Ernest Terpiłowski: W Górniku na razie nie rozmawiamy o awansie

Ernest Terpiłowski to jedno z największych odkryć tego sezonu w 2. Lidze. W rozmowie z “FutbolNews.pl” 20-letni piłkarz Górnika Polkowice opowiedział o debiucie w młodym wieku w dorosłym futbolu, rozwoju taktycznym pod wodzą trenera Janusza Niedźwiedzia oraz swoich piłkarskich marzeniach.

***

Opowiedz mi o swoich piłkarskich początkach – kto miał największy wpływ na to, że zdecydowałeś się zostać piłkarzem.

Przede mną nikt w rodzinie profesjonalnie nie uprawiał sportu ani nie zajmował się tym na co dzień. Ale na pierwszy trening zaprowadził mnie tato i od tego się zaczęło.

Swoją przygodę z piłką rozpocząłeś w Lechii Dzierżoniów, czyli klubie, który w tej chwili może się kojarzyć głównie z jedną osobą, która jest jego wychowankiem. Można powiedzieć, że panował tam “kult Krzysztofa Piątka”?

Gdy jeszcze ja grałem w Lechii Dzierżoniów, wokół Krzysztofa Piątka nie było jeszcze takiego rozgłosu. Jego kariera dopiero się rozkręcała, zaczął zdobywać bramki – najpierw w ekstraklasie, potem we Włoszech. Za to potem już faktycznie coraz częściej było słychać jego nazwisko, a klub żył jego świetnymi występami.

Jako 16-latek zagrałeś w III lidze – był to falstart czy raczej miałeś powody do zadowolenia?

W pierwszych meczach dopiero się uczyłem seniorskiego futbolu i przyznaję, że miałem sporo do nauki. Nie ukrywam, że było kilka trudnych momentów w tamtym czasie, ale dobrze je wspominam, bo dużo z nich wyniosłem. Mogłem tutaj bardzo liczyć na trenera, który po każdym meczu dawał mi wiele rad. Mówił mi, co zauważył w mojej grze w trakcie całego spotkania, było widać wtedy więcej niż podczas treningów. I dużo z tych rad do dziś utkwiło mi w pamięci.

Które z nich najbardziej?

Wtedy miałem problemy z tym, żeby zabrać się za przeciwnika. Jeśli ktoś prowadził piłkę w moją stronę i miał podać piłkę do innego zawodnika, ja patrzyłem na tego drugiego – bez zwracania uwagi na to, co najpierw może zrobić ten pierwszy. Gdzie wyjdzie, gdzie zrobi ruch. Po wejściu do pierwszego zespołu, był to z mojej strony rażący błąd, dlatego trener szybko to wychwycił. W rozmowach pomeczowych na tym skupiliśmy się najbardziej i wziąłem sobie to do serca.

Gdy trafiłeś do pierwszego zespołu – byłeś na to przygotowywany wcześniej, czy trener Lechii Dzierżoniów z dnia na dzień podjął taką decyzję?

Już tydzień, może dwa tygodnie wcześniej były przypuszczenia, że wyjdę w tym konkretnym meczu. Ale nie było to jeszcze nic pewnego i do końca czekałem na tę decyzję trenera.

Byłeś najlepszy w juniorach?

Najlepszy – to nie wiem (śmiech). Ale na pewno wtedy się wyróżniałem, dlatego trener pierwszej drużyny zdecydował się dać mi szansę.

I jednym z twoich pierwszych meczów w barwach Lechii okazał się pojedynek z, jak się okazało – twoim przyszłym zespołem, Górnikiem Polkowice. Przegraliście wtedy brutalnie, bo aż 0:4. Pamiętasz tamten mecz?

Dokładnie już nie pamiętam przebiegu tamtego meczu. Zagrałem wtedy i zapamiętałem ten wynik, ale wtedy bardziej koncentrowałem się na wskazówkach od trenera. Z meczu na mecz pracowałem nad swoim przeglądem pola, ustawieniem podczas gry i konkretnych akcji. Dlatego bardziej skupiłem się na tym, jak sam się spisywałem i tym, co mogłem poprawić – właśnie to lepiej pamiętam z tamtego okresu.

Potem już grałeś regularnie, rozegrałeś pełny sezon w trzeciej lidze. Nie zakończył się on dla was jednak najlepiej – spadliście z ligi. Dla ciebie chyba ten sezon nie był aż taki nieudany, bo po jego zakończeniu trafiłeś do klubu z wyższej ligi?

To prawda, dla mnie personalnie wyszło to na dobre. Nie można jednak powiedzieć, że nam wszystkim tak wyszło. Po prostu miałem trochę szczęścia, że wyhaczył mnie inny klub i dostałem od niego szansę.

Przed transferem do Termaliki miałeś oferty z innych klubów albo byłeś gdzieś na testach?

Z tego co pamiętam – miałem wtedy dwie oferty. Pierwsza z Górnika Zabrze, gdzie docelowo miałem trafić do drugiego zespołu, a druga z Górnika Polkowice, w którym wylądowałem później. Pojawiło się jeszcze kilka propozycji z trzeciej ligi, ale bez konkretów.

Jak to się stało, że wylądowałeś w Niecieczy?

Wyjazd do Niecieczy był moim pierwszym poza rodzinne strony, na tak długi czas. To wiązało się na początku ze stresem, niepokojem. Myślałem o tym, czy się odnajdę w nowym miejscu. Poza tym między pierwszą i trzecią ligą jest duża różnica poziomów, więc też trochę się obawiałem tego przeskoku. Z perspektywy czasu, wyszło mi to jednak na dobre i nie żałuję tej decyzji.

Z czym musiałeś się uporać najbardziej po przeprowadzce?

Na początku miałem tylko problem z prawem jazdy. Musiałem poczekać z tym do ukończenia osiemnastu lat. W Niecieczy jest się bardzo uzależnionym od samochodu, ponieważ trzeba wszędzie dojechać, także na stadion. Dlatego na początku cały czas byłem od kogoś uzależniony, gdy chciałem gdziekolwiek pojechać. To był jednak jedyny taki problem.

Wspomniałeś, że po przyjściu do Termaliki obawiałeś się przeskoku. Okazał się on duży?

Wiele rzeczy na miejscu mnie zaskoczyło. Pod względem organizacyjnym, zaplecza rehabilitacyjnego, podejścia do treningów, liczby trenerów. Różnica między trzecią a pierwszą ligą jest spora, dlatego musiałem się trochę przyzwyczaić.

Młodzi piłkarze po takim przeskoku nie dostają jednak często szans w pierwszym zespole. A ty jednak zagrałeś dziesięć meczów rundy jesiennej.

Te występy dały mi bardzo dużo doświadczenia i patrzę na nie optymistycznie. Mogłem zagrać z naprawdę utalentowanymi zawodnikami, co dało mi nieco inne spojrzenie na grę. Mogłem podpatrzeć ich grę – zobaczyć, jak myślą i poruszają się na boisku. Wiadomo, miałem kilka akcji, żeby zdobyć bramkę albo asystować, ale skończyło się na jednej asyście. Uważam, że to był dla mnie dobry okres, w którym – tak jak powiedziałem, zebrałem doświadczenie.

Dlaczego na wiosnę już nie grałeś w pierwszej lidze?

Doszło wtedy do zmiany trenera, a ja w okresie przygotowawczym złapałem kontuzję. Nie byłem na długo wyłączony z gry – z tego, co pamiętam, pauzowałem przez dwa tygodnie. Pojechaliśmy na obóz, powoli wracałem do treningów. Trudno było jednak wbić się w ten rytm zawodników, którzy wciąż byli w treningu. I trener nie widział dla mnie szans gry w tamtym okresie.

Zanim przejdziemy do tematu Górnika, chciałbym cię zapytać o twoją pozycję. Zarówno w Termalice, jak i teraz, pojawiałeś się w różnych miejscach na boisku. Grałeś na obu skrzydłach, w środku, w tym sezonie wystąpiłeś też na pozycji napastnika. Gdzie czujesz się najlepiej?

Myślę, że lewoskrzydłowy to moja nominalna pozycja, ale potrafię się dostosować w zależności od roli na boisku.

Rozpoczynając temat Górnika – czy po przyjściu do klubu powiedziano ci wprost, że walczycie o awans?

Nie, nikt nic nie wspominał o awansie. Nasza wysoka pozycja wynika po prostu z naszej dobrej gry oraz podejście całej drużyny. Już na samym początku zaskoczyła mnie tutejsza atmosfera – wszyscy przyjęli mnie bardzo szybko, nie miałem problemów w szatni. Poza tym, życie w Polkowicach jest naprawdę bardzo przyjemne.

Na pewno masz wszędzie bliżej niż w Niecieczy.

Polkowice nie są duże, ale jest łatwy dostęp do wszystkiego, nie trzeba daleko jeździć, co mi się podoba. Praktycznie wszędzie mogę dojść pieszo, dlatego staram się nawet za dużo nie jeździć.

Wróćmy do spraw sportowych – który mecz w tym sezonie najbardziej utkwił ci w pamięci?

(chwila zastanowienia)

Domyślam się, że z różnych powodów, takim spotkaniem był pojedynek z Hutnikiem.

No niestety, nieszczęśliwy wypadek. Zdobyłem wtedy bramkę, ale bramkarz Hutnika bardzo ucierpiał i to zdarzenie z naszym udziałem, na pewno nie było dla niego przyjemne.

Rozmawiałeś z nim potem?

Tak, kontaktowaliśmy się. Opowiedział mi o swoim stanie, jak to teraz u niego wygląda. Na szczęście już dochodzi do siebie. Ten wypadek wyglądał strasznie, więc cieszę się, że Dawid Smug już czuje się lepiej.

Jeszcze jakiś mecz, poza Hutnikiem, utkwi ci w pamięci po zakończeniu sezonu?

Zapamiętałem mecz ze Zniczem Pruszków, w którym miałem swoją sytuację – uderzyłem piłkę nieczysto i niecelnie, a jednak odbiła się po rykoszecie i wpadła do bramki. Na pewno to była śmieszna sytuacja i byłem zaskoczony tym, że padł gol. Ale oczywiście bardzo się cieszyłem, że tak wyszło.

Zapadł mi w pamięć jeszcze mecz ze Stalą Rzeszów, czyli mój debiut w Górniku. Nie jednak ze względu na udany występ, a z tego powodu, że zrobiłem tam karnego na 2:1 w końcówce.

W obu tych meczach wchodziłeś z ławki, ale w rundzie wiosennej grasz już dość regularnie od pierwszej minuty. Jak myślisz, jakie postępy w grze zrobiłeś, że stałeś się ważną postacią Górnika?

Na pewno zrozumiałem model gry, którego wymaga trener. Jest on różny od tego, z którym spotkałem się choćby w Termalice. Tutaj skrzydłowi często schodzą do środka, czego musiałem się nauczyć. Typowy skrzydłowy gra szeroko, jeden na jeden, z czutką. A tutaj jednak były inne priorytety, które musiałem sobie przyswoić.

Czyli można powiedzieć, że trener Janusz Niedźwiedź ma wpływ na twój rozwój?

Jak najbardziej, trener nauczył mnie bardzo wielu rzeczy. Tak jak powiedziałem, ustawiania się i operowania piłką w środku, ale także wychodzenia po piłkę z pozycji skrzydłowego.

Zauważyłem też w grze Górnika, że nie tylko wy – skrzydłowi, często schodzicie do środka, ale też napastnikom zdarza się zejść na bok.

Taki mamy model gry z przodu. Przy konstrukcji akcji ważne jest dla nas ustawianie się na boisku. Mamy konkretne zadania, ale także musimy reagować na to, co się dzieje w czasie meczu. Myślę, że trenerowi zależy na tym, żebyśmy potrafili odnaleźć się na boisku w różnych sytuacjach i okolicznościach. Dlatego na przykład u nas skrzydłowych jest duży nacisk, żebyśmy umieli ustawić się w środku i schodzić po piłkę.

Jak widać, przynosi to efekty – jesteście na pierwszym miejscu i dążycie do awansu do pierwszej ligi. Czujecie się już pewni awansu?

Jeszcze nie ma tutaj o tym mowy. Chcemy grać do samego końca i dopiero gdy będziemy mieć liczbę punktów potrzebną do bezpośredniego awansu, wtedy będziemy mogli się cieszyć. Na razie musimy być skoncentrowani, grać do końca. Na razie jeszcze nie rozmawiamy o awansie i staramy się o nim nie myśleć, co oczywiście nie znaczy, że nie myślimy o nim w ogóle.

Czyli “awans” to na razie słowo zakazane w szatni?

Można tak powiedzieć (śmiech). Ale nikt nam tego nie narzucał, to wynika z naszego podejścia.

Chciałbym teraz poruszyć temat twojej przyszłości. Teraz jesteś wypożyczony z Termaliki do Górnika, ale wiesz już, gdzie zagrasz w następnym sezonie?

Nie, jeszcze nic nie wiem. Więcej dowiem się pod koniec sezonu, na razie chciałbym przede wszystkich dobrze zakończyć rozgrywki, a potem zobaczymy, co będzie dalej. Trzeba się skupić najpierw na jak największej liczbie minut na boisku, bramkach, asystach, a potem całej reszcie.

Jakie są na ten moment twoje piłkarskie cele?

Na pewno chciałbym wylądować w ekstraklasie, grać w niej, być podstawowym zawodnikiem. A później może wyjechać gdzieś za granicę. To już bardziej odległy cel, ale myślę, że jak najbardziej do spełnienia.

Masz swój wymarzony klub?

Zawsze chciałem zagrać w Barcelonie, ale wiem że hiszpański styl nie jest łatwy dla Polaków. Nie wiem, czy byłby to dobry wybór, jednak chciałbym tam kiedyś zagrać. Takie mam marzenie…

A gdzie widzisz siebie za pięć lat?

Trudno powiedzieć (chwila zastanowienia). Powiedzmy, że widzę siebie w Bundeslidze, w klubie z topowej trójki i na zakończenie sezonu mam piętnaście bramek i siedem asyst.

ROZMAWIAŁ: PRZEMYSŁAW CHLEBICKI

Fot. YouTube/Górnik Polkowice

500PLN
GRAMGRUBO
GRAMGRUBO