Lubambo Musonda: Moim największym marzeniem jest być najlepszą wersją siebie

Lubambo Musonda niedawno przedłużył kontrakt ze Śląskiem Wrocław do 2022 roku. W rozmowie dla “Futbol News” wyznał, jak ocenia swój dotychczasowy pobyt w Śląsku i zdradził kilka szczegółów zarówno z piłkarskiej kariery, jak i pozasportowego życia. Piłkarz Śląska opowiedział również jak wygląda futbol w jego rodzinnym kraju i co chciałby osiągnąć w Polsce

Niedawno podpisałeś nowy kontrakt ze Śląskiem Wrocław. Jak podsumujesz swoje półtora roku, które spędziłeś w tym zespole?

Bardzo się cieszę z powodu podpisania nowego kontraktu i tego, że będę mógł występować w Śląsku przez następne lata. Wciąż chciałbym z siebie dawać jak najwięcej, żeby klub wciąż się rozwijał i osiągał jeszcze lepsze wyniki.

Co chciałbyś osiągnąć ze Śląskiem?

Liczę na to, że zdobędę tutaj jakieś trofea, mistrzostwo albo krajowy puchar. Ważne jest też dla mnie, żebyśmy wygrywali każdy mecz. Przynosi mi to naprawdę wiele radości.

Śląsk Wrocław w ciągu ostatniego roku zrobił duży postęp. 

Wszyscy zdaliśmy sobie sprawę z tego, że musimy dalej się rozwijać i być coraz lepsi. Mam nadzieję, że pomoże nam to znaleźć się na koniec sezonu w pierwszej trójce. W tej chwili wszyscy do tego bardzo dążymy i wierzymy, że w kolejnych meczach znajdziemy się na ligowym podium.

Pobyt w Śląsku cię zmienił pod względem sportowym? Patrząc choćby na to, że wcześniej często występowałem na skrzydle, a ostatnio otrzymujesz więcej szans na prawej obronie.

Zdarzało mi się grać na tej pozycji już wcześniej, choć faktycznie byłem bardziej skrzydłowym. Kilka kontuzji w zespole, szczególnie ta Łukasza Brozia, sprawiły że trener musiał poszukać nowych rozwiązań na prawej stronie defensywy i zdecydował się na to, by mnie tam przesunąć.

Możesz powiedzieć, że czegoś się nauczyłeś podczas pobytu w polskiej lidze?

Myślę, że dużo się nauczyłem zarówno na boisku, jak i poza nim. Nawet umiem już powiedzieć kilka słów po polsku (śmiech). Chociaż na razie więcej rozumiem niż faktycznie używam tego języka.

A jak oceniasz atmosferę trybun w Polsce?

Kibice Śląska są fantastyczni! Doceniam to, że potrafią nas wspierać dopingiem przez całe 90. minut, co wcale nie jest powszechne w świecie futbolu. Dzięki nim naprawdę można poczuć jeszcze większą motywację do tego, żeby grać jak najlepiej.

Kuba Łabojko niedawno mi wyznał, że klub zadbał o to, żeby zagraniczni zawodnicy w czasie kwarantanny otrzymali wsparcie. Ten czas był dla ciebie trudny?

Myślę, że dobrze spędziłem ten czas. Cały czas miałem kontakt z zespołem, często rozmawialiśmy. Oczywiście to nie było łatwe, gdy nie mogliśmy się przez długi czas zobaczyć na żywo. To była nietypowa sytuacja, ale jakoś sobie z nią wszyscy poradziliśmy.

Poruszyłem już wcześniej temat języka polskiego. Wcześniej jednak grałeś w Armenii, gdzie język również nie należy do najłatwiejszych. Który uważasz za trudniejszy?

Polski, zdecydowanie! (śmiech) Przede wszystkim gramatyka jest trudna, różni się zdecydowanie od wszystkich innych języków, które znam.

Właśnie, kiedyś przeczytałem, że znasz kilka języków.

W Zambii używa się łącznie 72 języków, dlatego musiałem znać ich kilka, żeby się dobrze porozumieć z innymi mieszkańcami mojego kraju. Dowodem na to jest fakt, że gdy grałem w Zambii, prawie każdy trener mówił w innym języku. Moim pierwszym językiem jest bemba, ale znam również kaonde i tonga. Oczywiście angielski jest naszym językiem urzędowym i wszyscy mieszkańcy kraju go znają. Ludzie używają jednak również innych języków – głównie njandża i bemba.

Ile razy od czasu transferu do Śląska odwiedziłeś Zambię?

Przez te półtora roku byłem w rodzinnym domu cztery razy.

Trudno się dostać z Polski do Zambii i w odwrotnym kierunku? Słyszałem różne historie zawodników z Afryki i Ameryki Południowej, którym przelot zajmował całe dnie.

Akurat nigdy nie miałem problemów z lotami, połączenia do Zambii nie sprawiały mi problemów, mimo sporego dystansu między państwami. U mnie to wygląda tak, że z Wrocławia lecę do Frankfurtu, a stamtąd mam bezpośredni lot do Lusaki.

Teraz jednak z powodu koronawirusa ruch lotniczy jest utrudniony. Wiesz, jak sytuacja wygląda w Zambii?

W Zambii nie było zbyt wiele przypadków koronawirusa. Oczywiście, wszyscy się bali i woleli uważać na siebie. Liczba zakażonych zamknęła się jednak w około dwóch tysiącach.

Nie rozmawiajmy już o tym smutnych sprawach, tylko o bardziej przyjemnych. Ile miałeś lat, gdy rozpocząłeś profesjonalną karierę? Jak wyglądały twoje początki z futbolem?

Miałem wtedy siedemnaście albo osiemnaście lat i zacząłem treningi  w National Assembly. Chodziłem wtedy do szkoły i musiałem łączyć treningi z nauką.

Patrząc na zambijskie realia, to wcześnie czy późno?

U nas tak to wygląda, że piłkarze najpierw muszą skończyć szkołę, a dopiero potem wybierają dalszą drogę i podpisują profesjonalne kontrakty z klubami piłkarskimi. W moim przypadku przygoda z piłką zaczęła się nieco wcześniej.

Jak w Zambii wygląda szkolenie młodych piłkarzy? Jest dużo akademii, boisk?

Tak, w ostatnich latach powstało zresztą dużo szkółek, które są filiami większych klubów, na przykład Barcelony czy Panathinaikosu. Nie brakuje również boisk – wszystkie kluby trenują na swoich obiektach, posiadają własne bazy.

Wiem, że spędziłeś trochę czasu w Chelsea. Jak wyglądał twój pobyt w Londynie?

To było fantastyczne móc trenować w szkółce tego klubu! Otrzymałem taką szansę dzięki dobrym występom w zambijskich rozgrywkach międzyszkolnych, skąd trafiłem potem do młodzieżowej reprezentacji. W nagrodę nasza drużyna otrzymała możliwość treningów w Chelsea. Naprawdę to był świetny czas.

Miałeś okazję poznać gwiazdy “The Blues”?

Tak, poznałem Didiera Drogbę, Salomona Kalou i kilku innych zawodników. Piłkarze Chelsea byli obecni na naszych treningach, dzięki czemu mogliśmy ich podpatrywać, nauczyć się czegoś, ale także porozmawiać z nimi.

Otrzymałeś od nich jakieś rady?

Tak, mówili mi, że jestem dobry i otrzymałem od nich kilka rad. Jak trenować i co robić, żeby być jeszcze lepszym piłkarzem.

Czułeś duży przeskok między treningami w Zambii a treningami w Chelsea?

Wcale nie, trenerzy chcieli, żebyśmy mieli jak najwięcej kontaktu z piłką. Szczególny nacisk kładli na warianty rozgrywania oraz wykańczania akcji.

W Zambii też na to się zwraca uwagę? A może na przyspieszenie, szybką grę, co można wywnioskować po twoich występach?

Nie, najważniejsza według zambijskich trenerów jest taktyka.

Zmieniło się coś w zambijskim futbolu po wygranej w Pucharze Narodów Afryki w 2012 roku?

Tak, to był ogromny sukces, mieliśmy wtedy świetną drużynę. Niestety, od tamtej pory reprezentacja zbyt często zmieniała trenerów. Myślę, że to jest powodem tego, że od tamtej pory nasza kadra nic nie osiągnęła. Niestety to podejście jest największą wadą naszego futbolu.

Czytałem, że twój tata też był piłkarzem.

Tak, występował w klubie najwyższej ligi, ZESCO United, który wówczas nazywał się Ndola United. Pamiętam ten zespół, grał bardzo szybką piłkę i wtedy robił coraz większe postępy. Mój tata nigdy nie zagrał w reprezentacji Zambii, ale może dlatego, że dość wcześnie zakończył karierę piłkarską. Obecnie pracuje w ministerstwie.

Znalazłem również informację, że masz siedmioro rodzeństwa. Tylko ty zostałeś piłkarzem czy twoje rodzeństwo też próbowało swoich sił w futbolu?

Mój brat miał wielki talent, jednak przez grę w piłkę miał trudności w szkole, dlatego zdecydował się ostatecznie postawić na edukację. Tym samym ja zostałem jedynym przedstawicielem mojej rodziny, który pozostał w świecie piłki. Cieszę się jednak, że mogę wciąż robić to, co kocham.

A jak ty łączyłeś edukację z treningami?

Poradziłem sobie, zdałem wszystkie egzaminy. Starałem się nie tylko być najlepszy na boisku, ale także zależało mi na dobrych ocenach w szkole. Zresztą u nas wielu piłkarzy jakoś pogodziło szkołę ze sportem. Część zawodników występujących w zambijskiej lidze pokończyła studia. Dużo z nich zdecydowała się choćby na kierunki medyczne, dzięki czemu na pewno mogli przyczynić się do walki z koronawirusem w kraju.

Uważasz, że kto miał największy wpływ na to, że zostałeś piłkarzem?

Myślę, że przyczyniła się do tego cała moja moja rodzina, która od zawsze mnie wspiera i mi kibicuje, gdy gram. Mój tato, moja mama…

Twoja mama też miała jakiś związek z piłką?

Nie, moja mama jest pielęgniarką. Od zawsze jest jednak moją największą fanką. To ona mnie tak naprawdę namówiła do tego, żebym podjął decyzję o rozpoczęciu piłkarskiej kariery. Pocieszała mnie, gdy mi nie szło na boisku i mówiła mi, że następnym razem będzie lepiej.

Czyli w takim razie to nie był dla twoich rodziców problem, że zdecydowałeś się na karierę piłkarską, a nie na dalszą edukację?

Zanim skończyłem szkołę, był to jakiś problem. Mój tato zawsze mnie ganił, że nie będę mógł grać, jeśli nie poprawię swoich ocen. Chodziłem do szkoły, w której były duże wymagania i trzeba było się bardzo przykładać, żeby wszystko zdać z dobrymi wynikami. Gdy jednak skończyłem liceum, zaakceptował drogę, którą chciałem podążać i mogę zawsze liczyć na jego wsparcie – na boisku i poza nim.

Których piłkarzy zawsze najbardziej podziwiałeś i z jakich powodów?

Od kiedy po raz pierwszy zobaczyłem Lionela Messiego, jestem jego wielkim fanem. To prawdziwy geniusz, to co robi z piłką, jak strzela gola zawsze robiło na mnie ogromne wrażenie. Inną postacią, którą zawsze podziwiałem jest Kalushy Bwalya, który jest najlepszym piłkarzem w historii Zambii.

Jak trafiłeś do Armenii? Trzeba przyznać, że nawet dla Europejczyków jest to dość egzotyczny kierunek.

Występowałem wtedy w reprezentacji Zambii U-20 i brałem udział podczas turnieju w Egipcie, na którym było wielu skautów. Wtedy właśnie zwrócili na mnie uwagę obserwatorzy z Armenii, z Gandzasaru, dla którego później grałem.

W Gandzasarze występowałeś przez blisko cztery lata. Jak oceniasz ten zespół? 

To była naprawdę dobra drużyna, dobrze zarządzana. Od początku mojego pobytu mogłem liczyć na pomoc pracowników tego klubu. Czułem zawsze ich wsparcie i oceniam pozytywnie atmosferę tego zespołu, która przekładała się na wyniki. To było dla mnie naprawdę miłe doświadczenie.

Czułeś się gwiazda w Armenii? Grałeś w jednym z czołowych zespołów, poza tym byłeś reprezentantem kraju.

Na pewno nie uważam się za gwiazdę, było u nas dużo dobrych zawodników. Czułem się wśród nich dobrze i to było widać również na boisku.

Spędziłeś w Gandzasarze sporo czasu, miałeś oferty z innych klubów? Nie żałujesz, że byłeś tam za długo?

Na pewno nie żałuję tego czasu, choć faktycznie miałem kilka ofert, z których mogłem skorzystać, ale nagle sytuacja się zmieniała. Nie myślę jednak o tym, co się nie wydarzyło, a o tym co się stało.

Wiem, że mogłeś trafić do Arsenalu.

Tak, mogłem dołączyć do młodzieżowej drużyny Arsenalu. Skauci tego klubu faktycznie mnie obserwowali, ale nie doszło do żadnych konkretów.

A miałeś rozmowy z klubami z czołowych europejskich lig? 

Nie, nie miałem poważnych propozycji z Anglii, Hiszpanii czy Włoch. Za to pojawiały się oferty z Serbii, Czech.

Ty nie chciałeś odejść czy klub zablokował transfer?

W obu przypadkach rozmawiałem o możliwym odejściu do tych zespołów zarówno z klubem, jak i z agentem. Byli zgodni co do tego, że to nie byłyby najlepsze ruchy dla mnie w tamtej chwili.

A gdybyś otrzymał ofertę z MLS, Chin albo Kataru, zdecydowałbyś się na transfer?

Gdybym miał trafić do dobrej drużyny z tych krajów, myślę że mógłbym się zastanowić nad przyjęciem propozycji.

Wiem, że jeszcze dużo lat kariery masz przed sobą. Chciałbym cię jednak spytać, czy po zakończeniu kariery piłkarskiej wróciłbyś na stałe do Zambii?

Bardzo lubię przebywać w rodzinnym kraju i myślę, że mógłbym tam wrócić. Zaangażowałbym się wtedy w pomoc dzieciom, które chciałyby zostać piłkarzami, a niekoniecznie mają do tego możliwość.

Co jest twoim największym marzeniem?

To trudne pytanie. (śmiech) Moim największym marzeniem jest być jak najlepszą wersją siebie. Zarówno w karierze piłkarskiej, jak i we wszystkim, co będę robić

ROZMAWIAŁ: PRZEMYSŁAW CHLEBICKI

Fot. YouTube/Śląsk Wrocław

500PLN
GRAMGRUBO
GRAMGRUBO