Kasperczak: Przepis o młodzieżowcu to kpiny. Głośno się z tego śmieję

Głośno się śmieję z przepisu o młodzieżowcu. To są kpiny. Wszyscy się podniecają, że gra jeden młodzieżowiec, czego nie rozumiem. Polityka zarządzania w klubach, jak i PZPN jest absurdalna. W Wiśle teraz grają sami młodzieżowcy i te wyniki właśnie z tego powodu są dramatyczne. Młodzieżowcy są jeszcze nieprzygotowani, co oznacza, że szkolenie w polskich klubach stoi pod znakiem zapytania – powiedział nam były trener Wisły Kraków, Henryk Kaperczak.

Z 73-letnim szkoleniowcem porozmawialiśmy jeszcze na wiele innych tematów takich jak: zarządzanie w klubach afrykańskich, zadłużenie w Wiśle, do którego nie powinno dojść, oraz o tym, czy Kasperczak podjąłby jeszcze pracę w klubie albo reprezentacji. Rzecz jasna powspominaliśmy stare czasy, w których mecze Legii z Wisłą były największymi klasykami w polskiej piłce. 

Jak pan wspomina starcia z Legią jako trener Wisły?

Legia zawsze była drużyną szczególnie trudną w Warszawie. Po każdym zwycięstwie miałem ogromną satysfakcję.

Kluczem do zwycięstw nad Wisłą było przekonanie zawodników, że ten mecz jest ważniejszy czy podchodzili do nich, jak do każdego innego?

Jeżeli chodzi o motywację zawodników podczas meczów z Legią, zawsze była większa. To w końcu czołówka, klub z wielkimi tradycjami. Te mecze dla nas były ciut ważniejsze, gdy prowadziłem Wisłę w pierwszej połowie dekady. Mieliśmy silną drużynę, która walczyła o zwycięstwo ze wszystkimi przeciwnikami.

Pod pana wodzą rozwinęła się wtedy cała generacja reprezentantów Polski. Tomasz Frankowski, Maciej Żurawski, Kamil Kosowski, Marcin Baszczyński…

Jeszcze Głowacki, Szymkowiak, było ich trochę. Był to zdecydowanie inny okres niż teraz. Wtedy w lidze grali prawie sami Polacy. W tym najlepszym czasie Wisły było tylko dwóch obcokrajowców – Kalu Uche i bramkarz Angelo Hugues. Przez dobre wyniki wyrobili sobie silną pozycję, by grać w reprezentacji.

Dziś w ekstraklasie często jest tak, że 80% zawodników to piłkarze zagraniczni, a jedynie 20% to zawodnicy z Polski. I co tu więcej mówić.

Jak pan przychodził do Wisły później, było więcej piłkarzy z zagranicy.

Zdecydowanie więcej. Zaczęła się ta polityka sportowa, która okazała się bolesna dla polskiej piłki. Dziś reprezentacja składa się tylko z zawodników grających za granicą.

Uważa pan, że przepis o młodzieżowcu może jakoś pomóc w zwiększeniu liczby polskich piłkarzy w lidze?

Głośno się śmieję z przepisu o młodzieżowcu. To są kpiny. Wszyscy się podniecają, że gra jeden młodzieżowiec, czego nie rozumiem. Polityka zarządzania w klubach, jak i PZPN jest absurdalna. W Wiśle teraz grają sami młodzieżowcy i te wyniki właśnie z tego powodu są dramatyczne. Młodzieżowcy są jeszcze nieprzygotowani, co oznacza, że szkolenie w polskich klubach stoi pod znakiem zapytania.

Byli piłkarze Legii, których pan chciał zobaczyć w swojej Wiśle?

Było ich kilku, ale się nigdy nad tym nie zastanawiałem. Trafiłem w Wiśle na okres, gdy miałem świetnych zawodników. Ale w Legii grał choćby Jóźwiak, który był świetnym zawodnikiem. Wtedy też w Legii grał Stanko Svitlica, który był bramkostrzelnym, bardzo interesującym środkowym napastnikiem. Miałem jednak Żurawskiego, Frankowskiego i Kuźbę, więc nad nim się nie zastanawiałem. Chociaż to był chłopak, który dla Legii zdobywał bramki w ważnych momentach.

Po odejściu pana z Wisły w 2004 roku pojawiły się plotki, że zostanie pan nowym trenerem Legii. Podobno doszło nawet do rozmów.

Nie rozmawiałem z nikim. Może i Legia mnie chciała, ale nikt z klubu nie prowadził ze mną rozmów.

Czym się różniły obie Wisły, które pan prowadził?

Posprzedawano dobrych zawodników, a ci, którzy przyszli w ich miejsce, okazali się słabsi. Później mieliśmy też pecha, trudniej było zdobyć wtedy mistrzostwo.

Pracował pan w wielu miejscach na świecie. Widział pan gdzieś, żeby mafia miała taką władzę w klubie, jak to było jakiś czas temu w Wiśle?

Pracowałem przez osiemnaście lat w klubach zawodowych we Francji i takich sytuacji nie miałem. Było to nie do pomyślenia. Zresztą nie było takiej możliwości. Była ustawa z 1901 roku, na mocy której samorządy wybierały zarząd, który był od nich uzależniony finansowo. Zaczynali rok od zera franków i z taką samą sumą kończyli. Nie można było zrobić żadnych długów, gdyż miasta to kontrolowały. Kibice nie mieli żadnego wpływu. Przychodzili na mecze, bo tylko taka była ich rola. Jak już natomiast powstało zawodowstwo, powstała komisja zarządzania finansowego i wszystkie kluby są sprawdzane trzy-cztery razy w roku. Sprawdzany jest ich budżet, czy nie ma deficytu.

Niech pan spojrzy, co zrobił Polski Związek Piłki Nożnej w stosunku do Wisły. Nic! A ten klub jeszcze sobie sprowadza zawodników. Jeśli mają taki dług, to skąd biorą na to pieniądze? Bo ktoś im pożyczył? Jak oni płacą za to wszystko? W tej chwili jest szesnaście tysięcy abonentów, żeby uratować klub, okej. Wisła powinna dostać zakaz sprowadzania kogokolwiek, dopóki ten dług nie zostanie uregulowany. A PZPN na to nie zareagował. To jest amatorstwo. Spółka akcyjna w klubie – i to ma być zawodowstwo? Klub nie ma żadnego wpływu na właściciela, a właściciel nie ponosi żadnej odpowiedzialności. Jak można nie kontrolować? Dług, który powstał w Wiśle nie powstał w jednym sezonie.

Tak, rósł przez kilka ostatnich lat.

To są sprawy, które zamydlają ludziom oczy. Ci co zarządzają są obojętni, nie ponoszą żadnej odpowiedzialności. Dziwne jest to wszystko.

A w Afryce mogłaby mieć miejsce sytuacja z Wisły?

Tam jest ta sama struktura, jeśli chodzi o rozgrywki, natomiast afrykański futbol działa na tej zasadzie, że dotacje na federacje idą bezpośrednio z państwa. Najwięcej trafia do pierwszej reprezentacji, bo to wizytówka kraju. Politycy w ten sposób zamykają usta ludziom, którzy żyją w biedzie. Poza środkami państwowymi, federacje są sponsorowane przez FIFA i CAF.

Z klubami jest jeszcze inaczej niż z reprezentacjami. Tam często pracują tak naprawdę za darmo. I stamtąd też najlepsi mogą trafić do Europy i zrobić wielkie kariery. Kluby rzadko dostają pieniądze od państwa, które tylko stwarza im warunki do gry, rozwijając infrastrukturę. Ich największą nadzieją jest awans do tamtejszej Ligi Mistrzów.

To prawda, że państwo miesza się do różnych decyzji tamtejszych federacji?

Państwo nie miesza się do federacji. W Afryce próbują, ale status członka FIFA skutecznie to blokuje. Żadnych ingerencji nie ma, nie może zawieszać drużyn. To jest siła międzynarodowych instytucji i politycy nie mogą się do tego mieszać

W Polsce było podobnie. Ilu komisarzy wchodziło do PZPN-u z polityki i szybko wychodzili, gdyż federacje międzynarodowe mogły taki związek zawiesić? Pamięta pan, jak dostaliśmy Mistrzostw Europy? Brałem udział w ym wszystkim. Szybko zostali odwieszeni wszyscy, federacja wybrała nowego prezesa. Odwołano Listkiewicza i sprawa zakończyła się bez wykluczenia Polski z rozgrywek międzynarodowych i nie odebrano nam Euro.

Chciałby pan wrócić na ławkę trenerską?

Gdy odszedłem dwa lata temu z Tunezji, byłem kandydatem do prowadzenia reprezentacji Algierii i Kamerunu, ale nic z tego nie wyszło. Wtedy bym się na to zdecydował, dzisiaj już raczej nie.

A do klubów?

To codzienna praca i ona jest dla trochę młodszych. Chociaż w moim wieku Jupp Heynckes zdobył mistrzostwo Niemiec, ale przyszedł tam po to, żeby załatać dziurę po poprzednim trenerze.

ROZMAWIAŁ: PRZEMYSŁAW CHLEBICKI

Fot. YouTube

3000PLN
Bonusu
GRAMGRUBO