Ewolucja, nie rewolucja, czyli na co stać Newcastle?
28.08.2022

Informacje o przejęciu Newcastle przez saudyjskich szejków z pewnością mocno oddziaływały na kibicowską wyobraźnię. Wielu spodziewało się, że lada chwila “Sroki” sięgnął po gwiazdy największego formatu i włączą się do walki o czołowe miejsca w Premier League. W klubie zdecydowano się jednak obrać inną drogę. Owszem, wydano sporo na nowe nabytki, jednak o żadnej rewolucji nie może być mowy. 

Spokojna zima

Wszystko wskazuje na to, że przebudowa Newcastle przebiega zgodnie z planem. Od momentu przejęcia klubu przez saudyjskich szejków, na St James’ Park ściągnięto już 10 nowych piłkarzy, za których zapłacono w sumie nieco ponad 260 milionów euro. Należy jednak wspomnieć, że kwotę tę mocno wywindował w ostatnim czasie transfer Alexandra Isaka, który kosztował “Sroki” aż 70 milionów euro. Isak jest również pierwszym zawodnikiem, za którego klub znad rzeki Tyne zapłacił przeszło 50 milionów.

Przebudowę rozpoczęto spokojnie i postawiono na piłkarzy, którzy zasługują na zaszczytne miano solidnych ligowców. Chris Wood, Joe Willock, Dan Burn czy Matt Target to zawodnicy, którzy nie oddziaływują zbyt mocno na kibicowską wyobraźnię, ale trudno odmówić im talentu, doświadczenia czy notowanych liczb. Przejawem ambicji nowych właścicieli Newcastle były w zimie transfery Kierana Trippiera i Bruno Guimaraesa. Ci dwaj zawodnicy zdecydowanie wyróżniali się wśród pozostałych transferów. Ten pierwszy to bardzo doświadczony piłkarz Atletico Madryt, a drugi to wciąż młody, podstawowy piłkarz Lyonu. Obaj dobrze sprawdzili się w nowych barwach.

Już zimą zdecydowano się także oddać lub wypożyczyć piłkarzy, z którymi nie wiązano w Newcastle zbyt wielkich nadziei. Z klubu odeszli Yoshinori Muto, Christian Atsu, Florian Lejuene, Andy Carroll i Henri Saivet, a na wypożyczenie udali się Freddie Woodman, Jeff Hendrick, Matty Longstaff czy Rodrigo Vilca.

Praca wykonana w zimowym oknie transferowym może robić wrażenie. Zasilono skład zawodnikami, którzy wpisywali się w filozofię Eddiego Howe’a, a ponadto mogli wnieść do zespołu nową jakość. Nie zdecydowano się nas żadne szalone ruchy, a dodatkowo udało się zwolnić nieco miejsca, pozwalając odejść piłkarzom, którzy nie pasowali do koncepcji nowego Newcastle.

Isak symbolem ambicji “Srok”

Latem również nie zdecydowano się wywracać wszystkiego do góry nogami. Klub opuścili tylko Dwight Gayle i Freddie Woodman,  którzy nie znaleźli uznania w oczach szkoleniowca “Srok”. Na wypożyczenie udali się natomiast Isaac Hayden, Jeff Hendrick i Cieran Clark, czyli zawodnicy, których sprzedaż okazała się niemożliwa. Wydaje się także, że Hayden niekoniecznie powiedział jeszcze ostatnie słowo, jeśli chodzi o występy w barwach Newcastle i nie jest bez szans, by po powrocie z wypożyczenia powalczyć o swoją szansę, tym bardziej, że z klubem łączy go kontrakt wygasający dopiero w 2026 roku.

Strategia transferowa Newcastle wydaje się póki co dość przejrzysta. Klub sięga po wyróżniających się piłkarzy drużyn z dolnej połowy tabeli Premier League. Sprowadzeni tego lata Nick Pope czy Matt Target udowodnili swoje umiejętności podczas pobytu w Burnley i Aston Villi. Poszukując zawodników w Anglii, “Sroki” stawiają raczej na zawodników doświadczonych. Jedynym wyjątkiem pozostaje transfer 21-letniego Joe Willocka, za którego zapłacono Arsenałowi aż 29 mln euro.

Oprócz tego najczęściej przebiega to wobec schematu – piłkarzy doświadczonych pozyskujemy z Anglii, natomiast młodych talentów poszukujemy za granicą. W to wszystko wpisują się także ruchy z udziałem Svena Batmana i Alexandra Isaka. Poza granicami Wielkiej Brytanii klub jest również skory inwestować nieco większe środki i w ten oto sposób za Botmana “Sroki” zapłaciły prawie 40 mln euro, natomiast za Isaka 70 mln euro.

Newcastle buduje skład, który przewyższa swoim potencjałem zespoły, które w ubiegłych latach potrafiły zakręcić się w okolicach miejsc gwarantujących udział w europejskich pucharach. Po sprowadzeniu Isaka drużyna ma też napastnika z prawdziwego zdarzenia, który powinien regularnie dostarczać kolejne gole. Trudno powiedzieć czy na ten moment jest to drużyna zdolna do walki o TOP 4. Na pewno, biorąc pod uwagę niedawne wzmocnienia, jest to jednak zespół, który na pewno stać na nawiązanie walki z klubami TOP 6. Początek sezonu pokazuje zresztą, że, zarówno czołowa czwórka, jak i czołowa szóstka mogą nie być tak hermetyczne, jak bywało to w przeszłości.