100. gol Imaza, ale… tym razem już dla Jagiellonii. Pewna wygrana białostoczan z Lechią

W jednym z niedzielnych spotkań siódmej kolejki PKO BP Ekstraklasy Jagiellonia Białystok wygrała u siebie 2:0 z Lechią Gdańsk. „Duma Podlasia” wykorzystała słabą grę obrońców przeciwnika i zmniejszyła stratę do liderującej Wisły Płock do czterech oczek. Wydarzeniem meczu był jednak jubileusz Jesusa Imaza, który strzelił setnego gola w barwach klubu.
Starcie dwóch czołowych ofensyw
Jagiellonia Adriana Siemieńca przyzwyczaiła nas do miłej dla oka gry – białostoczanie stwarzają sobie sporo okazji, grają z polotem, a do tego bardzo dobrze punktują. W tym sezonie jest nie inaczej i to pomimo faktu, że mistrz Polski z 2024 roku stracił kilku zawodników z podstawowego składu. „Dumę Podlasia” opuścili m.in. Darko Churlinov, Adrian Dieguez, Enzo Ebosse, Michal Sacek, Mateusz Skrzypczak, Joao Moutinho oraz piłkarze, którzy uzupełniali szeroką kadrę „Jagi”, dzięki której udało się awansować do ćwierćfinału Ligi Konferencji i zakończyć sezon ligowy na podium.
Po tak licznych odejściach i równie dużej liczbie graczy przychodzących do zespołu kibice mieli obawy, czy tak dobrą kampanię uda się powtórzyć. Niepokój się zwiększył po wysokiej porażce w 1. kolejce przed własną publicznością z Bruk-Betem Termaliką Nieciecza. Beniaminek wygrał aż 4:0, ale od tamtej pory Jagiellonia była niepokonana – siedem zwycięstw i dwa remisy we wszystkich rozgrywkach, a także drugi z rzędu awans do fazy ligowej europejskich pucharów po zwycięstwach z serbskim Novim Pazarem, duńskim Silkeborgiem, a w miniony czwartek białostoczanie zremisowali w Albanii z Dinamem Tirana i przypieczętowali udział w tegorocznej edycji LK.
Lechia z kolei rozpoczęła sezon na debecie. Minus pięć punktów za nieprawidłowości finansowe to duży cios, szczególnie dla drużyny, która jest jednym z kandydatów do spadku, a przy walce o ligowy byt każde oczko jest na wagę złota. Dopiero tydzień temu gdańszczanie wyszli na zero – po remisach z Cracovią i Motorem udało im się pokonać Arkę Gdynia, co było dla nich pierwszym zwycięstwem w sezonie. Pół żartem, pół serio większym szokiem dla kibiców było chyba zachowanie czystego konta po aż 17 straconych golach w pięciu wcześniejszych meczach niż zwycięstwo z derbowym rywalem, z którym jeszcze nigdy na poziomie Ekstraklasy nie przegrali.
Niedługo po tym zwycięstwie Lechia ogłosiła nowy transfer. Na zasadzie wypożyczenia z angielskiego Bournemouth do Gdańska trafił 23-letni nowozelandzki bramkarz Alex Paulsen. Zawodnik był obecny na Polsat Plus Arenie i z trybun widział derbową wygraną 1:0 po golu innego nowego transferu – Dawida Kurminowskiego. To była 12. bramka zdobyta przez Lechię w trwającym sezonie – co ciekawe, przed rozpoczęciem 7. kolejki był to… najlepszy wynik w lidze. Jagiellonia strzeliła dwa gole mniej, ale za to strzela średnio najwięcej na mecz – 2,5 gola na spotkanie. Widząc te statystyki, można było oczekiwać dobrego, ofensywnego meczu na stadionie przy ul. Słonecznej.
W I połowie zadecydowała jakość
I tak faktycznie było – już w 4. minucie zobaczyliśmy pierwszy celny strzał. Przed własnym polem karnym piłkę stracił Dusan Stojinović, odebrał ją bardzo aktywny tego dnia Tomas Bobcek, który zagrał do Wiunnyka, lecz ten uderzył za słabo, by mógł pokonać Sławomira Abramowicza. Niedługo potem oglądaliśmy dwie dobre wrzutki białostoczan – obie z prawej strony, tam gdzie nie radzili sobie w obronie Matus Vojtko i Kacper Sezonienko – w 12. minucie do Imaza dograł Pozo, a chwilę potem to starszy z Hiszpanów dośrodkował na nogę Rallisa, ale w obu przypadkach piłka przeleciała wysoko nad poprzeczką bramki.
Nieco później Jagiellonia zaktywizowała także lewą flankę. Nią ruszył Oskar Pietuszewski, minął z łatwością Alvisa Jaunzemsa, ale jego strzał po rykoszecie minął lewy słupek bramki debiutującego tego dnia Paulsena. Chwilę po tej akcji z ciekawą kontrą ruszyli gdańszczanie – generalnie, w spotkaniu w Białymstoku Lechia stwarzała sobie szanse głównie po SFG, albo po kontrach takich jak ta z 26. minuty, gdy duet Bobcek-Wiunnyk znów rozmontował obronę „Jagi” (tym razem duet Stojinović – Vidal), ale Ukrainiec nie trafił w światło bramki, uderzając z linii 16. metra, nie mając przed sobą nikogo z rywali.
Jak mawia klasyk, niewykorzystane sytuacje lubią się mścić i niecałą minutę po golu cały stadion nucił Zenka Martyniuka. Norbert Wojtuszek kapitalnie dośrodkował piłkę, a jakże, z prawej strony boiska i perfekcyjny strzał głową oddał Rallis, który zdobył drugiego ligowego gola w sezonie, 1:0. Grecki napastnik zauważył, że dołączył do klubu nowy rywal w walce o wyjściowy skład – Youssouf Sylla i w drugim meczu z rzędu zdobył bramkę. Z drugiej strony jeżeli walczyłeś w powietrzu o piłkę z Diaczukiem, który stał z dwa metry obok, to jednak aż żal z takiej szansy nie skorzystać.
Dimitris Rallis pięknym strzałem głową dał prowadzenie Jagiellonii w meczu z Lechią! 🔝
📺 Transmisja meczu w CANAL+ SPORT 4 i w serwisie CANAL+: https://t.co/54KRMEj7C2 pic.twitter.com/hX5gw9Kj0G
— CANAL+ SPORT (@CANALPLUS_SPORT) August 31, 2025
Lechia mogła wyrównać w 37. minucie – dośrodkowanie „fałszem” Rifeta Kapicia zamknął strzałem głową Tomas Bobcek, który skierował piłkę pod poprzeczkę bramki „Jagi”, ale czujność w bramce zachował Abramowicz. W pierwszym kwadransie po golu Rallisa to właśnie gdańszczanie byli zespołem lepszym, ale to Jagiellonia podwyższyła prowadzenie. Nie zgadniecie, z której strony zbiegł do środka Alex Pozo przy akcji bramkowej. Oczywiście, że z prawej, ale tym razem to Elias Olsson nie upilnował przeciwnika, który potem zagrał na 15. metr przed bramkę, a tam huknął nie do obrony Jesus Imaz.
Alex Pozo ➡️ 𝐉𝐄𝐒𝐔𝐒 𝐈𝐌𝐀𝐙 ➡️ 𝐆𝐎𝐎𝐎𝐋! ⚽💥
Hiszpańska akcja Jagiellonii! 🇪🇸 Lepiej trafić się nie dało! 👌 Gospodarze prowadzą z Lechią 2:0!
📺 Transmisja meczu w CANAL+ SPORT 4 i w serwisie CANAL+: https://t.co/54KRMEj7C2 pic.twitter.com/zOL3s8nXw2
— CANAL+ SPORT (@CANALPLUS_SPORT) August 31, 2025
Jak strzelać gola nr 100 w barwach Jagiellonii, to tylko w taki sposób – kapitalne uderzenie, a piłka odbiła się jeszcze od poprzeczki. Po tym trafieniu Hiszpan podniósł koszulkę i podziękował wszystkim zawodnikom, którzy asystowali mu przy 99 wcześniejszych bramkach, co zresztą widać na „okładce” artykułu. Gdyby to była 12. minuta, to cały stadion skandowałby jednocześnie imię i nazwisko 34-latka, a nie brakowało wcale tak dużo, by to się ziściło, bo przecież wtedy Imaz też doszedł do sytuacji strzeleckiej, ale nie trafił. Zresztą pisaliśmy o tym z 360 słów temu.
Ostatnią szansę w I połowie miał Wiunnyk, który był dzisiaj jak typowy polityk podczas kampanii wyborczej – bardzo aktywny, ale potem nieskuteczny w działaniach. Ukrainiec oddał w pierwszej części spotkania aż trzy strzały – ten ostatni był najlepszy, bo po jego główce futbolówka minimalnie minęła bramkę Abramowicza. Ostatecznie do przerwy Jagiellonia prowadziła 2:0, ale to Lechia oddała więcej uderzeń, a xG w przypadku obu drużyn wyniosło po 0,51. Ale to jakość białostoczan i lepsza skuteczność zadecydowała o zaliczce gospodarzy.
Druga połowa spokojniejsza
Dla równowagi w drugiej części spotkania to prawa obrona Lechii spisywała się mizernie – sporo miejsca miał Oskar Pietuszewski, który najpierw oddał strzał, który wybronił Paulsen, a potem obsłużył Dawida Drachala, który został przyblokowany.
Na kolejną ciekawszą akcję musieliśmy poczekać do 67. minuty – Pozo dośrodkował z prawej strony, mający sporo miejsca Imaz główkował, ale skutecznie interweniował golkiper Lechii. Nieco później zobaczyliśmy dwa ciekawe rzuty wolne w wykonaniu piłkarzy obu drużyn. Strzelali Wdowik oraz Żelizko – ten pierwszy minimalnie chybił, a mocną próbę drugiego wybronił Abramowicz. W samej końcówce rozmiary porażki mógł zmniejszyć jeszcze Bobcek, ale w korzystnej sytuacji uderzył wprost w bramkarza.
Po liczbie słów i długości akapitów widać, która część spotkania była bardziej interesująca. Ostatecznie to Jagiellonia dopisała sobie kolejne trzy punkty i wskoczyła na ligowe podium, zrównując się punktami z Górnikiem, mając jednocześnie dwa mecze rozegrane mniej. Lechia z kolei po kolejnym niezłym meczu przegrywa przez bardzo słabą grę całej formacji defensywnej, no może poza bramkarzem, który nie miał nic do powiedzenia przy obu golach, i pozostaje na ostatniej lokacie z sześciopunktową stratą do bezpiecznego miejsca.
Fot. Canal+ Sport