Poradnik bukmacherski: Jak wygrać z pudłem
16.08.2018

Sezon piłkarski coraz bardziej się rozkręca. Coraz więcej gramy i więcej kuponów nadajemy. To oznacza, że zdarza nam się zakląć pod nosem „gdyby nie ten jeden mecz”. Chyba każdy typujący ma na swoim koncie super kupon, który przepadł przez ten jeden mecz. Są jednak sposoby żeby sobie z tym poradzić. Oto one.

 

Pierwszym jest system. I nie chodzi nam o żadną legendarną kombinację stawek czy wyszukiwanie błędów bukmachera, o której na pewno mówił „znajomy kolegi”. To czysta matematyka. Dzisiaj niemal każdy bukmacher proponuje nam taki sposób grania i to bez konieczności rozpisywania ręcznego. Wystarczy kliknąć odpowiednią opcję na kuponie. Tak na przykład wygląda to w Totolotku.

Zaletą takiego rozwiązania jest prostota. Bo to nie my musimy kombinować. Robi to za nas komputer. Rozkłada po prostu nasz kupon na kilka mniejszych (przy graniu z jednym błędem jest to tyle kuponów ile mieliśmy zdarzeń). Wada jest taka, że zamiast jednego kuponu gramy kilka mniejszych z mniejszym kursem, więc albo zakładamy mniejsze wygrane, albo większy wkład. Oczywiście w przypadku trafienia wszystkich naszych typów, trafiamy też każdy mały kupon. Jest to rozwiązanie proste i bez zbytniego ryzyka. Po prostu, jedno pudło i tak nie zabierze wygranej.

 

Drugim zabezpieczeniem jest zabezpieczenie na konkretny mecz. Załóżmy, że na naszym kuponie jest ten jeden mecz, który według nas jest ryzykowny. Niech dla przykładu będzie to starcie Górnika z Lechią i wydaje nam się, że wygrają je gospodarze. eToto „jedynkę” wycenił dość wysoko, bo na 2.65, ale jeżeli nie jesteśmy pewni czy jednak Lechia nie urwie jednego punkciku na stadionie Ernesta Pola, to możemy zagrać „jedynkę ze zwrotem” za 1.86. U niektórych bukmacherów jest to typ na „granie bez remisu”.
Wadą takiego rozwiązania jest to, że zabezpieczamy się tylko na to jedno spotkanie i tylko na przypadek remisu. Bo jeżeli Lechia z naszego przykładu wygra, to kupon przepada. Tak samo w przypadku pomyłki w innym spotkaniu. Zaleta, to fakt, że nie trzeba zwiększać wkładu, a ewentualna wygrana jest niewiele mniejsza od tej bez zabezpieczenia. No i w przypadku remisu też sporo zarabiamy.

 

Ostatnie rozwiązanie to granie na kontrę. Wymaga ono nieco liczenia i śledzenia swojego kuponu. Na szczęście to pierwsze bardzo skomplikowane nie jest, a to drugie robi niemal każdy z nas. Załóżmy, że nasz kupon ma kilka przyzwoitych spotkań, które trafiliśmy. Pozostaje nam to jedno jedyne. Tym razem do naszego przykładu wybierzemy mecz Legia – Zagłębie, w którym LVBet „jedynkę” wyceniło na 1.40 i to właśnie zagraliśmy. Po włożeniu 10 złotych mamy do wygrania 300, no ale tylko jeżeli wygra. Jak się w takim przypadku zabezpieczyć. No właśnie poprzez kontrę. Wystarczy zagrać, że nie wygra tego spotkania czyli „X,2” po kursie 2.70. Co do stawki na takim dodatkowym kuponie szkoły są dwie. Jedni grają za tyle, by zwrócił się im wkład czyli w tym przypadku 6 złotych. Inni, by także w przypadku takiego rozstrzygnięcia też coś wygrać, najlepiej podobnie. Tutaj musielibyśmy zagrać za 110 i wygrana wyniosłaby 297.
Wada tego rozwiązania jest oczywista. Musimy trafić wszystkie spotkania przed ostatnim. Zaleta bardzo fajna. Oglądamy ten ostatni mecz bez stresu, bo przecież każdy wynik daje nam wygraną.

 

Obojętnie, które rozwiązanie wybierzecie, to na pewno ilość „kurcze, gdyby nie ten jeden mecz” nieco się zmniejszy. My życzymy żeby takie rozwiązania nie były potrzebne i wchodził każdy typ.

Komentarze