“Na etapie dziecięcym i młodzieżowym piłka nożna w USA to większy biznes niż futbol amerykański” [WYWIAD]
31.12.2022

W tym roku 1/8 finału, ale na kolejnym turnieju chcą zdobyć medal. W USA rozwój piłki nożnej, czy też soccera, idzie w niesamowicie szybkim tempie. Jak to wygląda pod kątem szkolenia na najniższym poziomie? Przytacza Rafał Murawski, polski trener pracujący w akademii New England Revolution w najnowszym odcinku cyklu “Szkolenie jest super” z Superbetem.

Za 3,5 roku odbędzie się mundial w Stanach. Plany są naprawdę duże – zdobycie medalu przez USA. Jak możesz dzisiaj porównać podejście do piłki młodzieżowej w Polsce i USA?

Jeśli chodzi o Polskę, mogę się odnieść tylko do tego momentu, gdy tam mieszkałem. Nie ma mnie już siedem lat w kraju i nie jestem jakoś na bieżąco, jeśli chodzi o detale. Byłem na pojedynczych szkoleniach i śledzę Twittera. 

W USA wszystko rozpoczyna się od lokalnych klubów. Każdy może grać, każdy może trenować. To bardziej była forma zabicia czasu na początku. Tak żeby dzieci się nie błąkały bez celu. Można powiedzieć, że piłka nożna wtedy była tanią formą spędzenia wolnego czasu. Dzisiaj jest bardzo droga. Jeśli nie masz pieniędzy, bardzo trudno będzie dojść na wysoki poziom. Nawet będąc dobrym zawodnikiem, ale bez pieniędzy i w słabym ekosystemie, to naprawdę trudno jest się przebić. 

Piłka nożna jest coraz droższym sportem. Ten trend jest coraz popularniejszym zjawiskiem w wielu miejscach na świecie. Czytałem ostatnio tekst, który miał wymowny tytuł “Pay-to-play”. Pojawiła się tam teza, że wiele dzieci traci sport przez wysokie koszty wyszkolenia oraz konieczność jeżdżenia daleko na mecze czy treningi. Rozwarstwienie społeczne jest tutaj zabójcze dla rozwoju sportu.

W USA żeby mieć pieniądze, nie trzeba grać w piłkę. Z kolei w Ameryce Południowej czy niektórych częściach Europy piłka nożna jest jedynym lub jednym z nielicznych wyjść z biedoty, z nizin społecznych. Pasja i zaangażowanie będzie nieco inne. W USA piłka nożna to biznes. Wszystkie kluby, które przeszły z lokalnych poziomów, na nieco wyższy level, są oparte o pieniądze. Tam w małym procencie zależy im na dzieciach. Jeśli przejdziesz przez ten system i będziesz miał poczucie, że dalej możesz grać na wysokim poziomie, trafisz do profesjonalnych akademii. 

Każdy chce zarobić pieniądze. Wszystkie kluby płacą za boiska, za halę i wszelkie ośrodki. Duże akademie mają swoje boiska, ale i tak muszą wynajmować dużo. Jeśli mają siedem tysięcy dzieci, to trzeba gdzieś je pomieścić. Gdy byłem w Karolinie Północnej podczas kursu, to widziałem taki ośrodek, gdzie mają 15 tysięcy dzieci. Codziennie jest tam zajętych 26 boisk! 

Wróćmy do meritum. Jak się zmieniało szkolenie piłkarskie w USA?

Zaczęło się od mniejszych organizacji. One jednak zaczęły powoli wymierać. W ich miejsce powstały Premier Soccer Clubs. Organizacje, które obiecują rodzicom, że ich dzieci wejdą na wyższy poziom. Treningi dwa razy w tygodniu, mecz w niedzielę i koszt tego waha się pomiędzy dwa a pięć tysięcy dolarów rocznie. To jest podstawa, którą oferuje każdy. Lepsi jednak potrafią zaoferować trzy, a nawet cztery treningi. Wszystko zależy od tego, jak te organizacje chcą naciągnąć rodziców na pieniądze.

Na etapie dziecięcym i młodzieżowym piłka nożna w USA to większy biznes niż futbol amerykański. Przyjechało bardzo dużo angielskich trenerów, którzy przez ostatnich 10-15 lat pootwierali mnóstwo szkółek piłkarskich. Długo wmawiało się, że jeśli trener nie będzie z Anglii, to nie będzie miał pojęcia, czym jest piłka nożna. 

Organizacje takie jak United Soccer Coaches miały niemal wszystkich edukatorów z zagranicy. Nie było pół miejscowego człowieka. Teraz Amerykanie bardziej uwierzyli w siebie, postawili na swoją filozofię gry. Wysłali swoich ludzi do różnych związków – angielskiego, hiszpańskiego, włoskiego i stworzyli na podstawie tego, swój produkt.

Nie skopiowali z jednego systemu? Można zatem powiedzieć, że piłka nożna jest idealnym odwzorowaniem państwa. Funkcjonuje jako miks kulturowy.

Dokładnie tak to wygląda. Po prostu chcieli wyciągnąć jak najwięcej z różnych metodologii. Wyszli z założenia, że jeśli gramy w niedzielę w jeden sposób, to dlaczego przez tydzień trenujemy w inny. Dla nich najważniejszym punktem wyjścia jest gra i jej kontekst. Na początku na mniejszych grupach 4×4, 7×7 czy 9×9 jest coś takiego, jak “play-pratice-play”. To bardzo uproszczona forma treningu.

Zawodnicy przychodzą na trening i rozpoczynamy grę. Kto przyjdzie na zajęcia, zaczyna grać zgodnie z liczbą obecnych. Najpierw 1×1, potem 2×2 itd. Dzieci nie stoją i nie czekają, tylko po prostu grają. Po kilku, kilkunastu minutach trener zbiera grupę i przekazuje temat zajęć. Są postawione pytania, zadania przed dziećmi, ukierunkowujące na konkretne aspekty. Stawiając pytania, trener nie oczekuje od razu odpowiedzi. Po prostu mają pójść na boisko, zagrać i po kilku minutach wracają. Wtedy trener pyta, czy znaleźli odpowiedź. Każdy ma swoje zdanie, ale nie ciągnie się to długo. To jest maksymalnie minuta, żeby nie zabijać intensywności treningu. Potem jednak wracają do gry, już z jakimś ukierunkowaniem przez trenera i grają ponownie. 

Po części wstępnej, następuje trening praktyczny. Tam jest mniej teorii, a więcej praktyki ze strony trenera, coachingu. Pokazywane są rzeczy, które mogą pomóc w realizacji zagadnienia treningowego danego dnia. Na koniec kolejna gra, w której już chcemy realizować to, co było w dwóch pierwszych częściach. Trenerzy maja stworzyć środowisko i nauczyć zawodników myślenia w danej sytuacji(jak), a nie, co mają myśleć. Reasumując, decyzja zawodnika jest podjęta z jego świadomością na zaistniałą sytuacje, a nie z wyuczonego mechanizmu.

W starszych kategoriach wiekowych jest inaczej?

W piłce jedenastoosobowej jest znacznie więcej detali, ale nadal prowadzone treningi są w podobnej formie. Wszystko nadal jest w grze, ale z większą liczbą szczegółów. Rośnie kompleksowość gry, ale powoli, stopniowo. Nie ma przeskoku z 2×2 do 7×7. Zawodnik musi zrozumieć kontekst i złapać najważniejsze detale. Zawodnik musi się nauczyć myślenia w akcji. Ma szukać wskazówek, momentów do reagowania na zaistniałą sytuacje w odniesieniu  do przestrzeni, zawodników, ich poruszania się i do piłki. Zawsze w treningu występują obie fazy gry – atak i obrona. Zaczynamy od wykreowania momentu gry, który nas interesuje. To musi być widoczne, zanim przejdziemy do detali. 

Druga noga to United Soccer Coaches. Nie mają jednej metodologii. Pokazują kilka metod dojścia do celu. Możesz użyć ćwiczeń bez przeciwnika.

Czy szkolenie w USA jest takie same w każdym miejscu, czy różni się ze względu na określone stany? Nawet kulturowo to często są kompletnie odmienne miejsca, mimo jednego kraju. 

Jeśli chodzi o federację, to musisz robić tak, jak oni chcą. Jeśli chcesz zaliczyć ich kursy, a one są bardzo długie, to musisz polegać na ich metodologii. Np. nie pozwolą ci użyć ćwiczenia, w którym nie będzie przeciwnika. Musi być określony kierunek gry, nie może być wielu kierunków czy braku celu.

Jednak każdy klub może zrobić na własną rękę szkolenie. Nie ma czegoś takiego, jak polska certyfikacja. Tutaj w klubach nic nie jest narzucone. Jestem obecnie w akademii NE Revolution i jest osoba, która ma swoją wizję szkolenia, która jest ustalana w klubie. Nie musi się to pokrywać z tym, co jest na kursach.

Mówisz, że związek nie dopuszcza do formy ścisłej. Czy oni kompletnie odrzucają izolowane ćwiczenia np. techniki?

Wszystko jest z przeciwnikiem. Każde doskonalenie techniczne jest wykonywane z przeciwnikiem. Dla nich nie ma momentu w meczu, gdy go nie ma. Żeby podnieść walory techniczne możemy zmniejszyć kompleksowość tej gry albo wymusić na zawodnikach przez zasady gier, pojawienie się techniki, którą chcemy. Jeśli chcemy, żeby zawodnik przyjmował dalszą nogą, musimy wprowadzić takie zasady, by mógł to realizować w grze. Nie ma czegoś takiego, że robimy powtórzenia dla samych powtórzeń. To musi mieć sens. Trener musi wiedzieć, dlaczego on to robi i w jakiej sytuacji. 

Kontekst sytuacji jest konieczny.

Jest coś takiego, jak 3R. Relevantczyli odpowiedni do danej gry wiekowej i poziomu zawodników. Repetition, czyli powtarzalne – czy jest wystarczająco dużo realnych meczowych powtórzeń (player actions) dla zawodników, aby mogli się nauczyć? Realistic – czy wygląda jak gra? Jeżeli brakuje, któregoś z tych elementów, nasze ćwiczenie jest ustawione nieprawidłowo. Samo “repetition“, bez powiązania z grą i grupą wiekową nie ma prawa bytu.

Jednak chciałbym podkreślić jedno. To nie jest tak, że rzucana jest piłka “macie i grajcie sobie”. Wszystkie przerwy, wszystkie pytania są ściśle związane z kontekstem treningu, z kontekstem gry i wymagań taktyczno-technicznych. – Jaką częścią stopy przyjmowałeś? Jaką powinieneś przyjmować w tej sytuacji? A co jeśli?- takie pytania pojawiają się w najmłodszych kategoriach wiekowych. Oni nie narzucają rozwiązań. Poprzez obserwacje, dają wskazówki albo bardziej naprowadzają zawodnika na rozwiązanie. To jest wprowadzane już od wieku 4-5 lat i do 13. roku życia techniczne walory są wypracowane i zaawansowane. Nikt ich w wieku naszego trampkarza nie uczy przyjęcia podania. Może na poziomie rekreacyjnym to tak. Jednak w tych większych akademiach nikt nie będzie nauczał i zwracał uwagę na “czystość” przyjęcia czy podania, ma to już być. Koncentracja jest na płynności działań gracza z piłka.

W akademii jednak pojawiają się momenty, w których trenujemy bez przeciwnika. Około 90% zadań nadal odbywa się z przeciwnikiem. Jednak pojawia się – na bardzo krótko – forma ścisła przy niektórych elementach. To jednak bardziej forma regeneracji, a nie nauczania.

Jakie to elementy?

Cała Ameryka bardzo mocno stawia na drybling, grę 1×1 gdzie przeważa trening bez przeciwnika. Zatem będą prowadzić piłkę do pachołka, doskonalić zwody, po których następuje strzał lub będą się koncentrować na różnych rodzajach podań/rozegrań również bez przeciwnika. Jednak mocno stawiają na intensywność tych ćwiczeń. Są dużymi zwolennikami ball mastery. Oni uważają, że to ma racje bytu, ale jednocześnie twierdzą, że takie ćwiczenia każdy może zrobić w domu. W bardziej świadomych ośrodkach treningowych poświęcają na to mało czasu, co kiedyś było dużą częścią treningu. Jest coraz większa koncentracja na rozumieniu gry, bo przecież obraz na boisku cały czas się zmienia, cały czas przeciwnicy inaczej się zachowują. Stwarzają nowe problemy, wiec potrzebne są nam tylko fundamenty techniczne, a reszta to adaptacja do danej sytuacji i wybranie odpowiednich umiejętności.

Widać, że mocno stawiają zawodnika w centrum. On ma decydować na boisku. Ty jako trener masz stworzyć mu środowisko, odpowiednio zaprojektować gry, ale potem już zostawić decyzyjność zawodnikowi. Ewentualnie wprowadzasz korekty.

Zawodnik ma być w centrum zainteresowania. Holistyczne podejście do treningu. To też nie jest tak, że zawodnicy decydują o wszystkim na boisku. Każdy ma jakąś metodologię i wizje tego, jak mamy grać. Pewne rzeczy będą narzucone, ale w tym treningu jest więcej swobody zawodnika. Muszą rozwiązywać kwestie sami. Trener nie będzie zatrzymywał gry, co pół minuty i kierował nimi. Jest to bardziej w formie “idźcie spróbujcie”. Jest ogromna cierpliwość ze strony trenerów. Czasem mam wrażenie, że aż… zbyt duża. Ogromna kompleksowość tych gier czasem uniemożliwia im dojście do rozwiązania sytuacji. To oczywiście zależy od trenera i jego wiedzy, którą posiada. 

Cierpliwość przy takiej metodologii i podejściu to klucz. Można mieć dobry plan, ale jeśli chcesz mieć szybkie efekty, to inny styl będzie lepszy. Pokażesz określone rzeczy i szybko przyjdą efekty, ale one nie będą tak trwałe.

Wydaje mi się, że trochę brakuje nauczania i szkolenia danych umiejętności w bardziej dokładny sposób. Za dużo jest tworzenia środowiska, w którym każdy sam musi znaleźć odpowiedź. To nie tylko chodzi o piłkę nożną. Podobnie jest w szkołach. Wszędzie jest holistycznie podejście do ucznia. Tak naprawdę są struktury, które kontrolują twoje zachowania. Jedno drugiemu zaprzecza. Chcemy, by zawodnik był wolny, kreatywny, ale jednocześnie narzucamy mu pewną strukturę działania. Gdybyśmy połączyli holistyczne podejście do człowieka, z lepszą nauką detali i umiejętności, to łatwiej byłoby wejść na wyższy poziom zawodnikom. 

Czy w USA każdy może tytułować się akademią, czy to jest zarezerwowane dla określonych podmiotów?

Dobre pytanie! Nie ma regulacji, co do nazewnictwa. Każdy może się nazywać, jak chce. Jeżeli trafisz dopiero na poziom MLS Next, to musisz spełnić określone wymagania. Infrastruktura, trenerzy itd. 

Natomiast my możemy ligę otworzyć choćby jutro. Są jakieś tam małe wymagania, które potrzebujemy, ale to nie jest reglamentowane. W teorii ja mogę także otworzyć klub następnego dnia. Jedyne na co patrzą, to czy jestem w stanie podnieść klub na poziom, na którym znajdują się inni dookoła. To jednak po to, by… nie zabierać biznesu już istniejącym klubom. Nie patrzą na to czy ja jestem dobry, czy zły.

To reguluje związek czy ktoś inny?

Lokalny związek reguluje, ile klubów i na jakim poziomie możemy mieć w danym rejonie. Możesz zapisać się do jakiej chcesz ligi. Była tutaj liga NPL, w której zrzeszyły się najlepsze kluby, które chciały wyeliminować te małe podmioty. Około dwunastu klubów tworzących własną ligę, do której każdy klub przyprowadził 20 drużyn. Czyli już poważne przedsięwzięcie. Jednego dnia dyrektor ligi powiedział, że odchodzi. Kto lubił dyrektora, ten poszedł za nim. Liga się rozpadła, on zgarnął tych mniejszych i trafił do innej ligi, otworzył własną ligę, gdzie w tym momencie jest około 1500 drużyn w różnych kategoriach wiekowych.

Z perspektywy Europy dość trudno zrozumieć. Kompletnie inna organizacja futbolu.

Dokładnie tak. Wszędzie chodzi o pieniądze. “Pay-to-play” jest wykreowane przez to, że łatwo się zdobywa konsumenta. Rodzice myślą, że przez piłkę trafią do dobrego college z dobrym stypendium. To jest na takiej zasadzie „to co ja ci obiecam, tego nikt ci nie da”. Rodzic ma nadzieję, że jego dziecko będzie prezentować wysoki poziom po szkoleniu w danym klubie, a rzeczywistość jest inna. Na pewno duży wpływ ma też to, że wiele środowisk jest nieuporządkowanych. Brak metodologii, metod treningu, który jest wpajany i stosowany każdego roku. Brak spójności między trenerami, każdy trenuje na swój sposób i według własnych przekonań. Drugim ważnym czynnikiem jest brak sprzedaży zawodników między klubami. Zawodnik jeśli chce odejść to odchodzi. Rodzice za wszystko płacą. Nie ma żadnej presji na mnie jako trenerze czy klubie, że mamy coś zrobić. Jest duża tolerancja ze strony rodziców. To jest wyścig szczurów. Masz syna i płacisz, ale musisz mieć szczęście, żeby trafić na dobrego trenera. Trochę rzut monetą. Dlatego zostawiają to akademiom.

Pomysł jest, ale z tego, co mówisz ten system nie jest aż tak ustrukturyzowany, jak w Europie.

Są organizacje czy kluby, które są bardzo dobre, ale już za większe pieniądze. Jakość zawodników w tych środowiskach, np. akademii, jest wysoka. Są bardzo profesjonalni i dobrze wyposażeni od dołu do góry. Odprawy dzienne treningowe i meczowe z analizą video, gps-y, zindywidualizowane plany treningowe dla zawodników itp. Także część mniejszych klubów ma na wyposażeniu kamery np. Veo i robią analizy z meczów i treningów dla swoich zawodników. W każdy poniedziałek jest wysyłany do trenerów plan z tematyką na cały tydzień i tworzone są prezentacje przedmeczowe z planem na dane spotkanie. Poziom zawodników rośnie, ponieważ świadomość i umiejętności trenerów rosną, ale to część biznesowa jest tutaj na pierwszym miejscu. Jest bardzo duże parcie na wynik, który ma przyciągnąć większą liczbę rodziców i nie zawsze to idzie w parze z jakością. 

Musisz jednak sobie zadać pytanie, ile jest miejsc do gry na profesjonalnym poziomie. Biorąc pod uwagę jakieś 1000 miejsc w MLS i USL, to jest tylko dwa tysiące na cały kraj, liczący 300 milionów mieszkańców, z których kilkanaście milionów gra w piłkę. Każdy by chciał być profesjonalistą, ale tak nie będzie.

Wszystko idzie w dobrym kierunku, ale brakuje usystematyzowania na średnim i niższym poziomie żeby to idealnie pracowało, bo MLS się rozwija, ale nie dba o średnich czy tych słabych.  W Polsce masz wszystko ułożone od C klasy do Ekstraklasy. Dostajesz licencję UEFA B i wiesz, na którym poziomie możesz trenować. Tutaj mogę pójść do college’u trenować bez żadnej licencji, mając tylko ukończone studia. Tylko dlatego, że ktoś myśli, że jestem fajny chłopak i komuś to pasuje.

Rozmawiał: Rafał Szyszka

Poprzednie odcinki cyklu:

“Pierwszą opcją zawsze będzie podanie do przodu” [WYWIAD]

Dariusz Banasik: Zostawiłem zespół na dobrej pozycji, utrzymany w Ekstraklasie i odbiór mojej pracy jest pozytywny [WYWIAD]

“Futsal można bardzo dobrze wykorzystać w szkoleniu piłkarskim” [WYWIAD]

“Bez względu czy to duży, czy mały klub, najważniejsi są ludzie”

“Kiwanie między pachołkami nie ma nic wspólnego z piłką nożną” [WYWIAD]

“Norwegom w byciu piłkarzem nie towarzyszy motywacja finansowa” [WYWIAD]

Marek Wawrzynowski: Nie widać powodów do optymizmu, by polska piłka miała ruszyć z miejsca

“Błąd jest czynnikiem pożądanym w procesie treningowym” [WYWIAD]

“Trenerzy nie są półgłówkami” [WYWIAD]

“Najważniejsze są dzieci, a nie wytyczne programowe”

“Na początku każde dziecko jest genialne, ale później przez zamknięcie ich w ramy, kreatywność jest zabijana” [WYWIAD]

“Trenerzy najmłodszych roczników muszą zarabiać tyle, ile trener U17” [WYWIAD]

Dawid Szulczek: Warta musi strzelać gole i zdobywać punkty, jeśli chcemy się utrzymać [WYWIAD]

“Największą szansę na zrobienie kariery mają dzieci, których rodzice nie interesują się piłką”

Paweł Grycmann: Chcemy współpracować z uczelniami