Radomiak znokautowany w trzynastej sekundzie. Raków wygrywa i zostaje wiceliderem
12.02.2022

Raków Częstochowa pokonał Radomiaka 1:0 i zameldował się na drugim miejscu w tabeli PKO BP Ekstraklasy. Wynik spotkania został ustalony już w pierwszej minucie spotkania, kiedy oszołomioną defensywę Radomiaka zaskoczył Giannis Papanikolaou. 

Szaleńcze tempo

Jeszcze zanim zgromadzeni na stadionie w Radomiu kibice zdołali rozsiąść się na swoich miejscach Raków już zdołał zaskoczyć obronę Radomiaka. Piłkarze Marka Papszuna rozpoczęli grę ze środka boiska i od razu pomknęli z piłką w kierunku bramki Radomiaka. Akcję napędził Lederman, który zagrał piłkę na skrzydło do Kuna. Ten popisał się nie najlepszym dośrodkowaniem, jednak na futbolówkę wybitą przez piłkarzy z Radomia czyhał przed polem karnym Giannis Papanikolaou, który bez dłuższego namysłu uderzył z woleja. Wystarczyło to aby zaskoczyć Majchrowicza i w trzynastej sekundzie spotkania piłka po raz pierwszy przekroczyła linię bramkową. W Radomiu rozpoczęło się od trzęsienia ziemi.

Raków nie zamierzał osiadać na laurach i od razu ruszył do dalszych ataków i wysokiego pressingu. Kilka minut później bliski szczęścia był Petrasek, ale jego strzał głową z linii bramkowej wybił Cele. Pressing podopiecznych Marka Papszuna był zabójczy dla piłkarzy Radomiaka. Raków raz po raz odzyskiwał piłkę, wymieniał 3-4 podania i znajdował się w bliskiej odległości do bramki Majchrowicza. Spotkanie toczyło się w zawrotnym tempie, które narzucali częstochowianie. Radomianie nie do końca potrafili nadążyć. Lederman, Papanikolaou i Tudor siali zamęt w szeregach obronnych rywala.

Druga część pierwszej połowy straciła nieco na intensywności, ale chyba żadna drużyna na świece nie byłaby w stanie wytrzymać długo takiego tempa jakie narzucił sobie w pierwszych minutach Raków. Nie oznacza to jednak, że inicjatywę przejęli piłkarze z Radomia. Raków nadal był aktywniejszy, ale ataki podopiecznych Marka Papszuna nie były już tak szybkie i nie stwarzały takiego zagrożenia. Po pierwszych 45 minutach gry częstochowianie zeszli do szatni z jednobramkowym prowadzeniem.

Jeden gol wystarczył

W drugiej połowie mecz stracił nieco rumieńców, ale nie oznacza to, że druga część spotkania była kompletnie pozbawiona sportowych emocji. Pierwsza połowa rozbudziła jednak nasze apetyty. W drugiej zdecydowanie częściej pod bramką Rakowa meldował się Radomiak. Piłkarze z Mazowsza częściej dochodzili do głosu i stwarzali sobie więcej bardziej dogodnych sytuacji. Piłkarze Dariusza Banasika zaczynali powoli przejmować inicjatywę, jednak wyrównująca bramka cały czas nie padała.

Gola na 2:0 nie potrafił również zdobyć Raków, na którym przyjęcie bardziej zachowawczej postawy w drugiej części spotkania mogło się kilkakrotnie zemścić. Podopieczni Marka Papszuna mieli co prawda swoje sytuacje, jednak najczęściej były one efektem błędu formacji obronnej Radomiaka. Na konia o mało co nie wsadził się Filip Majchrowicz, który pokusił się o drybling we własnym polu karnym. Bramkarzowi gospodarzy udało się jednak naprawić swój błąd.

Do samego końca obie drużyny próbowały jeszcze zdobyć bramkę. Swoje okazje mieli zarówno piłkarze Rakowa, jak i Radomiaka, jednak do ostatniego gwizdka żadna bramka na stadionie w Radomiu już nie padła. Golem w trzynastej sekundzie spotkania Papanikolaou ustalił wynik meczu.

Radomiak – Raków Częstochowa 0:1 (0:1)

0:1 Papanikolaou 1′

 

200PLN
GRAMGRUBO
GRAMGRUBO