Rafał Grzyb: Wiele zawdzięczam mojej sumienności i pracowitości

Rafał Grzyb od niedawna pełni funkcję tymczasowego trenera Jagiellonii Białystok. Piłkarze pod jego wodzą wygrali z Lechem Poznań 3:2, chociaż jeszcze w drugiej połowie przegrywali 0:2 i grali w osłabieniu. O ostatnim meczu, przyszłości Jagiellonii, pracy trenerskiej, zaangażowaniu społecznym i piłkarskich perypetiach Rafał Grzyb opowiedział w rozmowie dla “FutbolNews.pl” z cyklu “Łączy Nas Ekstraklasa”.

***

Ostatni raz rozmawialiśmy, gdy objął pan Jagiellonię jako trener tymczasowy. Wtedy jednak poprowadził pan zespół w dwóch meczach, a teraz do przepracowania zostało jeszcze więcej spotkań. Jak pan się na to zapatruje?

Wtedy po trenerze Irku Mamrocie przejąłem zespół na dwa mecze, a teraz będzie ich trochę więcej. Nie jest jednak powiedziane, że pozostanę na stanowisku tymczasowego trenera do końca sezonu. Klub dał sobie możliwość dłuższego czasu na znalezienie osoby do pełnienia tej funkcji na stałe. Może się tak zdarzyć, że przestanę prowadzić pierwszy zespół jeszcze w tych rozgrywkach, ale nie musi.

Teraz jednak nie odpuszczamy, cały czas pracujemy pełną parą. A ja traktuję tę funkcję jako nagrodę oraz szansę na zebranie doświadczenia w meczach, w których poprowadzę zespół. Na pewno jest to dla mnie wyróżnienie i z chęcią podjąłem się tego wyzwania.

Czyli nie jest to jeszcze na sto procent pewne, że poprowadzi pan Jagiellonię do końca sezonu?

Nie jest to do końca powiedziane. Jagiellonia otrzymała zgodę na prowadzenie przeze mnie zespołu tymczasowo, ale sprawa z moją licencją jest dość złożona – nie mogę prowadzić zespołu na szczeblu ekstraklasy. Klub po prostu powierzył mi tymczasowe pełnienie tej funkcji do znalezienia nowego szkoleniowca. Jestem zadowolony z tego, że klub mi zaufał i mam nadzieję, że odwdzięczę się swoją dobrą pracą.

Po meczu z Lechem może mieć pan kilka powodów zadowolenia. Jagiellonia wygrała, ale również pan po meczu mógł się spotkać z pozytywnymi opiniami – głównie dzięki reakcji na czerwoną kartkę Błażeja Augustyna i zmianom, które odmieniły oblicze gry drużyny. Czy – z perspektywy trenera – właśnie to zadecydowało o końcowym wyniku?

Zgodzę się z tym, że zmiany napędziły zespół w ofensywie. Z drugiej strony, gdyby Kamiński wykorzystał swoją okazję i strzelił na 3:1, sytuacja byłaby zupełnie inna. Zespół jednak uwierzył w to, że nawet grając w dziesiątkę, jest w stanie podnieść rękawicę. Bramka na 2:2 dała nam dodatkowy impuls. Czy to my zaczęliśmy grać lepiej, czy Lech słabiej? Myślę, że to jest kwestia odbioru, jaki kto ma punkt widzenia.

Na pewno cieszę się, że zespół był w stanie podnieść się po trzech porażkach, po których na piłkarzy spadła duża fala krytyki. Myślę jednak, że wywołała ona w drużynie pozytywne emocje. Ale trzeba też patrzeć na to realnie, że takie mecze nie zdarzają się za często.

Jagiellonia musiała jednak czekać do drugiej połowy meczu z Lechem na zwrot akcji. Powiedział pan coś szczególnego piłkarzom w trakcie przerwy?

Myślę, że nie było tutaj słów, które mogłyby wywołać burzę albo dodatkowe emocje. Oczywiście powiedziałem piłkarzom, że mecz jeszcze nie jest rozstrzygnięty. Przede wszystkim jednak zespół chciał się odbudować po serii porażek.

Swoją negatywną serię kontynuuje wciąż za to Błażej Augustyn, który przeciwko Lechowi otrzymał czerwoną kartkę w trzecim meczu z rzędu. Domyślam się, że trochę mu się oberwało po tym meczu?

Błażej jest na tyle doświadczonym zawodnikiem, że sam zrozumiał swój błąd. Myślę, że miejsce, w którym doszło do faulu, nie było adekwatne do jego zachowania. Chcemy jednak grać agresywnie i takie stykowe sytuacje będą się zdarzały. A Błażej potrafi być agresywnym zawodnikiem, ale myślę, że kolejna czerwona kartka na pewno dała mu do myślenia i jestem przekonany, że wyciągnie z niej wnioski.

Sytuacja w Jagiellonii obecnie jest przejściowa. Chciałbym jednak zapytać, czy mimo to, zespół ma w tej chwili ustalony jakiś konkretny cel na ten sezon, czy może koncentruje się po prostu na kolejnych spotkaniach?

Do każdego sezonu Jagiellonia podchodzi z myślą o walce o mistrzostwo Polski, ale w trakcie rozgrywek może dojść do modyfikacji celów. A ostatnia seria sprawiła, że nie wybiegamy tak daleko przyszłość. Każdy najbliższy mecz jest dla nas najważniejszy.

Choćby patrząc na to, że jeszcze niedawno Jagiellonia mogła się zbliżyć do strefy pucharowej, a teraz jest w dolnej części tabeli, chyba trudno założyć cokolwiek? Tym bardziej, że różnice w tabeli są niewielkie i wiele może się zmienić z kolejki na kolejkę.

Myślę, że większość klubów ekstraklasy tak teraz podchodzi – po jednym czy dwóch zwycięstwach można wskoczyć półkę wyżej. Zdajemy sobie jednak sprawę z tego, że jeszcze niedawno walczyliśmy o mistrzostwo Polski, a teraz jesteśmy w innym miejscu. Zawodnicy także wiedzą, że obecna pozycja Jagiellonii jest zdecydowanie za niska. Najlepszym sposobem na zdobywanie punktów jest jednak dobra gra, ale wierzę, że w kolejnych tygodniach będzie pod tym względem lepiej niż wcześniej.

Gdy rozmawialiśmy ostatni raz, powiedział pan, że wszystko należy przyjmować z pokorą. Można powiedzieć, że jest to pana dewiza – najpierw jako piłkarza, a teraz w roli trenera?

Wychodzę z takiego założenia, że dobra praca – nawet mimo problemów – zawsze się obroni. Sumienność i pracowitość pomaga nam zawsze, bez względu na miejsce, w którym jesteśmy. Jeżeli jesteśmy profesjonalnymi piłkarzami, musimy dawać z siebie maksimum. Do tego trzeba jednak włożyć sto procent swojego zaangażowania. Jeśli będziemy odpowiednio podchodzić do pracy, wcześniej czy później będziemy zwycięzcami. Oczywiście nie jest tu powiedziane, że zdobędziemy od razu mistrza Polski, ale na pewno te lokaty wtedy będą wyższe.

Chciałbym się tutaj odnieść do pana kariery piłkarskiej. W ekstraklasie zadebiutował pan dopiero w wieku 24 lat, aczkolwiek pozostał pan na najwyższym poziomie przez ponad dekadę do zakończenia kariery. Dojście na ten poziom i utrzymanie się na nim było według pana efektem właśnie sumienności i pracowitości?

Trochę w tym też było szczęścia, że wszystko tak się poukładało. Najpierw trafiłem do Bytomia, a potem ta przygoda z piłką się rozpędziła. Nigdy jednak nie byłem zawodnikiem o jakiejś super technice, grającym świetnie “jeden na jeden” czy hiper ofensywnie. Myślę, że właśnie mojej sumienności i pracowitości na boisku i poza nim mogę jednak wiele zawdzięczać. Poza tym omijały mnie kontuzje, dlatego mogłem trochę dłużej pograć na najwyższym poziomie.

Zaczęło się od Polonii Bytom, z którą awansował pan do ekstraklasy po roku występów w tym zespole. Z perspektywy czasu – co przychodzi panu na myśl, wspominając tamtą drużynę?

Polonia Bytom to pierwszy klub, który dał mi możliwość gry na najwyższym szczeblu i zrobienia kilku kroków do przodu. Wywalczyliśmy wtedy awans do ekstraklasy, ale gdyby tego awansu nie było, klub miałby poważne problemy finansowe. Zastrzyk gotówki z praw telewizyjnych pomógł utrzymać się nie tylko w najwyższej lidze, ale również ogółem. Polonia to był biedny klub, a nasze zarobki nie były wygórowane. W zespole panowała jednak wciąż rodzinna atmosfera. Wiadomo, że w obliczu problemów finansowych bywa różnie, ale my się trzymaliśmy ze sobą jako drużyna. Myślę, że to wszystko nas napędzało.

Styl gry Polonii Bytom z tamtego czasu do dziś pamięta wielu fanów ekstraklasy. Na pierwszy rzut oka było właśnie widać, jak ważną rolę pełniły w zespole zgranie i charakter.

W naszym zespole wybiło się wtedy sporo piłkarzy, którzy potem grali w ekstraklasie, a niektórzy trafili do reprezentacji Polski. To był na pewno też dobry klub do tego, żeby się wypromować i trafić do silniejszego.

Jednym z odkryć Polonii w tamtym czasie był właśnie pan. W doniesieniach medialnych z tamtego okresu można wyczytać, że łączono pana z reprezentacją Polski, prowadzoną wówczas przez Leo Beenhakkera. Ktoś się w tamtym czasie kontaktował z panem?

Nie, nic takiego nie miało miejsca.

***

Jak wyglądały pana początki w Jagiellonii Białystok – nie miał pan problemów ze względu na wydarzenia z przeszłości związane z aferą korupcyjną?

Nie, nie miałem żadnych problemów – ani z kibicami, ani z drużyną. Jagiellonia przyjęła mnie bardzo serdecznie. Chyba że było coś o czym ja nie wiem, ale do mnie takie informacje nie docierały. Nie czytałem też żadnych forów i komentarzy.

Spędził pan łącznie w Jagiellonii jako piłkarz dziewięć lat. Które mecze z tego okresu najbardziej panu zapadły w pamięć?

Jako pierwszy nasuwa mi się finał Pucharu Polski, gdy wygraliśmy z Pogonią Szczecin w Bydgoszczy 1:0. A jeszcze wcześniej był Superpuchar i mecz z Lechem Poznań, który zakończyliśmy takim samym rezultatem. Mecz ostatniej kolejki również przeciwko Poznaniakom, zremisowanym 2:2, gdzie do ostatniej minuty ważyły się losy mistrzostwa. Nie mogę też nie wspomnieć o meczu z Legią, gdzie doszło do ekscesów – podczas spotkania i w trakcie. Wtedy przegraliśmy 0:1 po kontrowersyjnym rzucie karnym. Był też mecz z Legią u siebie w lidze, gdy zwyciężyliśmy 1:0 po golu Fedora Cernycha. Myślę, że te mecze były dla mnie najważniejsze.

A wraca pan pamięcią do meczu z Legią, gdy Jagiellonia mogła zrobić krok w kierunku mistrzostwa?

Pewnie, że zostało to w głowie. Jagiellonia do tej pory nie zdobyła mistrzostwa Polski, ale wtedy była tego najbliżej. Wtedy była w nas wszystkich sportowa złość. Myślę, że teraz w dobie VAR-u, nie doszłoby do takiej sytuacji. Człowiek wtedy walczył na ile mógł na boisku, a takie decyzje mogły sprawić, że wynik był całkiem inny.

Wspomniał pan o VAR-ze. Zdania trenerów, nie tylko w Polsce, są na ten temat podzielone. Jaka jest pana opinia?

Jestem zdania, że VAR jest potrzebny. W pewnych sytuacjach pomaga obiektywnie ocenić. Myślę, że gdybym miał wybierać między VAR-em, a jego braku, wybrałbym pierwszą opcję. Uważam jednak, że w tej chwili chyba nadużywamy tego systemu. Coraz bardziej wymuszamy go w sytuacjach, które dobrze widać z boiska. Myślę, że nie do końca powinno to działać w taki sposób.

Jak wyglądało pana przejście z roli piłkarza do trenera? 

Dopóki człowiek był zawodowym piłkarzem, nie myślał o tym, żeby nagle zacząć pracować jako trener. Oczywiście to przejście było płynne i cieszę się z tego. W końcu cały czas byłem w środowisku piłkarskim, a gdyby przyszła dłuższa przerwa, mogłoby to inaczej wpłynąć na mój rozwój. W momencie przejścia na piłkarską emeryturę posiadałem już ukończony kurs UEFA A. Doświadczenie na boisku na pewno przydało mi się podczas robienia tego kursu. Mam nadzieję, że przyda się i teraz podczas prowadzenia zespołu.

Do pana pracy w roli trenera za moment jeszcze wrócę, ale chciałbym poruszyć jeszcze jeden wątek. Przez lata grał pan w ekstraklasie, z różnymi ludźmi. Czy pana zdaniem obecnie piłkarze są bardziej gotowi na to, by po zakończeniu kariery prowadzić stabilne życie?

Myślę, że teraz jest łatwiej. Porównując nawet obecne zarobki z tym, co było kiedyś – jest zdecydowana różnica. Nawet na sam start piłkarz może zgromadzić trochę pieniędzy, zainwestować je i się przygotować do tego, co będzie kiedyś.

Rozważał pan inne opcje po zakończeniu kariery niż praca w roli trenera? Wiem, że ma pan też wyuczony zawód i uczył się pan pod kątem pracy w budownictwie. 

Zawód jest wyuczony, ale co z tego, jeśli nie pracuje się w nim od 15 lat. W taki sposób ten zawód się nie przyda. A co do innych opcji po zakończeniu kariery – miałem różne przemyślenia na ten temat. Wszystkie myśli jednak się rozwiały, postanowiłem pójść w kierunku pracy trenerskiej i na tym polu chciałbym się rozwijać.

Wiem że od 2018 jest pan radnym Miasta Białystok. Zamierza pan pójść w karierę polityczną, czy start w wyborach wynikał z zaangażowania bardziej społecznego aniżeli politycznego?

Polityka raczej mnie nie interesuje, bardziej działalność lokalna. A czy wiążę z nią przyszłość, do końca nie zależy od mnie. To wybierają ludzie i wszystko zależy od tego, czy będą zadowoleni z mojego działania.

Wrócę teraz jeszcze raz do naszej ostatniej rozmowy. Wtedy nie pracował pan długo w roli trenera i przyznał pan, że jeszcze nie ma pan określonego stylu prowadzenia zespołu i podejścia do piłkarzy. Co się zmieniło po upływie piętnastu miesięcy?

Niezależnie od tego, czy byłem drugim trenerem, czy – tak jak teraz – tymczasowym szkoleniowcem pierwszej drużyny, zawsze wymagałem pracowitości podczas wykonywania ćwiczeń. Jak jest praca, trzeba pracować, a jak mamy czas na odpoczynek, to się relaksujemy. Tak jak wcześniej powiedziałem, każda praca się obroni. Dla mnie jako piłkarza zawsze to było ważne i tego samego chciałbym wymagać od zawodników.

Planuje pan podjąć starania o licencję UEFA Pro?

Tak, mam to w planach.

Gdy ostatnio rozmawialiśmy, przyznał pan, że jeszcze nie byłby pan w stanie samodzielnie poprowadzić drużyny na dłużej. I że doświadczenie na boisku to jedno, a praca w roli trenera – drugie. 

Doświadczenia się nie kupi. Z trenerami jest jak z zawodnikami – jeśli piłkarz jest młodszy, czasami brakuje mu doświadczenia w pewnych sytuacjach. A im jest starszy, tym podchodzi inaczej. Najlepszym sposobem na zebranie doświadczenia dla szkoleniowca jest jednak praca jako pierwszy trener. Tylko w ten sposób można się przekonać czy sprawdzi się system prowadzenie zespołu. Oczywiście równie ważne jest wyciąganie wniosków, zarówno w tych dobrych jak i złych momentach.

Funkcja drugiego trenera też jest bardzo dobrym doświadczeniem. Z jednej strony można czerpać wzorce od pierwszego szkoleniowca, z drugiej dowiadujemy się, czego trzeba unikać. Tak jak w szkole – im więcej człowiek uczy się i obserwuje, tym łatwiej będzie mu w dalszej przygodzie – jako piłkarz czy jako trener.

ROZMAWIAŁ: PRZEMYSŁAW CHLEBICKI

200PLN
GRAMGRUBO
GRAMGRUBO