Raków żegna się z Bełchatowem. Koniec pewnej epoki?

Można powiedzieć, że sobotni pojedynek jest dla Rakowa wręcz historycznym. Podopieczni Marka Papszuna w meczu z Lechem żegnają się bowiem z Bełchatowem. Z tej okazji przypominamy najlepsze występy częstochowian na stadionie, na którym występowali do tej pory.

Stadion był jedynym problemem?

Raków Częstochowa awansował do ekstraklasy już blisko dwa lata temu. Od tamtej pory pod względem sportowym zespół znacznie się rozwinął. Dowodem na to jest utrzymywanie się na podium rozgrywek na sześć meczów przed końcem, a także awans do finału Pucharu Polski. To bez wątpienia wyniki, o jakich w Częstochowie jeszcze nawet na początku ubiegłego roku wszyscy może i marzyli, ale nie mówili o nich na głos. Raków jednak wciąż idzie do przodu i mimo nieudanego początku rundy, wciąż udowadnia, że zamierza walczyć o grę w europejskich pucharach.

Można właściwie stwierdzić, że problem Rakowa był tylko jeden, czyli stadion. W ubiegłym sezonie prezes PZPN-u Zbigniew Boniek jeszcze przymykał oko na to, że arena w Częstochowie nie spełnia licencyjnych wymogów, ale po dwóch latach gry w ekstraklasie klub mógłby już nie dostać taryfy ulgowej na występy poza własnym obiektem.

Pobyt Rakowa w Bełchatowie jednak właśnie dobiega końca. Mecz z Lechem Poznań będzie ostatnim domowym spotkaniem częstochowian na stadionie GKS-u. Pojedynek zapowiada się naprawdę ciekawie i może podopieczni Marka Papszuna nawiążą w nich do swoich najlepszych meczów, które rozegrali w województwie łódzkim na przestrzeni niemal dwóch lat w ekstraklasie?

18 sierpnia 2019, Raków – Lechia 2:1

Zaczynamy od spotkania, podczas którego częstochowianie zanotowali pierwsze “domowe” zwycięstwo w ekstraklasie od lat 90. Wtedy jeszcze tak naprawdę nie wiedzieliśmy, czego się spodziewać po podopiecznych Marka Papszuna, którzy co prawda wcześniej pokonali na wyjeździe Jagiellonię, ale przegrali pozostałe trzy ligowe starcia. Z kolei Lechia była wtedy na fali – rozpoczęła sezon bez porażki w ekstraklasie, a w Lidze Europy pokazała się z częściowo dobrej strony w pojedynku z Broendby. Wydawało się więc, że faworyt jest oczywisty.

Boiskowe wydarzenia ułożyły się jednak inaczej. Chociaż Lechia próbowała zdominować mecz, Raków grał bardziej odważnie i częściej wychodził z boiskową inicjatywą. W 41. minucie wynik meczu otworzył Felicio Brown Forbes, natomiast już po przerwie z rzutu wolnego pokonał Dusana Kuciaka Igor Sapała, dla którego było to pierwsze trafienie w najwyższej lidze. Szczególnie zwracaliśmy wtedy uwagę na postawę zespołu w środku pola. Owszem, drużyna dała się zaskoczyć rywalom w doliczonym czasie, gdy bramkę zdobył Artur Sobiech. Wtedy jednak po raz pierwszy mogliśmy głośno powiedzieć, że taki Raków chcemy oglądać w ekstraklasie. I historia pokazała, że się nie zawiedliśmy.

24 sierpnia 2019, Raków – Lech 2:3

Niespełna tydzień później do Bełchatowa, również w roli faworytów, przyjechali piłkarze Lecha Poznań. Jeszcze wtedy nam się mogło wydawać, że spotkanie z Lechią dla Rakowa okaże się wyjątkiem i zespołowi trudno będzie postawić się tym najlepszym. Tym razem zespół również wyszedł na boisko z pozytywnym nastawieniem, ale w pierwszej połowie został skarcony. W 31. minucie do bramki Jakuba Szumskiego piłkę skierował Karlo Muhar, a dwie minuty później Christian Gytkjaer.

Po przerwie częstochowianie jednak odrobili straty. Dwa rzuty karne wykorzystał wtedy Petr Schwarz i chociaż nie obyło się wtedy bez kontrowersji, było widać, że Raków robi wszystko, by nie zakończyć meczu bez punktów. Czeski pomocnik nie tylko zdobył dwie bramki, ale również doskonale rozprowadzał piłkę – nie tylko w środku pola, ale także pod bramką rywala. Dobrze spisywał się także ambitny Miłosz Szczepański. Koniec końców, w 84. minucie Lech wyszedł na prowadzenie i utrzymał wynik 3:2 do końca. Kibice Rakowa mogli jednak wtedy z czystym sumieniem powiedzieć: “Przegrali, ale skradli nasze serca”.

15 lutego 2020, Raków – Legia 2:2

Tym razem do Bełchatowa przyjechał ówczesny lider ekstraklasy po rundzie jesiennej, czyli Legia. Oczywiście późniejsi mistrzowie Polski także byli faworytami, chociaż na zespół Marka Papszuna już wtedy mało kto w lidze patrzył z rezerwą. Co więcej, widać było, że dobra gra jest efektem solidnej pracy trenera i jego sztabu, którzy udowodnili, że w Polsce da się grać trójką stoperów.

W 22. minucie wynik otworzył Sebastian Musiolik, który strzałem głową po zagraniu Petra Schwarza pokonał Radosława Majeckiego. Chociaż Raków wygrał pierwszą połowę, po przerwie Legia zadała im dwa ciosy. Już na samym jej początku drogę do bramki znalazł Luquinhas, natomiast w 74. minucie gola strzelił Jose Kante. Koniec końców, spotkanie zakończyło się remisem, a wynik ustalił w 79. minucie Petr Schwarz z rzutu karnego, po faulu na Miłoszu Szczepańskim.

20 czerwca 2020, Raków – Wisła Kraków 3:1

Raków przez pewien czas w poprzednim sezonie walczył o to, by się znaleźć w górnej połowie tabeli. Ostatecznie skończył w dolnej, ale dość szybko zapewnił sobie utrzymanie. Meczem, który miał na to wpływ, był właśnie pierwszy pojedynek rundy finałowej – z Wisłą Kraków.

Do przerwy częstochowianie prowadzili 1:0, po bramce Kamila Kościelnego w 20. minucie. Wówczas najpierw piłkę odbił głową Kamil Piątkowski, a następnie drugi ze stoperów Rakowa skierował piłkę do bramki. Kolejny cios zespół zadał już po przerwie – dokonał tego świetnie spisujący się wiosną ubiegłego roku David Tijanić. Jeszcze w 72. minucie bramkę kontaktową zdobył Aleksander Buksa, ale na tym był koniec popisów Wiślaków. Zmęczoną “Białą Gwiazdę” dobił bowiem sześć minut później Igor Sapała strzałem z dystansu.

2 października 2020, Raków – Wisła Płock 3:0

W tym sezonie już raczej nikt nie patrzył na Raków z przymrużeniem oka. Owszem, niektórzy porównywali zespół do Wisły Płock z poprzedniego sezonu, która na moment nawet była liderem. Widząc jednak upór i konsekwencję Marka Papszuna i jego podopiecznych, ta historia zapowiadała się zdecydowanie lepiej.

I właśnie na początku października do Bełchatowa przyjechali “Nafciarze”, a mecz zakończył się najwyższym triumfem częstochowian w Bełchatowie w roli gospodarzy. W 11. minucie wynik otworzył kapitan zespołu Tomas Petrasek, wykorzystując dośrodkowanie Marcina Cebuli. Z kolei trzy minuty po przerwie Cebula podwyższył prowadzenie, oddając strzał po podaniu Davida Tijanicia. Za to właśnie Słoweniec ustalił wynik w 66. minucie, otrzymując podanie z lewej strony od Patryka Kuna. Wydawało się wtedy, że Raków jest w stanie wygrać wyżej. Ostatecznie zespół wygrał jednak przewagą trzech bramek.

10 lutego 2021, Raków – Górnik Zabrze 4:2

Na koniec przypominamy ćwierćfinałowe starcie Pucharu Polski. Chociaż szanse wydawały się wtedy wyrównane, częstochowska drużyna podchodziła do niego z pozycji faworyta. I było widać to na boisko, gdyż zespół doskonale otworzył spotkanie. Już w trzeciej minucie wynik otworzył Vladislavs Gutkovskis, a dziesięć minut później Dawida Kudłę pokonał Ivi Lopez. Tym razem jednak podopieczni Marka Papszuna pozwolili sobie na trochę dramaturgii…

Po przerwie dwa gole strzelił bowiem Jesus Jimenez i sprawdziło się porzekadło autorstwa Czesława Michniewicza. Koniec końców, zabójcza końcówka Rakowa odmieniła losy meczu. Najpierw bramkę na 3:2 zdobył Ivi Lopez z rzutu karnego, a w doliczonym czasie gry jeszcze podwyższył Jarosław Jach strzałem głową po dośrodkowaniu Petra Schwarza z rzutu rożnego.

500PLN
GRAMGRUBO
GRAMGRUBO