Raków żegna się z Europą po golu w ostatnich sekundach dogrywki
25.08.2022

Raków Częstochowa kończy swoją przygodę w europejskich pucharach. Podopieczni Marka Papszuna bardzo pechowo przegrali 0:2 ze Slavią Praga. Gola na wagę awansu gospodarzy zdobył w ostatnich sekundach dogrywki Ivan Schranz.

Mocny początek

Spotkanie rozpoczęło się dość intensywnie. Do ataku rzucili się piłkarze Slavii, którzy musieli w tym dwumeczu odrabiać straty. Raków dobrze się bronił i próbował kontrować. Zawodnicy Marka Papszuna w żadnym stopniu nie dali się zamknąć na własnej połowie i również od pierwszych minut pokazywali, że będą w tym spotkaniu równie groźnie co w meczu rozgrywanym tydzień temu w Częstochowie.

Mimo wszystko to Slavia z minuty na minutę zapisywała na swoim koncie kolejne strzały i częstochowianie musieli ograniczyć się do nieco bardziej zachowawczej gry. Czesi próbowali zdominować to spotkanie, ale piłkarze Marka Papszuna dobrze się bronili i Slavia nie była w stanie postawić kropki nad “i”, a przede wszystkim nie była w stanie trafić do siatki.

Nie było również tak, że Raków był w pierwszej połowie kompletnie bezradny. Częstochowianie kilkakrotnie zasygnalizowali, że mimo iż nie stwarzają sobie w tym starciu zbyt wielu okazji, to nadal pozostają bardzo groźni. Najbliżej szczęścia był Ivi Lopez, który uderzał z obrębu pola karnego i trafił w słupek czeskiej bramki.

Tempo spotkania nieco się jednak uspokoiło, a intensywność ataków Slavii znacznie spadła. Raków nie był jednak na dłuższy okres gry dojść do głosu i w spotkaniu mieliśmy swego rodzaju impas. Wynik na tablicy nie ulegał zmianie i cały czas to Raków był o krok bliżej fazy grupowej Ligi Konferencji.

Smutny koniec

Druga połowa ponownie rozpoczęła się od mocnego uderzenia. Obie strony ruszyły do chóralnych ataków, ale tym razem nieco więcej z gry, niż w pierwszej połowie, miał Raków. Częstochowianie znacznie częściej dochodzili już do sytuacji strzeleckich, ale cały czas brakowało skuteczności. Kilka dogodnych sytuacji miał Ivi Lopez, ale między słupkami dobrze spisywał się Mandous, a zawodnicy Marka Papszuna nie grzeszyli celnością.

Niestety stare porzekadło, że niewykorzystane sytuacje się mszczą znalazło swoje odzwierciedlenie w tym meczu. W 62. minucie spotkania na skraju pola karnego piłkę dostał Usor, którzy przymierzył po długim słupku i celnym uderzeniem pokonał Vladana Kovacevicia. Tym samym Slavia odrobiła straty z pierwszego spotkania. W kolejnych minutach częstochowianie mocno się otworzyli i starali się za wszelką cenę ponownie wyjść na prowadzenie w dwumeczu. Spotkanie bardzo się zaostrzyło, ale goli nie oglądaliśmy.

W końcówce regulaminowego czasu gry Raków opadł z sił i Slavia doszła do wielu groźnych okazji. Zrobiło się sporo zamieszania i niestety nie wyglądało to najlepiej dla piłkarzy Marka Papszuna. W końcu sędzia zagwizdał po raz ostatni w pierwszych 90 minutach, co oznaczało, że będziemy mieli dogrywkę. W niej oba zespoły wyglądały już na niesamowicie zmęczone i nie zanosiło się na to, by w doliczonych 30 minutach ktoś miał tutaj rozstrzygnąć ten dwumecz.

Rzeczywiście, im mniej czasu pozostawało do końca, tym bardziej rosły szanse na to, że dojdzie tutaj dziś do serii rzutów karnych. Byłaby ona swego rodzaju ratunkiem dla Rakowa, który z minuty na minutę wyglądał coraz gorzej. Niestety, w ostatniej minucie doliczonego czasu gry celne dośrodkowanie spadło na głowę Schranza, którego nie zdołało upilnować dwóch defensorów Rakowa. Piłkarz gospodarzy się nie pomylił i umieścił piłkę w siatce, tym samym ustalając wynik spotkania.

Slavia Praga – Raków Częstochowa 2:0 (0:0)

1:0 Usor 62′

2:0 Schranz 120+2′