“Pierwszą opcją zawsze będzie podanie do przodu” [WYWIAD]
28.11.2022

Od wielu lat jest w gronie polskich trenerów, którzy próbują swoich sił zagranicą. Od lat pracuje w Bilbao i robi kolejne kroki w szkoleniowej hierarchii. Dzisiaj pracuje w rezerwach Sestao River, a jednocześnie stara się “zasiać” na polskim gruncie hiszpańską i baskijską myśl szkoleniową. Aleksander Kowalczyk jest gościem w najnowszym odcinku cyklu “Szkolenie jest super” z legalnym bukmacherem Superbet.

W 2020 roku powiedziałeś “Nie jestem zwolennikiem nadmiernego posiadania piłki”. Czas leci, więc każdy ma prawo zweryfikować swoje podejście. Zwłaszcza pracując jako trener, gdzie ciągle się poszukuje pomysłu na grę. Dalej jesteś wierny tym słowom?

Jako trener zawsze szukasz nowych rozwiązań i poprawy swojej gry. Kiedyś mówiłem, że rozpoczynając pracę trenerską, byłem zwolennikiem ataku pozycyjnego i długiego utrzymywania się przy piłce. Wyjechałem do Kraju Basków i zmieniłem swoje postrzeganie piłki nożnej. Stałem się trenerem grającym bardziej bezpośrednio. Nie gram tak cały czas, jednak pierwszą opcją zawsze będzie podanie do przodu. Jeśli jest przestrzeń za plecami obrońców i mamy możliwość podania tam, to dlaczego z tego nie skorzystać?

Najważniejszy nawyk to gra do przodu, jeżeli jest taka możliwość. Nie ma wtedy potrzeby utrzymywać się sztucznie przy piłce. Oczywiście, jeśli przeciwnik zamyka wolne strefy, wówczas podejmuje inne działania – np. gram do zewnątrz, by otworzyć luki. Ostatnia opcja to “podanie bezpieczeństwa” i utrzymuję się przy piłce. Priorytetem jest kreowanie przestrzeni, tworzenie sytuacji bramkowych, zamiast nadmiernego utrzymywania się przy piłce. To nie zawsze ma przełożenie na tworzenie sytuacji pod bramką rywala. Nie tylko poprzez posiadanie kontrolujemy mecz. Możemy to zrobić także poprzez działania defensywne, wymusić u rywala pewne zachowania i kontrolować jego poczynania.

To pytanie jest wstępem do pewnej mojej teorii. Oglądam LaLiga od wielu lat. Teraz bardziej świadomie, z pewną wiedzą trenerską, wcześniej nieco mniej. Natomiast mam wrażenie, że gra w tej lidze jest znacznie bardziej bezpośrednia. Coraz mniej drużyn, które chcą kontrolować grę przez posiadanie piłki. Zgodzisz się z tym trendem?

LaLiga to jedno, ale odpowiem nieco na przykładzie mundialu. Wiele drużyn nie chce się odkryć na początku meczu. Są świadome, że jeśli zbytnio się odkryjesz, to przegrywasz i działa to na głowę. To bycie bardziej praktycznym i pragmatycznym. Zaczynasz spokojniej, a potem jesteś bardziej odważnym z każdą minutą.

Jeśli chodzi o LaLiga, to jest wiele różnych drużyn. Real Madryt jest uporządkowanym zespołem, który potrafi zdominować umiejętnościami indywidualnymi. Są jednak ekipy chcące dominować posiadaniem: Xavi w Barcelonie, Quique Setien i jego Villarreal. Real Betis też gra z dużym procentem posiadania piłki, także Real Sociedad można wymienić w tym gronie.

Wiele ekip jednak gra inaczej. Rayo Vallecano bardzo mi się podoba, są dobrze zorganizowani i dobrze bronią. Podobnie Athletic Bilbao czy rewelacja tego sezonu Osasuna. Oni bazują na dobrej organizacji gry w defensywie. Każdy ma swój styl, któremu jest wierny. Nie powiedziałbym jednak, że LaLiga zamienia się w ligę defensywną. Po prostu obrona w piłce zawsze była kluczowa. Zero z tyłu zawsze gwarantuje punkt. Z drugiej strony możesz zdobyć trzy, cztery bramki i nie masz gwarancji, że dowieziesz punkt.

Czy w Hiszpanii trwa dyskusja na temat stylu gry? Mam na myśli, że trafiają się w lidze tacy trenerzy, jak Quique Setien czy Pepe Bordalas. To chyba najbardziej skrajne przypadki szkoleniowców i ich pomysłów na futbol.

Bordalas nie pracuje obecnie, ale wiem o co chodzi. To jest styl bezpośredni, ale to też wzbogaca tę ligę. Nie ma wielu drużyn o bardzo podobnym stylu, jest spora różnorodność. Każdy mecz jest inny, do każdego trzeba się przygotować. Są różne ligi, są różne tendencje. Kiedyś był stereotyp, że liga włoska to taktyka, a w Premier League bazują na fizyczności. Teraz wszystko się wymieszało i jest znacznie bardziej zróżnicowane.

W Anglii jest dużo trenerów z Hiszpanii. Ostatnio przecież dwóch szkoleniowców z Kraju Basków podpisało kontrakty: Julen Lopetegui i Unai Emery, a wcześniej był już Mikel Arteta. To pokazuje też, że te style się mieszają. Moim zdaniem liga hiszpańska jest coraz bardziej różnorodna. Każdy ma swój styl, a jak sam wiesz, w piłce nożnej nie ma jednego stylu, który da ci pewność wygranej. To też jest piękne, że nie ma jednej drogi do osiągnięcia sukcesu. Wynik generuje modę na dany styl. Simeone wygrywał, to dominowało 4-4-2 w wielu miejscach. Teraz 3-4-3 Tuchela jest popularne, nawet u nas, patrzymy na Raków czy inne ekipy. Wszyscy muszą znaleźć swoją drogą i każdy musi prowadzić zespół według tego, co czuje.

Moda to słowo klucz. Czytając “Odwróconą piramidę”, można było odnieść wrażenie, że były globalne trendy na bazie tego, kto osiągał sukcesy. Myśl hiszpańska mocno została rozpowszechniona po wielkich sukcesach reprezentacji sprzed kilkunastu lat. Do dzisiaj hiszpańska piłka na tym korzysta i jak sam wymieniałeś, ma wielu topowych trenerów.

Wielu trenerów mnie się pyta czy hiszpańska piłka jest w regresie. Każdy patrzy, że Barcelona wyraźnie przegrywa z Bayernem. Mowa o dominacji angielskich klubów itd. Ale zwróćmy uwagę, że Real Madryt ostatnio często wygrywał Ligę Mistrzów. Z kolei w Lidze Europy Sevilla Unaia Emery’ego często wygrywała, a niedawno także Villarreal. Moim zdaniem są trendy, tendencje, ale piłka hiszpańska jest na dobrym poziomie. To pokazuje reprezentacja Hiszpanii, że będzie groźna na mundialu. Wiadomo, że każdej drużynie może przydarzyć się słabszy rok, jak Barcelonie. Zawsze jednak Hiszpania, Włochy, Niemcy czy Anglia będą na wysokim poziomie.

Ty też masz wpływ na polskich trenerów pod kątem rozpowszechniana hiszpańskiej myśli. Organizujesz szkolenia, wygłaszasz prelekcje i jak mniemam miałeś duży udział w tym, że na kursie UEFA Pro pojawili się tacy trenerzy, jak Oscar Cano czy David Movilla.

Nie każdy trener z Polski ma możliwość, by przyjechać tutaj i zaznać hiszpańskiej lub baskijskiej myśli szkoleniowej na miejscu. Jeżeli jest fajny pomysł, inicjatywa, staram się w tym pomóc i uczestniczyć. Poprzez kursy i szkolenia. Ale jak jestem w Polsce staram się jeździć po kraju, by hiszpańska myśl zagościła w każdym zakątku, u jak największej liczby trenerów. Nie chodzi o to by ich uczyć. Chciałbym pokazać inne spojrzenie, zainspirować. To właśnie inspiracja jest słowem klucz w tym wypadku.

Polscy trenerzy muszą mieć swoją wizję, bo mamy inne warunki. Jednak warto otworzyć oczy na pewne rzeczy, zainspirować, dyskutować. Na dłuższą metę to zapunktuje. Podoba mi się u naszych trenerów, że są otwarci na wiedzę.

Oglądałem Twoje analizy w programie “Hola LaLiga” na antenie CANAL+ Sport. Słuchałem kilku wykładów itd. Czy czujesz, że to Ciebie rozwija? Trenera głównie kojarzymy z boiskiem i szatnią, ale taka droga także wydaje się idealnym miejscem do rozwoju społecznego trenera, z kompetencjami miękkimi.

Dla trenera kluczowe jest boisko, szatnia, zawodnicy i bezpośrednia praca. Co z tego, że ładnie opowiadasz w telewizji czy social mediach, skoro potem nie ma to bezpośredniego przełożenia na twoją pracę? Kluczowa jest praca jest z moją drużyną, na której popełniam błędy, eksperymentuje i wdrażam swoje pomysły. Jednak wszystko, co dodatkowe – telewizja i każde wystąpienia – wpływają bardzo na rozwój.

Wspomniałeś o kompetencjach miękkich. Możesz mieć bardzo dużą wiedzę merytoryczną, ale musisz przekonać zawodników do swojej wizji, “kupić” ich. Zarządzać nimi jako grupą, rozwiązywać konflikty, bo w każdej drużynie pojawiają się trudne momenty. Wtedy musisz sprawić, żeby ta drużyna była jednością. Piłka nożna dla trenerów będzie szła w tym kierunku. Do tej pory starałem się rozwijać pod kątem samej piłki: taktyka, trening, metodologia itd. Teraz widze, że zarządzanie, umiejętności przywódcze mają ogromny wpływ. W ten sposób możesz bardzo poprawić swój zespół.

Ostatnio w “Asystencie Trenera” przeczytałem, że trenerzy w 70% dostają swoją pracę, dzięki kompetencjom twardym. Tracą ją jednak w 70% przez braki w kompetencjach miękkich. To idealnie pokazuje ten balans i konieczność umiejętności łączenia wszystkiego.

Julian Nagelsmann powiedział, że umiejętności merytoryczne to tylko 20%, reszta to zarządzanie. Psychologia, umiejętność pracy z ludźmi, przywództwo. W tym kierunku to zmierza, a mam wrażenie, że brakuje takich szkoleń pod tym względem. Zachęcam wszystkich trenerów, by czytali i doskonalili się także w innych dziedzinach. Ja np. czytam wiele z filozofii: o stoicyzmie czy starożytnej Grecji. To otwiera horyzonty, człowiek staje się bardziej świadomy i może łatwiej dotrzeć do zawodników.

Pamiętajmy, że społeczeństwo jest coraz bardziej skupione na telefonach i szybkich informacjach. My jako trenerzy musimy się odnaleźć w tym, rozmawiać z nimi ich językiem. Wielu trenerów w starszym wieku ma kłopot z przestawieniem się na rozmowy z młodszymi zawodnikami. To kluczowa umiejętność, by dobrze obracać się w tym środowisku.

Wydaje się, że trenerom nie zaszkodziłoby poznać nawet te z pozoru “ogłupiające” treści na TikToku. Łatwiej będzie poznać ich perspektywę.

Jeden z moich mentorów, Mikel Etxarri, ma takie zdanie, że człowiek uczy się do ostatniego dnia swojego życia. Zawsze jest moment żeby się rozwijać, “aktualizować się”. Musimy być na bieżąco jako trenerzy. Zarówno pod względem boiska, ale życiowym.

Pracujesz obecnie w rezerwach klubu Sestao River. To już ekipa, którą można kojarzyć z trzeciego/czwartego poziomu w Hiszpanii. Jednocześnie to klub bardzo mocno związany z Athletikiem. Choćby pod kątem przepływu zawodników.

W Bilbao i okolicach wiadomo, że Athletic jest numerem jeden. Są jednak takie drużyny, jak Barakaldo, Arenas Getxo czy właśnie Sestao River. Grali przez wiele lat na poziomie Segunda Division z trenerem Iruretą. Byli nawet bliscy awansu do LaLiga, ale przegrali w słynnym meczu z Celtą Vigo. Przewijali się tam znani zawodnicy, dzisiaj pracujący jako trenerzy – Jose Luis Mendilibar, Ernesto Valverde.

Historycznie to klub znany w okolicy. Spadli przez kłopoty finansowe, ale próbują odbudować to wszystko. Pierwszy zespół jest liderem na czwartym poziomie rozgrywkowym i mamy nadzieję, że uda się to odbudować. Ostatnio trafiliśmy w Pucharze Króla na Athletic!

Ogromne święto dla Sestao River.

Promocja na cały kraj, ale także zastrzyk finansowy. Jestem szczęśliwy, że mogę być częścią takiego projektu i robić małymi krokami do przodu, by się rozwijać. Czuje, że to kolejny krok na mojej trenerskiej drodze.

Sestao River jest jednym z filialnych klubów Athletiku. Wiadomo, że Los Leones mogą ściągnąć najbardziej wyróżniających się piłkarzy do siebie. Co jednak ten mniejszy dostaje od Athletiku?

Athletic bazuje głównie na strukturze klubów partnerskiej. To jest około 150 klubów, z którymi współpracują. Starają się z nimi żyć po partnersku. Wszystko na zasadzie: “bierzemy zawodników, ale także dajemy coś w zamian”. Jedna rzecz to korzyści finansowe – opłaty za transfery i ewentualna przyszłość. Oprócz tego szkolenia dla trenerów, by ci pracowali na najwyższym poziomie. W młodszych kategoriach Athletic przydziela swoich trenerów, którzy w tygodniu pomagają w wielu klubach usprawnić proces treningowy. Ponadto sprzęt, wejściówki na mecze itd.

Wydaje mi się, że to nieco inna mentalność. W Kraju Basków każdy zawodnik marzy o tym, by zagrać w Athletic. Pozostałe kluby tworzą podstawę piramidy. Dzięki temu Athletic nie ma pod kontrolą 20. piłkarzy w danym roczniku, tylko kilkuset, a może kilka tysięcy, licząc wszystkie kluby partnerskie. Wiadomo, że ideologia klubu jest specyficzna pod względem transferów. Stąd baza klubów partnerskich musi dobrze funkcjonować.

To jest dobre, że Athletic nie wychodzi z założenia “daj, bo ja jestem duży”. Wiedzą, że mniejsi muszą jakoś funkcjonować i coś z tego mieć. W Polsce wielokrotnie słychać było o sytuacjach, gdy ten duży po prostu wykorzystał pozycje względem mniejszych klubów.

Wydaje mi się, że to kierunek dla wielu klubów, by stworzyć środowisko. Po to by każdy wiedział, jaka jest jego pozycja w łańcuchu pokarmowym w piłce nożnej. Wydaje mi się, że Athletic może być taką inspiracją dla wielu polskich klubów na działanie, by szkolenie było na jeszcze wyższym poziomie.

Rozmawiał: Rafał Szyszka

Poprzednie odcinki cyklu:

Dariusz Banasik: Zostawiłem zespół na dobrej pozycji, utrzymany w Ekstraklasie i odbiór mojej pracy jest pozytywny [WYWIAD]

“Futsal można bardzo dobrze wykorzystać w szkoleniu piłkarskim” [WYWIAD]

“Bez względu czy to duży, czy mały klub, najważniejsi są ludzie”

“Kiwanie między pachołkami nie ma nic wspólnego z piłką nożną” [WYWIAD]

“Norwegom w byciu piłkarzem nie towarzyszy motywacja finansowa” [WYWIAD]

Marek Wawrzynowski: Nie widać powodów do optymizmu, by polska piłka miała ruszyć z miejsca

“Błąd jest czynnikiem pożądanym w procesie treningowym” [WYWIAD]

“Trenerzy nie są półgłówkami” [WYWIAD]

“Najważniejsze są dzieci, a nie wytyczne programowe”

“Na początku każde dziecko jest genialne, ale później przez zamknięcie ich w ramy, kreatywność jest zabijana” [WYWIAD]

“Trenerzy najmłodszych roczników muszą zarabiać tyle, ile trener U17” [WYWIAD]

Dawid Szulczek: Warta musi strzelać gole i zdobywać punkty, jeśli chcemy się utrzymać [WYWIAD]

“Największą szansę na zrobienie kariery mają dzieci, których rodzice nie interesują się piłką”

Paweł Grycmann: Chcemy współpracować z uczelniami