Jaki był 2019 rok dla klubów ekstraklasy? Oceniamy całą szesnastkę
Ostatnia aktualizacja 22 maja, 2020 o 16:07

2019 rok właśnie dobiegł końca. To doskonała okazja, by wystawić oceny poszczególnym klubom za ich dokonania w tym okresie. Na tapet wzięliśmy kluby ekstraklasy. Oczywiście każdemu wystawiliśmy swoją ocenę, a także zaznaczyliśmy, ile zdobyli punktów w lidze przez cały rok. Sprzeczek w redakcji o ocenę końcową dla niektórych klubów było sporo, ale ostatecznie doszliśmy do konsensusu. Zapraszamy do lektury naszego rankingu. 

  1. Piast Gliwice (72 pkt)

Rok 2019 był dla Piasta niewątpliwie najlepszym rokiem w historii klubu, oczywiście dzięki zdobyciu mistrzostwa Polski. Od razu pojawiły się głosy, że to najsłabszy mistrz kraju od lat. Trzeba jednak zwrócić uwagę na to, że najwyraźniej nikt nie był w stanie mu zagrozić. I obrazuje tę sytuację całoroczna punktacja, gdzie Piast również znalazł się na pozycji lidera.

Owszem, możemy krytykować Piasta za porażki w europejskich pucharach najpierw z BATE, potem z Ryga FC. Wielokrotnie przewijały się też opinie, że co to za mistrz Polski, który wzmacnia skład Piotrem Malarczykiem i Patrykiem Tuszyńskim. Zwróćmy jednak uwagę na realia. Piast pozyskał w letnim oknie takich zawodników, jakich był w stanie pozyskać – rynek był dość wąski dla klubu, który nie jest finansowym krezusem nawet w ekstraklasie. Gliwice opuścili Valencia, Sedlar i Dziczek. Wydaje się jednak, że Piast nie miał żadnych argumentów, by zatrzymać każdego z powyższych zawodników. Nie był też w stanie pozyskać równorzędnych graczy na ich miejsce.

Mimo to Piast jesienią momentami spisywał się nieźle, nawet wskakiwał na fotel lidera. W tej chwili zajmuje 6. miejsce, ale raczej trudno powiedzieć, by nie grał na miarę swoich możliwości. No, może poza ostatnimi pięcioma ligowymi starciami, w których czterokrotnie podopieczni Waldemara Fornalika schodzili z placu gry pokonani. Za cały rok po prostu należy im się pozytywna ocena, ponieważ byli w stanie przebić swój sufit.

Ocena końcoworoczna: 4.5/6

  1. Legia Warszawa (67 pkt)

Patrząc na przekrój całego roku, Legia to zespół dość problematyczny. Bez wątpienia żaden z ligowych rywali nie dysponuje silniejszym i szerszym składem. Można śmiało stwierdzić, że drugie miejsce na koniec sezonu (i roku) dla każdego zespołu byłoby sukcesem. Dla Legii jednak niekoniecznie.

Zespół przegrał walkę o mistrzostwo tak naprawdę na własne życzenie. Wygrał zaledwie dwa z siedmiu spotkań grupy mistrzowskiej. Marazm w Legii pod wodzą Vukovicia trwał praktycznie do połowy października. Można powiedzieć, że ligowy pojedynek z Lechem okazał się dla warszawskiego zespołu punktem zwrotnym. Potem już dało się Legię oglądać. Na szczególną pochwałę zasługują zwłaszcza mocne ciosy zadawane Wiśle Kraków, Górnikowi, Koronie czy Śląskowi. Transfer Pawła Wszołka okazał się strzałem w dziesiątkę, a Luquinhas wreszcie stał się efektywny. Oczywiście nie można zapomnieć o roli Jarosława Niezgody, który jest najlepszym ligowym strzelcem w tym sezonie oraz 18-letnim Michale Karbowniku, jednym z największych odkryć ekstraklasy tego roku.

Podsumowując, Legia może w tym roku mieć niedosyt. Mistrzostwo stracone na własne życzenie, potem seria słabszych meczów pod wodzą Vukovicia. Poza tym, wydaje się że Rangers byli jednak w zasięgu Legionistów. Można zaryzykować stwierdzeniem, że obecnie stołeczny klub miałby już większe szanse na awans. Zespół rokuje, dlatego zasługuje na ocenę dostateczną z niewielkim plusem za rehabilitację pod koniec roku.

Ocena końcoworoczna: 3,5/6

  1. Cracovia (66 pkt)

“Pasy” zajmują obecnie pozycję wicelidera ekstraklasy i można powiedzieć, że są największym wygranym – obok Piasta – tego sezonu. Klub zakończył ubiegły sezon na 4. miejscu. Chociaż faktycznie duża w tym zasługa Jagiellonii czy Zagłębia Lubin, które pod koniec rozgrywek spasowały w walce o puchary. Słabości rywali też jednak trzeba umieć wykorzystać. Choć Cracovia przegrała cztery mecze grupy mistrzowskiej, utrzymała się na miejscu gwarantującym walkę o Ligę Europy.

Tam Cracovia zmierzyła się z Dunajską Stredą i odpadła po dwóch remisach i dogrywce. Oczywiście kilku ekspertów było zdegustowanym odpadnięciem Cracovii. Niektórzy mogli faktycznie nie znać Dunajskiej Stredy, ale to bardzo dobrze zarządzany projekt. Trener Hyballa jest odpowiednim człowiekiem na odpowiednim miejscu i sprawia, że zespół składający się głównie z młodzieżowców naprawdę się rozwija. Pojedynek Cracovii ze słowackim klubem był starciem równego z równym. “Pasy” nie powinny rozpaczać po takim obrocie spraw.

Warto podkreślić, że w tym sezonie Cracovia ani razu nie przegrała większą niż jednobramkową różnicą. To prawda, gra podopiecznych Michała Probierza nie porywa. Czasami jednak wystarczy jedno dobre udane zagranie Hanki czy van Amersfoorta (jeden z najlepszych letnich transferów w lidze!), by zdobyć trzy punkty. Poza tym dobrze spisywała się obrona – może nikt nie notował magicznych występów, ale nie można powiedzieć, by Helik i Dytiatjew zawalali bramkę za bramką.

Ocena końcoworoczna: 4/6

  1. Śląsk Wrocław (60 pkt)

Zdecydowanie największy progres od ubiegłego roku. I nie będzie przesadą, jeśli powiemy wprost, że za wszystkim stoi jedna osoba – Vitezslav Lavicka. Zespół był w rozsypce i realnie groził mu spadek z ekstraklasy. Wystarczyła tak naprawdę jedna osoba, by w tym roku oglądać we Wrocławiu zupełnie inną drużynę niż w poprzednim. Choć obyło się bez radykalnych zmian.

Owszem, Śląskowi zdarzały się trudniejsze momenty. Jak choćby w kwietniu, gdy zespół zdobył zaledwie dwa punkty albo we wrześniu, gdy można było w ciemno obstawiać remis drużyny z Wrocławia. Po koszmarnych seriach przychodziły jednak te rewelacyjne. Choćby meczów bez porażki od 28 kwietnia do 21 września, a także passa pięciu zwycięstw na przełomie października i listopada. Po burzy zawsze wychodziło słońce, a Śląsk, podobnie jak w skali całego roku, obecnie zajmuje 4. miejsce w lidze.

Poza trenerem, warto wyróżnić kilku zawodników. Matus Putnocky wielokrotnie ratował Śląsk przed utratą punktów. Przemysław Płacheta zaczął pojawiać się w świadomości nie tylko zapalonych polskich kibiców, a Krzysztof Mączyński i Robert Pich swoim doświadczeniem potrafili robić różnicę na boisku. Minusem zespołu Lavicki jest jednak atak. Erik Exposito, poza meczem z Zagłębiem Lubin, spisywał się słabo. Nic dziwnego, że klub szuka nowego snajpera. Podsumowując, Śląsk zasługuje na czwórkę, głównie patrząc na zastój, jaki miał miejsce w klubie w ostatnich latach. Chociaż wrocławianie nie zawsze grają porywającą piłkę, warto ich pochwalić za miniony rok.

Ocena końcoworoczna: 4/6

  1. Zagłębie Lubin (57 pkt)

Żaden klub w tym sezonie nie miał takiej sinusoidy, jak “Miedziowi”. Pod wodzą Bena van Daela zaliczyli udaną wiosnę. Duża w tym zasługa skrzydłowych – Bartłomieja Pawłowskiego i Damjana Bohara. Obaj co prawda nie prezentowali równej formy, ale zazwyczaj tak się układało, że raz błyszczał jeden, raz drugi. Do grupy mistrzowskiej zespół mógł podejść jako do walki o puchary, ale chyba zabrakło zawodnikom pewności siebie. Wygrali tylko jeden z siedmiu meczów, ale tylko raz nie zdobyli żadnej bramki.

Latem Zagłębie opuścili dwaj kluczowi zawodnicy – Filip Jagiełło i Bartłomiej Pawłowski. Czy można to uznać za klucz niepowodzeń lubinian na początku sezonu? Bardziej na przygotowanie zespołu. Ben van Dael zabrał swoich podopiecznych na zgrupowanie nieopodal rodzinnego domu. I już spotkania towarzyskie pokazały, że “Miedziowi” są w dużo słabszej dyspozycji niż wiosną. Brutalna weryfikacja przyszła w lipcu i sierpniu, gdy zespół wygrał zaledwie jeden mecz. Co więcej, w klubie na każdej płaszczyźnie – od zarządu po piłkarzy – zapanował chaos. Do tego doszły desperackie ruchy transferowe – Asmir Suljić kilka dni temu już się pożegnał z Zagłębiem. Ben van Dael miał prowadzić drużynę przez lata. Z końcem sierpnia zakończył jednak przygodę z lubinianami.

I potem było już tylko lepiej. Najpierw Zagłębie wygrało z Wisłą Płock 5:0 pod wodzą tymczasowego trenera, Pawła Karmelity, a następnie angaż w klubie dostał Martin Sevela. Zagłębie, choć wciąż znajduje się w dolnej połowie tabeli wygrało większość meczów ze Słowakiem na ławce trenerskiej. Zespół jest jeszcze nierówny, ale można powiedzieć, że robi postępy. Lubomir Guldan, pomimo 36 lat, przeżywa drugą młodość! Słoweński duet Bohar-Zivec zgromadził do tej pory 15 bramek i sześć asyst. Poza tym, w ostatnim czasie pojawił się w zespole 18-letni Bartosz Białek, który dość szybko się zaaklimatyzował w pierwszej drużynie. Trzy bramki i dwie asysty w sześciu meczach robią wrażenie.

Za cały rok Zagłębie zasługuje na ocenę dostateczną. Chociaż było fatalnie, zawodnicy podnieśli się i na wiosnę powinni zaatakować “ósemkę”

Ocena końcoworoczna: 3/6

  1. Pogoń Szczecin (56 pkt)

Ocena tego zespołu za cały rok jest problematyczna. Obecnie Pogoń zajmuje trzecie miejsce w lidze, które jest dość zasłużone. Większość zawodników z pierwszego składu notowała w tym roku fantastyczne mecze. Zvonimir Kozulj, Adam Buksa, Sebastian Kowalczyk, Dante Stipica…

Wiosna w wykonaniu Pogoni była jednak koszmarna. Zespół wszedł do “ósemki”, ale wygrał zaledwie pięć spotkań od początku roku! “Portowcy” byli synonimem związku frazeologicznego “ligowy średniak”. Poza tym popełniali mnóstwo błędów w obronie. Co z tego, że zdobywali trzy bramki w meczach z Lechią i Arką. Pierwsze starcie przegrali, a drugie zremisowali. W zespole musiało dojść do kilku zmian, by Pogoń w nowym sezonie miała silniejszą pozycję w górnej połowie tabeli. Tym samym odeszli Jarosław Fojut, Spas Delew, David Niepsuj i obaj bramkarze. Przyszli m.in. Benedikt Zech, Konstantinos Triantafyllopoulos i Dante Stipica. A Pogoń ze średniaka awansowała do czołówki.

Przez kilka kolejek w tym sezonie Pogoń utrzymywała się nawet na pozycji lidera. Co więcej, mogłoby się wydawać, że jedenastka jest na tyle dobra, by faktycznie stać się jednym z głównych kandydatów do walki o mistrzostwo. Owszem, trochę za wcześnie, by tak stwierdzać. Szczególnie, że nasza liga jest wyrównana, czego dowodzą właśnie rezultaty “Portowców”. Wygrali z Legią, a przegrali z Wisłą – to mówi samo za siebie. To silny klub jak na polskie realia, mocny kandydat do pucharów, aczkolwiek potrzebuje jeszcze trochę czasu i nowych twarzy, aby utrzymać się na podium do końca sezonu. Szczególnie, że zespół opuścił Adam Buksa.

Podsumowując, obecny rok dla Pogoni zakończył się bardzo udanie, choć jego pierwsza połowa była bardzo słaba w jej wykonaniu. Gdyby patrzeć na postawę drużyny Kosty Runjaicia od lipca – nota byłaby zdecydowanie wyższa niż “trójka”.

Ocena końcoworoczna: 3/6

  1. Lechia Gdańsk (55 pkt)

Gdy Lechia kończyła ubiegły rok na fotelu lidera, wydawało się, że w obecnym stanie się jednym z jej dominatorów. 2019 się kończy, a gdańszczanie są dopiero na siódmej pozycji. A byliby niżej, gdyby nie wpadki pozostałych zespołów.

Poprzedni sezon Lechia zakończyła na trzecim miejscu, w dodatku zdobywając Puchar Polski. Trzeba jednak przyznać, że od początku roku Lechia strasznie się męczyła. Lukas Haraslin, który jesienią był kluczową postacią gdańszczan, doznał kontuzji na początku roku. W związku z tym najpierw nie grał, a gdy już doszedł do siebie, nie wrócił do wcześniejszej formy. I w sumie wciąż nie błyszczy. Lechia w grupie mistrzowskiej zdobyła tylko siedem punktów, nie dając argumentów na to, że jest lepszym zespołem od Piasta, Legii czy nawet Cracovii. Dzięki udanym występom w Pucharze Polski udało jej się jednak awansować do pucharów. Tam Lechia odpadła z duńskim Brondby. Najpierw wygrała co prawda u siebie 2:1, ale przegrała 4:1 na wyjeździe, dopiero po dogrywce. Rywale po prostu byli lepsi kondycyjnie.

Lechiści bardzo długo się rozkręcali, żeby wejść w nowy sezon ligowy. Doszli na moment na podium, ale potem nastąpił lekki kryzys i pięć meczów bez zwycięstwa. Potem obudził się Flavio Paixao, który zapewnił gdańszczanom trzy wygrane z rzędu. Koniec roku okazał się jednak fatalny dla podopiecznych Piotra Stokowca – porażki 3:0 z Jagiellonią i Rakowem nie mogą napawać optymizmem. Szczególnie, że jeszcze niedawno mówiło się o Lechii jako o faworycie do miejsc pucharowych.

Można stwierdzić, że od ubiegłego roku Lechia zaliczyła spory regres, co oznacza wiele zmian kadrowych. Prezes klubu Adam Mandziara już zapowiedział zmiany i z klubem na pewno pożegna się latem Sławomir Peszko.

Ocena w skali roku? Może to zbyt krytyczne podejście, ale w porównaniu do poprzedniego roku, pomimo kilku udanych spotkań, wyższa nota niż dopuszczająca z plusem Lechii się po prostu nie należy.

Ocena końcoworoczna: 2,5/6

  1. Jagiellonia Białystok (53 pkt)

Pożegnanie Ireneusza Mamrota to najbardziej trafne podsumowanie całego roku zespołu Jagiellonii. Chociaż białostoczanie mieli kilka dobrych momentów, nie potrafili utrzymywać dobrej dyspozycji na dłużej.

Dwa pierwsze mecze w roku Jagiellonia zakończyła zwycięstwami. Potem jednak nadszedł poważny kryzys. Coraz częściej użytkownicy Twittera pisali “Mamrot out”. Sześć meczów bez zwycięstwa to niezbyt udany bilans. Władze klubu postanowiły jednak dać trenerowi szansę na odbudowę drużyny. Zaufanie popłaciło – Jagiellonia się przebudziła na ostatnie dziewięć kolejek sezonu. Może gdyby zespół ocknął się nieco wcześniej, grałby w pucharach. Białostoczanie zakończyli bowiem sezon z taką samą liczbą punktów jak Cracovia.

Nowy sezon mógł dawać Jagiellonii spore nadzieje. Jesus Imaz w sierpniu robił co chciał z rywalami. Poza tym nieźle prezentowali się Patryk Klimala i Bartosz Bida. Dużo nadziei dawał także transfer Ognjena Mudrinskiego, który w poprzednim sezonie był jednym z najlepszych strzelców ligi serbskiej. Ireneusz Mamrot zapewniał, że chce mieć na każdą pozycję dwóch równorzędnych piłkarzy i wydawało się, że jest tego blisko. W pewnym momencie Jagiellonia zaczęła grać w kratkę, w grę wdała się bylejakość. Dowodem tego były porażki z Rakowem i Zagłębiem. Choć rywale nie błyszczeli, zawodnicy Jagiellonii nie sprawiali im większych problemów.

Przyszły rok będzie w Białymstoku czasem zmian. Przede wszystkim przyjdzie nowy trener, ale z pewnością dojdzie też do roszad w składzie. Nie wiadomo też, czy zawodnicy, którzy stanowią w tej chwili trzon zespołu, na pewno w nim zostaną. Patryk Klimala jest na celowniku Genoi, włoskie kluby obserwują również Bartosza Bidę. Czy przyszły rok będzie lepszy? Na pewno Jagiellonia nie będzie mogła zmarnować tylu szans, co w poprzednim.

Ocena końcoworoczna: 2/6

  1. Górnik Zabrze (52 pkt)

Śląski klub jest przykładem zespołu, który lepiej spisywał się w pierwszej połowie roku. Marcin Brosz i jego podopieczni znajdowali się w strefie spadkowej, a przecież jeszcze latem 2018 grali w eliminacjach Ligi Europy.

Górnik, aby się pewnie utrzymać potrzebował kilku ruchów transferowych. Tym samym do Zabrza trafili na zasadzie wypożyczenia Mateusz Matras oraz Walerian Gwilia, a także na zasadzie wolnego transferu Boris Sekulić. Owszem, nie obyło się bez niewypałów, jak Adam Orn Arnarson czy Ishmael Baidoo. Trzy pierwsze ruchy okazały się jednak strzałami w dziesiątkę, a w połączeniu z hiszpańskim duetem Jimenez-Angulo dały gwarancję utrzymania. Kluczowe okazały się mecze grupy spadkowej, gdzie Górnik zdobył 15 z 21 możliwych punktów.

W nowym sezonie było już nieco słabiej. Bez Żurkowskiego i Gwilii, do Zabrza wróciły demony z poprzednich rozgrywek. Przez ponad trzy miesiące – od końca sierpnia do początku grudnia – Górnik ani razu nie wygrał. W dodatku prezentując nudną, przewidywalną i nieefektywną piłkę. Czasami na pochwały zasługiwał Erik Janża – najbardziej udany transfer tego lata, kilka razy błysnął Wiśniewski albo hiszpański duet. Górnik jednak w przeciwieństwie do Korony czy Arki potrafił wykorzystywać słabość rywali.

Ocena końcoworoczna? Dopuszczająca. Za wiosnę Górnik zasługuje bowiem na “trójkę” a za jesień zaledwie nieco ponad “jedynkę”. Opieranie całej gry na 36-letnim Hiszpanie? Owszem, gra Betisu opiera się na 38-letnim Joaquinie, ale chyba nie ma co porównywać obu zawodników.

Ocena końcoworoczna: 2/6

  1. Wisła Płock (51 pkt)

Od strefy spadkowej do pozycji lidera – taką drogę w ciągu kończącego się roku przeszli “Nafciarze”. Koniec końców, mimo niewielkiego potencjału kadrowego, potrafili wykręcać naprawdę niezłe wyniki. Dlatego też w tym roku płocczanie zasługują na kilka pochwał, gdyż widać, że jest u nich nadzieja na rozwój. Kilka wzmocnień w przyszłym roku i zobaczymy, co się stanie.

Najpierw jednak skupmy się na tym, co Wisła Płock pokazała w tym roku. Tutaj warto przede wszystkim zwrócić uwagę na zmiany trenerów. Do kwietnia “Nafciarzy” prowadził Kibu Vicuna. Pod wodzą Hiszpana zespół wygrał tylko jeden mecz na wiosnę. Zmiana była nieunikniona. Zastąpił go Leszek Ojrzyński, który już wcześniej przed spadkiem ratował Arkę. Choć płocczanie drżeli o utrzymanie do ostatniej kolejki, ostatecznie utrzymali się w lidze.

Na początku sezonu Ojrzyński jednak zrezygnował z pracy w Płocku z powodów osobistych i zastąpił go Radosław Sobolewski. Początki miał nie najłatwiejsze – najpierw przegrał z Piastem, potem wygrał z Pogonią i ŁKS-em, a następnie jego zespół uległ Zagłębiu aż 5:0. Potem przyszła jednak wygrana z Legią i seria sześciu zwycięstw z rzędu, która wywindowała “Nafciarzy” na fotel lidera. Po znakomitej passie przyszedł słabszy czas, ale nikt nie miał za złe zespołowi, gdy przytrafiła mu się zadyszka. W ostatnim meczu Wisła wygrała z Piastem 2:1.

Podsumowując, rok 2019 mimo że zaczął się dla płocczan fatalnie, zakończył się w dość niezłym stylu. Zespół nie jest liderem, ale zajmuje ósme miejsce i trudno typować go do spadku. Dlatego Wisła zasługuje na ocenę dostateczną.

Ocena końcoworoczna: 3/6

  1. Lech Poznań (50 pkt)

Miał być powrót do czołówki, gra o europejskie puchary. Na zakończenie roku Lech zajmuje jednak piąte miejsce w lidze i dopiero jedenaste w rocznej klasyfikacji. Mimo wszystko, w zespole widać progres i wydaje się, że przyszły rok powinien być zdecydowanie lepszy w wykonaniu “Kolejorza”.

Gwarantem awansu do europejskich pucharów miał być Adam Nawałka na ławce trenerskiej. Dziś chyba nikt już nie pamięta o tym epizodzie zarówno byłego selekcjonera reprezentacji, jak i poznańskiego klubu. Obie strony co najwwyżej na myśl o tym krótkim okresie mogłyby puścić w słuchawkach utwór grupy Jeden Osiem L – Jak zapomnieć. I to tak cicho, żeby nikt nie słyszał. Lech zaczął rok z przytupem – dwoma porażkami, z Zagłębiem (2:1) i Piastem (4:0!). Potem “Kolejorz” wygrał z Legią i Arką, ale porażki z Miedzią i Górnikiem oraz remis z Koroną zadecydowały. Ten związek zakończył się więc równie szybko, jak pewnej polskiej aktorki z muzykiem popularnego zespołu.

W miejsce Adama Nawałki, trenerem tymczasowym został Dariusz Żuraw. Pod wodzą szkoleniowca Lech wygrał zaledwie trzy mecze. Mimo to, zdecydowano się powierzyć mu drużynę “Kolejorza” na dłużej. Były zawodnik Arki Gdynia zdecydował się postawić na młodzież i to zaprocentowało. Owszem, było kilka trudnych momentów, ale pod wodzą niekoniecznie tyle szans otrzymaliby Tymoteusz Puchacz, jakub Moder czy Tomasz Dejewski. W dodatku bardzo udaną rundę zanotował teraz Kamil Jóźwiak, a Chrystian Gytkjaer jest w czołówce najlepszych strzelców.

W skali od 1 do 6, Lech zasługuje zaledwie na “dwójkę”. Oczekiwania kluby były bowiem zdecydowanie większe. Poza tym, klubowi nie udało się sprzedać zawodnika za milionową kwotę ani podpisać nowego kontraktu z Gytkjaerem. Należy jednak pochwalić klub za stawianie na młodzież zamiast pozyskiwanie kolejnych zawodników klasy Vernona De Marco czy Mihaia Raduta.

Ocena końcoworoczna: 2/6

  1. Arka Gdynia (38 pkt)

Można powiedzieć, że główne cele na ten rok zostały w Gdyni osiągnięte. Zespół utrzymał się w lidze w poprzednim sezonie, a w połowie obecnego jest nad strefą spadkową. Trudno jednak wychwalać zespół, który swoją ciągłą grę w ekstraklasie zawdzięcza w zasadzie jednej osobie.

Mowa tutaj oczywiście o Pavelsie Steinborsie. Łotewski bramkarz naprawdę w tym roku robił wszystko, co mógł, żeby Arka nie zaznała spadku. Zachował w ciągu roku dziesięć czystych kont – po pięć na każde półrocze. Patrząc na to, co wyrabiali zawodnicy Arki w defensywie (jak i schematycznym ataku), wynik Steinborsa jest wręcz zdumiewający. Rok okazał się również czasem rozwoju dla Michała Nalepy, który stał się jedną z ważniejszych postaci drużyny.

I to praktycznie wszystkie elementy, które w zespole z Gdyni zasługują na pochwały. Najwięcej słów krytyki w ciągu roku padało pod adresem wzmocnień Arki. Serrarens, Nando, a także z powodu długotrwałych kontuzji Kopczyński i Samanes jeszcze nie błysnęli. Przez pewien czas dobrze spisywał się co prawda Dawit Skhirtladze, ale nie było widać zbyt często zrozumienia między nim a resztą zespołu.

Niedostateczny z plusem to wszystko, na co zasługuje Arka za ten rok. Gdyby nie Steinbors, byłoby niżej.

Ocena końcoworoczna: 1.5/6

  1. Wisła Kraków (37 pkt)

“Biała Gwiazda” może spaść z ligi. Jeszcze niedawno wydawało się to nierealne. Klub z ogromnymi tradycjami, trzynastoma mistrzostwami Polski, w dodatku jeszcze stosunkowo niedawno będący jednym z najsilniejszych w lidze… Owszem, pod koniec roku Wisła pod wodzą Artura Skowronka wygrała dwa mecze, ale czym one są w zestawieniu z serią dziesięciu porażek?

Nowy rok rozpoczął się dla klubu z Krakowa obiecująco. Po perturbacjach z ekipą “Sharksów” oraz księciem Kambodży, wydawało się, że Wisła wróci do walki o wyższe lokaty. Wiele nadziei dał powrót Jakuba Błaszczykowskiego, po którym pewnie niektórzy spodziewali się co najmniej dziesięciu bramek/asyst w trakcie rundy. Reprezentant Polski ma już jednak 34 lata na karku i nie będzie w stanie sam wygrywać spotkań. W dodatku nękają go urazy. Również 36-letni Paweł Brożek ani rok młodszy Rafał Boguski nie będą wiecznie młodzi. Dlatego trudno to właśnie na nich opierać cały skład.

Można powiedzieć, że w tym sezonie do wyniszczenia Wisły przyczyniła się plaga kontuzji. Trudno jednak zrzucać winę za dziesięć porażek z rzędu na urazy zawodników. Również Maciej Stolarczyk, który niedawno stracił pracę, nie jest głównym powodem. Po prostu okazało się, że “Biała Gwiazda” złożona z wiekowych zawodników oraz ligowych przeciętniaków nie ma szans na utrzymanie. Zimą do klubu trafi Kazach Gieorgij Żukow i raczej można spodziewać się kolejnych nowych twarzy w zespole Artura Skowronka. Pomimo przebłysku w postaci wygranej 1:0 z Pogonią, w tej chwili Wisła jest bliżej I ligi niż pozostania w ekstraklasie.

Nota na koniec roku może być tylko jedna.

Ocena końcoworoczna: 1/6

  1. Korona Kielce (37 pkt)

Kielczanie co sezon są typowani do spadku z ekstraklasy. Czy to będzie ten sezon, w którym Korona pożegna się z elitą? Na razie zespół balansuje na krawędzi. I nie na razie zbyt wiele ruchów, by to zmienić.

Projekt pod tytułem “Gino Letteri w Koronie” wypalił się już dawno. W Kielcach przekonano się o tym jednak dopiero we wrześniu, gdy zespół z jednym zwycięstwem i remisem na koncie zatrzymał się w strefie spadkowej. Trzeba też zwrócić uwagę na liczne zmiany, do których doszło przed rozpoczęciem sezonu w klubie. Odeszli choćby Bartosz Rymaniak, Piotr Malarczyk czy Felicio Brown Forbes. Przyszło mnóstwo nowych piłkarzy i… jeszcze żaden z nich się nie sprawdził. Może poza przebłyskami Erika Pacindy i Milana Radina,

Tylko jedna osoba sprawia, że Korona nie jest czerwoną latarnią ekstraklasy. Adnan Kovacević robił, co mógł. Dzięki jego postawie Korona zanotowała kilka czystych kont w tym sezonie. Bośniak jest liderem defensywy, ale i całego zespołu. Nic dziwnego, że ostatnio dostaje powołania do reprezentacji. Ponadto, interesują się nim kluby z ligi tureckiej, więc może już niedługo pożegna się z Koroną. A szkoda, bo dotychczas to jeden z najlepszych defensorów w lidze.

Korona sprawia wrażenie, jakby brakowało jej pomysłu. Może zimą Mirosław Smyła przygotuje po swojemu zespół i wprowadzi kilku nowych zawodników. Zespół U-19 zdobył w poprzednim sezonie mistrzostwo Polski w swojej kategorii, więc może tam warto sięgnąć? Na razie jedynka.

Ocena końcoworoczna: 1/6

  1. Raków Częstochowa (28 pkt)

Beniaminek, w dodatku tak naprawdę grający wszystkie mecze na wyjeździe. To jednak nie przeszkadza Rakowowi w odbieraniu punktów silniejszym zespołom. Nic dziwnego, że klub z Częstochowy zajmuje w tym momencie dziesiątą lokatę.

Raków wrócił do ekstraklasy po 21 latach. W zasadzie nie było wiadomo, czego spodziewać się po tym zespole. W poprzednim sezonie wygrał co prawda I ligę, ale ile już było zespołów, którym mimo to było trudno przyzwyczaić się do ekstraklasowej rzeczywistości. Awans miał być również weryfikacją dla Marka Papszuna. Trener Rakowa był dotychczas często chwalony, a kilka klubów ekstraklasy wyrażało nim zainteresowanie. Szkoleniowiec mógł trafić do ekstraklasy już rok temu, ale klub odrzucił ofertę Zagłębia Lubin w wysokości miliona złotych.

Częstochowianie w tym sezonie urwali punkty Pogoni, Śląskowi i Lechii. Ci ostatni nawet dwukrotnie przekonali się, że z beniaminkiem nie ma żartów. Najpierw przegrali 2:1, choć to był i tak minimalny wymiar kary. Raków nadrobił jednak zaległości w minionej kolejce, pokonując gdańszczan 3:0.

Kluczowa postać? Chociaż jest nieco w cieniu, należy wyróżnić Petra Schwarza, który w tym sezonie ekstraklasy jest jednym z najlepszych pomocników. Można go chwalić za celność podań, przegląd pola oraz odbiór. Poza tym ma na koncie cztery bramki i trzy asysty.

Raków zasługuje na trzy z plusem. Trochę na wyrost, jednak patrząc na różne okoliczności, klub zasługuje na dobrą ocenę. Trudno powiedzieć, żeby zespół nie spełnił jakiegokolwiek planu na ten rok. Przyszły może okazać się trudniejszy, ponieważ utrzymanie dotychczasowej pozycji może wymagać sporo przygotowań.

Ocena końcoworoczna: 3.5/6

  1. ŁKS (14 pkt)

Łódzki Klub Sportowy zajmuje ostatnie miejsce w lidze i jest poważnym kandydatem do spadku. Mimo to, kończący się rok jest dla beniaminka dość udany z kilku powodów.

Przede wszystkim dlatego, że ŁKS dość szybko wrócił do najwyższej klasy. Przed rozpoczęciem poprzednich rozgrywek I ligi w kolejny awans wierzyli chyba tylko najbardziej zagorzali kibice. I mieli rację. Łodzianie zajęli drugie miejsce i sensacyjnie awansowali do ekstraklasy. Niekoniecznie byli na to gotowi pod względem sportowym, co było widać jesienią. Tak naprawdę jedynym zawodnikiem z pola, który regularnie prezentował określoną jakość, był tylko Dani Ramirez. Hiszpan był odpowiedzialny za dziesięć z dwudziestu trafień zespołu.

Na drugim biegunie można umieścić Jana Sobocińskiego. Obrońca miał przebojem wkroczyć do ekstraklasy, jako czołowa postać I ligi i reprezentant Polski do lat 21. W ekstraklasie został brutalnie zweryfikowany, aczkolwiek jako 20-latek jeszcze ma czas, żeby okrzepnąć i zadomowić się w najwyższej klasie.

Teoretycznie ŁKS zasługiwałby na “jedynkę”. To jednak zespół konsekwentnie prowadzony przez Kazimierza Moskala, złożony głównie z postaci, które dotychczas nie grały w ekstraklasie. Poza tym klub nie zdecydował się na zwolnienie trenera, gdy łodzianom nie szło. To również zasługuje na pochwałę.

Ocena końcoworoczna: 2/6

100PLN
bez ryzyka
GRAMGRUBO