Real trzyma poziom. Co z resztą? LaLiga mocno pikuje
18.12.2021

Przed chwilą ekscytowaliśmy się rywalizacją na linii Madryt – Barcelona. Pierwsi z dwoma przedstawicielami, drudzy z jednym. Wydaje się, że to może być przeszłość. LaLiga dzisiaj przeżywa zdecydowany kryzys pod wieloma względami.

Ostatnie tygodnie to wspaniały okres Realu Madryt. Dla kibiców z Santiago Bernabeu to zdecydowanie pozytywna informacja. Ich ulubieńcy od dłuższego czasu rozbijają kolejnych rywali. Pokonali wszystkie ekipy z czołowej ósemki i już powoli zaczynają odjeżdżać. Co prawda Sevilla traci osiem punktów i ma mecz zaległy, ale im dalej w las, tym większa przewaga. Dziewięć nad Betisem i aż 13 nad panującym mistrzem Atletico. To miał być główny konkurent dla Carlo Ancelottiego i spółki. Na dzisiaj jednak wydaje się, że Real Madryt ma autostradę do tytułu mistrzowskiego.

Najnudniejsza z najlepszych

Zgodnie z danymi portalu Soccerstats.com w lidze hiszpańskie pada zaledwie 2,42 bramki na 90 minut. To zdecydowanie najgorszy wynik w kontekście wszystkich TOP5 lig. To średnia gorsza o 0,25 od polskiej Ekstraklasy, na której widowiskowość mocno narzekamy. To także wynik o 0,66 gorszy od Serie A i jeszcze więcej w przypadku porównań z Bundesligą. Jednak z ligą włoską LaLiga ma wspólną liczbę meczów – 380. Średnia to jedno, ale w liczbach bezwzględnych mowa o 25 bramkach mniej w kontekście całego sezonu! W Europie gorszy wynik, jeśli chodzi o najwyższe klasy rozgrywkowe, mają tylko Rumuni, Bośniacy, a na podobnym poziomie strzelają Słoweńcy.

Bundesliga – 3,15
Serie A – 3,08
Ligue 1 – 2,83
Premier League – 2,77
LaLiga – 2,42

Zresztą to widać po strzelanych golach przez poszczególne drużyny. W Hiszpanii aż siedem drużyn ma średnią zdobywanych bramek poniżej jednego na mecz! To ponad 1/3 składu całej ligi. Dla porównania we Włoszech i Niemczech są dwie takie ekipy, trzy we Francji oraz pięć w Anglii.

Gwiazd ubywa

W ostatnich latach Hiszpania mocno straciła pod kątem konstelacji gwiazd. Dzisiaj nie ma sensu porównywać tej ligi do Anglii. Tam są najgorętsze trenerskie nazwiska, tam są największe gwiazdy i to w hurtowych liczbach. Dzisiaj nie ma Messiego, nie ma Cristiano Ronaldo. Sporą stratą było także odejście Sergio Ramosa. Tak naprawdę Hiszpanie dzisiaj sami nie mają gwiazdy światowego formatu, biorąc pod uwagę kwestie sportowo-marketingowe. Mnóstwo świetnych graczy, ale takich, jak powyższe nazwiska brak.

Obecnie numerem jeden jest Karim Benzema. Poziom piłkarski to światowy top, natomiast marketingowo to nie jest dzisiaj nawet pierwsza dziesiątka świata. Zadatki na taki status ma Vinicius Junior. Może to dziwnie zabrzmi, ale narodowość także ma znaczenie. Brazylijczyk gwiazdą to zawsze dobrze się sprzeda, chociaż Benzema nie powinien “narzekać” na kraj pochodzenia. Po prostu od zawsze był w cieniu.

Wyczekiwany Mbappe

W Madrycie wszyscy czekają na datę 1 lipca 2022. To wtedy Kylian Mbappe ma zawitać na Santiago Bernabeu. To ma być podwójny strzał Królewskich. Wówczas Florentino Perez sprowadzi jednego z najlepszych piłkarzy Starego Kontynentu. Wzmocni tym samym atak i stworzy bardzo ciekawy tercet: Vinicius – Benzema – Mbappe. Jednocześnie trafi tam gwiazda światowego formatu. Gość, który z pewnością może być wartością dodaną dla klubu, ale także dla całej ligi.

Puchary mówią swoje

Wyniki w europejskich pucharach, także pokazują, ile dzisiaj znaczy LaLiga. Oczywiście wiele wygranych Sevilli, ostatnio Villarrealu, w Lidze Europy. Jednak Liga Mistrzów w tym momencie zaczyna być sporym wyzwaniem dla hiszpańskich klubów. Jedynie Real Madryt z łatwością awansował do 1/8 finału. Villarreal w ostatniej kolejce musiał bronić drugiego miejsca, Atletico rzutem na taśmę wyprzedziło Porto i Milan. Sevilla nie potrafiła wyjść z najsłabszej grupy. Nie mieli żadnego z potentatów największych lig. Mimo tego Salzburg i Lille okazali się lepsi. Barcelona strzeliła dwa gole w sześciu meczach, co najlepiej oddaje ich dyspozycje w LM.

W Lidze Europy oczywiście lepiej, gdyż Real Betis awansował bez większych kłopotów. Ale już Real Sociedad w ostatniej kolejce wyszarpał awans do 1/16 finału. Razem siedem ekip, ale większość w rozgrywkach drugiej kategorii. Tak jak w latach 2014-2018 Hiszpanie mieli pięć finałów z rzędu, w tym dwa były ich wewnętrzną sprawą…. Tak teraz sytuacja jest zgoła odmienna. Były dwa angielskie finały, było niemiecko-francuskie starcie. Ani Realu, ani Barcelony czy Atletico w ostatnich trzech sezonach nie było w decydujących meczach. Były w tym czasie dwa półfinały, ale nie skończyły się one najlepiej.