Przerwać złą serię. Polsko-słowackie potyczki w europejskich pucharach
04.08.2022

Spartak Trnawa przeciwko polskiemu klubowi, trawa malowana na zielono i odpadnięcie Legii. Tak wyglądał jeden z ostatnich pojedynków słowacko-polskich w europejskich pucharach. W minionej dekadzie nasi sąsiedzi wielokrotnie dawali nam lekcje futbolu.

W latach 2016-2019 aż czterokrotnie dochodziło do sąsiedzkich dwumeczów. Teoretycznie polskie ekipy powinny być faworytami, ale niestety praktyka pokazała zupełnie coś innego. Aż trzykrotnie awans uzyskiwały słowackie ekipy, a tylko raz my. Na szczęście stało się to w 2016 roku, gdy Legia Warszawa miała swoją drogę w kierunku Ligi Mistrzów. Jednak i wtedy lekko nie było. Jeden gol w dwumeczu zdecydował. Wtedy trafił Nemanja Nikolić podczas wyjazdowego spotkania w Żylinie. W rewanżu bezbramkowy remis i nagroda w postaci trafienia na Dundalk w fazie play-off, tuż przed grupą Ligi Mistrzów.

Jednak Legia dwa lata później boleśnie przekonała się o możliwości Słowaków. Wówczas trafili na obecnego rywala Rakowa – Spartak Trnawa. Wtedy Słowacy upokorzyli legionistów przy Łazienkowskiej. Co ciekawe zrobili to zawodnicy z pokaźnym CV na polskich boiskach: Erik Grendel oraz Jan Vlasko. Tydzień później jedyny gol Inakiego Astiza nie wystarczył do awansu. Wcześniej bowiem Legia musiała radzić sobie w osłabieniu po czerwonej kartce dla Marko Vesovicia. Co ciekawe tamto spotkanie piłkarze warszawskiego klubu kończyli w… zielonych strojach. Murawa na stadionie w Trnawie pozostawiała wiele do życzenia, więc gospodarze postanowili ją pomalować. Farba bardzo ładnie odznaczała się na strojach, zwłaszcza na bieli, w której grali legioniści.

Samobój najlepszego strzelca

Gdy Spartak pokonał Legię, wówczas AS Trencin dosłownie zlał Górnika Zabrze. KSG wcześniej ograło Zarie Balti po sporych męczarniach. Jednak przeciwko Trenczynowi nie mieli najmniejszych szans. Już po spotkaniu w Zabrzu było wiadome, że nie będzie lekko – 0:1. Jednak rewanż w Myjawie był po prostu koncertem gospodarzy. 4:1 pokazał miejsce w szeregu polskiej ekipie. To był mecz, w którym nie szło do tego stopnia, że samobója strzelił nawet… Igor Angulo.

Dwa remisy i koniec zabawy

Dzisiaj zasada goli na wyjeździe już nie obowiązuje. W 2019 roku jeszcze była w grze, co okazało się końcem europejskiej przygody dla Cracovii. Michał Probierz i spółka trafili na węgierski zespół wewnątrz słowackiej ligi – DAC Dunajska Streda. Jak to z Węgrami, na trybunach atmosfera idealna, bardzo przyjazna. Na murawie jednak tak przyjemnie dla Polaków nie było. Na wyjeździe 1:1 brzmiało dobrze, ale taki sam wynik padł przez 90 minut przy Kałuży. W dogrywce szybko jednak goście trafili, więc trafienie Filipa Piszczka z 122. minuty nic nie padło, poza punktami do rankingu krajowego UEFA.

Warto dodać, że wówczas DAC Dunajska Streda był prowadzony przez Petra Hyballe. Klub z ligi słowackiej wyróżniał się efektowną i techniczną grą, co prawdopodobnie było późniejszym asumptem do zatrudnienia go w Polsce, przez Wisłę Kraków.

Polsko-słowackie rywalizacje w ostatniej dekadzie:

2019: Cracovia – DAC Dunajska Streda 1:1 i 2:2 – awans Słowaków
2018: Górnik Zabrze – AS Trencin 0:1 i 1:4 – awans Słowaków
2018: Legia Warszawa – Spartak Trnawa 0:2 i 1:0 – awans Słowaków
2016: Legia Warszawa – AS Trencin 1:0 i 0:0 – awans Polaków

Bilans dwumeczów: 3 awanse Słowaków, 1 awans Polaków
Bilans meczów: 2 zwycięstwa Polaków, 3 remisy, 3 zwycięstwa Słowaków

200PLN
GRAMGRUBO
GRAMGRUBO