Ostatni taniec w Bundeslidze. Walka o LM na finiszu
27.06.2020

Ledwo zdążyliśmy przyzwyczaić się do spotkań Bundesligi, a już powoli musimy pożegnać się z futbolem na niemieckich boiskach. Pod pewnym względem trudno nazywać obecny sezon przełomowym, kiedy Bayern po raz ósmy z rzędu zdobył ligowy tytuł. Zaskoczenia nie było także w kontekście drugiego czy trzeciego miejsca, które zagwarantuje sobie Borussia Dortmund oraz najprawdopodobniej RB Lipsk.

Przed nami ostatni akord obecnego sezonu, w którym poznamy odpowiedzi na kilka ważnych pytań. 

Czy Flicka można porównywać do Guardioli?

Hiszpan przez trzy sezony w Bayernie Monachium stworzył hegemona na krajowym podwórku. To po prawdzie od rządów Guardioli „Bawarczycy” seriami zaczęli zdobywać ligowy tytuł. Ten okres trwa już od ośmiu lat i nawet tacy menedżerowie jak Niko Kovac nie potrafili tego zepsuć. Po Chorwacie przyszedł czas na Hansiego Flicka, którego nie bez przyczyny porównuje się do Pepa.

W rzeczywistości – biorąc pod uwagę wszystkie rozgrywki – Flick radził sobie lepiej niż obecny szef Manchesteru City, który odziedziczył zespół po zwycięstwie Ligi Mistrzów. Niemiec wygrał 27 z pierwszych 30 meczów, co jest najlepszym początkiem ze wszystkich menedżerów Bayernu w historii. Guardiola odnotował w tym samym czasie jedno zwycięstwo mniej. Średnia punktów obecnego szkoleniowca mistrza Niemiec w lidze wynosi 2.73 przy 2.52 hiszpańskiego trenera. Zdajemy sobie sprawę, że wyniki Flicka tak na dobre będzie można ocenić jednak dopiero za kilka miesięcy. Na ten moment, mimo to, pod kątem liczb prezentuje się wybitnie.

Dodatkowo ciekawie wygląda gonitwa za rekordem bramkowym ligi. W sezonie 1971/72, kiedy nieosiągalny rekord wyśrubował Gerd Mueller, ówczesny Bayern zdobył 101 bramek. Temu obecnemu brakuje do tego wyniku pięciu trafień. Ich rywalem będzie jednak Wolfsburg, więc poniekąd trudno sobie wyobrazić taki grad bramek. Z drugiej strony pamiętamy, że mistrz Niemiec potrafił wbić cztery goli Bayerowi, a sam „Lewy” kilka lat temu w pojedynkę zanotował taką zdobycz w 9 minut właśnie przeciwko „Wilkom”. Historia czasami lubi się powtarzać.

Jeśli już jesteśmy przy Lewandowskim, to warto wspomnieć, że rozgrywa obecnie najlepszy sezon ligowy w karierze. Przed tym sezonem osiągnął barierę 30 bramek dwa razy (2015/16 i 2016/17), ale nigdy nie zdołał pójść o krok dalej. Tym razem ma ich o trzy więcej i jeden mecz przed sobą. I to wszystko w wieku 32 lat. Drugą młodość przeżywa także Thomas Mueller. Niemiec u Kovaca był o krok od odejścia, aby kilka miesięcy później pobić rekord asyst Kevina De Bruyne’a z sezonu 2014/15.

Piątek obronił miejsce w składzie?

Z pewnością jednym z graczy, którzy żałują, że obecny sezon dobiega końca jest Krzysztof Piątek. Polak z meczu na mecz pod okiem Bruno Labbadii wyglądał o wiele lepiej. Nowy szkoleniowiec w końcu usadził na ławce Vedada Ibisevicia i postawił na naszego reprezentanta. W ostatnich spotkaniach wróciła skuteczność pod bramką rywala, a gdyby nie chytrość Lukebakio, to miałby na koncie cztery bramki w sześciu ostatnich starciach.

Kilka tygodni temu Labbadia tłumaczył, że pomimo zdobywania bramek przez Ibisevicia, musi trzymać pod prądem wszystkich piłkarzy – także Piątka. Mogliśmy te słowa odbierać za przejaw kurtuazji ze strony 54-latka, który w ten sposób chciał podbudować najdroższego zawodnika w historii Herthy. Jak się jednak okazuje, trener miał rację i kiedy Bośniak zaczął tracić siły po grze co trzy dni, Krzysztof godnie go zastąpił. Mimo to pojawiają się doniesienia, że Hertha próbuje dogadać transfer nowego napastnika i to nie byle kogo. Na celowniku „Starej Damy” znalazł się Wout Weghorts. Holender pracował z Labbadią w Wolfsburgu, a w obecnym sezonie Bundesligi zdobył 16 bramek.

Borussia czy Bayer?

To co najbardziej grzeje fanów to przede wszystkim spotkania związane z walką o TOP 4. Lipsk pomimo porażki z Borussią Dortmund niejako zapewnił sobie awans do Ligi Mistrzów i ma trzy punkty przewagi nad piątym miejscem. Matematycznie mogą oczywiście nadal wypaść z czwórki, ale ich różnica bramek wynosi 43+, przy 16+ Bayeru Leverkusen. To zatem scenariusz z elementami fantazji.

Wygląda więc na to, że wszystko rozwiąże się między Borussią Moenchengladbach, a wspomnianym Bayerem. Poniekąd obie drużyny są w podobnej sytuacji, ponieważ rywalizują odpowiednio z Herthą oraz Mainz, więc z ekipami, które mają zapewnione utrzymanie. Trudno zatem się spodziewać, aby piłkarze rywali wypruwali sobie żyły o dobry wynik. W ostatnich spotkaniach lepiej radzili sobie podopieczni Achima Beierlorzera, ale zespół Bruno Labbadii także wygrał między innymi z „Aptekarzami”.

Ktokolwiek zajmie piąte miejsce, to pretensje będzie miał wyłącznie do siebie. Ich spotkania po wznowieniu rozgrywek wyglądają bowiem w następujący sposób:

Źródło: flashscore
Źródło: flashscore

Którakolwiek z tych dwóch drużyn zajmie piąte miejsce straci sporo pieniędzy. Brak awansu do Ligi Mistrzów przez Bayer na pewno ucieszy również chętne kluby na Kaia Havertza. Tajemnicą poliszynela jest fakt, że gdy podopieczni Petera Bosza skończą ligę na obecnej lokacie, to poszukają oszczędności i podejdą do negocjacji na nieco innym poziomie.

Kownacki musi odejść?

Tego sezonu do najlepszych nie zakwalifikuje Dawid Kownacki. Napastnik doznał kilka miesięcy temu urazu kolana, który miał go wykluczyć z gry aż do końca sezonu. Ostatecznie jednak przerwa wywołana koronawirusem pozwoliła wrócić mu na ostatnie spotkania. Niestety zagrał tylko w jednym meczu, a przez pozostałe kolejki nie opuszczał ławki rezerwowych.

Poprzedni szkoleniowiec Friedhelm Funkel regularnie stawiał na „Kownasia”, nawet gdy ten nie trafiał do siatki. Poniekąd nie byliśmy zdziwieni, ponieważ Dawid to najdroższy piłkarz Fortuny, ale z drugiej strony ile można stawiać na napastnika, który od sierpnia ubiegłego roku nie zdobył gola? Być może między innymi z tego powodu zespół znajduje się na miejscu, który uprawnia ich do gry w barażach o utrzymanie.

Czy zatem dla Dawida najrozsądniejszą opcją będzie odejście z Duesseldorfu? Wszystko na to wskazuje. Pytanie tylko w jakim kierunku. Jeśli Fortuna się utrzyma to raczej mało prawdopodobne, że z klubu odejdzie Rouwen Hennings, strzelec 15 bramek w tym sezonie. Natomiast po przegranych barażach raczej ktoś sięgnie po doświadczonego Niemca i miejsce na środku ataku będzie wolne.

Kamiński wróci na szczyt?

Końcówka sezonu była bardziej udana dla Marcina Kamińskiego. Zawodnik Stuttgartu wyleczył się po zerwaniu więzadła krzyżowego i szybko wrócił do podstawowego składu. Po wznowieniu rozgrywek rozegrał 6 na 8 spotkań w podstawowym składzie, a także prezentował się całkiem solidnie. Dodatkowo jego zespół plasuje się na pozycji wicelidera drugiej Bundesligi i jedyne co musi zrobić w ostatniej kolejce, to nie przegrać zbyt wysoko z Darmstadt. Ich przewaga w bilansie bramkowym jest na tyle duża, że w Stuttgarcie mogą powoli chłodzić szampany oraz cieszyć się z powrotu do najwyższej klasy rozgrywkowej.

To będzie także powrót na ten poziom dla Kamińskiego. Polak rok temu odszedł z Fortuny Duesseldorf, ale dziś raczej nie żałuje takiego ruchu.

W pierwszej Bundeslidze ma szansę zagrać Sonny’ego Kittela. HSV dość długo znajdowało się na miejscu premiowanym awansem bądź barażami, ale ostatnio forma zespołu z Hamburga pozostawia wiele do życzenia. Obecnie zajmują trzecią lokatę i tracą punkt do Heiderheimu, które gra z Arminią Bielefeld, czyli liderem ligi.

Gorszy humor po tym sezonie ma na pewno Waldemar Sobota. St. Pauli niby się utrzymało w drugiej lidze, ale piąte miejsce od końca raczej w klubie nikogo nie ucieszy. Polak łącznie zanotował 3 bramki w lidze oraz 2 asysty. Dodatkowo, w kilku spotkaniach wyprowadzał zespół jako kapitan. Niestety, regularnie miejsca w składzie brakowało dla Jakuba Bednarczyka, który głównie wybiegał na boisko w drugim zespole na czwartym poziomie rozgrywek.

500PLN
GRAMGRUBO
GRAMGRUBO