Chwalić czy ganić? Oceny po meczu Węgry-Polska

Mecz Węgry-Polska już za nami i czas zadać pytanie – czy to był dobry mecz dla “Biało-Czerwonych”? Chociaż oczywiście można się doszukiwać pozytywów, przez większą część spotkania było po prostu tragicznie. Dlatego trzeba nazwać sprawy po imieniu – trzy stracone bramki w Budapeszcie i 0:2 do przerwy to nie powinien być satysfakcjonujący wynik dla podopiecznych Paulo Sousy.

***

Wojciech Szczęsny 2/10 – po wybiciu piłki głową mogliśmy mieć flashbacki z meczu z Senegalem podczas Mundialu 2018, chociaż tym razem wyszło to lepiej. Może przy pierwszym golu obrona też nieco “pomogła” rywalom, aczkolwiek potem jeszcze zaliczył kilka niepewnych zachowań. Poza tym – no cóż, trudno przyznawać bramkarzowi tracącego trzy gole wysoką ocenę. Tym bardziej, że często grał niepewnie. Na plus jedynie można mu zaliczyć skuteczność podań do kolegów z zespołu, ale tych zalet powinno być więcej. Występ poniżej oczekiwań.

Arkadiusz Reca 2/10 – piłkarz Crotone w tym spotkaniu był jednym z najsłbaszych ogniw. W większości sytuacji był źle ustawiony, często notował straty – również na własnej połowie. Nie wnosił w ciągu meczu do gry reprezentacji zbyt wiele – czy to z tyłu, czy z przodu. Chociaż miał swoje przebłyski – miał udział w pierwszej bramce Polaków. Patrząc jednak na jego kontakty z piłką mogliśmy sobie głównie zadawać pytanie – może teraz się uda? W końcu kilka razy miał trochę miejsca do rozegrania piłki. Nie wyszło.

Michał Helik 2/10 – debiutant w kadrze Paulo Sousy w tym meczu zaliczył falstart. Wiele razy był spóźniony. Węgrzy zauważyli, że w powietrzu może być trudnym przeciwnikiem, dlatego ogrywali go szybkością i boiskowym sprytem. Widać było, że piłkarz nie miał doświadczenia w grze z Janem Bednarkiem i Bartoszem Bereszyńskim – nie rozumiał się z nimi na boisku. Kilka razy można było go poklepać po plecach za waleczność, ale to wszystko.

Jan Bednarek 2/10 – piłkarz Southampton sprawiał wrażenie, jakby na niego zaspał – dosłownie. Efektem był pierwszy gol dla Węgier, gdzie stoper reprezentacji nie zatrzymał zmierzającego do oddania strzału Rolanda Sallaia. I to nie był jedyny przypadek jego niepewności w defensywie, aczkolwiek najbardziej znaczący. Na plus można mu zaliczyć skuteczność podań w wyprowadzaniu piłki, ale na tym koniec.

Bartosz Bereszyński 3/10 – w pierwszej połowie zaliczył kilka dobrych podań do przodu z obrony, a w drugiej zanotował asystę. Gdy jednak musiał wrócić na środek pola, widać było, że nie czuje się z tym najlepiej. Z jednej strony wygrał większość pojedynków na prawej stronie, z drugiej – pod własną bramką był często niepewny. Na minus jednak trzeba mu zaliczyć zachowanie przed trzecim golem dla Węgier. Bez taryfy ulgowej.

Piotr Zieliński 4/10 – Paulo Sousa mógł liczyć na to, że piłkarz Napoli weźmie na siebie ciężar gry. Nie można mu odmówić zaangażowania w ofensywę, jednak – szczególnie w pierwszej połowie – podjął wiele nieudanych decyzji. Na plus należy mu jednak zaliczyć asystę przy trafieniu Kamila Jóźwiaka.

Jakub Moder 3/10 – na początku spotkania przydawał się w przechodzeniu z linii obrony do pomocy. Gdy jednak trzeba było wyjść bardziej do przodu, piłkarz Brighton popełniał błędy i niecelnie zagrywał do kolegów. Zresztą to właśnie on stracił piłkę w sytuacji, po której Węgrzy otworzyli wynik.

Grzegorz Krychowiak 5/10 – jeden z najlepszych piłkarzy na boisku w szeregach reprezentacji Polski. Początkowo trudno było dostrzec, jakie zadania przydzielił mu Paulo Sousa, ale przez 90 minut grał dosyć stabilnie. Liczby również przemawiają na jego korzyść – 91% celnych podań, 6/9 wygranych pojedynków. W dodatku to właśnie on był często obiektem ataków rywali, czego dowodem są trzy faule na nim. Piłkarz Lokomotiwu po tym meczu może sobie dopisać mały plusik.

Sebastian Szymański 2/10 – portale statystyczne oceniły go dość dobrze – może z powodu licznych kontaktów z piłką. Trudno jednak pochwalić go za jakąkolwiek inwencję w ten mecz. Potrafił czasem ograć rywala, ale co z tego, skoro chwilę potem tracił piłkę. Wpływ na grę ofensywną? Prawdę mówiąc, żaden. Może gdyby rzadziej tracił piłkę, miałby szansę coś ugrać. Można było jednak odnieść wrażenie, jakby nie do końca znał swoją rolę na boisku. Może Paulo Sousa powinien go ustawić bardziej w środku aniżeli na prawej stronie?

Robert Lewandowski 5/10 – kapitan reprezentacji Polski zasłużył na pewno na pochwały za to, że w pierwszej połowie potrafił cofnąć się do drugiej linii, żeby pomóc kolegom z zespołu. Z kolei w drugiej części strzelił gola, ustalającego wynik meczu na 3:3. Sporo z jego zagrań okazało się jednak niecelnymi, a tylko jeden strzał w światło bramki na pewno nie powinien być dla niego powodem do dumy. Chociaż robił, co mógł.

Arkadiusz Milik 2/10 – oddał najwięcej strzałów z całej polskiej kadry, czyli trzy. Wszystkie jednak były niecelne i w żaden sposób nie miały szans na to, by zaskoczyć Petera Gulacsiego. Większość jego kontaktów z piłką kończyła się stratami. Nie był tak powstrzymywany, jak Robert Lewandowski, ale nie potrafił znaleźć miejsca do gry – mógł co najwyżej szukać miejsca do strzału, co – jak widać – też mu nie wyszło.

Kamil Glik 5/10 – można powiedzieć, że wprowadzenie go na boisko w 58. minucie było bardzo dobrą decyzją Paulo Sousy. Piłkarz Benevento dodał pewności kolegom w grze defensywnej – może to brzmi jak frazes, ale to właściwe określenie do zmiany w grze po wejściu doświadczonego stopera. Spójrzmy choćby na to, że piłkarz tylko dwa razy stracił piłkę po wejściu na boisko. Jak widać, wciąż jest bardzo potrzebny polskiej kadrze.

Krzysztof Piątek 5/10 – może nie miał zbyt wielu okazji, a sam nie brylował na boisku. Koniec końców, to jednak on zdobył pierwszą bramkę dla Polski, za co należą mu się pochwały. Poza tym, dobrze sobie radził w pojedynkach główkowych z rywalami. Trudno jednak powiedzieć coś więcej na temat jego postawy w całym meczu ze względu na rzadkie kontakty z piłką.

Kamil Jóźwiak 6/10 – wpuszczenie go na boisko okazało się dobrym ruchem ze strony Paulo Sousy. Owszem, zdobył gola wyrównującego na 2:2, ale nie można mieć do jego gry większych zastrzeżeń. Po wejściu na boisko był mniej pasywny niż Sebastian Szymański, kilka razy potrafił zagrać piłkę do przodu, co patrząc na postawę Polaków w pierwszej połowie, było dużym osiągnięciem. Było dobrze, chociaż nie wiadomo, jak by się spisał, gdyby grał od początku.

Maciej Rybus, Kamil Grosicki – grali za krótko, by ocenić

200PLN
GRAMGRUBO
GRAMGRUBO