Krajobraz po Pucharze Polski. Czas na zmiany w ekstraklasowych zespołach

Puchar Polski dawno nie wywołał tak wielu emocji. Zagłębie Lubin i Lechia Gdańsk poległy z zespołami z niższych lig, a Lech i Legia, mimo awansu, po starciach 1/8 finału mogą mieć więcej powodów do niezadowolenia aniżeli do radości. Jak zareagowały bądź powinien zareagować każdy z zespołów na słabszą postawę w środku tygodnia?

Gdy nie ma napastnika

Bez wątpienia najbardziej wstydliwą porażkę poniosło w tej fazie Pucharu Polski Zagłębie Lubin. Można powiedzieć, że zespołowi Martina Seveli niektóre okoliczności wręcz sprzyjały w awansie do ćwierćfinału. Mecz pierwotnie miał się odbyć w Chojnicach, aczkolwiek ostatecznie przeniesiono go do Lubina. Drużyna ostatnio nie zachwycała w lidze, szczególnie pod względem skuteczności, dlatego wydawało się, że spotkanie z drugoligowcem, które miało być przełamaniem, przyszło w odpowiednim momencie.

Tak się jednak nie stało. W starciu z Chojniczanką Zagłębie w trzecim meczu z rzędu nie znalazło drogi do bramki. Podobnie jak wcześniej – Samuel Mraz pudłował na potęgę, a wprowadzony za niego Rok Sirk wcale nie był lepszy. Co więcej, to piłkarze z Chojnic mieli poważniejsze okazje na zmianę wyniku. Na początku pierwszej połowy podopieczni Adama Noconia zmarnowali rzut karny, natomiast w drugiej połowie Robert Ziętarski skierował piłkę do siatki, lecz był na spalonym.

Koniec końców, doszło do serii jedenastek, gdzie antybohaterem okazał się Djordje Crnomarković. Serb nie wykorzystał swojego rzutu karnego, przez co kolejny raz przyniósł pecha swojej drużynie. Piłkarz wypożyczony z Lecha na razie robi wszystko po prostu źle. Brutalny faul i spowodowanie długotrwałej kontuzji Piotra Pyrdoła, zawieszenie na trzy mecze, zmarnowany rzut karny i odpowiedzialność za karę w wysokości 50 tysięcy złotych dla klubu. Jeszcze brakuje mu tylko bramki samobójczej, ale po jego doświadczeniach w Lechu, taki incydent również jest możliwy w jego wykonaniu.

Mamy nadzieję, że w dobrych nastrojach przystąpimy do następnego meczu ligowego. Musimy podjąć pewne decyzje – powiedział po meczu Martin Sevela.

Trener Zagłębia już zapowiedział zmiany przed meczem z Wartą Poznań. Szczerze mówiąc – patrząc tylko na skład – Zagłębiu po prostu przydałby się skuteczny napastnik. To niby tak niewiele, ale z drugiej strony wiele, gdyż Samuel Mraz i Rok Sirk od dwóch sezonów rozczarowują, marnując sytuacje na potęgę.

Kibice odwiedzili szatnię Lechii

Rozczarowani mogą być także zawodnicy Lechii Gdańsk. Podopieczni Piotra Stokowca nie potrzebowali jednak dogrywki i rzutów karnych, żeby pożegnać się z rozgrywkami. Pierwszoligowa Puszcza Niepołomice może krócej utrzymywała się przy piłce niż rywale i miała mniej sytuacji, ale ostatecznie wygrała. Lechiści mimo przewagi nie przedstawili żadnych argumentów rywalom, a na golu Ceesaya zakończyło się ich strzelanie.

1:3 z pierwszoligowcem to dla Lechii niewątpliwie klęska. Nic dziwnego, że kibice natychmiast zareagowali i następnego dnia pojawili się w szatni zespołu. Delegacja Stowarzyszenia “Lwy Północy” przeprowadziła z piłkarzami rozmowę motywacyjną.

Trenerze mamy dość przeprosin, dość słuchania pustych obietnic i górnolotnych sloganów na konferencjach prasowych. Od taktyki mamy Pana, a nie asystenta! A wy, “drużyno”, przestańcie być królami mediów społecznościowych, a zacznijcie być Królami Murawy! – napisało stowarzyszenie kibiców na swojej stronie.

Można się domyślić, że wizyta nie była niezapowiedziana, gdyż prezesem stowarzyszenia jest Adam Zejer, czyli… wiceprezes klubu. Bardzo możliwe, że z tej sytuacji Komisja Ligi wyciągnie konsekwencje, ze względu na reżim sanitarny.

Czarne chmury nad Dariuszem Żurawiem

Nie za ciekawa sytuacja jest obecnie również w Lechu Poznań. “Kolejorz” co prawda awansował, ale potrzebował do tego rzutów karnych. Trudno znaleźć pozytywy w grze Lechitów, a piłkarze Radomiaka wręcz mieli pecha, że nie przechylili szali zwycięstwa na swoją korzyść. Na mały zasługuje może tylko Nika Kwekweskiri, który wszedł w drugiej połowie za Daniego Ramireza. Gruzin rozruszał ofensywę zespołu, choć nie miało to przełożenia na wynik.

O zachowaniu Tymoteusza Puchacza nie trzeba już wspominać, bo w tym temacie wszystko zostało już powiedziane. Głos w sprawie uciszania pustych trybun zabrał również sam piłkarz.

Jedno jest pewne – po tym spotkaniu nad Dariuszem Żurawiem jest coraz więcej czarnych chmur. Trener Lechitów wciąż zapewnia, że do całej sytuacji podchodzi z optymizmem. Z wypowiedzi wynika nawet, że z przesadnym.

Zawodnikom należą się gratulacje za walkę, charakter i awans do kolejnej rundy. Najważniejsze, że gramy dalej. Pamiętam w tamtym sezonie w półfinale w podobnych okolicznościach odpadliśmy. Mam nadzieję, że to będzie dobry prognostyk, a nam po tak trudnym meczu, ciężko wywalczonym awansie uda się dotrzeć do samego finału – wyznał podczas pomeczowej konferencji trener “Kolejorza”.

Chociaż mało kto o tym mówi głośno, kibice zaczynają “żądać głowy” Dariusza Żurawia. Szkoleniowiec niedawno przedłużył kontrakt z Lechem, jednak ostatnie mecze w wykonaniu jego zespołu nie napawają optymizmem. Nawet mimo tego, że trener stara się zachować pokerową twarz.

Pekhart nie zagra w kolejnych rundach Pucharu Polski?

O problemach po starciu Pucharu Polski może mówić także Legia. Z jednej strony Legioniści awansowali do następnej fazy po starciu z ŁKS-em, aczkolwiek z drugiej – zespół nie pokazał nic specjalnego w starciu z pierwszoligowcem. Lampką ostrzegawczą dla Czesława Michniewicza powinien być również fakt, iż łodzianie dwukrotnie doprowadzali do remisu, a nawet utrzymywali go przez długi czas. Poza tym spadkowicz ekstraklasy dość często dochodził do strzałów i mógł postraszyć Legionistów.

Na uwagę zasługuje również sytuacja Tomasa Pekharta. Piłkarz Legii w meczu z ŁKS-em kopnął rywala, za co został wyrzucony z boiska. Komisja Dyscyplinarna PZPN-u była bezwzględna – zawiesiła piłkarza na trzy mecze w Pucharze Polski. To oznacza, że Czech może już nie zagrać w tych rozgrywkach w obecnym sezonie.

Fot: Tomasz Folta / PressFocus

200PLN
GRAMGRUBO
GRAMGRUBO