Być jak Haaland. Białek szturmem podbija ekstraklasę
26.06.2020

W 2020 roku selekcjoner reprezentacji Polski nie posiada wielu powodów do zmartwień. Dobra forma Roberta Lewandowskiego, Arkadiusza Milika i odrodzenie Krzysztofa Piątka sprawiają, że Jerzy Brzęczek ma w kim wybierać w ofensywie. Już niebawem jego ból głowy może być jeszcze większy, ponieważ kariera Bartosza Białka rozwija się w niesamowitym tempie.

Piątek potwierdził, że można

Przypadek Krzysztofa Piątka kilkanaście miesięcy temu potwierdził, że droga z Polski do topowych europejskich lig nie jest tak wyboista, jak mogliśmy przypuszczać. „El Pistolero” po zaledwie dwóch udanych sezonach został zauważony przez skautów z Genoi. Po tym transferze jego kariera nabrała rozpędu. Czy podobną drogą podąży Bartosz Białek?

Dla młodego napastnika Zagłębia Lubin to tak naprawdę pierwsze miesiące gry w ekstraklasie. Na początku rozgrywek regularnie występował w drugim zespole na poziomie III ligi. W 14 spotkaniach trafił 4 bramki, więc mówiąc kolokwialnie – szału nie było. Mimo to Martin Savela postanowił podarować mu szansę i się nie zawiódł. 18-latek już w debiucie trafił do siatki, a łącznie ma na koncie już 8 goli. Jak na ten wiek wygląda to naprawdę nieźle.

Średnio trafia do siatki co 168 minut. Lepszą efektywność pod tym kątem ma Łukasz Zwoliński (gol co 94 minuty), Tomas Pekhart (99), Aleksander Buksa (105), Christian Gytkjaer (124), Flavio Paixao (125), Jose Kante (126). Z tym, że tacy gracze jak Zwoliński, Gytkjaer czy Paixao strzelają bądź strzelali rzuty karne. Przykładowo, pierwszy w tym rankingu w lidze Zwoliński zanotował podczas 471 minut pięć trafień, z czego dwukrotnie z jedenastu metrów. Z kolei, Paixao aż pięciokrotnie podchodził do wykonywania karnego.

Pomaga mu styl Saweli

Oczywiście w regularnych zdobyczach Bartosza Białka pomaga mu ofensywny styl gry „Miedziowych”. W rundzie zasadniczej tylko Legia (63) i Lech Poznań (55) zdobyli więcej bramek niż Zagłębie (49). Jak widać klub nie ma jakichkolwiek problemów z ofensywą. Gorzej to wygląda pod kątem defensywy, gdzie Zagłębie w podobnej klasyfikacji uplasowało się na piątym miejscu od końca.

Znalezienie się w grupie spadkowej to dla Białka jednak pozytyw. Rywalizacje ze słabszymi przeciwnikami na pewno pomogą mu w regularnym trafianiu do siatki, co tylko i wyłącznie podbije jego cenę. Potwierdził to już w drugim meczu przeciwko Arce, kiedy to wykorzystał zamieszanie obrońców z Gdyni i pewnie pokonał Steinborsa.

Patrząc na grę Bartosza mamy wrażenie, że doskonale odnajduje się w polu karnym. Przede wszystkim traktuje to miejsce jako swoje królestwo i ma nosa do tego, gdzie za chwilę spadnie piłka. Mimo to nie boi się także wyjść poza szesnastkę i chętnie walczy z obrońcami nieco dalej od bramki. Udowodnił to między innymi przeciwko Legii, kiedy Zagłębie zmuszone do gry długimi podaniami korzystało z walorów swojego napastnika, który był często faulowany przez Wieteskę oraz Astiza. Ostatecznie po jego trafieniu udało się pokonać obecnego lidera ekstraklasy.

Jak gol, to tylko z pola karnego

Analiza wszystkich jego bramek w ekstraklasie nasuwa podobne spostrzeżenia. 7/8 goli padło z pola karnego. Tylko przeciwko ŁKS-owi na początku marca trafił spoza tej granicy, ale wówczas sprezentował mu to swoim wyjściem Arkadiusz Malarz.

Poniekąd taki styl gry przypomina Erlinga Haalanda, który także w BVB prezentuje się dość jednowymiarowo, ale za to bardzo skutecznie. Norweg wszystkie 13 bramek w niemieckiej Bundeslidze zanotował właśnie z pola karnego.

– Nie chcę go za bardzo chwalić, ale Bartek ma wszystko. Jest silny, wysoki, ma dobre warunki fizyczne, dobrze radzi sobie z piłką przy nodze. I, co najważniejsze, ma wykończenie akcji na świetnym poziomie. Nie ma słabych cech. Przypomina mi trochę młodego Arkadiusza Milika, z którym miałem okazję pograć w Górniku Zabrze. Łączy ich to, że się nie boją. Bartek wszedł do treningów z pierwszym zespołem i od razu było widać, że nie przeraża go rywalizacja z zawodnikami starszymi o 10-15 lat. Kwestią czasu jest, kiedy on wyjedzie – opisał jakiś czas temu swojego kolegę z drużyny Bartosz Kopacz.

Przebić Jacha

Do tej pory najdroższym sprzedanym piłkarzem przez Zagłębie jest Jarosław Jach. Klub z Lubina otrzymał od Crystal Palace około 3 milionów euro. Czy taka kwota zadowoli jednak obecnego prezesa “Miedziowych”? W jednym z wywiadów Artur Jankowski potwierdził, że pojawiają się pewne zapytania i to tylko kwestia czasu aż dojdzie do transferu. Jednak także niejako wykluczył przenosiny do rywala z polskiej ligi, ponieważ obecnie zakup Białka wiąże się z wydatkiem rzędu kilku milionów euro. Legia może zatem obejść się smakiem i nie spodziewamy się podobnego scenariusza jak ze Sliszem.

– Tak, mamy ustaloną cenę. Zostało to poprzedzone analizą rynku, ale stworzone też na podstawie zapytań, które już mamy. Powiem tak: rynek dostał kwotę bazową na poziomie 6-8 milionów euro. Z ofertami na poziomie 1-2-3 miliony euro nie ma się co do nas zgłaszać.  Nie bójmy się w końcu rozmawiać o porządnych cenach za polskich piłkarzy. Przebiliśmy krajowy sufit sprzedając Slisza do Legii, Legia pewnie przebije rekord Ekstraklasy sprzedając Karbownika, ale i Białek ma tak duży potencjał, że spokojnie możemy mówić o kwocie, którą przed chwilą wymieniłem.

Według ostatnich doniesień, poczynania piłkarza obserwują dwa kluby z Bundesligi – konkretnie Schalke oraz Bayer. Póki co, te informacje nie zostały potwierdzone przez Jankowskiego, ale transfer ma rzekomo nie być zależny jedynie od kwoty. Zagłębie chce, aby to sam zawodnik dokonał ostatecznego wyboru i klub nie ma zamiaru wykłócać się o kilkaset euro, jeśli na przykład Białek nie byłby do danego kierunku przekonany. To oczywiście tylko teoria, a jak będzie w praktyce?

Jeszcze rok?

Z powyższych wypowiedzi wynika, że Białek nie pali się jeszcze do wyjazdu. Futbol to szalenie zmienny biznes i to co dzieję się dziś, jutro może być nieaktualne. Między innymi dlatego spekulacje, czy napastnik powinien pozostać na kolejny sezon w Polsce są niejako pozbawione logiki. Obecnie żadnego polskiego klubu zwyczajnie na niego nie stać, więc jedyną opcją pozostaje gra w Lubinie. Czy w taki sposób uda mu się jakkolwiek rozwinąć?

Trudno znaleźć w tej sytuacji złoty środek. W ostatnich latach snajperzy, którzy wyjeżdżali za granicę i utrzymywali się na szczycie, spędzali około dwóch lat w ekstraklasie. Najszybciej z trójki reprezentacyjnych napastników wyjechał Milik, który grał w Górniku Zabrze przez półtora sezonu. W pierwszym pełnym roku występów udało mu się zdobyć jedynie cztery bramki. Lewandowski z kolei czekał aż do drugiego sezonu, aby zdobyć tytuł króla strzelców i wyjechać z ligi na szczycie. Jak widać nie ma tu jednej, żelaznej zasady.

Wiedzą co robią

Nad karierą Białka czuwają eksperci. Agencja BMG-Sport w swoim portfolio posiadają zasób wielu polskich zawodników. Jej klientami są między innymi Piotr Zieliński, Kamil Grabara, Łukasz Piszczek, Paweł Wszołek, Patryk Dziczek czy Bartosz Kapustka. Wśród innych graczy nie brakuje także solidnych ligowców oraz młodych talentów, takich jak Jan Sobociński. Dodatkowo potrafili pokierować także karierą Adriana Mierzejewskiego, który raczej nie narzekał w ostatnich latach na swoje życie sportowe.

BMG jest zatem pewną alternatywą dla Mariusza Piekarskiego i jego UNIDOS oraz Fabryki Futbolu. Łącznie mają kontrakt z 500 piłkarzami. Na koncie mają jednak także nieudane transfery. Między innymi Bartosza Kapustki, który teraz płaci za brak pewnego spokoju. Czy jednak ówczesny nastolatek rzeczywiście miał autonomię, jeśli chodzi o tę decyzję? Z pewnością dużą rolę odegrali tutaj agenci, którzy musieli przekonać go do tego transferu. Jak się okazuje dziś – to był katastrofalny wybór.

Jaka zatem przyszłość czeka Białka? Kluczowe będą nadchodzące tygodnie. Nie mamy przekonania, że to odpowiedni moment na wyjazd. Futbol bywa jednak szalony i sytuacja tutaj zmienia się niczym w kalejdoskopie. Wszystko zależy zatem od tego, czy napastnik otrzyma tzw. ofertę życia. Jeśli tak, to najprawdopodobniej Bartosz rozgrywa ostatnie mecze na boiskach ekstraklasy.

500PLN
GRAMGRUBO
GRAMGRUBO