Wojciech Lisowski: “Trener podczas odprawy włączał nam Rocky’ego i Jordana”

Ostatnie dwa sezony to dla Wojciecha Lisowskiego prawdziwy rollercoaster. W poprzednich rozgrywkach piłkarz spadł z ligi z GKS-em Katowice, a rok później w barwach Stali Mielec wywalczył awans do ekstraklasy. Czy mielczanie od samego początku sezonu celowali awans? W jaki sposób Dariusz Marzec motywował swoich podopiecznych? Więcej w rozmowie “Futbol News” z Wojciechem Lisowskim.

Na początku serdecznie gratuluję awansu do polskiej elity. Co według pana sprawiło, że Stal awansowała z pierwszego miejsca do ekstraklasy?

Dziękuję bardzo. Najważniejszym aspektem w drodze do awansu była świadomość naszego zespołu, o co walczymy. Każdy zawodnik, bez względu na to, czy tu już był, czy może dopiero przychodził do Stali, wiedział o co toczy się gra i co jest naszym celem. Myślę, że finalnie właśnie to odegrało główną rolę.

Czyli rozumiem, że od samego początku sezonu Stal celowała w awans?

Tak.

Stal, jak pan wspomniał, od początku sezonu walczyła najwyższe miejsca. Kiedy jednak w głowach po raz pierwszy pojawiła się myśl o tym, że awans jest już tu i teraz?

Takim przełomowym meczem było zwycięstwo w Jastrzębiu. Pozostało wtedy pięć kolejek do końca i byliśmy już świadomi, że nasz cel jest blisko i jesteśmy na dobrej drodze. Wtedy to uczucie w nas bardzo urosło.

Było jednak w tym sezonie kilka trudniejszych momentów, głównie w pierwszej części sezonu. 

Bardzo dobrze wystartowaliśmy, wygraliśmy kilka meczów. Nasza liga jednak potrafi być nieprzewidywalna i nie pamiętam sezonu, w którym jeden zespół przejechał się po reszcie. Szczególnie było można to dostrzec w środku i na dole tabeli. Jeszcze w ostatniej kolejce kilka zespołów walczyło o ostatnie miejsce w barażach oraz o utrzymanie.

Wracając do początku sezonu, w Stali doszło wtedy do zmiany trenera – Artura Skowronka zastąpił Dariusz Marzec. Co się zmieniło pod wodzą tego szkoleniowca?

Trener Skowronek był tutaj półtora sezonu, wypracował tutaj własną wizję. Gdy przychodziłem do Stali, wiedziałem jak i o co będziemy grać. W pewnym momencie złapaliśmy jednak zadyszkę, a szkoleniowiec otrzymał kilka ofert z klubów ekstraklasy i zrozumieliśmy to.

Trener Dariusz Marzec wprowadził świeżość do szatni. Każdy zaczynał z czystą kartą i mógł od początku udowodnić, na co go stać.

Nowy trener miał przed sobą dość trudne zadanie w rundzie wiosennej. Poza okresem przygotowawczym, przyszedł czas izolacji – zupełnie nowe doświadczenie. Wydaje się jednak z zewnątrz, że Dariusz Marzec dobrze przygotował zespół, co zaowocowało awansem.

Zima miała zweryfikować nasz zespół, jednak trener naprawdę dobrze nas przygotował. Duża była w tym również zasługa trenera Dawida Musiałka, który wszystko monitorował i wspólnie ze sztabem opracował plan. Jak widać, te treningi przyniosły pozytywne efekty – awansowaliśmy realizując tym samym swój cel.

Jak wyglądał kontakt z zespołem w trakcie izolacji? Przebywanie w odosobnieniu mogło się okazać dla drużyn zagrożeniem, jednak po Stali nie było widać tej przerwy.

Od kiedy wyjechaliśmy do domu, cały czas mieliśmy kontakt ze sztabem. Trenerzy monitorowali treningi, które mieliśmy wcześniej przypisane. Musieliśmy być przygotowani na informację o tym, że wracamy do wspólnych treningów i liga zostanie wznowiona. Nawet mieliśmy takie odczucie, że trenowaliśmy jeszcze więcej niż w zimowym okresie przygotowawczym.

Domowe warunki w pełni pozwoliły panu na przygotowanie się do powrotu rozgrywek?

Pochodzę z Chociwla, małej miejscowości, gdzie są dobre tereny do biegania i czyste powietrze. Poza tym, był tutaj niewielki stopień zagrożenia koronawirusem, dlatego wolałem zrobić sobie treningi na dworze. Myślę, że miałem wszystko, co było mi potrzebne w treningach.

W jednej z pana rozmów dla mediów klubowych Stali przeczytałem, że lubi pan biegać po lesie. Przez jakiś czas dostęp do lasów był jednak ograniczony.

To prawda, ale na szczęście mamy też tutaj piękne jezioro, wokół którego można biegać i trenować. Praktycznie to właśnie tam najbardziej przygotowywałem się do wznowienia ligi.

Stal po powrocie czekało trudne wyzwanie – starcie w Pucharze Polski z Lechem Poznań. Ten mecz miał wpływ na to, co drużyna prezentowała do końca sezonu?

Od samego początku byliśmy skoncentrowani głównie na lidze. W Pucharze Polski mogliśmy jednak sprawdzić się na tle silniejszego rywala. Po izolacji można było jednak wróżyć na pół – nikt nie wiedział, jak będzie wyglądał Lech oraz jak my się spiszemy. Nie graliśmy przecież wcześniej żadnego meczu kontrolnego, były tylko gierki wewnętrzne. Żaden trening nie odzwierciedli jednak przebiegu meczu. Myślę, że gdybyśmy grali z Lechem już w czasie trwania rozgrywek, moglibyśmy się pokusić o niespodziankę.

Trener Dariusz Marzec i sztab szkoleniowy jakoś szczególnie motywowali zespół w drodze do awansu?

Każdy mecz po pandemii traktowaliśmy jak finał i do każdego przygotowywaliśmy się osobno. Trener Świerad wpadł na pomysł, żeby puszczać nam filmy motywacyjne i jak widać było warto. Na pewno pomogło nam to się skoncentrować.

To były jakieś przemowy czy fragmenty filmów, jak choćby u Pepa Guardioli?

Był Rocky, Michael Jordan, Gladiator… Wszystko to przeplatane z naszymi udanymi meczami i zachowaniami na boisku.

Wrócę tutaj na moment do przeszłości. Rok temu również grał pan w drużynie, która miała walczyć o awans, jednak ostatecznie spadła z ligi. Z perspektywy czasu, po wywalczeniu gry w ekstraklasie ze Stalą, czego według pana zabrakło tamtemu GKS-owi?

Wizja tamtego GKS-u nie sprawdziła się i spadliśmy z ligi, choć nie mieliśmy prawa tego zrobić. Przykro mi jako zawodnikowi z tego powodu, gdyż nie jest to dla mnie pozytywny zapis w mojej karierze piłkarskiej. Na papierze wyglądaliśmy bardzo dobrze, mieliśmy mocny skład, ale nie sprawdziliśmy się jako drużyna. Skończyło się to dla nas tragicznie, zaliczyliśmy serię, w której wygraliśmy tylko jeden mecz u siebie.

Nie był to przyjemny czas. Teraz jednak jestem w Stali, która awansowała do ekstraklasy. Wolę zdecydowanie bardziej pamiętać takie momenty niż te gorsze.

Jak się pan zapatruje na przyszły sezon Stali w ekstraklasie?

Nasz zespół na pewno będzie przemeblowany. Potrzebujemy wzmocnień, poza tym niektórym kończą się kontrakty. Mielec był głodny dużej piłki, dzisiaj jest już w ekstraklasie. Myślę, że zarówno władze klubu, jak i miasto staną teraz na wysokości zadania, żeby tego nie wypuścić i grać jak najdłużej w elicie. W okienku transferowym na pewno będzie się dużo działo.

Dlatego też chciałbym zapytać, jak pan widzi w przyszłym sezonie walkę o pierwszy skład?

Spotkamy się 3 sierpnia, będą rozmowy. Mam jeszcze ważny kontrakt z klubem, jednak na pewno będzie mnie czekać jakaś rozmowa. Na pewno jestem gotowy na to, by podjąć rękawicę. Trzeba wyznaczać sobie kolejne cele i je realizować.

W przyszłym sezonie będziemy oglądać pana częściej na środku obrony czy na prawej stronie?

Jak będzie trzeba, zagram nawet z przodu albo na bramce (śmiech). Czuję się najlepiej na prawej stronie obrony, ale mogę zagrać również na środku, nie jest to dla mnie żaden problem. Zawsze staram się dać z siebie wszystko i w danej chwili jak najbardziej pomóc zespołowi. Gdzie zagram, zależy od trenera, ja jednak chcę się po prostu spisywać jak najlepiej, żeby pomóc zespołowi.

Co jest pana najbliższym sportowym celem?

Chciałbym znowu zagrać w ekstraklasie i mam nadzieję, że będzie mi to dane. Liczę też na to, że utrzymamy się w najwyższej lidze.

ROZMAWIAŁ: PRZEMYSŁAW CHLEBICKI

500PLN
GRAMGRUBO
GRAMGRUBO