Walencki zjazd Maxiego Gómeza
30.01.2022

Kiedy przed sezonem 2019/20 Valencia ściągała na Estadio Mestalla Maxiego Gómeza, wydawało się, że będzie to odpowiedni ruch dla każdej ze stron. Czas brutalnie zweryfikował Urugwajczyka, który dzisiaj ma olbrzymie kłopoty w stolicy Lewantu. Gdyby nie brak konkurencji w zespole, zapewne byłby co najwyżej rezerwowym w talii Jose Bordalasa.

Krok do przodu

Kampanię 2018/19 Valencia zakończyła znakomicie. Klub zdobył Puchar Króla, zakwalifikował się do Ligi Mistrzów, a w Lidze Europy doszedł do półfinału. Wydawało się, że na Estadio Mestalla chcą jeszcze bardziej wzmocnić drużynę. Jednym z ruchów, który miał to udowadniać było pozyskanie z Celty Vigo Maxiego Gómeza. W drugą stronę powędrował Santi Mina wracając do swojego macierzystego klubu. Mówiąc wprost, wydawało się, że Valencia zamienia niezłego napastnika (Mina) na bardzo dobrego (Maxi).

W momencie przejścia Maxiego Gómeza do Los Ches, drużyna Valencii występowała w Champions League. – Dałem słowo Valencii i przechodzę do niej również dlatego, bo chcę poczuć jak to jest grać w Lidze Mistrzów – mówił sam Urugwajczyk. Snajper ponoć mógł liczyć na kilka lepszych ofert finansowo, głównie z Premier League. Takie chęci wyrażał np. West Ham United.

 

Wyświetl ten post na Instagramie

 

Post udostępniony przez Maximiliano Gomez (@maxi_gomez9)

Przypomnijmy, że sam transfer w momencie jego realizacji wydawał się logiczny. Maxi Gómez we wcześniejszym sezonie w barwach Celty strzelił 13 goli i zanotował 5 asyst. Nie mogliśmy zatem powiedzieć wówczas, że brakowało argumentów za przeprowadzeniem tego ruchu. Wręcz przeciwnie, z perspektywy Valencii był on jak najbardziej logiczny.

Coraz słabsze sezony

Pierwszy sezon w Valencii był przyzwoity. 9 goli i 3 asysty w lidze, a do tego jedno trafienie w Copa del Rey może nikogo nie zachwycały, ale te liczby były akceptowalne. Do tego Gómez notował pojedyncze mecze, który zwyczajnie był królem. Takie spotkanie odbyło się chociażby w styczniu 2020 roku, kiedy Maxi rozegrał “partido perfecto” przeciwko FC Barcelonie na Estadio Mestalla. Na początku tej potyczki Urugwajczyk wprawdzie nie wykorzystał rzutu karnego, ale później popisał się dubletem, który dał Nietoperzom trzy oczka.

Spójrzmy jednak, jak wyglądało to dalej:

Sezon 2020/21: 7 goli, 5 asyst
Sezon 2021/22: 2 gole, 1 asysta

Tendencja spadkowa jest bardzo widoczna i nie da się jej ukryć. Najgorsze dla Maxiego Gómeza jest jednak to, że jeżeli ktoś po prostu ogląda mecze Valencii to widzi, jak słabo piłkarz angażuje się w grę. W przeszłości bywały takie mecze, że Urugwajczyk mógł rzeczywiście narzekać na brak piłek i często musiał się po nie zgłaszać np. w centrum boiska. Dzisiaj ten zawodnik w meczu jest totalnie nieobecny.

Trudny charakter

O tym, że Maxi Gómez jest piłkarzem krnąbrnym było wiadome już wcześniej i udowodnił to także w walenckim klubie. Pod koniec sezonu 2019/20, kiedy drużynie wyraźnie nie szło, Urugwajczyk miał zaatakować w szatni trenera Nietoperzy, Alberta Celadesa. Do niemalże bójki wywołanej przez snajpera miało dojść po przegranej Los Ches na Estadio Ipurua z Eibarem 0:1.

Obecnie Valencię prowadzi Jose Bordalas, który znany jest głównie z twardych zasad. Jedną z takich jest ciągła kontrola wagi zawodników, którzy sprawdzani są niemal każdego dnia. Niespełna dwa tygodnie temu o 1 kilogram normę przekroczył właśnie Maxi Gómez, co skutkowało tym, że momentalnie został wyrzucony poza kadrę meczową przy okazji potyczki z Sevillą.

Jak zareagował 25-latek? Mianowicie tak, że ponoć od razu zagroził odejściem z klubu. Biorąc po uwagę jego dość przeciętną formę, reakcja odważna. Inna rzecz, że Maxi już od dawna sprawiał wrażenie piłkarza, który porusza się po boisku, jakby chwilę przed meczem skonsumował obiad złożony z pięciu dań. Dlaczego w takim razie regularnie grał? Otóż dlatego, że w obecnej kadrze Valencii po prostu brakuje mu konkurencji, ale to temat na zupełnie inne opowiadanie.

Potrzebny transfer

O to, aby na Mestalla wpłynęła dobra oferta za Maxiego Gómeza modlą się w zasadzie wszyscy. Na pewno władze klubu, które chętnie za gotówkę oddadzą każdego. Na pewno kibice, którzy wiedzą, że to szansa na nowego napastnika. I być może Jose Bordalas, który domaga się tychże nowych transferów.

Najgorsze w tym wszystkim jest to, że cały czas mowa o piłkarzu z olbrzymim potencjałem. Maxi Gómez ma (albo miał) wszystko, aby być czołowym napastnikiem ligi, lecz jego potencjał nie uwolnił się z wielu przyczyn. Na pewno środowisko i obecny moment, w jakim znajduje się jego klub nie pomogły Urugwajczykowi, ale on sam również nie jest bez winy.