. Trener zmienił ustawienie i zadania taktyczne, co miało wpływ na końcowy triumf ekstraklasy. Z drugiej strony, zespół często bazował na tym, czy Tomas Pekhart wykorzysta jedną albo drugą sytuację czy nie. Kilka razy w tym sezonie to się zemściło. Jeśli czeski napastnik nie grał bądź był skutecznie powstrzymywany, Legioniści mieli problemy z przodu. Czasami udawało się im znaleźć inne sposoby w ataku, ale zdarzało się, że pod tym względem drużyna zachowywała się w ataku podobnie jak pod wodzą Aleksandara Vukovicia. Trener szukał pomysłów, ale w praniu nie zawsze to wychodziło. W Polsce to czasami wystarczy, ale Europa wymaga większej kreatywności.

***

Na razie nie możemy jasno powiedzieć, że w nowym sezonie będziemy się zachwycać Legią w pucharach. Dlatego zarówno dyrektor sportowy Radosław Kucharski, jak i Czesław Michniewicz będą mieć ręce pełne roboty. Oby tym razem nie zakończy się na wielkich zapowiedziach – bo na pewno takie niebawem się pojawią, a klub wyniesie wnioski. To, co przechodzi w Polsce, nie zawsze zdaje egzamin w Europie, czego Legia w ostatnich latach jest żywym dowodem. Legioniści od czterech lat nie są już poważną drużyną w skali europejskiej, dlatego może czas to zmienić, jeśli to wciąż oni mają nas reprezentować na arenie międzynarodowej.

Fot. Mateusz Kostrzewa, Legia.com

500PLN
GRAMGRUBO
GRAMGRUBO