Dawid Szulczek: Warta musi strzelać gole i zdobywać punkty, jeśli chcemy się utrzymać [WYWIAD]
30.11.2021

Trzy tygodnie temu było głośno o najmłodszym polskim trenerze z licencją UEFA Pro, który wkracza do Ekstraklasy. Dawid Szulczek ma za sobą pierwsze dwa mecze na najwyższym poziomie. Póki co jego drużyna nie strzeliła gola ani nie zdobyła punktów. Młody szkoleniowiec wierzy jednak, że lada moment to się zmieni. W trzecim odcinku cyklu “Szkolenie jest super” z bukmacherem Superbet tłumaczy zawiłości taktyczne meczów Warty Poznań z Wisłą Płock oraz niedzielnych derbów z Lechem Poznań.

Dwa mecze w Ekstraklasie za Panem. Jakie są pierwsze wrażenia?

Muszę tu rozróżnić dwie sprawy. Wejście do klubu oraz moja praca, a także wrażenia po zakończonych spotkaniach. Te drugie niestety są o tyle negatywne, że pracę trenerów weryfikują wyniki. Wszystko, co jest obok ma małe znaczenie. Niestety przegraliśmy dwa mecze. Mam świadomość, że graliśmy z bardzo mocnym Lechem w niedzielę. Wcześniej z Wisłą Płock, z którą na 10. kolejnych takich spotkań, przegralibyśmy pewnie jedno. Tak wyglądało to spotkanie.

A jak wygląda cała otoczka? 

Mam bardzo pozytywne odczucia. Pierwszy raz wchodząc do klubu nie było widać jakichkolwiek kłopotów, poza tym, że Warta zdobywa mało bramek. W szatni nic złego się nie dzieje. Wejście do klubu jest spokojne i bardzo dobrze mi się pracuje z ludźmi. Organizacyjnie jest na dobrym poziomie, więc pierwsze wrażenie na plus.

Wróćmy do kwestii sportowych.

Nie udało mi się jeszcze poprawić najważniejszej rzeczy. Żeby Warta zaczęła zdobywać bramki. Niemal od początku sezonu jest z tym kłopot. Po to przyszedłem, żeby to poprawić. Ale aby tak się stało musimy stwarzać sobie więcej sytuacji, oddawać więcej strzałów, poprawić expected goals i strzelać gole. Pierwsze trzy rzeczy już poszły do przodu, ale piłka musi zacząć wpadać do siatki. Okazje i strzały już są – xG za dwa mecze było całkiem niezłe – 3,7, ale nie strzeliliśmy żadnego gola. Z Wisłą Płock wpadł samobój.

O ile udało nam się poprawić grę pomiędzy polami karnymi, o tyle tą najważniejszą sprawę musimy poprawić na już. Nie możemy po meczu z Wisłą Kraków powiedzieć, że znowu fajnie zagraliśmy, ale przegraliśmy. Musimy strzelać gole i nad tym pracowaliśmy od początku i nadal będziemy pracować. W tym tygodniu nieco zmienię akcenty treningowe. Jestem zadowolony z taktyki drużynowej, jednak potrzebuję więcej rzeczy techniczno-taktycznych. Będzie to przyjemniejsza forma dla piłkarzy, ale drużynowo na niej nie stracimy.

Wspomniał Pan o dwóch kompletnie różnych meczach. Z Wisłą Płock prowadziliście grę, z kolei z Lechem dość głęboka defensywa. Robert Podoliński komentujący mecz w TVP Sport zauważył to, o czym Pan mówił podczas konferencji prasowej, czyli ustawieniu 1-6-3-1. To dobrze funkcjonowało, zwłaszcza w pierwszej połowie.

Warta może większość spotkań w Ekstraklasie grać podobnie, jak z Wisłą Płock. Jest natomiast kilka drużyn w Ekstraklasie przeciwko, którym będziemy musieli skupić się na obronie niskiej. Duża jakość u rywali zawodników ofensywnych w grze 1 na 1 nie pozwala nam, by więcej naszych zawodników angażować w wysoki pressing. Chcemy też uniknąć sytuacji, w których rywal pędzi z kontratakiem 4 na 5. Z perspektywy papieru wydaje się w porządku. Natomiast, gdy taki Ba Loua mija jednego zawodnika, pojawiają się kłopoty. Dlatego musieliśmy postawić takie zasieki. Wówczas zawodnicy Kolejorza nawet przy wygranych pojedynkach, mieli mnóstwo rywali wokół siebie na małej przestrzeni. Generalnie pozwalaliśmy jedynie na dogrania piłki głównie z tych sektorów, z których rzadko padają asysty.

Pod kątem rozwoju pójdziemy w kierunku tego, co graliśmy z Wisłą Płock. Czasem będziemy wracać do tego pomysłu z Lechem. Jednak raczej nie 1-6-3-1. Wróciłbym jeszcze do Lecha. Nie wiem czy dzisiaj jest druga drużyna w Ekstraklasie, która w momencie prowadzenia ataku pozycyjnego jest w stanie siedmioma zawodnikami wbiegać w pole karne. Lech prowadząc piłkę w jednym sektorze boiska atakuje pole karne trzema – czterema piłkarzami. Kilka sekund wystarcza na zmianę ciężaru gry i strony, po czym inna trójka lub czwórka atakuje pole karne. Kontrolowanie takich wbiegnięć jest bardzo trudne, dlatego w ten sposób się ustawiliśmy. Wszystko się potwierdziło.

Bramki straciliśmy po stałych fragmentach. Pierwsza w trzecie tempo, gdy nie zdążyliśmy się przegrupować, podobnie jak Lech. Ich stoperzy pozostali w naszym polu karnym, podobnie jak nasi napastnicy. Wolałbym jednak sytuacje, gdy obie te grupy są w drugim polu karnym. Wtedy to my mamy większą szansę na strzelanie goli, a tak skończyło się naszą stratą.

Przesunięcie Mateusza Kupczaka w momencie bronienia do linii obrony było zauważalne. Najczęściej zajmował miejsce pomiędzy prawym środkowym obrońcą Robertem Ivanovem a prawym wahadłowym Janem Grzesikiem. Czy to dodanie kolejnego zawodnika do linii defensywnej, czy zneutralizowanie lewej strony Lecha, czytaj: Jakuba Kamińskiego?

Nie chodziło stricte o Kamińskiego. Wiadomo, że on i Ba Loua lubią grać po obu stronach. Chodziło o uniknięcie przegranych pojedynków 1 na 1 przez naszych zawodników. Ewentualne przegrane, kończyły się na wpadnięciu w kolejnego naszego gracza. Dodatkowo trójka pomocników zamykała możliwość podania w tzw. strefę asyst. Lech musiał albo piłkę wycofywać, albo dośrodkowywać. Chcieliśmy dośrodkowań z daleka, gdyż mamy dobre warunki fizyczne, a Lech poza Ishakiem miał kłopoty żeby coś z tego zrobić.

Liczyłem się z tym, że później trener Skorża albo wprowadzi drugiego napastnika, albo wrzuci Salamona w nasze pole karne i tak się też stało. Lech może nie zmienił struktury ustawienia, ale zmienił piłkarzy – Kvekveskiri z Miliciem zostali do rozegrania. Wtedy chcieliśmy wykorzystać kontry i było kilka takich momentów, gdy mogliśmy lepiej do nich wyjść.

Wracając jeszcze. Cofnięcie Kupczaka trenowaliśmy. Wiedzieliśmy, że przy naszym 5-4-1 oraz rotacjach “10” i skrzydłowych w Lechu, moglibyśmy mieć większe problemy. Lech wcześniej mierzył się z ustawieniem rywali 5-4-1/5-3-2 i już w meczu z Piastem widziałem, że oni coraz lepiej funkcjonują przeciwko takiemu ustawieniu. To po prostu mogło nam nie dać takiego efektu, jaki miała przeciwko nim Stal Mielec. Kolejorz poszedł dwa kroki do przodu przeciwko takim ustawieniom.

W dwóch pierwszych meczach zauważyłem także bardzo wysoko i szeroko grających wahadłowych. To też dało więcej miejsca w środku pola dla Jaysona Papeau. 

Jayson jest zawodnikiem, który potrafi zrobić różnicę. Dlatego chcemy go mieć w miejscu, gdzie można mu podać z obu stron. Natomiast Grzesik i Kiełb to zawodnicy, którzy potrafią wiele zrobić w ataku.

Obaj byli w polu karnym w sytuacji z 15. minuty przeciwko Lechowi, gdy powinniście strzelić na 1:0.

Uczestniczyli w jej kreowaniu. Grzesik bardzo dobrze odwrócił się z rywalem na plecach, a Kiełb ją zamknął. Mam komfort posiadając doświadczonych stoperów, jak Ivanov, Trałka i Szymonowicz. Poza tym Kupczak i Kopczyński w środku pola, więc wahadłowi mogą czuć więcej wolności i iść do przodu, korzystać z tego. To ustawienie, które nie ma chować ich wady, a raczej uwypuklić atuty w grze do przodu. Warta musi strzelać gole i zdobywać punkty, jeśli chcemy się utrzymać.

Gdy rozmawialiśmy w styczniu, mówił Pan, że idealnym czasem na przejęcie zespołu jest połowa grudnia. Trochę czasu na analizy, a potem okres przygotowawczy. Teraz przejął Pan Wartę w trakcie rundy. Jednak można było chwilę popracować w spokoju, w trakcie przerwy reprezentacyjnej. Jednak są kolejne mecze i trzeba punktować.

Mówiłem także, że przy grze obronnej można wiele zrobić w dwa tygodnie. Tutaj widać, że pracujemy nieco inaczej w pressingu i destrukcji. Niestety straciliśmy trzy gole po stałych fragmentach gry. Szybki aut z Wisłą Płock, teraz dwie z Lechem. Czwartą sprezentowaliśmy rywalowi.

Jestem zadowolony z naszej struktury w momentach, gdy rywal gra atakiem pozycyjnym lub gdy wychodzimy do pressingu. To jest rzecz bez piłki, którą można naprawdę szybko wprowadzić. Trenowaliśmy przed Wisłą. Teraz nieco inaczej trenowaliśmy przed derbami, ale wystarczyło, żeby nieźle funkcjonowało z Lechem.

“Są takie kluby w Ekstraklasie, w których 30-letni trener z Polski by wypalił”. Przeczytaj nasz wywiad z Dawidem Szulczkiem sprzed 10 miesięcy!

Atak zabiera więcej czasu.

Można dobrze ustawić strukturę ofensywy, ale żeby wypracować pewne automatyzmy, trzeba więcej czasu. Jestem zdania, że 4-5 tygodni to czas, gdy można oczekiwać pierwszych rezultatów. W dniu meczu z Wisłą Kraków zakończę czwarty tydzień pracy i mam nadzieję, że efekty będą widoczne.

W szerszej perspektywie większych efektów można spodziewać się po zimowej przerwie?

Myślę, że tak. Mam nadzieję, że uda nam się zapunktować w najbliższych meczach i zgarniemy zwycięstwa przed świętami. Wtedy to będzie miało ręce i nogi. Zawodnicy będą chcieli zostać, może zrobimy dwa transfery, by jeszcze się wzmocnić. Przede wszystkim będę miał perspektywę dwóch miesięcy pracy. Nie będę musiał się martwić, że zaraz jest mecz i zawodnik musi być na niego świeży. Więcej czasu spędzę na boisku. To jest różnica przygotowywać zespół cztery tygodnie, ale grając sparingi, a cztery tygodnie z meczami ligowymi.

Nikt tak nie patrzy na wyniki sparingów. Można się z nich wytłumaczyć.

Nawet nie chodzi o wytłumaczenie. Mogę dzień przed sparingiem zrobić dwa treningi albo je wydłużyć, zrobić więcej rzeczy. Dzień czy dwa dni przed meczem ligowym nie możemy nie wiadomo, ile pracować. Zawodnik musi wyjść w 100% gotowy pod kątem fizycznym.

Rozmawiał Rafał Szyszka

***

Poprzednie odcinki cyklu:

Paweł Grycmann: Chcemy współpracować z uczelniami

Największą szansę na zrobienie kariery mają dzieci, których rodzice nie interesują się piłką