Wisła Kraków – budowa przyszłego mistrza Polski? Albo chociaż 1. ligi?

Pytanie zadane w tytule może wydawać się odrealnione, ale mistrzostwo kraju to nie będzie cel „Białej Gwiazdy” w przyszłym sezonie, ani za dwa lata, ani w kolejnych sezonach. To meta długofalowego projektu stworzonego przez Jarosława Królewskiego. Prezes krakowskiego klubu z każdym kolejnym miesiącem zdobywa nowe doświadczenie, które, być może, zaprocentuje w tym sezonie awansem do PKO BP Ekstraklasy, a w kolejnych latach Wisła będzie już tylko rosła.
Wisła Kraków – pierwsze chwile po spadku
Wstęp chcielibyśmy poświęcić działaniom prezesa lidera Betclic 1. Ligi, które mają zaprowadzić Wisłę jeszcze wyżej. Chodzi o podejmowanie decyzji czasem… wbrew opinii innych. Testowanie różnych rozwiązań, które nie zawsze przynoszą oczekiwany, pozytywny efekt. Należy wspomnieć o jednej istotnej rzeczy – budowanie czegokolwiek w klubie z ogromną bazą kibicowską jest z jednej strony piękną sprawą, bo czuć wsparcie od fanów itd. Do momentu aż drużynie powinie się noga albo gdy zespół potrzebuje natychmiast dobrego wyniku.
Wtedy staje się przekleństwem.
Przykładami takich drużyn spoza polskich boisk są niemieckie Schalke oraz HSV. Jedni jeszcze nie wygrzebali się z drugiej ligi, drugim udało się to dopiero kilka miesięcy temu – w obu przypadkach jest wspólny mianownik – brak utrzymania długofalowej strategii, bo w 2. Bundeslidze w tych klubach trenerzy zmieniali się średnio co rok, sporo transferów podczas okienek transferowych oraz olbrzymia, większa niż ma Wisła, baza kibicowska. Trudno wprowadzić coś na dłuższą metę, bo przy jednym niepowodzeniu od razu pojawiają się pomruki niezadowolenia ze strony tysięcy fanów, a jak jest gorsza passa, to presja ze strony miłośników klubu jest tak duża, że właściciele jej ulegają i podejmują pochopne decyzje.
W Krakowie jest tak tylko częściowo – Królewski wielokrotnie „robił swoje”, podczas gdy kibice krzyczeli coś innego. Przykładów jest mnóstwo – brak zwolnienia Radosława Sobolewskiego, zrezygnowanie z Kazimierza Moskala, korzystanie ze sztucznej inteligencji wzbudziło kontrowersje i też zwiększyło liczbę jego przeciwników. A udzielanie się na Twitterze/X (czasem w sposób, który nie przystoi właścicielowi klubu) w połączeniu z „dziwnymi” publikacjami konta klubu na portalu dolewało tylko oliwy do ognia zirytowanych brakiem dobrych rezultatów kibiców. Wieczne tłumaczenia typu „będziemy walczyć” też nie pomagały.
To chyba Kasia wrzuciła. pic.twitter.com/IaHsL7Axxk
— Adam (@AdamW1906) February 24, 2024
Ale wszystko jest po coś. Nie myli się tylko ten, co nikt nie robi, a Wisła to jest dla Królewskiego taki poligon doświadczalny – celem jest najpierw awans, a potem stabilizacja na poziomie PKO BP Ekstraklasy. Wszystkiemu ma pomóc AI oraz zbiór danych zgromadzonych na przestrzeni ostatnich lat. Akcje takie jak ankieta dot. cen biletów czy powyższa „Kasia z Marsa” to były błędy, podobnie jak wiele nietrafionych decyzji transferowych, ale każda z tych małych rzeczy czegoś prezesa „Białej Gwiazdy” nauczyła. I nie tylko jego, ale i jego kolegów, którzy pomagają mu w zarządzaniu klubem.
Świat idzie do przodu, technologia także, dlatego Wisła ma olbrzymi atut w postaci Królewskiego, który stara się je wdrażać w życie. Począwszy od błahych rzeczy takich jak aplikacja biletowa czy subskrypcje, skończywszy na bardziej zaawansowanych takich jak obszerny zbiór danych o każdym piłkarzu, który ułatwia wykrycie potencjalnego przeciążenia oraz program, który weryfikuje przydatność danego zawodnika do drużyny. Takie systemy nie dadzą 100% gwarancji, ale mogą zwiększyć szanse powodzenia. To jednocześnie spora przewaga, ale i momentami kula u nogi Wisły.
Sprawdzony pomysł na grę
Też można podać kilka przykładów odnośnie do tego programu – Radosław Sobolewski był bardzo wysoko przez niego oceniany, jednak wyniki nie były idealne i aktualny selekcjoner reprezentacji do lat 18 opuścił ostatecznie klub, zostawiając go w środku tabeli. Tamas Kiss także nie okazał się trafionym transferem, także ze względu na problemy mentalne, których sztuczna inteligencja nie jest w stanie wychwycić, gdy analizuje wyłącznie ruchy po boisku. Z drugiej strony program pozytywnie zweryfikował Mariusza Jopa (na podstawie jego pracy w rezerwach). Nowe nabytki Wisły w trwającym okienku transferowym zapewne też zostały sprawdzone pod kątem analitycznych danych.
Nawet jeśli niekoniecznie albo nie wszystkie, to kibiców „Białej Gwiazdy” może cieszyć inna ważna rzecz. Drużyna wie, co chce grać, w jaki sposób, i jacy wykonawcy są do tego potrzebni. Znowu przykład – prawa obrona. Przed sezonem był tam Bartosz Jaroch, który miał jasno określone zadanie – koncentrować się raczej na grze w obronie i współtworzyć tercet stoperów, gdy Wisła jest w posiadaniu piłki. Było to spowodowane niewielką skutecznością wrzutek 30-latka w porównaniu do dobrze dysponowanego pod polem karnym rywala Rafała Mikulca – autora pięciu goli i pięciu asyst w 2024/25.
Mikulec i Jaroch są poza kadrą ze względu na problemy zdrowotne, natomiast system gry na bokach obrony się nie zmienił. Na lewej stronie jest Jakub Krzyżanowski, który świetnie podłącza się do akcji ofensywnych – gdy Wisła ma piłkę, to jest praktycznie skrzydłowym w ustawieniu 1-3-2-4-1, a dowodem tego jest asysta przy bramce Angela Rodado na 1:0 ze Śląskiem Wrocław. Prawym obrońcą jest Julian Lelieveld – zawodnik, który został sprowadzony, bo idealnie pasuje do tego, co chce grać Mariusz Jop. Skupienie się na defensywie, okazjonalne podłączanie się do akcji ofensywnych (tak jak w końcówce meczu z GKS-em Tychy).
Środek obrony ma tworzyć dwóch zawodników o odmiennych cechach – dobrze gra nogami oraz wysoki i silny. Rolę tego drugiego idealnie sprawuje Wiktor Biedrzycki – trochę zapalnik, trochę tykająca bomba, ale on nie ma rozgrywać – on ma grać do najbliższego i wygrywać pojedynki powietrzne, co robi i we własnym polu karnym, i w szesnastce rywala, mając dwa gole w tym sezonie. Obrońcami grającymi piłkami są Darijo Grujcić oraz Mariusz Kutwa – obaj zawodnicy napędzają akcje drużyny albo bardzo dokładnymi przerzutami, albo płaskimi mocnymi zagraniami do przodu.
Progres Wisły
Podobnie zbalansowany jest środek pola – rosły i fenomenalny w odbiorze Marc Carbo oraz młodziutki, wybiegany oraz kreatywny Kacper Duda. Dodajemy do tego przebojowy kwartet ofensywny, który także bardzo dobrze radzi sobie w pressingu (szczególnie Julius Ertlthaler, który biega tak jakby miał motorek w spodenkach) i mamy przepis na sukces. Bo jak inaczej nazwać średnią punktową 2,08 po 37 meczach za kadencji Mariusza Jopa?!
Od nieszczęsnego spotkania w Legnicy z trzykrotnym obiciem obramowania Wisła rozegrała 17 spotkań ligowych – bilans jest rewelacyjny 14 zwycięstw, jeden remis z Bruk-Betem Termaliką Nieciecza, gdzie o wyniku zadecydowały błędy indywidualne oraz dwie porażki u siebie – 1:3 z Wisłą Płock i ta feralna 0:1 z Miedzią w półfinale baraży. Nawet jak człowiek pochyli się głębiej nad spotkaniem z „Miedzianką”, to zauważy wiele podobnych schematów, które obserwujemy co tydzień w trwającym sezonie. Tam zadecydowała jednak skuteczność oraz gol życia Michaela Kostki.
Tu dochodzimy do kolejnych dwóch wątków – pozycji bramkarza oraz przemiany „Białej Gwiazdy” jeśli chodzi o skuteczność. Wątki powiązane, bo w ostatnich miesiącach były często poruszane w kontekście przyczyn niepowodzeń Wisły. Jeśli chodzi o golkiperów, to krakowianie mają w czym wybierać – Anton Cziczkan, Kamil Broda oraz Patryk Letkiewicz są solidni w skali ligi, ale wielu kibiców przekonania do nich nie ma. Forma Białorusina jest zagadką, Letkiewicz w poprzednim sezonie popełnił trochę błędów, które kosztowały klub utratę punktów (ale też uratował kilka razy Wisłę, np. piękną interwencją w meczu wyjazdowym z Wartą, za którą zresztą otrzymał nagrodę), dlatego we wszystkich meczach sezonu wystąpił do tej pory Kamil Broda.
Tylko, że Broda ma dwie główne wady – nie jest pewny przy wychodzeniu do wrzutek oraz przeciętnie, żeby nie napisać słabo, gra nogami. Przez tę pierwszą cechę wielu kibiców Wisły chciało wyrywać sobie włosy z głowy w Tychach, drugą było widać w dwóch meczach domowych „Białej Gwiazdy” – z Pogonią Grodzisk Mazowiecki często wybijał piłki na aut, a ze Śląskiem nie trafił czysto w piłkę, po czym wyszła na rzut rożny. Szczególnie ta druga niedoskonałość boli Mariusza Jopa, bo ten chce, żeby Wisła często grała krótkimi podaniami od bramki, a trzeba się liczyć z tym, że 24-latek od czasu do czasu zawiedzie.
Proszę nie odbierać tego akapitu jako krytykę Brody. To tylko stwierdzenie faktu, że nie jest idealny w tym aspekcie gry, ale poza tym ma na koncie kilka udanych parad (tak jak z Pogonią Grodzisk Mazowiecki) i to on wygląda najsłabiej z wyjściowego składu, ponieważ jego koledzy prezentują aż tak dobry poziom. Przy okazji warto wspomnieć też o jednej rzeczy – stabilizacji podstawowej jedenastki – porównując składy z meczów w Mielcu i ze Śląskiem, zauważymy jedynie cztery zmiany.
Brak Łukasza Zwolińskiego (odszedł do Turcji), w jego miejsce pojawił się Carbo, który wracał po problemach zdrowotnych. Kontuzjowanego Jarocha z konieczności na prawej stronie zastąpił Lelieveld, a na lewym skrzydle za Sukiennickiego wszedł Duarte, który wreszcie „odpalił”, szczególnie z ŁKS-em. Do tego jeszcze należy dorzucić Grujcicia, który zmienił Kutwę, ale młody stoper Wisły nie wystąpił ze Śląskiem ze względu na drobny uraz. Pytanie tylko, czy wróci do składu, skoro austriacki obrońca rozegrał bardzo dobre spotkanie przeciwko ekipie z Wrocławia.
Matko Boska Zwoliński 😳🤯 skoro takie coś potrafią piłkarze w 1. lidze, to co potrafią w Ekstraklasie?! pic.twitter.com/ZKrqsajQKJ
— Przemek Langier (@plangier) November 22, 2024
Kluczowe zmiany taktyczne
Skuteczność – tu nastąpiła olbrzymia poprawa względem ubiegłych rozgrywek. W sezonie 2024/25 Wisła powinna strzelić 10 goli więcej niż miała faktycznie, a teraz po sześciu ligowych kolejkach Betclic 1. Ligi krakowianie mają 28 goli przy xG 15,5. Z czego to wynika? Piłkarze oczywiście trenują schematy wykorzystywania akcji podbramkowych, ale też przede wszystkim gracze „Białej Gwiazdy” dochodzą do lepszych sytuacji – średnie xG/strzał wzrosło o ponad 50% względem poprzedniego roku. Bramki też padają z mniej prawdopodobnych miejsc, jak strzał Igbekeme w okienko.
To z kolei skutek sposobu gry Wisły – teraz zespół Mariusza Jopa nie klepie bezmyślnie piłki po obwodzie, zamykając rywala w szesnastce, a po stracie zawsze pressuje rywala, tylko gra bardziej bezpośrednio (więcej dalekich podań do przodu), a ponadto potrafi wciągnąć rywala na własną połowę. Dzięki rozpoczynaniu gry od własnej bramki, grając po ziemi oraz ustawionej na własnej połowie linii obrony – podczas konstruowania ataków krakowianie zyskują więcej przestrzeni przed i w polu karnym, bo drużyna rywali jest bardziej rozciągnięta na szerokości boiska.
Mariusz Jop w tym sezonie w Wiśle Kraków 👇 #WISŚLĄ pic.twitter.com/tRFyHbUOsX
— ev0ka (@ev0ka_) August 24, 2025
Ponadto możemy zaobserwować więcej obrazków, gdy Wisła jest ustawiona w niskim pressingu i czeka na to, co zaoferuje przeciwnik. Rywal się odkrywa, więc kiedy uda się przejąć piłkę, jest sporo miejsca na połowie rywala, co „Biała Gwiazda” wykorzystuje. Co ważne, krakowianie grają jeszcze szybciej niż w poprzednich sezonach, dzięki temu tej przestrzeni na boisku jest jeszcze więcej. A taki snajper jak Angel Rodado czy inni piłkarze z dużymi umiejętnościami indywidualnymi w skali ligi wiedzą jak tę przestrzeń spożytkować. Jak ktoś strzela 10 goli w sześciu meczach, to musi być kozakiem.
Ponadto progres nastąpił jeśli chodzi o wykonywanie rzutów rożnych – „Biała Gwiazda” częściej dochodzi do sytuacji strzeleckich po SFG. Wydawało się, że fani będą tęsknić za centrami ze stojącej piłki Marko Poletanovicia, a Julius Ertlthaler doskonale wszedł w jego buty. Biedrzycki ma już dwa gole. Ciekawe, ile uzbiera na koniec? Wynik 7-8 jak na stopera byłby fenomenalny.
„Spektakularny sukces” albo „spektakularna porażka”
Podsumowując – Wisła miała na siebie pomysł w sezonie 2024/25. Mariusz Jop dokładnie analizował, co działa, dlaczego tak jest itp. itd. i już pod koniec rundy wiosennej wdrażał pomysł w życie. Pomysł opierający na wykorzystaniu atutów poszczególnych zawodników, pomysły na stworzenie dogodniejszych warunkom piłkarzy na kreowanie sytuacji poprzez stwarzanie przestrzeni za pomocą drobnych zabiegów takich jak np. krótkie wprowadzanie piłki do gry. Ponadto wyciągnięto wnioski z poprzednich, nieudanych transferów i teraz dobierani są gracze z doświadczeniem w lepszych ligach, którzy nie byli niechciani i pasują do tego, co chce grać „Biała Gwiazda”.
Skracając to jeszcze bardziej – wystarczyło wziąć dobrego trenera, który, widząc jakich ma piłkarzy, dobierze odpowiednią taktykę i są efekty.
Brzmi prosto, prawda?
Znajdźcie teraz w tych licznych artykułach jeden, który poruszy także wątek licznych błędów, niepowodzeń, krytyki Jarosława Królewskiego, sztabu i piłkarzy. To wszystko dzisiaj owocuje i zaowocuje awansem do PKO BP Ekstraklasy, bo Wisła prezentuje wreszcie odpowiedni poziom, by tego dokonać. Piłkarze cieszą się grą, cieszą się, że im wychodzi. Angel Rodado jako kapitan poklepuje innych za udane akcje. A jak nie w tym roku? To byłaby tragedia, ale i kolejny bagaż doświadczeń. W Krakowie są na to gotowi – wystarczy przepisać poniższy wpis prezesa klubu, który niech będzie puentą tego artykułu.
Po dłuższym namyśle stwierdziłem, że odniosę się szerzej do nagrania @cwiakala dotyczącego @WislaKrakowSA 🔵⚪️🔴 – bo dotyczy ono zjawiska znacznie większego niż sama rywalizacja sportowa.
❗️Czy w tym sezonie przyjdą porażki, może nawet w najbliższym czasie? Zapewne tak.
‼️Czy… pic.twitter.com/j6gdhvPcEh— Jarosław Królewski (@jarokrolewski) August 26, 2025
Fot. PressFocus