Liga Mistrzów: Koszmarny Milik i kanonada na Anfield

Mistrz Austrii postawił się obrońcy tytułu, a trzy zespoły, które w trakcie meczu miały przewagę przy piłce, przegrały z kretesem. Nie zabrakło również polskiego akcentu. Niestety negatywnego.

 Odbierz zakład bez ryzyka z kodem GRAMGRUBO530 w BETCLIC – jest już legalny w Polsce!

Genk – Napoli 0:0                   

– Dlaczego Milik spóźnił się na imprezę?
– Bo nie mógł trafić.

Bawią was tego typu suchary? W takim razie ten mecz był idealny dla was. Mecz może byłby ciekawszy, gdyby nie festiwal zmarnowanych okazji. Głównie w wykonaniu Arkadiusza Milika, który w pierwszej połowie trzykrotnie miał mniejszą lub większą szansę na zmianę wyniku. Za każdym razem jednak kończyło się tak samo. W dodatku w 65. minucie dostał żółtą kartkę za brutalny faul na Ito.

Nie tylko Milik marnował sytuacje. Swoje mógł zrobić również Jose Callejon, aczkolwiek on również nie mógł znaleźć drogi do bramki i celował w słupki i trybuny. Statystyki pokazują, że to piłkarze Genk oddali więcej celnych strzałów. Ale oni również nie mieli sytuacji, z których dałoby się coś zrobić.

Slavia Praga – Borussia Dortmund 0:2 (Hakimi 35′, 89′)

Prażanie zaskakiwali na początku meczu. Nie bali się odważnie wchodzić na połowę rywala, nie czując żadnego respektu. Zdecydowane przeciwieństwo wczorajszego Dinama Zagrzeb. Mimo to przegrali swój pierwszy mecz w Lidze Mistrzów od dwunastu lat.

Koniec końców, to Borussia dwukrotnie znalazła drogę do bramki. A w zasadzie znalazł ją Achraf Hakimi. Inni się starali, ale to Marokańczyk dwukrotnie trafił do siatki. Szczególnie pierwsza bramka robi wrażenie. Wow!

Lille – Chelsea 1:2 (Osimhen 33′ – Abraham 22′, Willian 78′)

W poprzedniej kolejce Chelsea zanotowała porażkę z Valencią. Dlatego Lille, które zostało zmiażdżone przez Ajax i swoją fatalną dyspozycję ostatnio, było pozycją obowiązkową do pokonania dla The Blues. Nie było to jednak takie oczywiste. W 22. minucie Londyńczycy objęli prowadzenie po bramce Tammy’ego Abrahama. Nieco ponad dziesięć minut później, piłkarze Lille jednak wyrównali po bramce Victora Osimhena.

Ostatecznie to jednak Chelsea zadała decydujący cios. Do siatki trafił w 78. minucie Willian. Brazylijczyk przełamał się w ostatniej kolejce w meczu z Brighton, a teraz został bohaterem swojego zespołu, stawiając kropkę nad “i”. Mimo wszystko można odnieść wrażenie, że Chelsea za bardzo się męczyła.

Liverpool – Red Bull Salzburg 4:3 (Mane 9′, Robertson 25′, Salah 36′ 69′ – Hwang 39′, Minamino 56′, Haaland 60′)

Po meczu Salzburga z Genk, Liverpool miał prawo do tego, by się go obawiać. Szczególnym powodem mogłaby być forma napastnika austriackiego klubu, Erlinga Brauta Haalanda. Norweg jednak w ostatnich meczach nie grał z powodu kontuzji, ale na Anfield pojawił się w drugiej połowie i trafił do siatki. Zanim jednak wszedł, na tablicy widniał wynik 3:2. Sytuacją wartą odnotowania jest na pewno gol Koreańczyka Hwanga Hee-Chana, który przedryblował samego Virgila van Dijka. A jednak się da!

W dniu meczu dwóch zawodników Liverpoolu świętowało urodziny – Roberto Firmino i Alisson. Pierwszy miał więcej niż jeden powód do celebracji, gdyż zanotował dwie asysty, przy trafieniach Sadio Mane i Mohameda Salaha

Valencia – Ajax 0:3 (Ziyech 8′, Promes 34′, van de Beek 67′)

Podopieczni Erika ten Haaga nie przegrali jeszcze ani jednego meczu w tym sezonie. Poza tym w ostatnim czasie są na fali. W siedmiu ostatnich meczach tylko raz zremisowali – na trudnym wyjeździe w Eindhoven. Pozostałe z tych spotkań wygrywali różnicą przynajmniej dwóch bramek. Nadziei mógł im dodać pojedynek z Lille, który efektownie wygrali. Ale Valencia, choć zmaga się z problemami, wcześniej wygrała z Chelsea. Dlatego można było oczekiwać ciekawego starcia.

Ajax jednak dokonał tego, co z zespołem Ligue 1 i wygrał z Valencią 3:0. Do siatki trafił ofensywny tercet Promes-van de Beek-Ziyech. Wiele statystyk przemawiało jednak za Nietoperzami. Wśród nich było posiadanie piłki (55-45%), liczba strzałów (14-13). Piłkarze Valencii również rzadziej faulowali (bilans fauli 20:7 dla Ajaksu). Poza tym podopieczni ten Haaga mieli problem z odbiorem piłki i było im ciężko odebrać ją rywalom. Mimo to rozgromili przeciwnika.

RB Lipsk – Lyon 0:2 (Depay 11′, Terrier 65′)

Wydawało się, że to Lipsk jest faworytem tego spotkania. Zresztą wskazywała na to ostatnia forma obu zespołów. Lyon nie wygrał bowiem żadnego z siedmiu ostatnich meczów. Tymczasem RasenBallsport miał za sobą taką samą serię bez porażki. Przerwała ją jednak porażka z Schalke. I to zdecydowana, 3:1. Omar Mascarell robił, co chciał z podopiecznymi Juliana Nagelsmanna. Zespół liczył jednak na pozytywną reakcję przeciwko Lyonowi. I miał w tym pomóc bojowy baner na portalach społecznościowych.

W meczu jednak było zupełnie inaczej. Lyon się przełamał i to nawiązką. Francuski zespół wygrał 2:0. Analogiczna sytuacja, jak w Walencji – gospodarze dłużej utrzymywali się przy piłce i prowadzili w większości elementów gry. Mimo to nie udało im się zdobyć choćby gola.

Zenit – Benfica 3:1 (Dzyuba 22′, Dias 70’sam, Azmoun 78′ – De Tomas 85′)

Zanim mecz został rozegrany, najpierw zmierzyły się ze sobą ich młodsze zespoły, w Lidze Młodzieżowej UEFA. Zakończyło się totalnym pogromem. Benfica wygrała tamten mecz 7:1. Tutaj nie można było się spodziewać podobnego rezultatu. Trzeba jednak zwrócić uwagę, że portugalski zespół od lat należy do europejskiej czołówki pod względem szkolenia juniorów. W seniorskiej piłce jest jednak nieco inaczej. Można nawet powiedzieć, że Zenit mógł czuć się pewniej przed meczem na własnym stadionie.

I faktycznie, było zupełnie inaczej niż w młodszej kategorii. Zenit pokonał Benficę 3:1, a zawodnikiem meczu był Magomed Ozdoev. Tak, ten sam, który w poprzedniej kolejce zanotował katastrofalny występ. Tym razem piłkarz Zenita zaliczył dwie asysty. W tym meczu przewagę przy piłce miała… Benfica. Ale patrząc na dzisiejsze rezultaty, ta porażka nie powinna dziwić.

Fot. YouTube

 Odbierz zakład bez ryzyka z kodem GRAMGRUBO530 w BETCLIC – jest już legalny w Polsce!

3000PLN
Bonusu
GRAMGRUBO