Atletico gwoździem do trumny Ronalda Koemana?
02.10.2021

W normalnych warunkach zachwycalibyśmy się, że za kilka godzin obejrzymy hit LaLiga. Mecz Atletico – Barcelona nadal na takie miano zasługuje, tyle że goście od jakiegoś czasu są dalecy od “hitowej” formy. Katalończycy zaskakują w każdym kolejnym meczu, ale to jest coraz gorsza dyspozycja. Lada moment przerwa reprezentacyjna, a to oznacza, że ewentualna porażka w Madrycie może oznaczać koniec pracy Ronalda Koemana na Camp Nou. Czy duet Luis Suarez i Antoine Griezmann postara się o zwolnienie trenera byłego pracodawcy?

O grzechach Barcelony można by napisać już książkę. Zarówno tych organizacyjnych, na wysokich szczeblach, jak i tych trenerskich. Za te drugie w dużej mierze odpowiada Ronald Koeman. Holenderski szkoleniowiec jako pierwszy musi sobie radzić z Barceloną bez Messiego. Jednak robi wszystko, by… jak najszybciej zakończyć swoją misję. Niemal każde niepowodzenie to seria tłumaczeń. Szkopuł w tym, że winni wszyscy dookoła, tylko nie on sam. Mówi się, że pycha kroczy przed upadkiem i tutaj coś w tym jest. Kolejne konferencje prasowe to albo tyrady Koemana, albo absurdalne tezy z kapelusza.

Wyniki zdecydowanie go nie bronią. Pierwsze trzy mecze jeszcze jako tako w liczbach wyglądały, jednak po wrześniowej przerwie na kadrze zaczęła się tragedia. 0:3 z Bayernem, 1:1 z Granadą, 0:0 z Cadizem, chwila wytchnienia na 3:0 z Levante oraz 0:3 w Lizbonie z Benfiką. Na jego szczęście mecz z Sevillą został odwołany, a to mógł być jeden z wrześniowych ciosów. Paradoks całej sytuacji polega na tym, że ewentualna wygrana w zaległym meczu oznaczałaby… wyprzedzenie Atletico i dogonienie Realu na dwa punkty. Przy takiej degrengoladzie w grze sytuacja punktowa nie wygląda najgorzej.

Coraz bliżej końca…

Na poziomie taktycznym Koeman nie był w stanie dać zawodnikom odpowiednich narzędzi. Nie radził sobie też dobrze na treningach i pod względem przygotowania fizycznego. Z dziesięciu lat, jakie spędziłem w Valencii, był najgorszym trenerem. Nie potrafił zarządzać szatnią i podejmować właściwych decyzji – powiedział brutalnie Santiago Canizares na łamach hiszpańskich mediów. Legenda Valencii po prostu zmieszała z błotem nieudaną przygodę z Nietoperzami Koemana.

Coraz więcej kandydatur pojawia się wśród następców Koemana na Camp Nou. Był Conte, są Roberto Martinez, a teraz mowa także o Marcelo Gallardo. Argentyńczyk od wielu lat pracuje, z sukcesami, w River Plate. Być może to byłaby okazja na spróbowanie swoich sił w Europie. Pojawiły się już porównania do Gerardo Martino, który także do Barcelony trafił prosto z Ameryki Południowej. Zanim dojdzie jednak do… zwolnienia, czas na sobotni mecz.

Zawirowania wokół młodzieży

W dzisiejszym meczu na pewno nie zobaczymy Pedriego. 19-latek doznał kontuzji w meczu z Bayernem, która miała potrwać około trzech tygodni. Wrócił zdecydowanie zbyt szybko. Madrycki AS donosi, że wina leży po środku. Sam zainteresowany obwieścił, że jest gotowy do gry. Kłopot w tym, że klub i sztab zbyt mocno zaufał młodemu piłkarzowi. Ten miał początkowo odbyć dziesięć treningów po rehabilitacji, ale wszystko zostało przerwane po 1/3 okresu. Teraz pomocnika zabraknie i mówi się o kolejnych trzech tygodniach. Głównym celem będzie prawdopodobnie El Clasico 24 października. To jednak może być utrudnione, gdyż kolejny zbyt szybki powrót może grozić jeszcze poważniejszymi powikłaniami. Działania klubu nieco dziwią w kontekście niedawno zakończonej kontuzji Ansu Fatiego. Na tego zawodnika czekano bardzo długo, a w przypadku Pedriego zabrakło cierpliwości.

W ostatnich dniach najgłośniej jednak o innym młodym piłkarzu Barcelony. Chodzi o Gaviego. 17-letni pomocnik rozegrał niecałe 300 minut w pierwszym zespole Blaugrany i… trafił do pierwszej reprezentacji Hiszpanii. Luis Enrique lubi zaskakiwać, ale w tym przypadku poszedł mocno po bandzie. Mimo zachwytów po dotychczasowych minutach dla Gaviego, nadal mówimy o żółtodziobie. W kontekście gry klubowej, a co dopiero reprezentacyjnej. Zwłaszcza że La Furia Roja czekają mecze w Final Four Ligi Narodów. Gavi zwracał uwagę wielu osób, ale po powołaniu do kadry, jeszcze więcej par oczu będzie na nim skupionych na Wanda Metropolitano.

Kamyczek do ogródka z drugiej strony

Najtrudniejsze w zarządzaniu drużyną jest to, aby sprawić, że każdy będzie czuł się ważny i aby każdy zawodnik robił różnicę na boisku w czasie, kiedy na nim przebywa. Mam nadzieję, że uda nam się to kontynuować przez cały sezon – powiedział Diego Simeone na konferencji przedmeczowej. Pół żartem, pół serio można powiedzieć, że nieco przypadkiem odniósł się do wielu wypowiedzi Koemana. Holender kilkukrotnie zaznaczał braki kadrowe. W przypadku Argentyńczyka takich wypowiedzi, od początku kadencji w Atletico, raczej nie usłyszeliśmy.

Najpierw Suarez, teraz Griezmann

Przed rokiem przecieraliśmy oczy ze zdumienia, gdy Barcelona oddawała za bezcen Luisa Suareza. Urugwajczyk strzelił 21 goli dla Atletico i wydatnie pomógł w zdobyciu mistrzostwa. Teraz historia się powtarza. Do Atletico wrócił Antoine Griezmann. Nowy początek dla Francuza nie jest łatwy. Był już krytykowany za swoją grę, ale… we wtorek pomógł w remontadzie na San Siro. Pół godziny i gol to być może przełamanie dla Griezmanna.

Z kolei dla Simeone dobra forma Francuza byłaby bólem głowy. Bogactwo jakim dysponuje w przednich formacjach jest po prostu zdumiewające. Takiej głębi składu w ofensywie nie ma nawet Carlo Ancelotti w Realu Madryt. Simeone w powyższej wypowiedzi odnosił się do tercetu Felix, Griezmann oraz Suarez. A dodał do nich przeciwko Correę, Lemara oraz Mateusa Cunhe. Dodajmy bardzo ofensywnie usposobionych Yannicka Carrasco oraz Marcosa Llorente i mamy ofensywny dream team, jakkolwiek dziwnie to brzmi w przypadku drużyn Cholo.

Nieidealny początek

Przy całej krytyce spadającej na Barcelonę, wyniki Atletico jawią się jako idealne. Jednak tak wcale nie jest. Przecież pisaliśmy, że Blaugrana wygrywając zaległy mecz… przeskoczy w tabeli Los Colchoneros. Drużyna Simeone miała kilka wpadek w tym sezonie. Z Villarrealem punkt uratował absurdalny samobój Aissy Mandiego. Potem były remisy z Porto i Athletikiem – oba w domu(!) oraz porażka z Alaves na wyjeździe. Na San Siro długo zanosiło się na porażkę, ale ostatecznie przewaga 11 na 10 oraz “pomoc” sędziego pomogły w wygranej. Podobnie przecież było z Getafe, gdy także odrobili straty, gdy grali w przewadze liczebnej. To na pewno nie jest początek podobny do tego sprzed roku. Nadal jednak znacznie mniej mówi się o jakichkolwiek kłopotach Atleti, w kontekście tego, jak wygląda sytuacja Barcelony.

200PLN
GRAMGRUBO
GRAMGRUBO