“Trenerzy najmłodszych roczników muszą zarabiać tyle, ile trener U17” [WYWIAD]
31.12.2021

Przyjemnie jest oglądać mecze CLJ na wysokim poziomie. Przyjemnie jest zerkać na wyselekcjonowaną młodzież grającą ciekawą dla oka piłkę. Jednak szkolenie to przede wszystkim dół i podstawa piramidy. To małe miejscowości i trenerzy, o których nikt nie słyszał. Czy obecne zmiany w PZPN pozwolą na poprawę polskiej piłki? O tym opowiadał nam Łukasz Olkowicz, dziennikarz Przeglądu Sportowego, w kolejnym odcinku cyklu “Szkolenie jest Super”, którego partnerem jest legalny bukmacher Superbet. 

***

Jak oceniasz nowe rozdanie w związku, po wyborze prezesa? Wiadomym jest, że to powinien być długotrwały proces.

Daje temu trochę czasu. Natomiast zaczyna wyglądać w miarę obiecująco i widać, że weszła ekipa z pomysłami na zmiany, czego jako dziennikarze się domagaliśmy. Trzeba jednak pamiętać, że owoce tych zmian mogą się nie pojawić nawet za pierwszej kadencji Cezarego Kuleszy. Dobrze, że zajęli się tym ludzie ze środowiska. Mowa o wiceprezesie Macieju Mateńce. On sam twierdzi, że bardziej czuje się trenerem niż działaczem.

Wcześniej był z tym spory kłopot. Marek Koźmiński nie za dobrze się w tym czuł, gdyż nie był z tego środowiska ewidentnie. Plus marazm, który zapanował przy poprzedniej ekipie. Oczywiście teraz też jest taka sytuacja, że kto by nie wszedł, to już po samym słowie zmiany, dostałby kredyt zaufania. Jakie będą efekty? Tego nikt nie wie.

Dla mnie kluczową kwestią, na którą nie dostałem jeszcze odpowiedzi, jest sprawa małych miejscowości. Duże miasta: Lublin, Warszawa, Wrocław – tam sobie trenerzy poradzą. Nie wiem, jak będzie z najmniejszymi gminami. Kiedy i jak dotrze tam kaganek oświaty do trenerów, a to jest kluczowe.

To chyba największy zarzut wobec PZPN. Do tej pory wszystkie programy w stylu AMO itd. były kierowane dla najlepszych. Brakuje jednak czegoś, by zająć się podstawą piramidy szkolenia. Tam na dole.

Tak myślę sobie, że w tym moglibyśmy czerpać od Niemców. Tylko to byłoby gigantyczne przedsięwzięcie. W każdym powiecie byłby wyedukowany i przygotowany trener, który wybierałby najbardziej zdolne dzieci z tych konkretnych regionów. Dojazd w promieniu 30-40 kilometrów maksymalnie i treningi raz lub dwa w tygodniu. Tutaj sito byłoby zagęszczone i mielibyśmy większy wpływ na wszystkie talenty. Tylko to jest kosztowne – wyszkolić, utrzymać i opłacić trenerów, byłoby sporym wyzwaniem. Pojawia się jednak kłopot. To musiałaby być elita trenerska, a póki co nie mam ludzi, by nauczać trenerów. To jest moje największe zastrzeżenie do Zbigniewa Bońka, że takiej elity nie udało się stworzyć za jego kadencji.

Pomysł jest w porządku, zgadzam się z nim. Najbardziej zdolne dzieciaki przez dwa dni są u związkowych trenerów, a potem wracają do klubów i tam może być poziom znacznie niższy. 

Wydaje mi się, że zadaniem tych trenerów byłoby także jeżdżenie po powiecie, edukowanie i pomaganie innym trenerom. Programami, w których wydamy 100 książek, niestety nie dotrzemy do większości. Dosłownie: musimy iść i pokazywać na treningach. Zostając na Lubelszczyźnie, jeśli jest zdolny chłopak pod Włodawą, trzeba zrobić wszystko, by dać mu, jak najlepszą opiekę.

Trzeba przyznać, że skauting coraz lepiej wygląda. Większe kluby potrafią wyciągnąć już dobrych dwunastolatków, ale do tego 12. roku życia trzeba im dać opiekę, potrafić rozpoznać talent. To najbardziej szwankuje. Wydaje mi się, że w PZPN zdają sobie z tego sprawę. Podobnie, jak z faktu, że trzeba pójść drogą angielską i zrobić konkretne specjalizacje dla trenerów. Np. dla tych, którzy chcą pracować w najmłodszych grupach.

Gdzieś mi mignęło, że w przyszłości ma pojawić się dodatkowy kurs UEFA Elite Youth B. Dla tych, których właśnie chcieliby być specjalistami od szkolenia najmłodszych.

To jest dobry pomysł. Od razu trzeba przywołać realia życiowe. Trenerzy najmłodszych roczników muszą zarabiać tyle, ile trener U17. Nie może być tak, że pracując z siedmiolatkami są gorsi albo gorzej wynagradzani. Nie, mają mieć podobne uposażenie. Być może wtedy nie będą myśleć o ucieczce wyżej. To też absolutnie naturalne, że trenerów ciągnie wyżej. Chcą pracować z 12-, 15-, 17-latkami lub seniorami, a nie pokazywać, jak się buty wiąże siedmiolatkowi.

Pytałem się Sławka Czarnieckiego, jak to robią w Bayerze Leverkusen. Tam jest trener, który pracuje z dziećmi od trzydziestu lat. Tylko, że jest wynagradzany tak, jak trener juniorów. Dzięki temu udało im się go zatrzymać i nie ciągnie go wyżej.

Trenerzy mogą lubić pracować z najmłodszymi. Oni jednak rozmawiają ze sobą i znają zarobki na rynku. Potem trener kilkulatków może się zastanawiać, po co ma się “męczyć” na najniższym poziomie, za połowę pieniędzy, które ma kolega z U15. Do tego dochodzi np. perspektywa gry w CLJ, która może być kusząca. To przecież okno wystawowe także dla trenerów.

Musi być zrozumienie w klubie dla tej sytuacji. U nas się utarło, że jeśli nie ma co z kim zrobić, wówczas rzuca się trenera lub piłkarza w klubie, do dzieciaków. Mówię o klubach z IV ligi czy okręgówki, a przecież tam również są potencjalne talenty. Rzucanie na siłę trenera, żeby się tam uczył albo sobie dorobił, to nie jest poważne podejście.

Większość trenerów uczy się na dzieciach, którym może zrobić największą krzywdę. W juniorach zawodnik będzie na tyle świadomy, że pewnych absurdalnych rzeczy nie wykona, jeśli spotka niekompetentnego trenera.

Wiele osób nawołuje, żeby najlepszych trenerów dawać do najmłodszych dzieci, do 12. roku życia. Nie jest to głupi pomysł, ale dochodzą także ambicje trenera i trzeba to zrozumieć. Natomiast szukajmy złotego środka.

PZPN znajdzie swoją drogę czy będzie “kopiował”?

Rozmawiałem z prezesem Mateńko i widać wpływ piłki niemieckiej na jego myślenie. Jest ze Szczecina, więc wiadomo, że w wolnym czasie jeździł do Berlina. Twierdzę jednak, że nie będziemy kopiować.

Przerwę. Trener Grycmann, dzisiaj druga osoba w związku jeśli chodzi o szkolenie, to już kompletnie inne zainteresowanie. Jest wielkim fanem szkolenia hiszpańskiego i portugalskiego.

Wydaje mi się, że wymieszanie stylów jest dobre. Anglia także poszła mocno do przodu. Jednak od lat mówimy, żeby nie kopiować jednego systemu i tak pewnie będzie. Taka wymiana wyjdzie wszystkim na lepsze. Trener Grycmann południe, poza tym jest wielu młodych trenerów, którzy mają swoje inspiracje – Tchórz, Ludwiczak, Łagożny czy Kowalczyk. Warto czerpać z ich wiedzy i wierzę w tych ludzi. Mają chęć do rozwoju i powinni pomóc dźwignąć polską piłkę. Tylko wypadałoby im pomóc systemowo, a nie na własną rękę.

Chcemy długofalowych projektów, ale jednocześnie chcemy szybkich efektów. To będzie jedno z największych wyzwań w Polsce…

Zdecydowanie to jest kłopot. Mamy spore braki w kadrach zarządzających. Nie będzie dobrego szkolenia bez dobrych działaczy. Mam na myśli rozwiązanie portugalskie. Wyszkolili trenerów i mają ich na topowym poziomie, teraz wzięli się za kadrę zarządzającą. Każdy klub miał obowiązek wysłać prezesa i dyrektora sportowego na szkolenie związkowe, które pomagało także zrozumienie istotność akademii. A myślę, że dla klubów z niższych lig akademia powinna być najważniejszym aspektem działania klubu.

Tutaj widzę rezerwy. Wiem, że PZPN się przymierza. Póki co do klubów Ekstraklasy i zawodowych podmiotów. Kolejnym wyzwaniem będzie jednak dotarcie do tej kadry. Żeby trener dzieci nie przyjeżdżał z turnieju i nie dostawał bury od prezesa za szóste miejsce. Przecież chodzi o to, ilu chłopaków dostarczy do seniorskiej piłki. Na pewno nie ma tego zrozumienia u działaczy tego, co jest kluczowe w szkoleniu.

Dobrowolność czy przymus dla ludzi? Do dobrego czasem trzeba przymusić w naszym kraju.

Trzeba, nie ma co kryć. Licząc na dobrą wolę, możemy długo nie wyjść z tego marazmu. Trzeba przymusić działaczy i wielu trenerów. Widzę też, że dla trenerów często wyjazd na konferencje równa się zdobyciu punktów do licencji. Często słyszałem, że część siedzi na telefonach, inni idą na piwko. Trenerzy muszą zrozumieć, że to jest dla ich dobra, a prowadzenie dzieciaków to wielka odpowiedzialność. Konferencje nie są od nabijania punktów, ale dla trenerów. Tym bardziej że ich poziom podnosi się z roku na rok, co trzeba pochwalić.

Końcówka roku to zazwyczaj wysyp konferencji. Wielu trenerom brakuje punktów do przedłużenia licencji, pojawia się strach, że zabraknie. Wtedy rusza “turystyka” konferencyjna i jeżdżenie wszędzie, gdzie się da.

Dobrze powiedziane! Ja bym jeszcze to zaostrzył. Konferencja średnio raz na rok, to jest zdecydowanie za mało, a tyle w zasadzie wystarczy, by przedłużyć licencje w okresie trzyletnim. Byłbym radykałem, ale uważam, że bez tego, nie zrobimy kroku do przodu.

Jestem wielkim zwolennikiem pomysłów Przemka Mamczaka. Dlaczego tylko konferencje mają dawać punkty? Być może w roku znajdę tylko jedną pod interesujący mnie temat. Ale w międzyczasie odbędę szereg szkoleń, staży i innych rzeczy, które mnie rozwiną jako trenera. Jednak w systemie PZPN, będzie widniała jedna konferencja…

To jest właśnie dziwne. Trenerzy za poszczególnie rzeczy powinni być wyróżniani punktami. Jeśli ktoś nie ma ochoty, wówczas nie dostanie i tyle.

200PLN
GRAMGRUBO
GRAMGRUBO