Mauro Bressan 🇮🇹 : “Jorginho i Spinazzola mogą mieć udział w sukcesie”

W muzyce funkcjonuje takie pojęcie, jak “artysta jednego przeboju”. Niektórzy wykonawcy co prawda przez lata są aktywni na scenie, ale wszyscy i tak zawsze będą im pamiętać ten jeden kawałek. Można powiedzieć, że w piłkarskim świecie to stwierdzenie pasuje idealnie do Mauro Bressana, którego bramka w Lidze Mistrzów od lat zajmuje czołowe miejsca w rankingach.

Mauro Bressan to jednak nie tylko piękny gol z Barceloną. To także wiele sezonów w Serie A, w której występował w barwach Foggii, Cagliari, Bari, Fiorentiny i Venezii. W rozmowie z cyklu “24 Twarze Euro” były piłkarz opowiedział o pracy z Roberto Mancinim i Giovannim Trapattonim, a także zdradził kto był najlepszym piłkarzem, z którym miał okazję grać w jednym zespole

***

Jako osiemnastolatek trafił pan do Milanu, gdzie trenował pan z zespołem U-19. Jak pan wspomina tamten czas? 

To był dla mnie wspaniały czas i cieszę się, że szybko się odnalazłem w tym środowisku. Poza tym mogłem trenować z najlepszymi piłkarzami, znanymi na całym świecie, od których sporo mogłem się nauczyć.

Pana bramka w meczu z Barceloną od lat jest na czołowych miejscach rankingów Ligi Mistrzów. Jakie miał pan myśli w głowie po tym golu? Powiedzmy szczerze, coś takiego nie zdarza się w każdym meczu.

To prawda, takich goli nie strzela się na co dzień. Miałem dużo szczęścia, że zdarzyło się to właśnie w tak ważnym meczu, gdy zapewniliśmy sobie awans do kolejnej rundy. Co tu dużo mówić – to był piękny gol. Uderzenie piłki ponad głowami rywali zawsze było moją charakterystyczną cechą i taki był mój sposób na zachowanie przed polem karnym. Tutaj jednak strzeliłem takiego gola, jakiego po prostu mogłem sobie wymarzyć.

Z perspektywy czasu – miał pan przy tym golu dużo szczęścia, czy pracował pan na treningach, żeby za którymś razem zadziwić świat w taki sposób?

Od dziecka próbowałem na boisku różnych sztuczek – przewrotki były na porządku dziennym. Każdego dnia próbowałem różnych eksperymentów, aż za którymś razem wychodziły. I przy bramce z Barceloną chyba właśnie te lata treningów zadziałały.

Pod koniec pana pobytu we Fiorentinie, trenerem był Roberto Mancini, obecny selekcjoner “Squadra Azzurra”. Viola to była jego pierwsza praca w roli trenera. Co go charakteryzowało w tamtym czasie – jakim był trenerem i jakim był człowiekiem?

Fakt, to było jego pierwsze doświadczenie w roli trenera, ale nie było po nim tego widać. Od samego początku bardzo się wczuwał w to, co robił, w każdy mecz czy trening. Zawsze był skrupulatny i przygotowany do swojej pracy, choć był wtedy krótko po zakończeniu kariery piłkarskiej. Myślę, że nawet to mu pomogło – chciał swoje doświadczenie boiskowe na bieżąco wnosić do naszej drużyny. Chociaż był jeszcze młody, cieszył się naszym autorytetem.

Skoro jesteśmy przy trenerach, chciałbym zapytać pana o innych trenerów, z którymi współpracowałeś. Pana trenerem w Cagliari, a potem we Fiorentinie był Giovanni Trapattoni, który zawsze mówił “Nasz futbol jest prozą, nie poezją”. Jak przekładało się to na treningi i grę u niego? Mam tutaj także na myśli jego pracę i osobowość.

Miałem szczęście pracować z kilkoma świetnymi trenerami, ale Trapattoni był dla mnie prawdziwym nauczycielem. Odczuwałem to zarówno we Fiorentinie i w Cagliari.

W Cagliari pana trenerem był także inny uznany szkoleniowiec, Carlo Mazzone. Jakie wspomnienia panu przychodzą na myśl o nim?

To trener, który bardzo stawiał na nasze bezpośrednie przygotowania do meczów. Wszystko dostosowywał tak, żebyśmy nie byli przeciążeni. Ale wymagał od nas bardzo dużo.

Potem w Venezii pracował pan także z Cesare Prandellim. 

Nie miałem akurat okazji, by poznać go lepiej. Niestety, po czterech dniach mojego pobytu w Venezii, został zwolniony. Dlatego nie mogę zbytnio nic powiedzieć na jego temat.

Kto w takim razie spośród wszystkich trenerów miał na pana największy wpływ?

Myślę, że był to Fatih Terim, który był przez pewien czas moim trenerem we Fiorentinie. To człowiek, przy którym wręcz chciałbyś się rozwijać, iść dalej w górę i tak się czułem trenując u prowadzonych przez niego zespołach.

A kto był według pana najlepszym piłkarzem, z którym grałeś w jednej drużynie? Enrico Chiesa, Gabriel Batistuta, a może ktoś inny?

Zdecydowanie najlepszy był Rui Costa. Gra z nim w środku pola to była czysta przyjemność. Jeśli chodzi o podania, był po prostu geniuszem.

W reprezentacji Włoch ostatecznie pan nie zagrał. Czy były jednak takie momenty, gdy spodziewał się pan szansy od któregoś z selekcjonerów?

Liczyłem na debiut w kadrze w czasach, gdy trenerem kadry narodowej był Giovanni Trapattoni (który prowadził Squadrę Azzurra w latach 200-2004 – przyp. red.). Nawet pojechałem wtedy na zgrupowanie reprezentacji. Niestety, nie udało mi się zagrać.

Przejdźmy do tematu Euro 2020 – myśli pan, że włoska kadra osiągnie końcowy sukces?

Podczas mistrzostw Europy reprezentacja Włoch gra naprawdę bardzo dobrze. Myślę, że mamy duże szanse na to, by znaleźć się w finale. Wierzę w Roberto Manciniego – zawsze stawiał na grę zespołową i to widać także teraz w jego pracy z kadrą. Uważam że jest idealną osobą do tworzenia piłkarskich projektów na najwyższym poziomie i zespół pod jego wodzą pokaże jeszcze na tym turnieju, na co go stać.

Po których piłkarzach oczekuje pan najwięcej w kolejnych fazach rozgrywek?

Moimi ulubionymi zawodnikami tej kadry podczas mistrzostw są Jorginho i Leonardo Spinazzola. Myślę, że jeśli Włosi wygrają, to na pewno będzie w tym duży udział tej dwójki. Na razie nie można mieć do nich żadnych zarzutów i wierzę, że poprowadzą tę kadrę do sukcesu.

ROZMAWIAŁ: PRZEMYSŁAW CHLEBICKI

200PLN
GRAMGRUBO
GRAMGRUBO