Łukasz Budziłek: “Zawsze lubiłem ryzykować”
Ostatnia aktualizacja 22 maja, 2020 o 14:19

W tym sezonie Łukasz Budziłek może mówić o sporym pechu. Podczas ósmego meczu Fortuna I ligi, golkiper Bruk-Betu Termalica Nieciecza doznał kontuzji ścięgna Achillesa, która wyłączyła go z gry na co najmniej sześć miesięcy. Jak wspomina swój pobyt w Pogoni Szczecin? Czy w Legii łatwo mu było odnaleźć się w szatni? Czy żałuje jakichś decyzji w swojej karierze? Więcej w naszej rozmowie.

***

W Niecieczy doszło w przerwie zimowej do zmiany trenera. Wiesz już czego Mariusz Lewandowski oczekuje od zespołu?

Miałem już rozmowę z nowym trenerem, trudno mi jednak na razie powiedzieć, jaki ma pomysł na drużynę. W tej chwili nie przebywam na co dzień z drużyną, ponieważ przechodzę rehabilitację w Warszawie. Wiem na pewno, że trener będzie chciał podnieść nam poprzeczkę. I dobrze, bo to jest w Niecieczy potrzebne. Każdego dnia musimy być głodni zwycięstw. Było kilka trudniejszych momentów, ale patrząc na tabelę, Bruk-Bet traci do szóstego miejsca tylko pięć punktów.

Celujecie w awans?

Naszym sponsorem jest duża firma, jedna z największych w swojej branży. Dlatego też cele zawsze będziemy mieć ambitne, najwyższe. Na początku sezonu graliśmy bardzo dobrze, a potem niestety zeszliśmy z tej drogi, którą podążaliśmy. Mimo wszystko, w obecnych rozgrywkach, gdy mamy taki handicap, jakim są baraże, trudno nie myśleć o awansie. Musimy włączać się do walki o czołową szóstkę i szukać swojej szansy na wejście do ekstraklasy.

W Niecieczy doszło do zmian na górze, ale w zespole na razie nie było takiej rewolucji, która miała miejsce latem. To oznacza nacisk na stabilizację?

Wydaje mi się, że trener i Marcin Żewłakow, który jest pełnomocnikiem zarządu, musieli się na razie zaznajomić z tym, co zastali w klubie. Myślę, że w najbliższych dniach można oczekiwać jakichś ruchów. Będą czekać, może nie na promocje, ale na okazje np: zawodników, którzy przegrają rywalizacje w Ekstraklasie.. Na pewno nie powiedzieliśmy ostatniego słowa. Do klubu ma trafić nowy bramkarz (przyp. red. po rozmowie do zespołu dołączył Tomasz Loska) i jestem otwarty na tę rywalizację. 

Zawsze mówisz, że nie można żałować podjętych decyzji, tylko tych niepodjętych. Czego więc żałujesz, że nie zrobiłeś w swojej dotychczasowej karierze?

Raczej nie było takich sytuacji, zawsze lubiłem ryzykować. Tak było, gdy przechodziłem z GKSu Katowice do Legii, od razu na głęboką wodę. Cieszyłem się, że tam trafiłem i wciąż się z tego cieszę. To najlepiej zorganizowany klub, w jakim grałem i do niego teraz porównuję kolejne. Chciałbym, żeby inne kluby starały się iść w ślady Legii. Nie żałowałem też nigdy żadnych wypożyczeń do I ligi. Nawet mimo tego, że zdarzało się to w ostatnim dniu okienka transferowego i do drużyny (Wigry Suwałki), która po 7 meczach miała na swoim koncie 2 punkty. To były ryzykowne ruchy, ale kończyły się dla mnie dobrze. Dlatego, jeśli chodzi o moją karierę, nie ma takich momentów, których bym żałował.

Wspomniałeś już o Legii, a jak oceniasz swój pobyt w Pogoni Szczecin?

Trzynaście minut (śmiech).

I czerwona kartka.

Boiskowe sytuacje ocenia się zupełnie inaczej z perspektywy murawy niż ławki, trybun czy sprzed telewizora. Chciałem w tej sytuacji zrobić więcej niż powinienem i popełniłem błąd. To był moment, którego można było uniknąć. Wszyscy jednak zwracają uwagę na tę sytuację przez pryzmat czerwonej kartki. Większość nie wie, że przed tym meczem trenowałem tylko tydzień, a przez wcześniejsze trzy byłem kontuzjowany. Wypadłem z rytmu treningowego, a przed kontuzja przez dłuższy czas byłem karmiony nadzieja, że Łukasz Załuska już musi udać się na operacje. Zabrakło chłodnej głowy. Wierzę jednak, że to była dla mnie lekcja z której w przyszłości odniosę korzyść.

Sądzisz, że ta sytuacja w Pogoni to był twój najtrudniejszy moment w karierze?

Myślę, że to mogła być dla mnie ogromna szansa, gdybym zagrał te trzy mecze do końca sezonu na swoim poziomie. Wiedziałem, że Łukasz Załuska nie będzie zdrowy na początku następnych rozgrywek. Mógłbym wtedy na dłużej zająć miejsce w bramce Pogoni. Chyba tam na górze Bóg śmiał się z tego mojego planu i inaczej to sobie wymyślił. Dlatego wyszło, jak wyszło.

Teraz jestem w Termalice i bardzo się z tego cieszę. Każdego dnia pracuję nad tym, żeby jak najszybciej wrócić do treningow z pilka, do druzyny. Chcę się cieszyć z rywalizacji na boisku, gdyż właśnie to jest cała esencja piłki nożnej.

A jak wyglądało twoje wejście do zespołu Termaliki?

Jestem raczej otwartym człowiekiem i nigdy w szatni nie miałem problemu, żeby złapać kontrakt z drużyną. Nie potrzebowałem pół roku na aklimatyzację. Od razu stawałem się częścią drużyny i uczestniczyłem w jej życiu. Tak było w Termalice, jak i w każdym innym klubie.

W Legii też?

Tak, bez problemu. To było wejście, jak do każdej innej drużyny. Oczywiście każda szatnia jest inna, inaczej zbudowana, są różne proporcje polskich i zagranicznych zawodników. Nigdy jednak nie miałem problemu z tym, żeby łapać kontakt z obcokrajowcami.

Na koniec zapytam o zdrowie. Jak się czujesz, kiedy zobaczymy cię na boisku?

Czuję się już coraz lepiej. Jestem cztery miesiące po operacji. Wydaje mi się, że wszystko idzie zgodnie z planem. Taka standardowa długość powrotu po tej kontuzji to sześć-osiem miesięcy. Mam przesłanki do tego, że uda mi się wrócić na boisko blisko tej dolnej granicy, Czyli już na początku marca.

ROZMAWIAŁ: PRZEMYSŁAW CHLEBICKI

Fot. YouTube

500PLN
brak kodu
Brak kodu