Polska vs Reszta Świata: Wahan Biczachczjan robi reklamę rodakom
26.02.2022

Rok 2011 to już prehistoria futbolu. Wtedy w naszej lidze debiutowało aż trzech Ormian. Do niedawna to byli jedyni zawodnicy z tego kraju, którzy wystąpili na boiskach Ekstraklasy. Teraz jednak pojawił się czwarty. Wahan Biczachczjan start ma fenomenalny.

Sprawdzamy statystyki na stronie Transfermarkt i wychodzi, że Ormianie są w grupie kilku nacji, które miały także czterech swoich przedstawicieli w najwyższej klasie rozgrywkowej w Polsce. Podobnym wynikiem mogą się pochwalić: Tunezyjczycy, Iworyjczycy, DR Kongo, Włosi, Burkina Faso oraz… Azerowie. Nawet w tej materii znienawidzeni sąsiedzi rywalizują tysiące kilometrów od swoich granic. Wróćmy jednak do Ormian.

Jako pierwszy w Ekstraklasie zameldował się Lewon Hajrapetjan. Lewy obrońca reprezentacja Armenii zameldował się w naszym kraju po transferze z Pjuniku Erywań. W końcu tam się urodził, jeszcze za czasów Związku Radzieckiego. Co ciekawe jednak piłkarską edukacje odebrał w Niemczech, kończąc ją w HSV. W Polsce reprezentował dwa kluby. Dla Lechii i Widzewa uzbierał łącznie 52 występy. Potem jego losy wiodły przez Czechy, Iran, aż w barwach Alaszkiertu Erywań zakończył karierę 2,5 roku temu. W naszej lidze był także Robert Arzumanjan. Ten trafił do Jagiellonii Białystok z duńskiego Randers. 11 meczów w Ekstraklasie i dalsza podróż. Chabarowsk, Aktobe, Perm, Karaganda i na koniec Erywań. Także podróżnik.

Najwięcej klubów zwiedził w Polsce, co nie dziwne, Agwan Papikjan. Mówimy w końcu o Ormianinie urodzonym w Łodzi. Wychowanek Startu Łódź i ŁKS-u, właśnie w tym drugim klubie wchodził do seniorskiej piłki. Poza tym był Raków Częstochowa, Chojniczanka, GKS Bełchatów oraz Olimpia Grudziądz. 28-latek dzisiaj reprezentuje barwy Alaszkiertu Erywań, gdzie gra z innym byłym piłkarzem grudziądzkiego klubu – Jose Embalo.

Konkrety od początku

Żaden z wymienionej trójki nie był gwiazdą. Żaden nawet nie trafił do siatki na najwyższym poziomie ligowym. Papikjan strzelał, ale w I oraz II lidze. Teraz jednak przyszedł gość, który już trafił trzy razy do bramki przeciwnika, chociaż w oficjalnych statystykach ma dwa trafienia. Nie zmienia to faktu, że Wahan Biczachczjan na boisku do tej pory był ledwie… 49 minut. Na zaufanie Kosty Runjaicia trzeba sobie zasłużyć. Mówił o tym m.in. Kamil Grosicki w niedawnym występie w FootTrucku. Nie jest łatwo przyjść do Pogoni i z buta wejść do składu. Prawda jest jednak taka, że w krótkim czasie dał wiele Portowcom.

W Gliwicach dobił rywala trafiając na 2:0. Przeciwko Miedziowym strzelił decydującego gola na 2:1. Teraz jego uderzenie dało zwycięską bramkę – samobój Rafała Strączka – w starciu ze Stalą Mielec. Odejmujemy dwa ostatnie uderzenia i Pogoń Szczecin do dzisiejszego meczu przystępuje ze stratą trzech oczek, zamiast przewagi jednego. To już jest różnica, którą mają robić transfery przychodzące.

Lewa noga na wagę złota

Nie ma co się oszukiwać, że dalsze takie występy sprawią, że lada moment trafi do podstawowego składu. A każdy kolejny gol to plus kilkanaście lub kilkadziesiąt tysięcy do ewentualnej wyceny. W końcu mówimy o gościu, którzy latem skończy dopiero 23 lata, a w tym sezonie już udział przy 23. golach w 28. meczach – 14 goli i 9 asyst. To oczywiście efekt występów na słowackich i polskich boiskach. Krótko mówiąc warto cały czas śledzić rozwój najdroższego piłkarza w historii Pogoni Szczecin. Dla jednych 900 tysięcy euro, dla innych milion. No i niełatwe zadanie. Mimo że inna charakterystyka, to jednak trzeba wejść w buty i wypełnić lukę po Kacprze Kozłowskim.

200PLN
GRAMGRUBO
GRAMGRUBO