“Jesteśmy w stanie wyjść krótkimi podaniami i ominąć pressing (…) To lepsze niż granie długiej piłki” [WYWIAD]
16.12.2020

Sensacyjny lider z Polkowic to jedno, ale w II lidze jest jeszcze inna ekipa, która zrobiła wyniki ponad stan. W ubiegłym sezonie Skra Częstochowa do końca broniła się przed spadkiem. Tymczasem po jesieni mniej znany klub spod Jasnej Góry jest w strefie barażowej, a jego gra w piłkę była niejednokrotnie chwalona. Spora w tym zasługa trenera Marka Gołębiewskiego, który od sierpnia pełni funkcje pierwszego szkoleniowca.

  • Jaki cel miał przed sezonem?
  • Sposób gry
  • Jak pracować w sztabie z dwoma równorzędnymi trenerami?
  • Filozofia gry
  • Cele na przyszłość
  • Wychowankowie Escoli

Przeczytajcie wywiad z trenerem debiutującym na II-ligowych boiskach, którego wcześniej kibice mogli znać z pracy w Escoli Varsovia!

***

Piąte miejsce w tabeli, posiadanie najlepszego strzelca ligi to zadowalający wynik po pierwszej rundzie na szczeblu centralnym dla Pana?

Jak najbardziej, gdyż zadanie jakie postawił przede mną zarząd to było przede wszystkim utrzymanie. Na ten moment wszystko idzie po naszej myśli i tak naprawdę brakuje nam kilku zwycięstw do osiągnięcia celu. Na wiosnę jednak będziemy chcieli udowodnić sobie, że jesteśmy w stanie zakończyć jak najwyżej w tabeli.

Kamil Wojtyra okazał się objawieniem tej rundy. Gdy widzieliśmy go na pierwszych treningach, widać było jego potencjał i bardzo dobre przygotowanie. Tylko patrzeć jak zaraz nam wyfrunie do lepszej ligi.

Druga liga czymś zaskoczyła?

Nie! Jeszcze jako zawodnik miałem styczność z poziomem centralny, więc wiedziałem czego się spodziewać. Czułem, że to będzie siłowa liga, w której zespoły grają bardzo kunktatorsko i pilnują wyniku. Niektóre zespoły próbują grać w piłkę, inne bardzo głęboko w defensywie. Wiedziałem o co chodzi z tym wszystkim i razem ze sztabem analizowaliśmy każdego rywala. 28 punktów na koniec, zatem wyszło bardzo dobrze.

Przeciwnicy grali bardzo kunktatorsko i tutaj nasuwa się od razu pewien paradoks. Cztery z siedmiu porażek Skry, to mecze z drużynami będącymi na dole tabeli. To efekt tego zderzenia waszego sposobu gry i rywali nastawionych głównie na kontry?

Po części jest w tym trochę prawdy, jeżeli prowadzisz grę i nie ustrzegasz się błędów w ataku pozycyjnym, tak to później wygląda. Mam na myśli mecze z Hutnikiem, Lechem II czy Olimpią Elbląg. Z kolei spotkanie z Błękitnymi było zupełnie inne. Tam nie dało się grać w piłę. My i gospodarze nie mogliśmy grać, jak chcemy, gdyż boisko nie nadawało się do tego dla jednych i drugich. Poza tym mecz był bardzo nudny i słaby w naszym wykonaniu.

Wygrywamy na wyjazdach z Gieksą, Chojniczanką czy Bytovią, a później są wpadki z dołem tabeli. Liga jest bardzo wyrównana – z teoretycznie słabszymi nie potrafiliśmy punktować, ale bilans wyszedł na zero i odrobiliśmy to na lepszych.

Patrząc na kilka spotkań Skry pierwsze, co się rzuca to budowanie akcji krótkimi podaniami. Rozmawiałem z Januszem Niedźwiedziem, który też preferuje ten sposób rozpoczynania akcji, ale nadal nie wszyscy temu hołdują. Mimo że to pierwszy sygnał tego, że ktoś ma jakiś ambitniejszy plan niż długa piłka od bramkarza na walkę.

Wszystko wynika z filozofii trenera. Trener Niedźwiedź i ja chcemy budować akcję od własnej bramki. Uczę tego zawodnika, żeby wiedzieli, gdzie mają się ustawić – w jakim sektorze. Ważne jest też, kto i gdzie powinien zbiegać po piłkę, jak się rotować na pozycjach itd.

Byłem bardzo długo w akademii Escoli Varsovii. Tam mieliśmy bardzo dobrego nauczyciela Wojciecha Stawowego, który wpajał nam tę filozofię, która zawsze była mi bliska i staram się ją przełożyć na mój zespół. Na pewno dzisiaj Skra jest innym zespołem niż rok temu, gdyż trener Paweł Ściebura grał w innej filozofii, a ja w innej. Wykorzystujemy ten przepis z możliwością rozpoczęcia wewnątrz pola karnego, ale pewnie i bez niego byśmy grali od bramki. Może w innym ustawieniu, ale jeżeli jesteśmy w stanie wyjść krótkimi podaniami i ominąć pressing, to też jest atrakcyjne dla kibiców. Znacznie lepsze niż granie długiej piłki – albo się uda, albo nie uda. Wolę minimalizować ryzyko straty piłki i grać przede wszystkimi krótkimi podaniami. To moja filozofia, którą zawodnicy zaakceptowali i polubili. Były może trzy, cztery mecze, w których nie mieliśmy większego posiadania piłki od przeciwnika, na co też bardzo zwracam uwagę.

U was też charakterystyczne jest to, że po piłkę na piąty metr schodzi zawodnik ze środka pomocy.

Dokładnie chodzi o gracza z pozycji numer 6. U mnie w zespole ta pozycja jest najważniejsza. Tam powinien grać ktoś bardzo inteligentny, dobry piłkarsko, umiejący rozegrać piłkę i ją odebrać. Mózg drużyny, schodzący często między stoperów i bardzo dużo jest takich rozwiązań, gdy znajduje się pomiędzy środkowymi obrońcami.

Patrząc na stoperów Skry, duże wrażenie robi Adam Mesjasz i jego lewa noga. Wyprowadzenie piłki, jak na ten poziom rozgrywek, naprawdę bardzo dobre, czego brakuje w wielu ekipach.

Szczerze Adam Mesjasz jest zawodnikiem na wyższą ligę, jak Kamil Wojtyra czy kilku innych piłkarzy. Adam ma ogromny atut w postaci warunków fizycznych, bardzo dobrej lewej nogi i wprowadzenia piłki. Potrafi grać celnie średnim i dłuższym podaniem na wolne pole za obrońców. Tak samo jak Mariusz Holik, który jest prawonożny i też daje sobie radę we wprowadzaniu piłki. Jeśli dodamy do tego Karola Noiszewskiego, mamy trójkę solidnych graczy, którzy chcą grać w piłkę i potrafią to robić.

Mówi Pan o tej chęci gry w piłkę. To chyba jest kluczowe dla trenera. Czytając wywiady z Panem i odwołując się – kolejny raz – do rozmowy z Januszem Niedźwiedziem, trzeba patrzeć na stan posiadania, a nie tylko, co chcemy zrobić.

Zgoda! Jeśli widzi się w szatni zawodników, którzy są kreatywni, dobrze wyszkoleni technicznie i chcą grać w piłkę, mi nie pozostało nic innego jak pokazać, w jaki sposób chce budować akcje. Oni to wykorzystali. Mówiliśmy o trójce, a dodajmy do tego Piotra Noconia, Adama Olejnika czy Maćka Kazimierowicza i kompletnego napastnika. Tworzy się fajny zespół, który wysoko skończył, ale nie powiedział jeszcze ostatniego słowa w lidze!

Wspomniał Pan o trójce budującej akcje z tyłu, ze schodzącym Karolem Noiszewskim. Jednak ciekawą rzecz zauważył trener Daniel Wojtasz wrzucając na Twittera rotacje w bocznym sektorze boiska pomiędzy obrońcami a skrzydłowymi.

Mamy kilka wariantów, o których nie chce dokładnie mówić, bo wiadomo, że wszyscy analizują i słuchają. Ten jest jednym z używanych w ataku pozycyjnym. Trzeba jednak wiedzieć, kiedy robić taką rotację, żeby to nie poszło na marne. Zawodnik musi być cały czas w ruchu, grać na ściankę i mieć możliwość zrobienia tego.

Warunki boiskowe są takie same zawsze dla obu ekip, ale czy rozmiary boiska na stadionie Skry mają wpływ na waszą grę? Niewiele tam miejsca…

Ma wpływ i to negatywny. Bywały spotkania, jak to z Olimpią Elbląg, gdy rywal bronił się całym zespołem i nie mogliśmy szybko przetransportować piłki z jednej strony na drugą. Sztuczne boisko ma to do siebie, że piłka zwalnia.

Wolałbym grać na trawie naturalnej i równej, ale mamy takie warunki, jakie mamy i nie możemy narzekać. Tak jak w Stargardzie, o którym mówiłem, że boisko było bardzo złe, ale dla obu ekip. Zawsze powtarzam, drużyna chcąca grać w piłkę będzie zadowolona z dobrze przygotowanej płyty. Dla ekipy, która chce tylko wybijać i przeszkadzać atutem będzie boisko krótsze, węższe i nierówne.

Pracuje Pan w Skrze Częstochowa, gdzie presja – choćby poprzez cele postawione – wydaje się być znacznie mniejsza. Czy może to być atut pod kątem komfortu pracy? Np. w porównaniu do GKS-u Kataowice, Motoru czy innych klubów, gdzie oczekiwania są większe?

Presja to przede wszystkim pieniądze. Mamy najmniejszy budżet w II lidze, więc nikt nie może od nas wymagać cudów. Jeśli natomiast masz budżet na poziomie 16 milionów złotych, tak jak niektóre zespoły z czołówki, na pewno presja jest. Kibice wymagają więcej od zawodnika, który zarabia 14 tysięcy niż od tego, co ma 3-4 tysiące pensji. Presja tworzy się sama poprzez pryzmat zarobków. Historia klubu też robi swoje. GKS jest zasłużonym klubem dla polskiej piłki i jest ciśnienie na awans, który mam nadzieję, że uda im się zrobić.

Może właśnie dlatego takie kluby jak Skra, Górnik Polkowice mają nieco łatwiej. Nikt od nich nie oczekuje dużo i mogą pokazać futbol skuteczny, a przy okazji efektowny. To ostatnie – wiadomo – zależy od trenera.

U nas jest większa presja ze strony zarządu niż kibiców, bo tych jest mniej. Jednak każdy trener, zawodnik chce się pokazać z jak najlepszej strony i narzuca sobie wewnętrzną presję. Z tą zewnętrzną nie zawsze jest na plus. Kibice w wielu miejscach bardzo chcą wyników, awansu, ale działa to czasami w drugą stronę.

Może jest trochę łatwiej funkcjonować w takim klubie jak Skra, ale presja wewnętrzna, motywacja jest bardzo silna i myślimy, żeby grać jak najlepiej.

Pracował Pan wiele lat w Escoli. Mimo że były to najstarsze grupy młodzieżowe, jednak różnica pomiędzy szkoleniem a grą w seniorach jest. Pytanie gdzie najwięcej tych różnic?

Różnice są ogromne. Przede wszystkim w sferze mentalnej, gdy pracujesz z młodym chłopakiem a seniorem mającym na utrzymaniu rodzinę, dzieci i swoje kłopoty życiowe. Proces treningowy jest już podobny, choćby jeśli chodzi o formę taktyczną. Tyle że obciążenia u juniorów a seniorów to dwa różne światy. W seniorach pracujesz na wynik i nikogo nie obchodzi styl i sposób zdobycia punktów. Masz wygrać, bo każdy zarabia pieniądze i chce się z tego utrzymać. W piłce młodzieżowej ważny jest wynik, ale ten odłożony w czasie – wyszkolenie dobrego zawodnika.

Ponadto kwestie organizacyjne. W Escoli miałem jednego asystenta, w Skrze już pięciu.

Gdzieś jest łatwiej?

W juniorach jest na pewno mniejsza presja na wynik. Jeżeli masz cel wychować dwóch, trzech zawodników, wynik schodzi na drugi plan. W seniorach nikogo nie interesuje czy ty kogoś wychowasz. Masz awansować/utrzymać się. Można grać pięknie i przegrać 0:1.

W Escoli kilku zawodników udało się wychować. Nazwiska poszły w świat!

Pracowałem z kilkoma tymi zawodnikami, ale nie tylko ja. Najbardziej znane postacie to: Marcin Bułka, Żan Luk Leban w Evertonie. Titas Milasius w Wiśle Płock, Filip Laskowski w Podbeskidziu, Kelechukwu w ŁKS-ie. Jest jeszcze kilku graczy ciekawych w IV lidze, którzy powoli przebijają się do większej piłki, jak choćby Fryderyk Gerbowski będący w rezerwach Wisły Płock.

Pracował Pan wspólnie z Markiem Brzozowskim przy jednym zespole jako.. równorzędni trenerzy.

To był mój pomysł. Trener Brzozowski awansował do CLJ ze swoją drużyną rocznika 2000, ale przez przepis PZPN-u likwidujący ten rocznik w najstarszej kategorii wiekowej de facto zaczęli grać zawodnicy z rocznika 2001, których ja prowadziłem w CLJ U17. Zaproponowałem trenerowi Stawowemu, żebyśmy obaj byli równoprawnymi szkoleniowcami. Trwało to pół roku, później trener Brzozowski odszedł do trzecioligowego Świtu Nowy Dwór Mazowiecki i zostałem sam.

Trener powinien być liderem. Jak wyglądało zatem dzielenie ról?

Trener Stawowy zaproponował taki podział, że przez jeden mikrocykl bardziej widoczny będę ja w treningu, a w kolejnym trener Brzozowski. Z Markiem bardzo dobrze się dogadujemy do dzisiaj. To było przedsięwzięcie niecodzienne, ale dobrze funkcjonujące.

W takim przypadku określony model gry był na wagę złota, o którym słychać w Escoli.

Filozofia i model gry był narzucony przez trenera Stawowego. Bardzo pilnował tych aspektów taktycznych, widocznych obecnie w grze ŁKS-u. Jeśli jest podobna filozofia, łatwiej dogadać się trenerom, a my mieliśmy bardzo spójną wizję, jak mają nasze ekipy grać. Nie było żadnego kłopotu z grą.

Każdy trener ma swoje cele zawodowe. Liczy się “tu i teraz” czy jest określony plan, choćby pod kątem daty na debiut w Ekstraklasie?

Przede wszystkim moja przygoda przebiega, póki co, według moich wzorców. Była praca w juniorach, później IV liga przez cztery lata, teraz jestem w II lidze. Osiągnęliśmy jakiś wynik, który nie pozostał bez echa w Polsce. Mam nadzieję, że będę piął się w hierarchii trenerów w kraju, gdyż jestem ambitnym człowiekiem. Zrobiłem kurs UEFA Pro i chce iść dalej. Wszystko jednak zweryfikuje boisko i rynek. Na pewno dobrą pracą każdy trener się obroni, a uważam, że w Polsce jest wielu dobrych trenerów. Każdy dostanie swoją szansę, kwestia tylko czy ją będzie potrafił wykorzystać.

Dobra gra Skry może być przepustką do tego, by ruszyć dalej.

Mam nadzieję, że tak będzie. Jakieś drobne zapytania już są. Kontrakt w Skrze mam do końca sezonu, a jeśli utrzymam zespół, zostanie przedłużony o kolejny rok. Nie mówię, że już się utrzymaliśmy, ale jeśli się uda, to mam przynajmniej 1,5 roku pracy na szczeblu centralny. Piłka nożna jest jednak tak przewrotną dyscypliną, że nie można odlatywać, tylko twardo stąpać po ziemi.

Celem utrzymanie, ale będąc na piątym miejscu trudno nie spojrzeć nad siebie, w górę tabeli.

Cały czas powtarzam zawodnikom, że każdy kolejny mecz jest dla nas najważniejszy. Być może dzięki tej prostej zasadzie jesteśmy tak wysoko. Gdybyśmy mieli cały czas myśleć o utrzymaniu lub awansie, pewnie by nas paraliżowała taka wewnętrzna presja. Myślę, że zdrowe podejście do sprawy i zagrać kolejny dobry mecz będzie nam przyświecało do końca. W połowie czerwca spojrzymy w tabelę i będziemy martwić się, co z tym fantem zrobić. Czy to będzie walka o awans, baraże czy cokolwiek innego, to już inna sprawa.

Obok was jest większy “brat”, który może być jakimś wzorem. Raków niedawno był na waszym miejscu w II lidze.

Wszystko się zgadza, tylko nie zapominajmy o najważniejszym. W Skrze jest pomysł na zespół i akademię, tylko pozostają kwestie finansowe. Miasto z tego, co mi wiadomo, nie pomaga ani Rakowowi, ani Skrze. Kluczowi są drobni i więksi sponsorzy. Przed nimi chylę czoła, gdyż w dobie pandemii wiele firm ma spore kłopoty, ale cały czas starają się pomagać.

Jeśli będą pieniądze i chęci, może coś z tego wyjdzie fajnego. Potrzebne są jednak chęci, gdyż było wiele przykładów w historii polskiej piłki, gdy kluby awansowały, a później miały duże kłopoty. Trzeba mierzyć siły na zamiary. Finansowo i sportowo. W Częstochowie póki co buduje się stadion, więc najpierw sprawy organizacyjne. Później przyjdzie pora myśleć o czymś więcej.

500PLN
GRAMGRUBO
GRAMGRUBO