Karim Benzema katem Liverpoolu. Czy znów znajdzie drogę do bramki “The Reds”?

Karim Benzema to piłkarz, który ma po prostu szczęście w starciach z Liverpoolem. Czy również w najbliższym ćwierćfinałowym dwumeczu Francuz okaże się kluczową postacią?

Liverpool w ostatnich latach pod wodzą Jürgena Kloppa przeżył prawdziwy rozkwit, czego dowodem są trofea Ligi Mistrzów i Premier League w poprzednich sezonach. Obecne rozgrywki nie są jednak dla “The Reds” szczególnie udane. Na obronę tytułu mistrzów Anglii piłkarze z Anfield nie mają już nawet matematycznych szans. Co więcej, drużyna nie może być nawet pewna występu w Lidze Mistrzów w przyszłym sezonie, gdyż obecnie znajduje się na dopiero siódmym miejscu.

Z kolei w Lidze Mistrzów Liverpool czeka również niezwykle trudne zadanie. “The Reds” zmierzą się bowiem w ćwierćfinale rozgrywek z Realem Madryt, czyli zespołem, z którym od dwunastu lat nie mogli wygrać. Tych pojedynków nie było sporo, właściwie tylko trzy. Każdy z nich jednak kończył się pewnym zwycięstwem “Królewskich”. Co łączy wszystkie te starcia? W zasadzie jedna postać, czyli Karim Benzema, który znajdował drogę do bramki w każdym z tych spotkań.

Od ostatniego zwycięstwa “The Reds” minęło 12 lat

10 marca 2009 roku – to właśnie wtedy Liverpool po raz ostatni wygrał z Realem Madryt, i to w jakim stylu! Drużyna prowadzona wówczas przez Rafę Beniteza pokonała “Królewskich” pod wodzą Juande Ramosa 4:0. Jednego gola zdobył Fernando Torres, potem dwa Steven Gerrard, a dzieła dokończył Andrea Dossena. Ekipa ze stolicy Hiszpanii była jednak jeszcze przed drugą erą Florentino Pereza, który dopiero planował wystartować w wyborach na prezydenta klubu. Jego galaktyczny zaciąg, czyli m.in. Cristiano Ronaldo, Kaka czy Karim Benzema, miał zapewnić, żeby takie wyniki jak w starciu z “The Reds” w najbliższych latach już się nie przydarzały. Chociaż z tym bywało różnie – dowodem jest porażka 0:5 z Barceloną, przeciwko Liverpoolowi “Los Blancos” już nie zanotowali ani jednej klęski od tamtego czasu.

22 października 2014, Liverpool – Real Madryt 0:3

Można nawet powiedzieć, że w fazie grupowej Ligi Mistrzów w sezonie 2014/2015 “Królewscy” się zrewanżowali na Liverpoolu za tamten wynik. W dodatku na Anfield! Obrońcy tytułu klubowych mistrzów Europy zakończyła mecz już w pierwszej połowie. Strzelanie rozpoczął w 23. minucie Cristiano Ronaldo, a jeszcze w przed przerwą dwa kolejne trafienia dołożył Karim Benzema. Powiedzmy sobie szczerze – obrona Moreno-Lovren-Skrtel-Glen Johnson to nie był najlepszy kwartet defensywny na świecie, a tamto spotkanie dobitnie to potwierdziło.

4 listopada 2014, Liverpool – Real Madryt 1:0

Niższy wymiar kary Real Madryt zadał “The Reds” w spotkaniu u siebie. Tam również gola zdobył Karim Benzema, w 27. minucie po zespołowej akcji w środku pola. Koniec końców, to trafienie ustaliło wynik spotkania. Chociaż przewaga wydaje się minimalna, nie odzwierciedla przewagi “Królewskich” w tamtym pojedynku. Liverpool oddał wówczas tylko trzy celne strzały, z czego zaledwie jeden celny. Problemy ze skutecznością mieli wtedy także podopieczni Carlo Ancelottiego, ale aż 16 razy atakowali bramkę strzeżoną przez Simona Mignoleta. Ostatecznie jednak cios Benzemy okazał się mieć wagę trzech punktów.

26 maja 2018, Real Madryt – Liverpool 3:1

Ostatnim do tej pory starciem Realu Madryt z Liverpoolem jest oczywiście finał Ligi Mistrzów w sezonie 2017/2018. W tym pamiętnym spotkaniu wynik otworzył również Karim Benzema, aczkolwiek to trafienie można bardziej zaliczyć na konto Lorisowi Kariusowi, który wyrzucił piłkę wprost pod nogi Francuza, któremu wystarczyło strzelić.

To jednak nie Karim Benzema skradł show tamtego wieczoru. Głównym bohaterem okazał się Gareth Bale, który najpierw pokonał niemieckiego bramkarza przewrotką, a następnie oddał strzał z dystansu, który odbił się od rąk golkipera. Chyba jeszcze dobrze wszyscy pamiętamy tę historię?

Benzema znowu będzie bohaterem?

6 kwietnia Real Madryt i Liverpool znowu skrzyżują miecze w Lidze Mistrzów, tym razem w ćwierćfinale. W lepszej dyspozycji znajdują się ostatnio ci pierwsi, aczkolwiek podopieczni Jürgena Kloppa ostatnio również wrócili na dobre tory. Historia i ostatnie wyniki zdecydowanie przemawiają za “Królewskimi”. Oczywiście, zespół Zinedine’a Zidane’a będzie musiał sobie radzić bez duetu Ramos-Varane w środku obrony. Na placu gry powinien się jednak zameldować zdobywca czterech goli w starciach z “The Reds”. Może i tym razem to Francuz zada decydujące ciosy, które przesądzą o wyniku rywalizacji?

200PLN
GRAMGRUBO
GRAMGRUBO