Co może powstrzymać Legię przed zdobyciem mistrzostwa?

Legia Warszawa w niedzielny wieczór zmierzy się na wyjeździe z Jagiellonią. Owszem, ostatnie wizyty Legionistów w Białymstoku nie wskazują na pozytywny scenariusz dla nich. Jeśli jednak podopieczni Czesława Michniewicza wygrają, zrównają się punktowo z pierwszą Pogonią, robiąc poważny krok w walce o mistrzostwo. Trzeba jednak przyznać, że w zespole wciąż jest kilka niezałatwionych spraw, które mogą przeszkodzić mu w obronie tytułu.

1. Wąska ławka rezerwowych

W poprzednim meczu ligowym, Legioniści zagrali w swoim optymalnym składzie, aczkolwiek uwagę mogła zwrócić ławka rezerwowych. Czesław Michniewicz miał do wyboru siedmiu piłkarzy w razie zmiany, czyli o dwie mniej niż możliwe maksimum. Poza tym trener wpuścił z tego grona tylko dwóch zawodników, z czego Jakuba Kisiela dopiero w doliczonym czasie gry. Reakcja na boiskowe wydarzenia to jedno, ale gdy szkoleniowiec korzysta tylko z dwóch zmian, podczas gry może wykorzystać ich pięć, może zwrócić uwagę.

Z kolei z ŁKS-em mógł już zagrać jeden piłkarz więcej – Kacper Skibicki wrócił po kontuzji. Mimo to Czesław Michniewicz wpuścił z ławki tylko dwóch piłkarzy. Czasami przeprowadzenie zmian dla samych zmian bywa bez sensu, aczkolwiek w takim przypadku zawodnicy bywają wyeksploatowani, a ich zmiennikom brakuje meczowego ogrania. Zresztą było widać to w końcówce poprzedniego sezonu w Legii pod wodzą Aleksandara Vukovicia.

2. Gra na Pekharta

Nie da się ukryć, kto jest aktualnie najlepszym napastnikiem ligi. Tomas Pekhart jest pewnym liderem klasyfikacji strzelców ekstraklasy. Można wręcz powiedzieć, że z czternastoma golami odjechał reszcie stawki i jest głównym kandydatem do korony króla strzelców. Owszem, Czech jest wręcz idealnym napastnikiem do wykańczania wrzutek i podań w pole karne. Co jednak, jeśli rywal się zabarykaduje w obronie?

Wtedy Tomas Pekhart ma problem z dochodzeniem do jakichkolwiek sytuacji. Piłkarz przekonał się o tym w starciu przeciwko Podbeskidziu, gdy obrona “Górali” skutecznie zablokowała szpicę, co wystarczyło do zablokowania jednej z głównych broni Legii, jakimi są wrzutki na czeskiego napastnika. Poza tym, 31-latek często ściąga na siebie obrońców, co wymaga kreatywności pozostałych. Luquinhas i Wszołek potrafią, ale przynajmniej ten drugi ma ostatnio dużo zadań defensywnych. Dlatego część zespołów, podobnie jak Podbeskidzie, może rozpracować ten styl gry.

3. Eksploatacja Mladenovicia

Nie da się ukryć, że jednym z czołowych punktów Legionistów jest obecnie Filip Mladenović. Nawet gdy Legia rozgrywała słabsze mecze, Serb z reguły kreował sytuacje kolegom – szukał ich na wolnym polu, rozglądał się za okazjami do wrzutek. Chociaż zarówno w Lechii, jak i obecnie w stołecznej drużynie reprezentant Serbii daje z siebie wszystko zarówno w ataku i obronie, czasami trzeba się liczyć ze zmianą dla niego.

No cóż, w tej kwestii akurat może być problem. Jedynym zmiennikiem Mladenovicia w Legii jest Luis Rocha, któremu brakuje umiejętności i stabilności w grze. Nie ma się co dziwić, że niedawno mówiło się nawet o jego odejściu z klubu i w sumie jest ono wciąż możliwe w zimowym oknie. W każdym razie, nie jest to piłkarz 1:1 z Serbem – nie tylko pod względem talentu, ale także stylu gry.

4. Niewiadoma rola Wszołka w zespole

Paweł Wszołek to jeden z czołowych piłkarzy nie tylko w Legii, ale i całej ekstraklasie – to całkowicie niekontrowersyjna opinia. Może jego postawa nie wpływa bezpośrednio na liczbę goli, ale często to od niego rozpoczynają się akcje zespołu. Patrząc jednak na ostatnie mecze, trudno ocenić konkretną rolę piłkarza na boisku.

Były piłkarz Queens Park Rangers w każdym z meczów 2021 roku gra praktycznie gdzie indziej. Przeciwko Rakowowi był wahadłowym, z starciu z Podbeskidziem był prawym pomocnikiem, natomiast w sparingu z Dynamem Kijów zagrał na prawej obronie. Chociaż w tym pierwszym meczu był piłkarzem stricte ofensywnym, wcześniej grał nieco niżej. A to w końcu piłkarz, który jest przydatny z przodu. Owszem, Paweł Wszołek potrafi sobie poradzić wszędzie, ale chaos w związku z jego pozycją może mieć negatywny wpływ na resztę zawodników.

5. Brak wzmocnień w obronie

Na papierze tercet obrońców Jędrzejczyk-Lewczuk-Wieteska wygląda nieźle, jak na polskie realia. Ostatnio na pozycji środkowego obrońcy Czesław Michniewicz korzysta także z Mateusza Hołowni. Mimo tej czwórki, wydaje się jednak, że kontuzja Artura Jędrzejczyka albo Mateusza Wieteski może sprawić, że trener może mieć problem. Jeśli przyjdzie trudny mecz wyjazdowy i zabraknie kogoś z tej dwójki, zespół może mieć problem. Co najwyżej wejdzie na boisko Inaki Astiz, który od początku roku pojawił się na boisku trzy razy i w międzyczasie miał problemy z kontuzjami. Rzucanie na głęboką wodę w decydujących meczach 17-letnie Ariela Mosóra również nie będzie zbyt odpowiedzialną decyzją. Dlatego trzeba przyznać, że jeszcze jeden solidny stoper w drużynie na pewno by się przydał, jeśli Legioniści chcą walczyć o mistrzostwo.

6. Joel Valencia

Co tu dużo mówić – Ekwadorczyk jest transferowym niewypałem i już od pierwszego spotkania po powrocie do Polski po prostu zawodzi. Od czasu jego wypożyczenia do Legii, Valencia nie pokazał dosłownie nic pozytywnego. Przeglądając komentarze internautów podczas kolejnych spotkań można co najwyżej natknąć się na sytuacja, jak piłkarz wręcz odbija się od rywali. Ekwadorczyk miał być wzmocnieniem składu w walce o Ligę Mistrzów, a tymczasem jest najmniej potrzebnym piłkarzem w zespole. Można powiedzieć, że cały czas znajduje się w kadrze drużyny tylko z powodu wąskiej ławki. Niewątpliwie pieniądze wydane na byłego piłkarza Piasta Legia mogła spożytkować zdecydowanie lepiej.

7. Problemy z koncentracją

Legioniści w tym sezonie mają problemy w rywalizacji z zespołami teoretycznie słabszymi. Nawet jeśli mają przewagę, potrafią ją roztrwonić i dać się zaskoczyć rywalom. Tak było w Pucharze Polski z ŁKS-em, gdy Legia ostatecznie wygrała 3:2 albo w jesiennym pojedynku z Piastem, gdy zespół stracił prowadzenie w końcówce po golu Jakuba Świerczoka. Nie należy też zapominać o spotkaniu ze Stalą Mielec, przegranym przez podopiecznych Czesława Michniewicza 2:3. Krótko mówiąc, Legia potrafi mieć przewagę, ale przeciwko niej zawsze można znaleźć jakąś lukę. To jednak od rywali zależy, jak wiele z nich wykorzystają.

8. Początek sezonu

Niby było, minęło, ale wciąż może być z tyłu głowy zawodników. Początek rozgrywek w wykonaniu zespołu prowadzonego jeszcze przez Aleksandara Vukovicia to była katorga dla wszystkich – kibiców, niezależnych widzów, jak i samych piłkarzy. Może wtedy zespół nie stracił dużo punktów, notując tylko dwie porażki, ale stracił czas na przygotowanie. Czy Czesław Michniewicz nadrobił te braki w rundzie jesiennej oraz zimowym okresie przygotowawczym? Na początku roku trudno jest to ocenić – dowiemy się zapewne w najbliższych kolejkach.

Fot. Screen TVP Sport

500PLN
GRAMGRUBO
GRAMGRUBO