Liga Mistrzów. Liverpool bez celnego strzału, Vidal bez głowy

Liga Mistrzów wczoraj obyła się bez niespodziewanych zwrotów akcji i porażek faworytów. Tym razem byliśmy jednak świadkami większej liczby zaskoczeń, choć zaczynało się niewinnie.

Borussia Mönchengladbach – Szachtar Donieck 4:0 (Stindl 17’k, Elvedi 34’, Embolo 45+1’, Wendt 77’)

Wydawało się, że Szachtar po porażce aż 0:6 w Niemczech spisze się chociaż odrobinę lepiej. W końcu jeszcze przed kolejką zespół wciąż zajmował drugie miejsce w grupie – przed Interem i Realem. Zaczęło się jednak podobnie jak ostatnio – Borussia otworzyła wynik w pierwszej połowie, a potem dokończyła dzieła. Choć tym razem nieco mniejszą przewagą nad mistrzem Ukrainy.

Po porażce Szachtar spadł na trzecie miejsce w grupie, za Realem Madryt. Zespół wciąż ma jeszcze szanse na awans, pomimo bilansu bramkowego 3:12 na dwie kolejki przed końcem fazy grupowej! Tymczasem Borussia jest już o krok od fazy pucharowej, aczkolwiek czekają ją dwa trudne mecze, w których może jeszcze wszystko roztrwonić.

Olympiakos – Manchester City 0:1 (Foden 36’)

Przed meczem wydawało się, że nic nie będzie tutaj w stanie zatrzymać “Obywateli”. Faktycznie, podopieczni Pepa Guardioli mieli w tym spotkaniu zdecydowaną przewagę, a gospodarze oddali tylko dwa strzały w dodatku niecelne. Zwycięstwo wicemistrzów Anglii okazało się jednak bardziej wymęczone niż się spodziewano.

Gol Phila Fodena w 36. minucie był jedynym w tym meczu. Wszystko dlatego, że znakomity dzień miał golkiper mistrzów Grecji, Jose Sa, który zaliczył aż dziesięć interwencji! Manchester City oddał siedem celnych strzałów, aczkolwiek tylko raz udało im się pokonać bramkarza gospodarzy. Przy golu uwagę zwraca szczególnie asysta Raheema Sterlinga.

Dzięki tej wygranej, Manchester City wywalczył sobie awans do fazy grupowej na dwie kolejki przed końcem.

Ajax – Midtjylland 3:0 (Gravenberch 47’, Mazraoui 48’, Neres 66’)

Drużyna z Amsterdamu wydawała się tutaj wyraźnym faworytem. Debiut w Lidze Mistrzów nie jest bowiem dla duńskiego zespołu zbyt udany. Midtjylland przed meczem nie miał ani jednego punktu i tylko jednego zdobytego gola. W tym spotkaniu zespół jednak nie polepszył swojego bilansu.

W pierwszej połowie goście mieli trochę szczęścia, gdyż gospodarze nie wykorzystali w pełni swojej przewagi. Po przerwie jednak Ajax ruszył z odsieczą. Po pierwszych trzech minutach drugiej części mistrzowie Holandii prowadzili już 2:0 po golach Ryana Gravenbercha i Noussaira Mezraouiego. Potem jedno trafienie dorzucił jeszcze David Neres, ustalając wynik spotkania.

Dzięki zwycięstwu zespół z Amsterdamu utrzymał drugie miejsce w grupie. W następnej kolejce czeka go jednak trudne wyzwanie – mecz na Anfield z Liverpoolem.

Atletico Madryt – Lokomotiw Moskwa 0:0

Podopiecznym Diego Simeone w tym meczu zabrakło szczęścia i skuteczności. Atletico oddało siedem celnych strzałów, a mimo to nie mogli znaleźć drogi do bramki. Nie pomógł im nawet fakt, że goście byli wręcz pasywni i nie mieli zbyt wiele sytuacji. Poza tym Jan Oblak musiał interweniować tylko raz.

W 68. minucie wydawało się, że gospodarze przechylą szalę zwycięstwa na swoją korzyść. Koke skierował piłkę do siatki, aczkolwiek sędzia poprzez użycie VAR-u dopatrzył się, że Hiszpan był na spalonym.

Tym samym Atletico, które mogło wywalczyć awans do fazy pucharowej, wciąż nie jest tego pewne. Pięć punktów na dwie kolejki do końca sprawia bowiem, że szanse na wyjście z grupy ma jeszcze zarówno Lokomotiw, jak i Salzburg.

Trzeba też dodać, że Maciej Rybus i Grzegorz Krychowiak rozegrali cały mecz.

Bayern Monachium – Red Bull Salzburg 3:1 (Lewandowski 42’, Wober 52’s, Sane 68’ – Berisha 73’)

Chyba nikt nie spodziewał się, że to spotkanie może zakończyć się inaczej niż zwycięstwem Bayernu. Obrońcy tytułu wygrali zresztą czwarty mecz z rzędu, zapewniając sobie awans do fazy pucharowej. W dodatku z pierwszego miejsca, gdyż drugie Atletico traci do podopiecznych Hansiego Flicka siedem punktów na dwie kolejki przed końcem etapu.

Wynik spotkania otworzył Robert Lewandowski. Kapitan reprezentacji Polski zdobył tym samym swoją 71. bramkę w rozgrywkach Champions League, równając się w tej klasyfikacji z trzecim w historii Raulem.

Ostatecznie Bawarczycy wygrali 3:1 i nie przeszkodził im ani gol Mergima Berishy, ani czerwona kartka, którą otrzymał Marc Roca.

Inter – Real Madryt 0:2 (Hazard 7’k, Rodrygo 59’)

“Nerazzurri” są coraz bliżsi nie tylko odpadnięcia z Ligi Mistrzów, ale również ogólnie z europejskich pucharów w tym sezonie. Podopieczni Antonio Conte zgromadzili na koncie tylko dwa remisy i zajmują ostatnie miejsce w grupie. Mecz z Realem miał być dla nich nadzieją, ale zakończył się wstydliwie.

I rozczarowaniem nie jest już tutaj sam wynik, ale ogólna postawa. Już na początku meczu Nicolo Barella sprokurował rzut karny brutalnym wślizgiem, po czym jedenastkę wykorzystał Eden Hazard. Z kolei od 33. minuty zespół grał w osłabieniu po drugiej żółtej kartce dla Arturo Vidala.

Po tym spotkaniu Real umocnił się na drugim miejscu w grupie, natomiast Inter zabarykadował się na ostatnim. Mediolańczycy potrzebują sześciu punktów do awansu do fazy pucharowej i dwóch do gry w Lidze Europy na wiosnę. No cóż, ich sytuacja nie wygląda najlepiej.

Liverpool – Atalanta 0:2 (Ilicić 60’, Gosens 64’)

Tymczasem w Liverpoolu doszło do wielkiej sensacji. Wydawało się, że podopieczni Jurgena Kloppa wygrają środowe spotkanie, dzięki czemu zapewnią sobie awans do 1/8 finału Champions League. Po meczu z Atalantą będą jednak musieli jeszcze trochę poczekać na wyjście z grupy.

“The Reds” mogą mieć po środowym pojedynku powody do niepokoju, gdyż nie oddali ani jednego celnego strzału. Wykorzystali to ich rywale, którzy w pierwszej połowie musieli się rozkręcić. W drugiej części to mistrzowie Anglii częściej utrzymywali się przy piłce, jednak to podopieczni Gian Piero Gasperiniego wykorzystali swoje szanse. To właściwie trwało pięć minut – najpierw drogę do bramki Alissona znalazł Josip Ilicić, a cztery minuty później dokonał tego Robin Gosens.

Wynik sprawił, że w tej grupie może jeszcze być ciekawie. Wciąż prowadzi Liverpool z dziewięcioma punktami na koncie, aczkolwiek po piętach depczą mu Ajax i Atalanta, którzy mają tylko dwa oczka mniej. Co więcej, w następnej kolejce “The Reds” grają z Ajaxem – ten mecz może zadecydować o losach grupy.

Olympique Marsylia – FC Porto 0:1 (Sanusi 39’, S. Oliveira 72’)

Podopieczni Andre Villas-Boasa to najsłabsza drużyna tej edycji Ligi Mistrzów? Ten mecz był kolejnym na to dowodem. Francuski zespół prawdopodobnie pogodził się z pożegnaniem z rozgrywkami, jednak i tak już spisywał się lepiej niż do tej pory.

W kategorii osiągnięć marsylczycy powinni jednak brać pod uwagę celne strzały, bo w tym spotkaniu oddali dwa. Po raz kolejny jednak nie pokonali bramkarza rywali, za to stracili dwie bramki. Najpierw wynik otworzył Zaidu Sanusi jeszcze przed przerwą, a w 72. minucie podwyższył po rzucie karnym Sergio Oliveira.

Trzeba dodać, że obie drużyny kończyły to spotkanie w dziesiątkę. Najpierw w 67. minucie sędzia wyrzucił z boiska piłkarza gości Marko Grujicia za drugą żółtą kartkę, z kolei trzy minuty później z placu gry wyleciał Leonardo Balerdi. To właśnie Argentyńczyk sprokurował rzut karny dla mistrzów Portugalii.

200PLN
GRAMGRUBO
GRAMGRUBO