Marek Papszun: Dzisiaj mówienie o tym, że gonimy Legię nie ma żadnych podstaw

Marek Papszun to bez wątpienia jeden z polskich trenerów, którzy 2020 rok mogą zaliczyć do udanych. Szkoleniowiec Rakowa Częstochowa najpierw utrzymał zespół w ekstraklasie jeszcze na kilka kolejek przed końcem, a nowy sezon jego podopieczni rozpoczęli w znakomitym stylu. Po trzynastu kolejkach zespół zajmuje drugie miejsce w lidze, z największą liczbą zdobytych goli. W rozmowie dla “FutbolNews.pl” z trenerem Rakowa o wyzwaniach zespołu na przyszły rok, przyczynach dobrych wyników oraz możliwości powrotu drużyny do Częstochowy, który między innymi z powodu pandemii został odłożony w czasie.

***

Często mówi się o tym, że drugi sezon w najwyższej lidze często bywa trudniejszy dla zespołu niż pierwszy. Proszę powiedzieć, jak to wygląda z perspektywy trenera?

Poprzedni sezon był trudniejszy pod kątem realizacji celów, które mieliśmy dość wysokie jak na beniaminka. Dobrze wiemy, że beniaminkowie po awansie do ekstraklasy w ostatnich latach mieli bardzo duże trudności w lidze. Na pewno wtedy wyzwanie było większe. Po sezonie było nam już łatwiej, ze względu na to, że wiedzieliśmy jak to wszystko wygląda, ale poczyniliśmy nieco lepsze ruchy transferowe.

Nie mówię tutaj tylko o zawodnikach, ale przede wszystkim o wzmocnieniu pionu sportowego. Mam tutaj na myśli dyrektora sportowego Pawła Tomczyka i mojego pierwszego asystenta Goncalo Feio. Ci ludzie podnieśli jakość pracy i w dużej mierze to ich zasługa, że Raków jest tu, gdzie jest.

Czytałem niedawno o tym, że Raków nie poprzestaje na obecnym sztabie szkoleniowym, ale planuje go wzmocnić jeszcze zimą.

Kierunkiem, w którym dziś możemy zyskać jest czynnik ludzki, bo według mojej oceny na innych polach nie mamy szans z czołowymi drużynami w Polsce. Ani organizacyjnym, ani infrastrukturalnym, ani budżetowym.

Podczas konferencji prasowej po meczu z Jagiellonią przyznał pan, że porównania do Legii zakrawają o absurd, bo oba zespoły są z innego świata. 

Dzisiaj mówienie o tym, że gonimy Legię nie ma żadnych podstaw. Oczywiście to jest sport i będziemy w każdym meczu walczyć, żeby osiągnąć jak najlepszy wynik. Legia jednak jest na zdecydowanie innym poziomie organizacyjnym, infrastrukturalnym i budżetowym. My na dzień dzisiejszy nie mamy gdzie trenować, a Legia ma świetny ośrodek i bazę pod Warszawą. W tym aspekcie nie możemy się równać. Szczególnie, że każdy mecz tak naprawdę gramy na wyjeździe, bo wciąż “domowe” spotkania rozgrywamy w Bełchatowie. Trzeba na wszystko realnie patrzeć.

W zeszłym sezonie mówiłem, że utrzymanie będzie dla nas jak puchary. Teraz sytuacja jest zupełnie inna, bo znajdujemy się na innym miejscu. Dlatego nie możemy mówić, że mamy cel się utrzymać, tym bardziej, że jedna drużyna spada. Obecne cele są ambitniejsze i jesteśmy na pewno w innym miejscu niż w poprzednim sezonie. To nie jest jednak taki przeskok transferowy, jak miejsce w tabeli. Dlatego do wszystkiego trzeba podchodzić rozsądnie, ale piłka jest piękna, ponieważ jest nieprzewidywalna. I z tego chcielibyśmy skorzystać.

Odniosę się jeszcze raz do wypowiedzi po ostatnim meczu. Niektórzy twierdzą, że Raków mimo problemów organizacyjnych ma większy komfort sportowy, gdyż nie ma nacisku na miejsce w czołówce na koniec sezonu. Można się z tym zgodzić?

Myślę, że aż takiego komfortu nie ma, bo każdy prezes i właściciel przecież chce wygrywać. Często mówi się o tym, że tu jest stabilizacja, a ja długo pracuję w klubie. Trzeba jednak postawić sobie pytanie, co by było, gdyby nie było wyników i jak wyglądałaby sytuacja u nas, gdyby było tak jak w Bielsku-Białej. Odpowiedź jest prosta – wszystko musi się zazębiać i muszą być wyniki. Tak jak powiedziałem, czyli klub, też musi iść do przodu i wciąż się rozwijać, by osiągać jeszcze lepsze wyniki. Nie w tej chwili, bo uważam że obecnie są ponad stan, tylko w przyszłości.

Czyli trudno w tej chwili założyć cel w Rakowie, aby utrzymać dotychczasowe miejsce?

Ja nic nie zakładam. Może to jest wyświechtane sformułowanie, ale my się koncentrujemy na najbliższym meczu. W naszej sytuacji absurdalne byłoby, żebyśmy myśleli o tym, by wyprzedzić Legię w tabeli. Przede wszystkim musimy myśleć o tym, by jak najlepiej się rozwijać na wszystkich polach i przygotować się jak najlepiej do kolejnego spotkania.

Legia jest nie tylko faworytem, ale jest wręcz namaszczona na mistrza. Poza tym, jest też Lech oraz szereg innych drużyn, które mają aspiracje na puchary. Czyli Pogoń, Jagiellonia, Zagłębie, Śląsk, Lechia, Cracovia. To zresztą zespoły, które pod wieloma względami nas przerastają. Powinniśmy się cieszyć z tego, co zrobiliśmy do tej pory, ale też zdawać sobie sprawę z tego, ile jeszcze przed nami pracy.

Wspomniał pan już wcześniej o transferach, ale chciałbym trochę bardziej rozwinąć ten temat. Można powiedzieć, że 2020 rok jest niezwykle udany dla Rakowa pod tym względem. Większość piłkarzy się sprawdza na swój sposób i nie ma takich – kolokwialnie mówiąc – transferowych niewypałów, jak rok temu Bryan Nouvier czy Andrija Luković. Niedawno zresztą rozmawiałem z pana podopiecznym Vladislavsem Gutkovskisem, który przyznał, że pan od razu wie, jak pracować z konkretnymi piłkarzami, co daje ogromną różnicę.

Myślę, że jest w tym część prawdy, w tym co Gutek powiedział. Sam uważam się za coraz lepszego trenera – uczę się, rozwijam, ale też nabieram doświadczenia. Poprzedni sezon też był dla mnie nowością, musiałem do tej ligi się zaadoptować i dostosować w pewien sposób, ale kosztowało mnie to dużo pracy nad sobą. Myślę, że jestem lepszym trenerem niż w zeszłym sezonie, ale czynników głównych w tych aspektach upatrywałbym jednak we wzmocnieniach sztabu i pionu sportowego. Ci ludzie bardzo mi pomogli i bez nich nie zrobiłbym tak wiele. Dziś siłą Rakowa są ludzie, o których wcześniej wspomniałem, na czele z dyrektorem sportowym Pawłem Tomczykiem, pod którego okiem skauting w klubie mocno się rozwinął. Na innych polach mamy jednak dużo do poprawy.

Z jakimi problemami organizacyjnymi i infrastrukturalnymi, poza stadionem, zmaga się obecnie Raków?

Sprawy organizacyjne i infrastrukturalne sprawiają, że nie można zrobić progresu. Przede wszystkim trzeba mieć warsztat. Każdy rzemieślnik, bo można nas porównać do rzemieślników albo artystów – w zależności jak się na to patrzy, musi mieć miejsce do pracy i to jest jego podstawa. Organizacja w klubie jest szeroko pojęta, ale jest też związana z obszarem medycznym, a także odpowiednim zajęciem się zagranicznymi piłkarzami. Mamy też problemy z warunkami socjalnymi, co wydaje się błahostką, ale też jest ważne. Każdy pracownik musi mieć miejsce do pracy. Nie tylko piłkarz, ale od dyrektora po skauta wszyscy muszą mieć swoje miejsce. Można więc powiedzieć, że nie wszystko tutaj wygląda tak fajnie, jak pokazują wyniki.

Przejdźmy teraz do tematu stadionu – pandemia pokrzyżowała plany klubu związane z przyszłymi przenosinami. Chociaż Raków wrócił do ekstraklasy półtora roku temu to ekstraklasa nie do końca wróciła do Częstochowy. Można w tej chwili ocenić, kiedy pana zespół naprawdę zagra u siebie, czy jest to wciąż niewiadomą?

Miałem zapewnienia, że pierwszy mecz w nowym roku zagramy u siebie, a teraz już wiem, że tak nie będzie. Przyznam, że to też mnie martwi. Mówi się głównie o stadionie, ale nie mamy też miejsca odnowy biologicznej, co jest bardzo istotne. Żeby podejmować pierwsze obciążenia, trzeba mieć tryb regulacyjny na odpowiednim poziomie. Mamy deficyty, ale mam nadzieję, że wszystko będzie szło w dobrym kierunku. Tak jak wspomniałem, naszym kapitałem są ludzie i z tego korzystamy.

Można się spodziewać po Rakowie poważnych wzmocnień pierwszego zespołu w zimowym oknie transferowym?

Dwa-trzy ruchy chcielibyśmy zrobić, żeby jeszcze bardziej wzmocnić zespół. Zimą nie jest to łatwe, a nasze wymagania są coraz większe, więc jest to wyzwanie dla działu skautingu. Tak jak powiedzieliśmy, nie mamy zbyt wielu atutów, żeby przyciągnąć zawodników i nie są to proste działania. Wykonujemy jednak ogromną pracę wraz z szefem skautingu Bernardem Kapuścińskim oraz dyrektorem sportowym Pawłem Tomczykiem, którzy za to odpowiadają. Wierzę, że takich ludzi, który nam pomogą, pozyskamy.

Coraz częściej mówi się o zainteresowaniu polskich i zagranicznych klubów Kamilem Piątkowskim i Tomasem Petraskiem. Dlatego chciałbym zapytać, czy zimą może dojść również do odejścia niektórych podstawowych piłkarzy?

Doszliśmy do momentu, gdy jesteśmy w czołówce ekstraklasy i musimy się liczyć z tym, że zainteresowanie naszymi piłkarzami będzie. Z tego, co mi wiadomo, bo nie odpowiadam za te kwestie, zainteresowanie jest wieloma naszymi zawodnikami – i tymi wiodącymi, i rezerwowymi, o których wciąż otrzymujemy zapytania.

To jest miłe, bo nasza praca jest w ten sposób doceniana, natomiast też nie pomaga. Zawodnicy mają zamęt w głowie, bo gdy piłkarze otrzymują propozycje, zawsze zastanawiają się, co jest dla nich w danym momencie lepsze. Mi, jako trenerowi, to nie sprzyja, ale też jest to element, z którym muszę się zmierzyć, a którego wcześniej nie doświadczyłem.

Piłkarzem, któremu wygasa kontrakt z Rakowem z końcem sezonu, jest Petr Schwarz. Pojawiły się nawet pogłoski o tym, że Czech został z tego powodu przesunięty ze środka pola do obrony, chociaż przede wszystkim takiej zmiany wymagały kontuzje w zespole.

Przyznam, że się uśmiechałem, gdy słyszałem doniesienia o tym, że Petr został odstawiony, bo nie chce podpisać nowego kontraktu. To jakieś absurdy, ale niektórzy zatrzymali się chyba w czasach “Klubów Kokosa”. Jako trener zawsze patrzę na formę zawodnika, jego podejście i to, co może dać drużynie. Nie jestem właścicielem klubu ani dyrektorem sportowym i nie patrzę na stronę finansową i na to, czy zawodnik ma kontrakt, czy nie. Oczywiście – jeśli będzie 50/50 i będziemy mieć zawodnika młodego i perspektywicznego, w którego warto zainwestować, wiadomo że dostanie szansę. Jeśli jednak choćby jeden procent będzie przemawiać za zawodnikiem bardziej doświadczonym, to on będzie grał.

Z Petrem było inaczej, ponieważ przegrał rywalizację na środku pomocy. Nie można powiedzieć, że został nagle tam wstawiony jako zapchajdziura. Już wcześniej jednak przygotowywaliśmy się do tego ja, on i zespół, żeby był wartością dla nas jako stoper. A dzisiaj cieszę się, że się nie pomyliłem – jest mocnym punktem naszej defensywy i przy tym jest skutecznym wykonawcą stałych fragmentów gry, co zresztą widzieliśmy dwukrotnie w meczu z Jagiellonią. W tej chwili można przede wszystkim powiedzieć, że daje nam to, czego od niego oczekujemy.

Tegoroczna przerwa zimowa będzie najkrótsza w historii ekstraklasy. Poruszyliśmy już temat planów Rakowa na nowy rok, jednak chciałbym zapytać, czy już w styczniu na boisko wrócą m.in. Tomas Petrasek i Miłosz Szczepański, który z powodu zerwania więzadeł nie zagrał do maja?

Oprócz Tomka Petraska i Miłosza Szczepańskiego, poważnego urazu doznał Papanikolaou, poważnie chory jest Ben Lederman. To zawodnicy, którzy już przebijali się do pierwszej jedenastki. Dlatego można powiedzieć, że na długi czas straciliśmy czterech wartościowych zawodników. Piłkarzy, którzy mocno szli do przodu i z tygodnia na tydzień się rozwijali. To mnie bardzo martwiło, ale cieszy mnie, że cała czwórka dochodzi do siebie. Myślę, że już w styczniu wszyscy wznowią treningi indywidualne i jest szansa na to, że wszystkich zobaczymy w lutym na boisku.

Podsumowując dotychczasowe występy swoich podopiecznych, co pan uważa za największe wyzwanie dla Rakowa w najbliższym czasie?

Uważam że największym wyzwaniem będzie obranie dalszego kierunku, w którym będzie podążać klub. Najważniejszą rolę w tym pełni właściciel klubu Michał Świerczewski i od niego będzie zależał kierunek, w którym Raków pójdzie. Wierzę w jego dobrą ocenę sytuacji i w to, że podejmie jak najlepsze decyzje. Myślę, że dzisiaj stoimy w obliczu momentu, gdy trzeba określić dalszy kierunek – czy klub będzie dalej się rozwijał, czy po prostu lekko wyhamuje.

ROZMAWIAŁ: PRZEMYSŁAW CHLEBICKI

500PLN
GRAMGRUBO
GRAMGRUBO