Ireneusz Mamrot: “Dalekie wyjazdy będą problemem”
18.09.2020

Arka Gdynia po spadku z Ekstraklasy bardzo szybko się otrząsnęła. Dwa mecze, komplet punktów i aż 7 strzelonych bramek. Między innymi o spadku z ligi, małej rewolucji w lecie, dobrym początku w I lidze porozmawialiśmy z trenerem Arki Ireneuszem Mamrotem.

Kiedy obejmował pan pracę w Arce, klub był w bardzo ciężkiej sytuacji. Oczywiście doszło już wtedy do zmiany właścicielskiej, jednak problemy nie zniknęły jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. Czy nie obawiał się pan, że mogą być pewne trudności z płynnością finansową?

Nie miałem żadnych obaw. Przed podjęciem pracy w Arce spotkałem się kilkukrotnie z panem Kołakowskim i został mi przedstawiony zarówno plan sportowy, jak i finansowy. Otrzymałem zapewnianie, że nie będzie żadnych problemów z wypłatami. I faktycznie za słowami poszły czyny – te kilkumiesięczne zaległości zostały bardzo szybko uregulowane. Mogliśmy się w pełni skupić na kwestiach sportowych.

Na pewno sytuacja sportowa wtedy też nie należała do najłatwiejszych. Czy postawiono przed panem cel utrzymania?

Pan Kołakowski bardzo rozsądnie podszedł do tematu. Celem było utrzymanie, ale zdawał sobie sprawy z sytuacji, ile punktów tracimy do bezpiecznego miejsca i że będzie bardzo ciężko pozostać w lidze.

A co było dla pana najtrudniejszą przeszkodą poza sytuacją punktową?

Mieliśmy serię problemów wewnętrznych – może nie było aż tak źle, jak to przedstawiały media, jednak jeden za drugim nie skakał w ogień. Dało się zauważyć wyraźny podział w szatni na Polaków i obcokrajowców. Udało się doprowadzić do stanu, gdzie zespół funkcjonował normalnie, jednak nie ma co ukrywać – nie było wielkiej chemii. Na dodatek nasi rywale w walce o utrzymanie, czyli Górnik Zabrze i Wisła Kraków do momentu zapewnienia sobie pozostania w lidze na wiosnę punktowały bardzo dobrze.

Portal “Weszło” prowadzi cykl niewydrukowana tabela. Według niej Arka powinna się utrzymać w lidze. Czy odczuł pan gwizdanie na niekorzyść swojej drużyny?

W okresie kiedy ja jestem trenerem, była chyba tylko jedna kontrowersyjna sytuacja – rzut karny w doliczonym czasie w moim pierwszym meczu w Derbach Trójmiasta. Jednak ja mogę mówić, że była kontrowersja, ale też prawda jest taka, że mieliśmy piłkę na nodze i mogliśmy ją wybić, więc mogliśmy mieć pretensje sami do siebie. Generalnie nie uważam, żeby sędziowie nas krzywdzili, według mnie problemy były gdzie indziej.

Ogólnie chyba szkoda tego meczu.

Na pewno szkoda, prowadziliśmy dwa razy i straciliśmy głupią bramkę na 3:3, ponieważ źle się ustawiliśmy. Nie chciałbym już jednak do tego wracać.

Przechodząc już do spraw bieżących – zaczęliście bardzo dobrze i dajecie jasny sygnał, że po roku chcecie wrócić do Ekstraklasy.

Spokojnie, takie mocne deklaracje jeszcze nie padły. Jeżeli będzie okazja, to oczywiście będziemy chcieli ją wykorzystać, jednak trzeba pamiętać, że tych zmian w klubie było bardzo dużo. Jak to zwykle bywa, po spadku dochodzi do masowych odejść i tak też było tym razem. Odeszło 17 zawodników, a przyszło 14, więc można mówić o małej rewolucji. Na szczęście 90% tej kadry była z nami od początku okresu przygotowawczego, więc można było spokojnie popracować. Do tego dochodzi sprawa przygotowania do sezonu – oczywiście cieszyliśmy się, że możemy w ogóle grać sparingi, jednak brakowało trochę meczów kontrolnych z wyżej notowanymi przeciwnikami. Generalnie wydaje mi się, że w trakcie sezonu będą jeszcze wychodziły mankamenty, jak chociażby w ostatnim meczu z Puszczą, gdzie rywale bardzo wysoko zawiesili poprzeczkę.

Są jednak rzeczy, z których może być pan zadowolony, jak liczba strzelonych bramek.

Rzeczywiście stwarzamy sporo sytuacji i strzelamy dużo bramek. Cieszę się, że pod tym względem mamy przewagę nad naszymi przeciwnikami, ale zdajemy sobie sprawę, że rywale też mieli swoje okazje, czyli wciąż mamy nad czym pracować.

Na pewno może też pan być zadowolony z Juliusza Letniowskiego. Czy spodziewał się Pan, że 22-latek tak wystrzeli z formą?

Na pewno od początku wiedziałem, że to będzie duże wzmocnienie dla zespołu, gdyż chciałem go ściągnąć już do Jagiellonii. Wtedy jednak bardziej przekonał go Lech. Jak widać, po jakimś czasie nasze drogi się zeszły. Bardzo szybko podjęliśmy jego temat, bo wiedzieliśmy, jak dużą wartość prezentuje ten piłkarz i chcieliśmy koniecznie ściągnąć go do Arki. Wracając do pana pytania – mimo wszystko pięć bramek w trzech meczach w jego wykonaniu jest dla mnie małą niespodzianką, bo przecież jest to pomocnik. Trzeba jednak pamiętać, że to dopiero początek sezonu i wiem, że może zabrzmi to dziwnie, ale uważam, że jego stać na jeszcze lepszą grę. Oczywiście teraz dużo strzela, ale ja z nim często rozmawiam i wie, że musi parę rzeczy poprawić.

Na przykład musi popracować trochę nad chłodną głową, ponieważ w ostatnim meczu osłabił was dwoma głupimi faulami.

Nie wyciągałbym takich wniosków, bo to był pierwszy taki mecz w jego wykonaniu. Nie przypominam sobie żadnego meczu w Bytovii, w którym tak by się zachował. Faktycznie głowa nie wytrzymała, bo to były zupełnie niepotrzebne faule w środkowej strefie boiska, ale takie rzeczy też uczą. Julek to chłopak inteligentny i myślę, że to już się nie powtórzy.

Kolejny zawodnik, o którego chciałem się spytać, to Bartosz Kwiecień. Wydaje się, że to kolejny piłkarz z Pana polecenia.

Dokładnie, muszę tutaj powiedzieć, że w Arce jesteśmy wyjątkowo zgodni co do transferów. Często jest tak, że trener chce jakiegoś zawodnika, a góra kręci nosem. Tutaj mamy zupełnie inną sytuację i bardzo dobrze dogadujemy się w kwestii ruchów transferowych. Jeśli chodzi o samego Bartka – nie było łatwo go ściągnąć, ponieważ chciał grać w Ekstraklasie. Nakreśliłem mu jednak plan na jego osobę i na pewno pomogło, że znamy się z Jagiellonii. Uważam, że gdyby nie problemy zdrowotne, to miałby o wiele więcej spotkań w Ekstraklasie. Jestem jednak przekonany, że jeszcze nie powiedział w piłce ostatniego słowa, ponieważ oprócz umiejętności piłkarskich ma też odpowiedni charakter do sportu.

A czy Arka zakończyła już okienko transferowe?

Na pewno staramy się pozyskać nowego młodzieżowca, bo Dawid Markiewicz odniósł kontuzję i tak naprawdę zostajemy z Mateuszem Młyńskim, więc mamy niewielki wybór.

Jeśli chodzi o Młyńskiego, mówiło się ostatnio sporo o jego odejściu do Wisły Kraków. Czy był taki temat?

Słyszałem, że było zainteresowanie ze strony kilku klubów, jednak jak widać te oferty nie były satysfakcjonujące dla właścicieli, bo Mateusz został z nami. Trzeba jednak pamiętać, że okienko jest jeszcze otwarte i różne rzeczy mogą się wydarzyć. Jednak na dzisiaj Mateusz zostaje w Arce.

Porozmawialiśmy chwilę o wzmocnieniach, to teraz chciałem się dopytać o ubytki. Odejście którego piłkarza było dla Pana najbardziej bolesne? Marko Vejinovicia, Michała Nalepy, Pavelsa Steinborsa czy może kogoś innego?

Akurat kiedy ja prowadziłem zespół, to Marko borykał się z kontuzjami, więc z mojej perspektywy ciężko mówić o osłabieniu względem końcówki sezonu. Na pewno w większym stopniu bolesne było odejście Pavelsa czy Michała, ale to jest naturalna kolej rzeczy. Generalnie tak jest, że wyróżniający się piłkarza ze spadkowiczów zmieniają kluby na lepsze. Podobnie było, kiedy prowadziłem Jagiellonię – pozyskaliśmy Juana Camarę ze spadającej Miedzi Legnica. Nie ma co rozpaczać, dla mnie też ważne jest, że kilku charakternych zawodników zostało w tej drużynie, jak Adam Danch czy Adam Marciniak.

Na koniec chciałem spytać o kwestie logistyczne – w pierwszej lidze mamy 2 drużyny na północy Stomil Olsztyn i właśnie Arkę Gdynia. Cała reszta ekip znajduje się na południu. Czy uważa Pan, że te odległości mogą stanowić kłopot?

Nie ma się co oszukiwać – na pewno jest to problem. Jest różnica, kiedy kilkanaście godzin na wyjazd jedzie się trzy razy w sezonie, a kiedy szesnaście. Największy problem jest, kiedy gramy mecze co trzy dni, ponieważ wtedy piłkarze właściwie nie mają czasu na regenerację. Jeszcze tak nam się terminarz ułożył, że mamy dwa maratony meczów co trzy dni i na sześć meczów gramy cztery na wyjeździe. Staramy się o tym jednak nie rozmawiać w szatni. Poza mamy świadomość, że tym klub też robi wszystko, żeby ten komfort podróży był jak największy.

ROZMAWIAŁ: JULIUSZ SŁABOŃSKI

500PLN
GRAMGRUBO
GRAMGRUBO