LaLiga nadal na samym końcu efektywnego czasu gry
17.08.2022

Coraz głośniej mówi się o ewentualnych zmianach w piłce nożnej pod kątem liczby rozegranych minut. Regulaminowe 90 minut to czysta teoria, zwłaszcza w kontekście LaLiga. Hiszpanie mają coraz większy kłopot z efektywnym czasem gry.

W pierwszej kolejce mecze średnio trwały nieco ponad 99 minut, z czego efektywny czas gry wynosił 52,5 minuty. Najlepiej pod tym kątem było w spotkaniu Almerii z Realem Madryt, gdzie było około 58 minut efektywnego czasu gry. Na drugim biegunie z kolei spotkanie Betisu z Elche. Tam gracze obu klubów grali w piłkę przez ledwie 48 minut. Zważywszy na doliczony czas gry w pierwszej i drugiej części spotkania, można mówić o mniej niż połowie czasu!

To niestety efekt nawarstwienia się wielu czynników. Wielu fauli, a także stylu prowadzenia meczów przez sędziów oraz stylu gry wielu ekip. Wybijanie piłki, przerywanie to do niedawna było nie do pomyślenia. Dzisiaj coraz częściej stosowana praktyka przez wielu trenerów w Hiszpanii. Ciekawe statystyki przytoczył Fran Martinez na Twitterze. Hiszpański statystyk obliczył, że mecze musiałyby trwać 170 minut i 21 sekund, żeby obejrzeć 90 minut efektywnej gry w LaLiga! Trudno sobie wyobrazić spotkania trwające niemal trzy godziny, ale taka jest rzeczywistość. Dodatkowo Fran Martinez przedstawił statystyki z minionego weekendu. Siedem z trzynastu najczęściej faulujących klubów z lig TOP5, to byli przedstawiciele LaLiga. W tym gronie znalazły się cztery włoskie ekipy oraz po jednej z Bundesligi i Ligue1. Warto dodać, że pierwszy angielski klub był na… 30. miejscu!

Będą więcej doliczać

Nie ma wątpliwości, że to coraz poważniejszy kłopot dla ligi. Negatywnie wpływa na odbiór ligi w mediach, ale przede wszystkim wśród kibiców. Fani chcieliby mieć więcej “piłki w piłce”, tymczasem dostają coraz więcej cyrku, któremu hołduje wielu szkoleniowców i piłkarzy, notorycznie szukających możliwości przerwania gry. Jak podał hiszpański AS, sędziowie mają nakazane by wszelkie przerwy w grze skrupulatnie doliczać. Jednak nawet to nie gwarantuje “odrobienia” straconego czasu. Za przykład podano mecz Barcelony z Rayo, gdzie łącznie arbiter doliczył dziewięć minut. W tym czasie jednak było wiele przerw w grze, Sergio Busquets wyleciał z boiska, a ponadto była przerwa na sprawdzanie gola Radamela Falcao, którego ostatecznie arbiter anulował.