Dariusz Banasik: Zostawiłem zespół na dobrej pozycji, utrzymany w Ekstraklasie i odbiór mojej pracy jest pozytywny [WYWIAD]
31.10.2022

W Radomiu kibice najchętniej wybudowali by mu pomnik. Dwa awanse i bardzo dobry sezon w Ekstraklasie, dość nieoczekiwanie zakończony przedwczesnym zwolnieniem. Właśnie jest w trakcie najdłuższej przerwy w trenerskiej karierze, jednak chętnych na jego usługi nie brakuje. Dariusz Banasik jest kolejnym gościem cyklu “Szkolenie jest super” z Superbetem.

Patrząc na pańskie CV, można dojść do wniosku, że w tym momencie ma Pan najdłuższą przerwę pomiędzy jedną a drugą pracą. Wcześniej to było 3,5 miesiąca pomiędzy Zagłębiem Sosnowiec a Pogonią Siedlce. Większość przypadków to koniec pracy w jednym klubie i start w nowym. Teraz już jest pół roku. Jak się odnaleźć w nowej sytuacji?

Mogłem i teraz tak zrobić, bo miałem propozycje pracy, ale nie podjąłem żadnej z nich. Ostatnich dwadzieścia kilka lat, tylko raz miałem przerwę. Licząc pracę w Legii i innych zespołach, praktycznie pracuje bez wytchnienia. Taki moment jest dobry i teraz nie spieszę się do nowej pracy. Chcę też to wykorzystać dla siebie, dla rodziny, pewne rzeczy nadrobić. Kiedyś pracę podejmę.

Sytuacja trochę inna niż zawsze. Więcej czasu dla rodziny, znajomych i na sprawy, które były zaniedbane przez wiele lat. Myślę, że każdy trener potrzebuje takiego czasu, by odpocząć, nabrać dystansu i chęci do podjęcia nowego wyzwania.

Ostatnia praca w Radomiaku to prawie cztery lata. Z jednej strony stabilizacja, o którą nadal trenerzy walczą. Jednak czy w pewnym momencie nie pojawia się przesyt po takim czasie w jednym miejscu?

Czasami jest przesyt, czasem go nie ma. Wszystko zależy od konkretnych okoliczności – jak się układają relacje z drużyną, zarządem, miastem, kibicami, jakie są wyniki itd. Cztery lata to bardzo dobre osiągnięcie, ale czułem także, że mój czas dobiegał końca. Osiągnąłem tam, co mogłem. Zostawiłem zespół na dobrej pozycji, utrzymany w Ekstraklasie i odbiór mojej pracy jest pozytywny. Może już było trochę przesytu i zasiedziałem się długo w jednym miejscu. Jak każdy człowiek, lubię nowe wyzwania, więc pewnie wcześniej czy później moja praca w Radomiu dobiegłaby końca.

Gdy Pan obejmował Radomiaka w II lidze, pozycja na rynku trenerskim była inna, niż teraz po dwóch awansach i dobrych występach w Ekstraklasie. Czy teraz zszedłby Pan jeszcze do I czy nawet II ligi do ciekawego projektu? Trochę “gdybologia”, ale ciekaw jestem, jak Pan siebie pozycjonuje w hierarchii trenerskiej.

Miałem sporo zapytań z I czy II ligi. Trzeba jednak najpierw wszystko dobrze sprawdzić. Wiedzieć, gdzie się idzie. Jaka jest pozycja klubu, jakie cele, jakich zawodników do dyspozycji i jakie warunki się zastanie. Miałem także propozycje z Ekstraklasy. Natomiast to były kluby, które borykały się z pewnymi problemami i jako trener muszę analizować takie rzeczy. Kariera trenerska jest taka, że nikt nie pamięta o dawnych sukcesach, tylko aktualne sprawy. Ja sobie jednak nie zamykam nigdzie drogi. Dlatego I ligę na pewno bym rozważył. Drugą już raczej. To trudna liga, z której już wychodziłem i chyba nie chciałbym tam wracać. Z drugiej strony nie można niczego w ciemno odrzucać. Nie boję się pracy i prędzej czy później wrócę na ławkę trenerską.

Trenerzy nie lubią mówić o kolegach z branży. Jednak na myśl od razu przychodzi mi analogia do Jerzego Brzęczka. Jeszcze niedawno temu selekcjoner reprezentacji Polski, a potem wybory i praca przyniosła spadek z Wisłą Kraków i zwolnienie w środku tabeli I ligi. Patrząc z boku, ogromny zjazd. Wydaje się, że to najlepszy przykład, by nie brać klubu ad hoc, tylko lepiej dobierać pracodawcę.

Takich przykładów znaleźlibyśmy zapewne wiele. Mamy taką pracę, że musimy być na wszystko przygotowani. Pamiętam, gdy Jan Urban został zwolniony z Legii na pierwszym miejscu. Wówczas była inna wizja klubu i odszedł. Trenerzy odchodzą i przychodzą w różnych momentach. Każdy trener przeżywa wzloty i upadki. Są momenty kryzysowe i nie ma tak, że ktoś tylko wygrywa. W moim przypadku też tak było. W Pogoni Siedlce źle się wszystko potoczyło, miałem momenty zwątpienia w ten zawód. To jest wkalkulowane w naszą pracę. Jerzy Brzęczek potrzebuje teraz takiego odpoczynku, ale to jest trener, który poradzi sobie z taką sytuacją. Niemniej jego notowania poszły w dół.

W wywiadzie dla Przeglądu Sportowego mówił Pan, że chciałby objąć kiedyś pierwszy zespół Legii Warszawa. Do tej pory prowadził Pan młodzieżowe zespoły Legii, a potem kluby bardzo przychylne Legii – Znicz, Pogoń Siedlce, Zagłębie Sosnowiec czy Radomiak. Cały czas Pan się koło Legii kręci…

(śmiech) To ma plusy i minusy, bo dużo osób Legii nie lubi. Jeśli ktoś kojarzy kogoś z tym klubem…

Pół kraju kocha, pół nienawidzi (śmiech)

No właśnie! Mieszkam od dawna w Warszawie, mam rodzinę z Warszawy i utożsamiam się z tym miejscem. Marzeniem każdego trenera jest pewnie praca w Legii, jednak to taki zawód, że nie wiadomo, gdzie się będzie pracować. Żeby tam się znaleźć, trzeba trochę klubów i doświadczenia zebrać. W Legii nie ma miejsca na pomyłki i eksperymenty. Wchodzi i musi być pewny w swoich działaniach.

Praca na szczycie akademii – Młoda Ekstraklasa, CLJ, rezerwy – to taki przedsionek do wejścia w pierwszy zespół Legii, chociaż cel jest nieco inny. Oczywiście dobrze wygrywać, jak w każdym dużym klubie. Jednak celem numer jeden jest wprowadzić, jak najwięcej młodzieży do pierwszego zespołu.

Gdy pracowałem tam udawało się łączyć jedno z drugim. Zdobywaliśmy mistrzostwo Młodej Ekstraklasy, były wygrane CLJ itd. Zawsze miałem dobre wyniki, co często mi nawet zarzucano – że zbyt mocno stawiam na wynik, a mniej na rozwój. Patrząc z perspektywy czasu, wielu zawodników, których miałem – Furman, Wolski, Łukasik czy Żyro – osiągnęło wysoki poziom. Udało się mieć wynik i wypromować chłopaków, by trafili do dorosłej piłki i pierwszego zespołu. Pamiętam taki moment, gdy przekazaliśmy z akademii do pierwszego zespołu aż dziewięciu zawodników! To były czasy, gdy jeszcze pracowałem z Jackiem Mazurkiem czy Jarkiem Wójcikiem.

Czy praca na szczytach akademii Legii jest jakimś przygotowaniem przed wejściem do pierwszej drużyny w roli trenera?

To raczej trudno zestawić. Praca w akademii z młodzieżą jest całkiem inna. Wydaje mi się, że lepsze przygotowanie do pierwszego zespołu, to pójście w Polskę, do wielu klubów i zebranie doświadczenia. Różne są drogi trenerów, jednak wydaje mi się, że lepiej zbierać doświadczenie w zespołach seniorskich, niż obrać drogę z akademii do pierwszego zespołu. Może się okazać, że się ktoś szybko sparzy.

Nasuwa mi się pewna analogia. Legia to topowe warunki do pracy, więc zejście do innych klubów raczej będzie oznaczać wyjście spoza strefy komfortu i zderzenie się z inną rzeczywistością. Podobna droga, jaką Lech Poznań funduje swoim wychowankom wysyłając ich na wypożyczenia do klubów pierwszoligowych. Chwilowe wyjście spoza “cieplarnianych warunków” było korzystne dla wielu piłkarzy, którzy wrócili potem gotowi do gry w pierwszym zespole.

Legia daje podstawy i jest klubem, gdzie każdy ma mnóstwo możliwości. Nie każdy jednak potrafi się zaadaptować po Legii do nowych warunków. Sam pamiętam, gdy poszedłem do Znicza Pruszków, musiałem się zmierzyć z innymi trudnościami. Wiele przykładów pokazuje, że sporo trenerów poszło w Polskę z Legii, np. Jacek Magiera, Marek Saganowski czy Daniel Myśliwiec.

Kluczem jest doświadczanie, poznawanie nowych środowisk, nowych szatni itd. Nie mam jednak wątpliwości, że Legia dała mi i wielu innym trenerom bardzo dużo pod kątem rozwoju trenerskiego.

Doświadczanie nowych i różnych szatni to cenna umiejętność. Patrząc na zeszły sezon, gdy w Radomiaku było wielu obcokrajowców, to na pewno musiało być jakieś wyzwanie. Nie powiem problem, skoro wyniki były dobre, ale jednak coś trudniejszego.

Na pewno to jest jakiś problem, chociaż to zależy od człowieka. Niektórzy to wyolbrzymiają. Są trenerzy, którzy lubią się komunikować, rozmawiać z zawodnikami, a są też tacy niedostępni. Ja na pewno należę do tych pierwszych. W Radomiaku miałem o tyle łatwiej, że pracowałem cztery lata i powoli pojawiali się ci zawodnicy. Nie było tak, że w jednym momencie pojawiło się 10-12 zawodników i trzeba było tę szatnię budować od nowa.

Ona była budowana przez kilka lat i powoli dochodzili kolejni obcokrajowcy. Oni musieli się dostosować do zastanej sytuacji, a nie na odwrót. Gdybym teraz wszedł do szatni z dużą liczbą obcokrajowców, to też byłoby inne podejście, niż do miejsca, gdzie jest ułożona szatnia. Czasem nie rozumiem okienek transferowych, gdy klub wymienia po 10-12 zawodników. To już to takie działanie na chybił-trafił. Najczęściej się nie udaje.

Jeden wagon z piłkarzami odjeżdża, a drugi przyjeżdża. Nawet, jeśli są to Polacy, trudno jest ich szybko wkomponować. A co dopiero, gdy mówimy o przedstawicielach innych kultur.

Trener musi poznać zawodnika. Na co reaguje, czy trzeba mocniej z nim popracować, pochwalić, dołożyć itd. Nie da się tego zrobić na szybko. Przykład trenerów, którzy długo już pracują w swoich klubach – Marek Papszun i Tomasz Tułacz. Tomek pracuje już siedem lat i jest teraz liderem I ligi. Potrafi sobie szatnie ułożyć, dokłada pojedynczych zawodników. Czasem to są piłkarze niechciani w innych zespołach. Przy swojej pracy potrafi zrobić bardzo dobre wyniki. Potrzebował czasu, ale to właśnie jest wskazówka dla działaczy, że potrzeba więcej cierpliwości.

Czytałem niedawno artykuł, gdzie było opisane czy zmiany trenerów coś dają w dłuższej perspektywie. Wyszło, że jest pół na pół. Trudno to przewidzieć. Oczywiście są momenty, gdy trzeba zmienić. Jednak do trenerów powinna być większa cierpliwości. Zawsze trener “traci głowę”, a na sukces pracuje wiele ludzi w klubie. Poświęca się tylko trenera, bo zakłada się, że tylko ta osoba jest do wymiany.

Nowy trener w danym klubie przychodzi i najczęściej musi wyciągnąć zespół z jakiegoś kryzysu. Szkopuł w tym, że jak sam w niego wpadnie, to już takiej szansy nie dostanie… Przykłady, które Pan podał – Marek Papszun i Tomasz Tułacz – pokazują, jaką trener może mieć mocną pozycje w klubie. W tych miejscach można pół żartem powiedzieć, że to piłkarz się boi trenera, niż na odwrót. Często się przecież mówi, że “piłkarze zwolnili trenera”.

Właśnie o to chodzi. Piłkarz wykonuje swoją pracę, musi robić, co mówi trener. Często to jednak teoria, bo wiemy, że często to inaczej wygląda. Tu powinna wejść mądrość działaczy, gdyż trener powinien mieć pełne poparcie od zarządu. Są sytuacje, gdy zwolnienie ma sens. Np. gdy trener nie wygrywa 15 meczów, ale nadal mówi to samo, że jest koncepcja, wizja itd. Natomiast trzeba mieć też na to pomysł.

Czasem to jest zmiana dla samej zmiany, licząc na efekt nowej miotły. Kilka meczów wygramy, a potem jakoś to będzie.

Często mówię, że są to zmiany, by uspokoić opinię publiczną. Kogoś musimy spalić na stosie, żeby mieć spokój. Najczęściej tym spalonym jest osoba trenera (śmiech).

Na koniec wątek, który się nieco ciągnie za Panem. Wiadomo, jaka jest opinia na temat pańskich relacji z sędziami. Pamiętam, gdy opowiadał Pan w programie “Przy kawie” na łamach “Asystenta Trenera”, że sam stwierdził zmianę swojego podejścia do sędziów. Był czas przecież, gdy często arbitrzy odsyłali Dariusza Banasika na trybuny. Jak to teraz wygląda? Mam wrażenie, że dyskusje z sędziami, to kopanie się z koniem. Nigdy się nie wygra.

Z wiekiem się zmieniam. Są różne temperamenty, ale ja żyje na ławce, żyje z drużyną. To była rzecz do poprawy u mnie. Sędzia też ma prawo się pomylić. Tylko on się myli, a nas zwalniają, a nie ich. Powiem jednak, że w Ekstraklasie poziom sędziowania jest wysoki. Wielu arbitrów tak podchodziło, że aż miło było siedzieć na ławce. Poziom ich pracy, kultura osobista, podejście i wytłumaczenie pewnych sytuacji było świetnie. Wiadomo jednak, że na niższym poziomie sędziowie będą słabsi i tam nieco więcej tych kontrowersji.

Analogicznie do umiejętności piłkarzy.

No tak, łatwiej się też pracuje z dobrymi piłkarzami. Z sędziami jest podobnie. Powoli zmieniam to w sobie i teraz nieco inaczej spoglądam na perspektywę sędziowania. Trzech sędziów na boisku, kolejni sprawdzają, więc nie ma o co się kłócić. Drobniejsze są te pomyłki, mniej kontrowersji, więc z wiekiem i doświadczeniem moje postępowanie na pewno uległo i pewnie jeszcze ulegnie zmianie na lepsze.

Rozmawiał: Rafał Szyszka

Poprzednie odcinki cyklu:

“Futsal można bardzo dobrze wykorzystać w szkoleniu piłkarskim” [WYWIAD]

“Bez względu czy to duży, czy mały klub, najważniejsi są ludzie”

“Kiwanie między pachołkami nie ma nic wspólnego z piłką nożną” [WYWIAD]

“Norwegom w byciu piłkarzem nie towarzyszy motywacja finansowa” [WYWIAD]

Marek Wawrzynowski: Nie widać powodów do optymizmu, by polska piłka miała ruszyć z miejsca

“Błąd jest czynnikiem pożądanym w procesie treningowym” [WYWIAD]

“Trenerzy nie są półgłówkami” [WYWIAD]

“Najważniejsze są dzieci, a nie wytyczne programowe”

“Na początku każde dziecko jest genialne, ale później przez zamknięcie ich w ramy, kreatywność jest zabijana” [WYWIAD]

“Trenerzy najmłodszych roczników muszą zarabiać tyle, ile trener U17” [WYWIAD]

Dawid Szulczek: Warta musi strzelać gole i zdobywać punkty, jeśli chcemy się utrzymać [WYWIAD]

“Największą szansę na zrobienie kariery mają dzieci, których rodzice nie interesują się piłką”

Paweł Grycmann: Chcemy współpracować z uczelniami