Paweł Tomczyk wyjeżdża do ligi rumuńskiej. Dlaczego napastnik nie poradził sobie w Polsce?
28.01.2022

Możemy śmiało powiedzieć – Paweł Tomczyk nie sprawdził się w Widzewie Łódź. Niestety, napastnik, który przez wiele sezonów był wypożyczany z Lecha Poznań do innych zespołów Ekstraklasy niedawno zszedł szczebel niżej i również niewiele z tego wyszło. Teraz czeka go wyzwanie poza granicami naszego kraju.

Wychowanek, który kariery nie zrobił

O tym, że Lech Poznań szkoli doskonale, wiemy. O tym, że Lech potrafi świetnie sprzedać swoich wychowanków, również wiadomo. Ostatnimi czasy piłkarzy ukształtowanych przez Kolejorza, którzy wyjeżdżali z Wielkopolski mieliśmy mnóstwo. Nie jest jednak tak, że karierę zrobił każdy i takim przypadkiem jest Paweł Tomczyk. W Poznaniu trochę wierzyli w napastnika, a trochę nie. Ostatecznie po wielu sezonach wypożyczeń postanowiono pozwolić odejść mu definitywnie.

Na Tomczyka w Lechu długo patrzono na zasadzie “a może kiedyś odpali” oraz “to kibic Lecha od dziecka”. Nastoletni Paweł rzeczywiście bardzo często bywał w popularnym Kotle i od zawsze wspierał ukochany klub z trybun. Niestety to nie zawsze idzie w parze z odpowiednią jakością piłkarską, a tej po prostu brakowało. Chociaż, jak wspominaliśmy, w klubie jako tako łudzono się, że “Pawka” w końcu wskoczy na odpowiednią półkę.

W sumie Lech wypożyczał Tomczyka trzykrotnie. Jeszcze kiedy snajper nie był aż tak dobrze znany, niektórzy mogli zakłamywać rzeczywistość i mówić – idzie drogą pozostałych piłkarzy, bo przecież Jóźwiak czy Gumny też to przechodzili. Akurat w przypadku Tomczyka niewiele dało ani wypożyczenie do Podbeskidzia, ani do Piasta, ani do Stali Mielec. Jednak należy pamiętać, że w barwach gliwickiego klubu Paweł wywalczył mistrzostwo Polski. Oczywiście nie grał wówczas, jako podstawowy zawodnik, tylko bardziej pełnił rolę jokera.

Właśnie po powrocie z Gliwic, jako mistrz kraju, Tomczyk był chyba najbliżej, aby dostać większa szansę w Lechu. Trzy gole podczas pierwszych dwóch miesięcy sezonu 2019/20 dawały nadzieję, ale ona szybko zgasła. Pojawiły się kłopoty zdrowotne, ale rywalizacja z Christianem Gytkjaerem, który w tamtej kampanii strzelił 24 gole była po prostu niemożliwa. Tomczyk otrzymywał szanse od Dariusza Żurawia jeszcze jesienią, ale na wiosnę nawet na minutę nie pojawił się na placu gry.

Pozytywne podejście

Pawłowi Tomczykowi nie można odmówić pozytywnego podejścia. Kiedy wrócimy pamięcią do jego wypowiedzi, to jak na dłoni widać, że piłkarz próbował podejść do spraw pozytywnie i wierzył w siebie. To oczywiście postawa, której raczej nie powinniśmy ganić. Niemniej fakty są takie, że słowa nie zamieniły się w czyny.

Najbardziej odważne słowa padły z ust napastnika właśnie przy wspomnianym powrocie do Poznania z Gliwic. Wówczas, los sprawił takiego figla, że Lech w pierwszej kolejce nowego sezonu mierzył się właśnie z Piastem na jego terenie, a Tomczyk zagwarantował Kolejorzowi remis po golu w końcówce. Zapytany po meczu snajper co jest jego celem odparł: – Ja chcę być pierwszym napastnikiem Lecha Poznań i po to tutaj wróciłem.

Jak już wcześniej wspomnieliśmy, tak nie było. Podstawową dziewiątką był Christian Gytkjaer, a Tomczyk w ostatecznej hierarchii skończył nawet za Timurem Żamaletdinowem. Podobna historia miała miejsce po pierwszym pół roku spędzonym przez 23-latka w Łodzi. 2 gole w przeciągu rundy nikogo na kolana na powaliły, ale Tomczyk wierząc w siebie napisał na swoich mediach społecznościowych, że w następne pół roku po prostu musi być lepsze. I jak się okazało było, ale tylko nieznacznie. 3 bramki w 14 meczach to wciąż wynik mniej, niż przeciętny.

 

Wyświetl ten post na Instagramie

 

Post udostępniony przez Paweł Tomczyk (@pablo.tomczyk9)

Krótka przygoda z Widzewem

Przed sezonem 2020/21 Paweł Tomczyk został wypożyczony do Stali Mielec. Niestety poziom Ekstraklasy był zbyt wysoki i napastnik pomógł beniaminkowi tylko jednym golem i jedną asystą. Im dalej w las tym było coraz gorzej, a punktem kulminacyjnym było spotkanie Mielczan właśnie z Lechem. Wówczas Leszek Ojrzyński, a więc trener, który zastąpił Dariusza Skrzypczaka, wpuścił “Pawkę” w drugiej połowie spotkania i jeszcze przed końcowym gwizdkiem zrezygnował z jego usług. W pomeczowym wywiadzie szkoleniowiec przyznał, że zawodnik po prostu nie wykonywał odpowiednio swoich zadań. Stało się jasne, że dni Tomczyka na Podkarpaciu są policzone.

Stal skróciła wypożyczenie, a piłkarz i Lech uznali, że czas rozstać się definitywnie. W taki sposób Tomczyk trafił do Widzewa, a jego poczynania na poziomie Fortuna 1. Ligi już nieco opisaliśmy. Pięć bramek w przeciągu roku to naprawdę wynik średni, zwłaszcza jeśli weźmiemy pod uwagę, że napastnik nie był w stanie wkomponować się w dobrze grający zespół wiosną. Konkurencja przy Piłsudskiego jest duża, rosną kolejni młodzieżowcy i trudno dziwić się, że trener Niedźwiedź zrezygnował z usług Tomczyka.

Dodajmy do tego, że Paweł Tomczyk swój dorobek mógłby mieć o co najmniej trzy gole lepszy, gdyby na trafienia zamieniał rzuty karne. A takich podczas swojego pobytu w Łodzi zmarnował aż trzy! I tutaj znowu można było pochwalić napastnika za próbę pokazania wysokiej pewności, kiedy brał na siebie odpowiedzialność – na przykład w ważnym meczu poprzedniego sezonu z Odrą, gdy wziął piłkę i chciał egzekwować jedenastkę. A ostatecznie szansę zmarnował i niestety dla niego miało to miejsce zbyt często.

Co dalej?

Karierę Tomczyk będzie kontynuować w Rumunii, w zespole CS Mioveni. To jedenasta drużyna tamtejszej ligi i nie ukrywajmy, że jest to spory zjazd wychowanka Lecha. Patrząc na suche liczby – bo nie będziemy udawać, że oglądamy ligę rumuńską – w Mioveni mają kłopot ze zdobywaniem bramek, gdyż takowych zespół w tym sezonie uzbierał ledwie 16. “Pawce” pozostaje życzyć powodzenia w tym, aby udało mu się pomóc w poprawieniu tej liczby. Być może Tomczykowi będzie łatwiej bez presji, którą miał w każdym polskim zespole, bo przecież mowa o wychowanku klubu, który swoich młodzieżowców wypuszcza w Europę. To oczywiście tylko przypuszczenia i domysły, ale nie możemy wykluczać, że kiedyś wróci do polskiej Ekstraklasy, już jako bardziej ukształtowany i skuteczny napastnik.