Liga Mistrzów. Solskjaerball i Morata tym razem bez VAR-u

Liga Mistrzów w środowy wieczór zwiastowała kilka niespodzianek. Ostatecznie zakończyło się jedną, no może dwoma – jeśli weźmiemy pod uwagę wygraną Lipska nad PSG. Jedno jest pewne, ustawienie Manchesteru United przy pierwszym golu dla Basaksehiru będzie memem jeszcze przez kilka najbliższych dni.

Basaksehir – Manchester United 2:1 (Ba 13’, Visca 40’ – Martial 43’)

Co się stało w Stambule? Tego z pewnością nawet sami podopieczni Ole Gunnara Solskjaera nie wiedzą. Manchester United w poprzednich latach przegrywał już na kilku dalekich wyjazdach w europejskich pucharach, choćby rok temu z kazachską Astaną. Środowy mecz po prostu musiał się tak skończyć.

Cały zespół Manchesteru United przemieścił się pod pole karne rywala. Wykorzystali to piłkarze Basaksehiru, którzy z kontrataku z łatwością przebiegli pod bramkę, a okazję strzelecką wykorzystał Demba Ba.

Z kolei drugi gol dla mistrza Turcji padł po tym, jak rywale poradzili sobie z Lukem Shawem. Lewy obrońca “Czerwonych Diabłów” zrekompensował tego gola asystą przy golu Anthony’ego Martiala. Na tym jednak zakończyło się strzelanie.

Zenit Sankt Petersburg – Lazio 1:1 (Jerochin 32’ – Caicedo 82’)

W Sankt Petersburgu przez długi czas zapowiadało się na pierwsze trzy punkty w grupie zespołu gospodarzy. Zenit objął prowadzenie w 32. minucie po golu Jerochina i co prawda gra toczyła się głównie pod polem karnym petersburżan, przez długi czas utrzymywało się 1:1. Dopiero w 82. minucie wyrównał Felipe Caicedo.

W doliczonym czasie do bramki trafił jeszcze Andrej Mostowoj, aczkolwiek ostatecznie sędzia postanowił skorzystać z analizy VAR. Arbiter uznał, że rosyjski piłkarz znajdował się na spalonym i Zenit musiał się zadowolić jednym punktem.

FC Barcelona – Dynamo Kijów 2:1 (Messi 5’k, Pique 65’ – Cygankow 75’)

Nikt raczej nie spodziewał się, że mecz zakończy się innym scenariuszem niż wygraną gospodarzy. Patrząc jednak na to, co działo się w pierwszej połowie, Barcelona wymierzyła rywalom chyba najniższy możliwy wymiar kary. Podopieczni Ronalda Koemana przez długi czas prowadzili 1:0 po wykorzystanym przez Lionela Messiego rzucie karnym. Dynamo też miało swoje sytuacje, a Tomasz Kędziora był bliski asysty, jednak to “Blaugrana” przez długi czas była lepsza.

Prowadzenie podwyższył w 65. minucie Gerard Pique po dośrodkowaniu Ansu Fatiego. Przez jakiś czas pod bramką “Blaugrany” zrobiło się jednak groźnie. Zespół, który przyleciał do stolicy Katalonii bez 14 (!) zawodników pierwszego składu szukał swojej szansy, aż w końcu Wiktor Cygankow wykorzystał jedną z nich. Można jednak powiedzieć, że na tym trafieniu zakończyło się to spotkanie.

Chelsea – Stade Rennes 3:0 (Werner 10’k 41’k, Abraham 50’)

“The Blues” byli wyraźnym faworytem tego meczu. Już po pierwszej połowie zresztą prowadzili 2:0 po… rzutach karnych. Obie sytuacje sprokurował Dalbert, który najpierw sfaulował jednego z rywali w obrębie szesnastki, a następnie dotknął piłki ręką. Obie jedenastki wykorzystał Timo Werner, natomiast po drugim rzucie karnym sędzia wyrzucił z boiska Dalberta, za drugą żółtą kartkę.

Po przerwie na 3:0 podwyższył jeszcze Tammy Abraham. Mimo przewagi i dogodnej okazji Hakima Ziyecha (jeszcze przed trzecią bramką), Chelsea ostatecznie wygrała 3:0 i umocniła się na pierwszym miejscu w grupie.

Podopieczni Franka Lamparda w trzech meczach zdobyli siedem punktów i tyle samo goli. Warto też dodać, że “The Blues” jeszcze ani razu nie pozwolili rywalom w tegorocznej edycji Champions League na stratę gola.

Club Brugge – Borussia Dortmund 0:3 (Hazard 14’, Haaland 18’ 32’)

Można powiedzieć, że podopieczni Luciena Favre’a szybko wyjaśnili rywali. Najpierw Thorgan Hazard skierował do bramki odbitą piłkę, a cztery minuty później podobną sytuację wykorzystał Erling Haaland. Również Norweg trafił do siatki na 3:0, jednak całą robotę wykonał w tej sytuacji Thomas Meunier. Belg podał wręcz idealnie do Haalanda, który znalazł się w polu karnym i podwyższył prowadzenie.

Po przerwie Borussia już trochę spuściła z tonu. Co więcej, to gospodarze mieli groźniejsze sytuacje w drugiej połowie. Ostatecznie jednak nie byli w stanie wpłynąć już na wynik meczu. Spotkanie zakończyło się tym samym wysokim zwycięstwem zespołu z Dortmundu.

Jako ciekawostkę warto dodać, że w 11. minucie meczu doszło do zmiany… sędziego. Z powodu urazu plac gry musiał opuścić Damir Skomina, którego zastąpił debiutant w Champions League, Dragoslav Peric.

Ferencvaros – Juventus 1:4 (Boli 90’ Morata 7’, 60’, Dybala 73’, 81’)

W trzech ostatnich meczach Alvaro Morata nie miał szczęścia do systemu VAR. Gdyby nie skorzystanie z tej technologii, Hiszpan zdobyłby w trzech ostatnich meczach nie jedną bramkę, a sześć. W Budapeszcie jednak obyło się bez VAR-u. Były piłkarz Atletico Madryt otworzył wynik już w 7. minucie, natomiast w 60. dołożył kolejne trafienie.

Miejsce Hiszpana w 67. minucie zajął Paulo Dybala, który powtórzył jego dorobek bramkowy w tym spotkaniu. Argentyńczyk wykorzystał dwa błędy obrony, po których nie pozostało mu nic innego, tylko skierować piłkę do bramki.

Jeszcze w 90. minucie padła honorowa bramka dla gospodarzy. Gola ustalającego wynik spotkania zdobył Franck Boli.

RB Lipsk – Paris Saint-Germain 2:1 (Nkunku 42’, Forsberg 56’k – Di Maria 6’)

W pierwszej połowie meczu wydawało się, że Les Parisiens mają wszystko pod kontrolą. W szśótej minucie objęli prowadzenie po golu Angela Di Marii, któremu asystował Moise Kean. Dziesięć minut później mogło być 2:0, aczkolwiek Argentyńczyk nie wykorzystał rzutu karnego. Porzekadło o tym, że niewykorzystane sytuacje się mszczą, znalazło w tym odzwierciedlenie.

Jeszcze przed przerwą wyrównał były piłkarz PSG, Christopher Nkunku. Z kolei po przerwie Lipsk objął prowadzenie po golu Emila Forsberga z rzutu karnego. Szymon Marciniak po analizie VAR doszedł do wniosku, że Presnel Kimpembe zagrał piłkę ręką. Paryżanom w dalszej grze nie pomogła czerwona kartka dla Idrissy Gueye’a. Ponadto w doliczonym czasie gry drugą żółtą otrzymał także Presnel Kimpembe.

Tym samym finaliści poprzedniej edycji rozgrywek przegrali drugi mecz w grupie i znajdują się w niej obecnie na trzecim miejscu.

Sevilla – Krasnodar 3:2 (Rakitić 42’, En Nesyri 69’, 72’ – Shapi 17’, Berg 21’k)

Kiedyś Czesław Michniewicz powiedział, że 2:0 to najbardziej niebezpieczny wynik. W środę przekonali się o tym piłkarze Krasnodaru, którzy szybko objęli dwubramkowe prowadzenie. Nie potrafili jednak utrzymać choćby punktu, w dodatku grając w przewadze jednego zawodnika, po czerwonej kartce dla Jesusa Navasa pod koniec pierwszej połowy.

Jeszcze przed przerwą (i czerwoną kartką) gola zdobył Ivan Rakitić. Goście przez długi czas byli bliscy sensacji i prowadzili, jednak ostatecznie dwa ciosy zadał im Youssef En Nesyri, wprowadzony w 60. minucie za Joana Jordana. Marokańczyk najpierw wykorzystał błąd obrony, a następnie trafił do siatki po dobitce.

500PLN
GRAMGRUBO
GRAMGRUBO