Alan Czerwiński w Lechu nie jest tym samym piłkarzem co wcześniej?

Alan Czerwiński latem ubiegłego roku zamienił Zagłębie Lubin na Lecha Poznań. W piątkowym meczu piłkarz po raz drugi zmierzy się ze swoim byłym zespołem. Czy darmowy transfer piłkarza do “Kolejorza” opłacił się wszystkim stronom? Jakie postępy zrobił w Poznaniu prawy obrońca, który jeszcze niedawno zachwycał w zespole “Miedziowych”?

Zagłębie przestało dawać mu perspektywy

Przenosiny Alana Czerwińskiego z Zagłębia Lubin do Lecha Poznań raczej nie były brane pod uwagę w kontekście letniego hitu transferowego. Może dlatego, że Lechici zapewnili sobie pozyskanie piłkarza jeszcze w styczniu. Można powiedzieć, że to właśnie wtedy temat został wyczerpany, gdy zastanawiano się, czy Czerwiński zostanie w Zagłębiu czy odejdzie do Lecha jeszcze przed rundą wiosenną. Zresztą wiele zmieniło się od tamtego czasu do letniego okna transferowego. Gdy Czerwiński podpisał kontrakt z Lechem, pandemia dopiero zbliżała się do Europy, a od strony piłkarskiej – Jakub Moder walczył o minuty w składzie z Karlo Muharem. Dlatego latem ten transfer trochę mógł umknąć, co nie zmienia faktu, że był bardzo ciekawym ruchem.

Alan Czerwiński spędził wcześniej w Zagłębiu trzy lata i choć cieszył się uznaniem kibiców Zagłębia, w ligowej świadomości był niedoceniany. A to przecież piłkarz, którego dośrodkowania z prawej strony boiska były najlepsze w lidze, obok tych wykonywanych przez Marko Vesovicia z Legii. W czasie pobytu w Lubinie prawy obrońca zanotował łącznie 16 asyst. Zresztą już początku w zespole miał dobre – po czterech pierwszych meczach w barwach “Miedziowych” miał już bowiem na koncie gola i dwie asysty.

Minusem Czerwińskiego może być jednak to, że dość późno tak naprawdę zadebiutował w najwyższej lidze, bo jako 24-latek. Mimo że piłkarz prezentował równą formę i faktycznie był w ligowej czołówce na swojej pozycji, był jednak niedostrzeżony. W barwach Zagłębie wiele razy prezentował nie tylko skuteczność w dośrodkowaniach, ale mógł zachwycać przyspieszeniem na prawej stronie boiska, a gdy było trzeba – asekurował środek obrony. Mimo to, przez wielu był traktowany jako “solidny ligowiec” i nikt nie łączył go z reprezentacją Polski. Nawet jeśli jego forma mogła go predestynować do powołania.

Chciał wykorzystać swój prime time

Transfer do Lecha Poznań miał być więc dla piłkarza szansą. Przez Zagłębie w ostatnich latach przewinęło się kilku zawodników na dość wysokim poziomie ligowym, m.in. Jakub Świerczok, Damjan Bohar czy błyszczący w poprzednim sezonie młodzieżowiec – Bartosz Białek. Mimo to drużyna balansowała na granicy kreski dzielącej tabelę po 30. kolejce. Raz na dole, raz na górze, ale od 2016 roku pomimo realistycznych aspiracji, zespół nie walczył tak naprawdę o nic.

Tymczasem Lech Poznań w ubiegłym sezonie zrobił duży postęp i po różnych perturbacjach za czasów Ivana Djurdjevicia i Adama Nawałki zaczął pokazywać, że może się liczyć w walce o czołówkę. Poza tym, widać było, że “Kolejorz” się rozwija i może dać piłkarzowi więcej niż Zagłębie. W Lubinie od lat mówi się o planach, aspiracjach. Nie przekłada się to na końcową pozycję w lidze, mimo kilku przebłysków. Dlatego można sobie odpowiedzieć, dlaczego Lech był lepszą opcją dla 27-latka, który przeżywa swój prime time.

I można powiedzieć, że domysły się sprawdziły, gdyż Alan Czerwiński okazał się poważnym wzmocnieniem po odejściu Roberta Gumnego. Można nawet powiedzieć więcej – były piłkarz Zagłębia jest bardziej stabilny, gdyż nie nękają go długotrwałe kontuzje. Dlatego darmowe przyjście było szansą nie tylko dla prawego obrońcy, ale i całego zespołu “Kolejorza”.

Miesiące taktycznej nauki

Oczywiście, Alan Czerwiński musiał się zaaklimatyzować w nowej drużynie. Sprostać większym oczekiwaniom i nieco zmienić swój styl gry. Piłkarz zawsze podkreślał, że jest przede wszystkim prawym obrońcą i mimo inklinacji ofensywnych, najlepiej się czuje z tyłu. Tymczasem Lech Poznań – dotyczy to pierwszego zespołu oraz akademii – stawia na wymienność bocznych pozycji. Przykładowo – Tymoteusz Puchacz grał w poprzednim sezonie zarówno na lewej obronie, jak i na skrzydle, gdy była taka potrzeba. Chociaż 27-latek w barwach Zagłębia zagrał kilka razy na skrzydle, w “Kolejorzu” musiał nauczyć się nieco innej specyfiki. Podobnej, ale mimo wszystko różnej. Przyznał to zresztą sam piłkarz w niedawnej rozmowie dla klubowych mediów Lecha.

Styl gry Zagłębia mocno różni się od tego preferowanego przez Lecha. Teraz już wiem, jak w nim funkcjonować, ale na początku potrzebowałem czasu na przestawienie się. To nie tak, że to jedna rzecz jest inna, teraz już gram zupełnie inaczej, niż w Zagłębiu stwierdził w ostatniej rozmowie Alan Czerwiński.

W Lechu zdecydowanie częściej piłkarz musi wymieniać się pozycjami z piłkarzem grającym na skrzydle. Tym samym musi bardziej bazować na przyspieszeniu i ofensywie aniżeli na pomocy w defensywnych aspektach i pomocy środkowi obrony, jak to miało miejsce w Zagłębiu.

Co więcej, w Lechu Poznań Alan Czerwiński zaczął wykonywać rzuty rożne. Chociaż zawsze słynął z celnych dośrodkowań, w Zagłębiu podczas kornerów zazwyczaj był z tyłu albo odbierał krótkie podania z prawych narożników. Za to w “Kolejorzu” piłkarz może grać nieco wyżej, dlatego jego nieobecność z tyłu przy stałych fragmentach gry może być zrekompensowana przez innych piłkarzy.

Brakowało efektywności?

Trzeba też dodać, że w Lechu Poznań Alan Czerwiński zdobył europejskie doświadczenie, którego w Zagłębiu nie mógł zdobyć. Piłkarz w całej fazie grupowej Ligi Europy może nie porwał, ale podobnie jak cały zespół. Za pierwsze spotkanie z Benficą zasłużył jednak na pochwały. Oceniliśmy go wówczas na 5/10 – miał jedną z najwyższych not w zespole.

27-latek zaliczył asystę przy pierwszym golu Ishaka, praktycznie wypracowując mu sytuację strzelecką. Oprócz tego szukał możliwości dośrodkowań i długich piłek, aczkolwiek nie zawsze były one skuteczne. Na niekorzyść piłkarza przemawia jednak fakt, iż rzadko wygrywał pojedynki z przeciwnikami – pisaliśmy wówczas na “FutbolNews.pl”.

Piłkarz potrzebował jednak trochę czasu, żeby przystosować się do innych zadań taktycznych niż w Lechu Poznań. Gdy wchodził na prawą pomoc, było widać brak jego efektywności. Przykładowo w meczu z Legią potrafił sobie radzić z rywalami – przejść własną połowę mijając kolejnych rywali. Jego gra nie miała jednak wpływu na wynik czy nawet liczbę sytuacji Lechitów. Miewał jednak również spotkania, w których umiejętnie się przemieszczał, aczkolwiek potrzebował na to trochę czasu. Choć oczywiście wiele zrobiła częstotliwość rozgrywania meczów, która wpłynęła nie tylko na Czerwińskiego, ale i na cały zespół Dariusza Żurawia.

Lech trampoliną do reprezentacji

Zaletą transferu do Lecha był dla Czerwińskiego bez wątpienia debiut w reprezentacji. Chociaż Jerzy Brzęczek znał piłkarza jeszcze z czasów wspólnego pobytu w GKS-ie Katowice to jednak 28-latek grający w Zagłębiu nie zwracał jego uwagi na tyle, by go powołać do kadry. Z kolei jesienią – po występach w Europie, selekcjoner zdecydował się powołać zawodnika Lecha Poznań i dał mu szansę występu w meczu towarzyskim z Finlandią. Były trener “Biało-czerwonych” podejmował wiele – z perspektywy czasu – dziwnych decyzji, ale powołanie dla Czerwińskiego bez wątpienia do nich nie należy. Piłkarz sobie to po prostu wywalczył, chociaż potrzebny do tego był mu transfer do Lecha.

Czerwiński kontra Zagłębie

W piątkowy wieczór Alan Czerwiński zmierzy się z zespołem, któremu wiele zawdzięcza. Chociaż pierwsze takie starcie miało miejsce już jesienią, dopiero teraz będzie można ocenić jaki wpływ na jego grę ma pobyt w Lechu Poznań. Na razie można powiedzieć, że 28-latek przede wszystkim nauczył się nieco innej taktyki – musi być mobilny i to nie jako prawy obrońca, ale również jako prawy pomocnik. Piłkarz zaliczył już kilka dobrych spotkań i zanotował pięć asyst w barwach Lecha, aczkolwiek widać, że ma jeszcze rezerwy. Dlatego trzeba bacznie obserwować kolejne jego spotkania w barwach “Kolejorza” – może na wiosnę piłkarz okaże się ważnym punktem zespołu, który wciąż wierzy w awans do europejskich pucharów.

Fot. lechpoznan.pl

200PLN
GRAMGRUBO
GRAMGRUBO