“Kiwanie między pachołkami nie ma nic wspólnego z piłką nożną” [WYWIAD]
31.07.2022

Nie pojawia się na pierwszych stron gazet, ale ma wiele ciekawego do przekazania. Od wielu lat pracuje poza Polską i cały czas się rozwija. Dzisiaj jest trenerem w akademii Norwich, a także posiada swoją szkółkę w Anglii – Pav FunBall Academy. Paweł Guziejko opowiedział o swoich szkoleniowych poglądach w najnowszym odcinku cyklu “Szkolenie jest super” z Superbetem.

Jako pierwszy głos zabrał Paweł Guziejko. Polski trener od wielu lat jest wielkim zwolennikiem małych formatów gier dla najmłodszych. Dlaczego? Jego analogia z wyborem keczupów w sklepie, jest najprostszym możliwym rozwiązaniem. Ile czasu zastanawiamy się nad wyborem mając 10 rodzajów, a ile gdy wybieramy spośród dwóch firm? Oczywiście w drugim przypadku podejmiemy decyzje szybciej. Zatem dziecko szybciej nauczy się podejmować decyzje w grze 3 na 3, niż 5 na 5 czy 7 na 7.

To już trend ogólnoeuropejski, by zmniejszać formaty gier i liczebność zawodników na boisku. Niestety w Polsce nadal pokutuje myślenie o jak najszybszym przechodzeniu do kolejnych formatów. Jeśli za pół roku kończę okres żaka i gier 5 na 5, to sparingi będę grał 7 na 7, bowiem tak będzie wyglądać liga za pół roku. Wielu trenerów niestety nie patrzy na potrzeby zawodników, którzy gubią się w większym boisku i większej liczebności graczy na boisku – to opis wystąpienia Guziejki podczas krakowskiej konferencji All About Football, która odbyła się w czerwcu. 

***

Jakie są największe błędy w szkoleniu?

Osobiście nie rozumiem słowa “szkolenie”. Wyszkolić można profesjonalnego żołnierza, który ma później za zadanie bronić ojczyzny. Wiele osób używa tego słowa. Jeżeli chodzi o dzieci i piłkę nożną, wolę słowo “uczenie się”, angielskie learning. Trener tak naprawdę jest nauczycielem. Niestety, wielu trenerów nie potrafi uczyć. Nie zna bowiem procesu uczenia. Skupia się wyłącznie na elementach piłkarskich. One są ważne, ale w piłce dziecięcej nie są najważniejsze. Kluczowa jest młoda istota, która przychodzi na trening.

Jest taka fajna sentencja “mniej znaczy więcej”. Wydaje mi się, że się z nią mocno utożsamiasz.

Jeżeli pójdziesz na zajęcia poobserwować, to na treningu zobaczysz mnóstwo pachołków, stożków, manekinów itd. Sama obecność tego sprzętu świadczy o tym, że trening jest bardzo rozbudowany. A nasz mózg oddziałuje w inną stronę. Prostota jest najważniejsza. Im mniej tych informacji, tym szybciej dziecko się uczy i lepiej rozumie sytuacje boiskową. Wg mnie powinno być jak najmniej pachołków, sprzętu u dzieci. Bardzo ważnym elementem są małe gry. To idealnie odpowiada mózgowi dziecka, który jest bardzo plastyczny, chłonie wiele informacji.

Podam najzwyklejszy przykład. Gdyby numer telefonu miał 11 cyfr, nie byłbyś w stanie go zapamiętać. Musiałbyś zanotować. Siedem cyfr czasem trudno jest zapamiętać, potrzebujemy czasu. Tak samo, jak idziemy na zakupy. Gdy mamy wiele rzeczy do kupienia, bierzemy listę. Dlaczego? Bo nie zapamiętamy wszystkiego i coś zapomnimy. Życiowe sytuacje dobrze odnoszą się do piłki dziecięcej i młodzieżowej. Jeżeli “zbombardujemy” dziecko tonami informacji i wiedzy, ono zapomni szybko, co było na początku naszego przekazu.

To jest właśnie esencja tego, o czym była mowa na krakowskiej konferencji. Dziecku nie możemy dać roweru dla dorosłej osoby.

My jako dorośli popełniamy wiele błędów. Uważamy, że stojące przed nami dziecko nie rozumie niczego. Jest tylko po to byśmy mu rozkazywali. To działa odwrotnie. Dziecko potrzebuje wiele swobody, wolności i jedynie wskazówek. Do pewnego okresu to jest zabawa, zwłaszcza w wieku 5-12. Oczywiście indywidualne elementy piłkarskiego abecadła muszą być obecne. Ale głównie indywidualne! Do tego jednak potrzebna jest “wiedza detaliczna”. Kierunkowe przyjęcie piłki, ustawienie ciała, moment zmiany kierunku ruchu itd. Wszystko na poziomie indywidualnym ma znaczenie w najmłodszym wieku. Taktyka grupowa, zespołowa może być brana bardziej na serio już w starszym wieku, np. u 15-16-latków, którzy rokują, że będą grać w piłkę. To się jednak ze sobą wiąże.

Jeśli masz 18-latków i grasz nimi czwórką w linii obrony. Natomiast dwóch z nich nie będzie miało pewnych nawyków, nie będzie potrafiło bronić indywidualnie, nie kontrolowało przestrzeni wokół siebie oraz nie potrafiło ustawić ciała względem piłki czy przeciwnika, wtedy cała twoja grupowa i zespołowa taktyka nie ma sensu. Oni nie wyjdą poza indywidualne rzeczy. Dlatego to jest tak ważne już u dzieci. Stąd mniej znaczy więcej: mniej taktyki, mniej grupowego działania. Wszystko indywidualnie!

Mniej znaczy więcej ma wiele wymiarów. Mniejsza liczba zawodników na boisku zapewnia rozwój dzieciom. Mniej interwencji pozwala im płynniejszą grę itd. Można to wymieniać przy okazji zasad, ograniczeń i wielu innych.

Oczywiście, że tak. Trening powinien odzwierciedlać to, co się dzieje w meczu. Kiwanie między pachołkami nie ma nic wspólnego z piłką nożną. Nie odzwierciedla gry w ogóle. Jest różnica między treningiem z przeciwnikiem i bez. Niektóre dzieci potrzebują takich zajęć bez przeciwnika. Tylko on nie może być nudny. Nie może dziecko przez godzinę dryblować między pachołkami, bo się zanudzi. Kilka minut nie będzie czymś złym, ale musimy dobrać to do ich poziomu.

Trenerzy popełniają moim zdaniem dwa duże błędy. Sam je popełniałem. Patrzysz na treningi w social mediach. Np. oglądają zajęcia Bayernu, Guardioli i innych wielkich trenerów i potem przenoszą te same ćwiczenia do treningów dla 5-latków czy 12-latków. Dziecko przychodzi na trening przede wszystkim, żeby się cieszyć grą. Dobry trener, powtarzam dobry trener powinien znać potrzeby dziecka i proces uczenia się najmłodszych. Wtedy jego trening będzie efektywny.

Jesteś zwolennikiem tego, by dzieci grały w mniejszej liczebności na boisku. Szybciej i łatwiej podejmują decyzje.

Jest tyle naukowych potwierdzeń tego trendu na świecie, że to nie jest nic nowego. Gra z mniejszą liczbą zawodników na boisku sprzyja dziecku i jego rozwojowi. Pod względem kognitywnym i emocjonalnym. Jeżeli człowiek chcący być trenerem jest temu przeciwny, to nie rozumie rozwoju człowieka. Zapatrzenie się na samą piłkę nożna to zbyt mało. Dla trenera najważniejsze jest ustalić, kogo ma przed sobą: 14-latek czy 10-latek, a może ktoś młodszy. I zrobić wszystko, żeby dziecko było najważniejsze. Wcześniej musi jednak schować swoje ego do kieszeni. Tylko że to jest trudne. Wiele osób nie potrafi się z tym pogodzić i zaakceptować. Dlatego mamy kłopot w tych kwestiach.

Piłka nożna dorosłych i dzieci to dwie różne dyscypliny. Łączy je tylko nazwa. Kłopot w tym, że wielu dorosłych patrzy tak samo na jedną i drugą dyscyplinę. Oglądają efektowną grę podaniami w telewizji, a później chcą zaimplementować to samo do małych dzieci. To jeden z największych i najczęściej powtarzanych błędów.

Edukacja, edukacja i jeszcze raz edukacja. Nie ma co krytykować, gdyż tak jest najłatwiej. Najczęściej krytykują ci, którzy nic nie wiedzą. Ludzie, którzy mają potężną wiedzę się nie udzielają, tylko pracują. Najważniejszym w procesie uczenia się dzieci, jest zrozumienie młodego człowieka. Dzięki temu łatwiej będzie zrozumieć proces treningowy. Połączenie tych dwóch elementów da znakomity efekt. Musimy być cierpliwi. Dziecko przychodzi na trening, dostaje piłkę i będzie dryblowało zawsze i wszędzie. Taką ma naturę. Człowiek dorosły poprzez swoje doświadczenia rozumie piłę nożną jako grę zespołową. Ale to jest postrzeganie dorosłego. Natomiast dzieci to indywidualne jednostki. Dlatego jest tam duży chaos. Zresztą często u dorosłych jest chaos…

Ważnym jest, żeby dziecko mogło dryblować, miało wolność, mogło popełniać błędy i było odważne w swoich decyzjach. Trener, który rozumie dzieci, proces uczenia się i proces treningowy u najmłodszych, będzie najlepszy. Edukacja trenera przede wszystkim powinna się opierać na tym, z kim ma do czynienia. Później dopiero na elementach piłkarskich.

Kompetencje trenera piłki nożnej dzieli się na twarde i miękkie. W pierwszym aspekcie jest wiedza o piłce, a w drugim zrozumienie istoty ludzi, z którymi się pracuje. Kiedyś stawiano mocno na to pierwsze, a teraz widzę, że jednak kompetencje miękkie powinny być na pierwszym miejscu. Jeśli tego nie załapiesz, to nie będziesz w stanie użyć swoich kompetencji twardych.

Cały mechanizm piłki nożnej opiera się na relacjach międzyludzkich. Są to z kilku punktów widzenia. Najlepsi trenerzy są najlepsi, bo najlepiej rozumieją relacje międzyludzkie. Potrafią bardzo dobrze je wykorzystać w sposób adekwatny do swojej filozofii.

O fizyczności i motoryce raczej wielu rzeczy nie odkryjemy. Wiemy już tyle, że trudno zrobić kolejne postępy. Natomiast cała gra w piłkę nożną jest w tym, jak podejmujesz decyzje i rozwiązujesz problemy. Nie rozwiążesz boiskowych problemów, jeśli dziecko kiwa pachołek na treningu. Lepiej mieć przeciwnika, oczywiście pod warunkiem, że jest na to gotowe. Przychodzą też na treningi dzieci, które nigdy nie kopały piłki i potrzebują innej stymulacji. Jeżeli są dzieci z wysokim potencjałem uczenia się, wtedy inteligentny trener musi dobrać odpowiednie czynniki wobec każdego jednego dziecka. Jeżeli ma dziesięciu chłopaków na treningu, to każdego musi traktować inaczej. Nie można wszystkich wrzucać do tego samego worka. Każdy z nich ma inne kompetencje, potrzeby.

Każdy inaczej reaguje.

Training design jest kluczowy. Żeby zaprojektować trening odzwierciedlający potrzeby dzieci, musisz mieć podstawową wiedzę na wiele tematów. Jakie są potrzeby dzieci w danym wieku, czego oczekują, jak się uczą, kiedy się rozwijają itd. Jeśli to wiesz, wtedy będziesz musiał mniej interweniować na treningu. Sam trening będzie dawał informacje zwrotne dla dzieci. Oczywiście znajdą się dzieci, które popełniają ten sam błąd wielokrotnie. Wtedy jesteś od tego, żeby mu pomóc. Niekoniecznie dać gotową informacje, ale naprowadzić go na rozwiązanie. Po to jesteśmy tam, za to nam płacą. Najważniejsze, żeby nasze ego nie stało w sprzeczności z procesem uczenia się dzieci.

Mądrze zaprojektowany proces edukacji rozpoczyna się od pytania ludzi, czego potrzebują. Nie od “mi się wydaje” i robię. Warto się pytać dzieci o wiele rzeczy. Można z tego wyciągnąć naprawdę ciekawe wnioski, z których naprawdę wiele można później wykorzystać w codziennej pracy. Niestety rzadko dorośli pytają dzieci o zdanie.

Dużo dobrego dzieje się w Polsce. Kluczem musi być edukacja. Rodziców, trenerów i wszystkich dookoła. To jest rola PZPN i wojewódzkich związków. Muszą edukować trenerów. Związek nie jest odpowiedzialny, że ktoś krzywo kopnie piłkę. Jest odpowiedzialny za edukacje trenera, który ma pomóc dziecku, by nie kopało krzywo piłki.

Najwięcej trenerów jest dedykowanych dla najmłodszych. Niestety edukacji dla trenerów pracujących z najmłodszymi jest… najmniej. Trzymiesięczny kurs UEFA Grassroots C i tyle. Na kolejnych kursach głównie idziemy w kierunku piłki 11-osobowej. Nikt się nie przejmuje tym, co się dzieje na dole piramidy. To zdecydowanie najbardziej zaniedbany fragment. Wysyła się najmniej przygotowanych trenerów do dzieci, którym można zrobić największą krzywdę.

Najważniejsza jest powszechność sportu. Klasy 1-3, gdy dzieci przychodzą na WF. Rolą edukacji sportu jest jego powszechność. Realizacja programów, która sprzyja rozwojowi ZA DARMO. Drugim filarem jest edukacja trenerów odpowiedzialnych tylko i wyłącznie za pracę z najmłodszymi. Wtedy ten dół piramidy się podnosi. Jest trafne polskie powiedzenie “Czego Jaś się nie nauczy, ten Jan nie będzie umiał”.

Nie korzystamy z potencjału, który nasz kraj posiada. Nie chodzi jednak o to, że nie mamy zdolnych dzieci czy trenerów. Oczywiście, że mamy. Daleki jestem od krytykowania, wolę się skupić na tym, co mogę zrobić dla rozwoju siebie i środowiska wokół mnie. Podstawą powinno być stworzenie programu narodowego dla dzieci w wieku 5-12 lat. Najlepiej objąć to także szkoły podstawowe w klasach 1-3, wpuścić trenerów, by mogli pomóc także nauczycielom wychowania fizycznego. Edukacja, ale z pozytywnym podejściem. Najłatwiej jest skrytykować i zmieniać wszystko od A do Z, wywracać do góry nogami. Lepiej ewoluować.

Krytyka nie powinna być celem samym w sobie. Jednak, jeśli coś nie idzie, musimy to jakoś zdefiniować. Jeśli coś jest złe, siłą rzeczy musimy to zauważyć, po części konstruktywnie skrytykować i dopiero zastanowić się, jak to naprawić. Na końcu jest działanie – plan naprawczy. Kolejność działań jest tutaj kluczowa.

Możliwe, że masz racje. Generalnie mi chodzi o to, że chcę myśleć pozytywnie o tym, jak rozwiązać dany problem. Jest jakiś program, który np. nie funkcjonuje. Nie chodzi o to by go wyrzucić w całości. Trzeba coś zmienić, tak żeby zaczęło działać. Zmieniamy, ewoluujemy i dokładamy cegiełki, by program był lepszy. Sama zmiana dla zmiany nie ma sensu. Strata czasu, strata pieniędzy. W ten sposób do niczego się nie dojdzie.

W Polsce najczęściej jest myślenie czarno-białe. Jeśli ktoś wprowadza zmiany w programie, to znaczy, że poprzedni był zły. Nikt nie dojdzie do wniosku, że mogły powstać nowe badania. Coś zostało odkryte albo pojawiły się nowe wnioski. Chodzi o usprawnienie czegoś, a nie przekreślanie całości.

Dobrego słowa użyłeś – usprawnić, ulepszyć. Działać dalej. Pracowałem dla angielskiej federacji w programie FA Skills. To był program dla grassroots, przeznaczony dla trenerów specjalizujących się w piłce najmłodszych, a także dla rodziców. On był rozpowszechniony na całą Anglię, w każdym hrabstwie. Szedłem do szkoły i pokazywałem, jak można przeprowadzić lekcje wychowania fizycznego. Co roku związek ulepszał program dokładając kolejne cegiełki. FA stworzyło w każdym hrabstwie po trzy skills centre, zatrudnili w całym kraju 120 trenerów, będących fachowcami w piłce dziecięcej. Trzeba tylko chcieć. Musi to być zrobione porządnie, kooperacyjnie.

Długofalowo przede wszystkim! U nas osoby wprowadzające zmiany chcą doczekać ich efektów będąc jeszcze na stanowisku. Za 10 lat nikt nie będzie pamiętał, że pan X wprowadził zmiany, które dzisiaj dają owoce.

Zaangażować kluby Ekstraklasy, całe środowisko i step by step, co roku ulepszać. Tutaj rola PZPN, ministerstwa sportu, ministerstwa edukacji. Tu powinny iść środki i wtedy pojawia się masowość. Każdy trener powinien mieć dostęp do materiałów i zobaczyć, co się dzieje. W Anglii masz kanał na Youtube i masz wszystko, jak na tacy. Dostosowane do konkretnych grup wiekowych.

Za bardzo jesteśmy skupieni na górze piramidy. Największe diamenty są na dole. Jeśli się do nich dokopiemy, wówczas mamy szansę, by za 10-15 lat polska piłka, polski sport może czerpać duże efekty. Na to jednak trzeba czasu i cierpliwości.

Rozmawiał Rafał Szyszka

Poprzednie odcinki cyklu:

“Norwegom w byciu piłkarzem nie towarzyszy motywacja finansowa” [WYWIAD]

Marek Wawrzynowski: Nie widać powodów do optymizmu, by polska piłka miała ruszyć z miejsca

“Błąd jest czynnikiem pożądanym w procesie treningowym” [WYWIAD]

“Trenerzy nie są półgłówkami” [WYWIAD]

“Najważniejsze są dzieci, a nie wytyczne programowe”

“Na początku każde dziecko jest genialne, ale później przez zamknięcie ich w ramy, kreatywność jest zabijana” [WYWIAD]

“Trenerzy najmłodszych roczników muszą zarabiać tyle, ile trener U17” [WYWIAD]

Dawid Szulczek: Warta musi strzelać gole i zdobywać punkty, jeśli chcemy się utrzymać [WYWIAD]

“Największą szansę na zrobienie kariery mają dzieci, których rodzice nie interesują się piłką”

Paweł Grycmann: Chcemy współpracować z uczelniami

200PLN
GRAMGRUBO
GRAMGRUBO