Występy Polaków na EURO: EURO 2020(1)

04.05.2024
Ostatnia aktualizacja 6 czerwca, 2024 o 11:46

Choć awans na rozgrywane w 2021 roku EURO 2020 wywalczyliśmy pod wodzą Jerzego Brzęczka, reprezentację Polski na turnieju poprowadził już w nagrodę Paulo Sousa. Nie nawiązaliśmy jednak do poprzedniego, historycznego EURO 2016, na którym dotarliśmy do ćwierćfinału. Polacy pożegnali się z turniejem już po fazie grupowej, ośmieszając się przeciwko Słowacji, a jeden punkt na koncie był wyrównaniem najgorszego wyniku na mistrzostwach Europy z 2008 roku.

Koniec ery Nawałki

Pięć dni po zakończeniu przygody na mistrzostwach świata w Rosji do dymisji podał się selekcjoner Adam Nawałka. Tym samym zakończyła się niemal pięcioletnia, najlepsza w XXI wieku era polskiej reprezentacji. Po raz pierwszy od ośmiu lat Polacy wywalczyli awans na dużą imprezę poprzez eliminacje, a na francuskim EURO 2016 dotarli aż do ćwierćfinału.

W eliminacjach do MŚ 2018 zdobyliśmy 25 punktów w 10 meczach, co było siódmym najlepszym wynikiem w strefie UEFA. 28 strzelonych goli sprawiało zaś, że byliśmy piątą najlepszą ofensywą eliminacji. Trzeci dla nas w XXI wieku mundial okazał się jednak kolejnym rozczarowaniem, bowiem ponownie nie wyszliśmy z grupy. Dwa strzelone gole były (ex aequo z dziewięcioma innymi drużynami) to najgorszy wynik turnieju, a w fazie grupowej tylko cztery reprezentacje straciły mniej bramek. – Pewien etap się zakończył, formuła się wyczerpała i z pełną odpowiedzialnością podjąłem decyzję o rezygnacji – tłumaczył decyzję na konferencji prasowej. Dodał także, że nie trafił z personaliami. Bardzo słabo na mundialu wyglądał Łukasz Piszczek.

Nawałka wysoko zawiesił poprzeczkę swojemu następcy. Powiedzieć, że wybór Zbigniewa Bońka był zaskakujący, to… nic nie powiedzieć. Prezes PZPN nowym selekcjonerem mianował Jerzego Brzęczka, który nie miał za sobą zawrotnej kariery trenerskiej.

Zaskakujący wybór

Dla Brzęczka najlepszym wynikiem było piąte miejsce w Ekstraklasie, które w sezonie 2014/15 zajął z Lechią Gdańsk, a trzy lata później powtórzył z Wisłą Płock. W międzyczasie przez dwa sezony prowadził GKS Katowice, jednak nie wywalczył z ”GieKSą” awansu do Ekstraklasy. Najbardziej zasłużył się w Rakowie, który prowadził przez ponad 4,5 roku, choć pod jego wodzą ”Medaliki” były średniakiem II ligi.

W reprezentacji Brzęczek zadebiutował meczem z Włochami w ramach pierwszej kolejki nowo powstałej Ligi Narodów. I był to… całkiem niezły mecz przeciwko budującej się dopiero ekipie Roberto Manciniego. Przy okazji powołań na wrześniowe zgrupowanie nie obyło się bez kontrowersji, bowiem zaprosił aż trzech piłkarzy, których prowadził w Wiśle Płock, a wobec których były wówczas wątpliwości, czy w ogóle nadają się do kadry. Mowa o Adamie Dźwigale (którego Brzęczek prowadził także w Lechii), Damianie Szymańskim i Arkadiuszu Recy, który w momencie powołania miał na koncie zaledwie jeden występ na siedem możliwych w Atalancie Bergamo. Mimo to ze ”Squadra Azzurra” zaliczył pełne 90 minut na lewej obronie.

Na otwarcie fazy grupowej Ligi Narodów Polacy zremisowali w Bolonii 1:1, a do 79. minuty prowadziliśmy nawet po bramce Piotra Zielińskiego. Wielu uważa, że był to najlepszy mecz ”Biało-Czerwonych” pod wodzą Brzęczka. Do końca 2018 roku rozegraliśmy jeszcze pięć meczów i w żadnym nie odnieśliśmy zwycięstwa. Kilka dni po meczu z Włochami również zremisowaliśmy 1:1, lecz tym razem towarzysko z Irlandią. W październiku przegraliśmy domowe mecze Ligi Narodów – 2:3 z Portugalią i 0:1 Włochami. 0:1 przegraliśmy również towarzysko z Czechami i po raz pierwszy od pięciu lat ponieśliśmy trzy porażki z rzędu. Z Portugalią do siatki trafił krytykowany Jakub Błaszczykowski za to, że „dostaje powołania od wujka”.

Na koniec fazy grupowej ”Biało-Czerwoni” zremisowali w Guimaraes 1:1 z Portugalią i w trzydrużynowej grupie zajęli ostatnie miejsce. Pierwotnie oznaczało to spadek do dywizji B, lecz UEFA wprowadziła reformę rozgrywek, gdzie od edycji 2020/21 dywizja miała zawierać cztery grupy po cztery drużyny. Tajemnicą poliszynela jest, że reforma miała związek z zajęciem ostatniego miejsca także przez Niemców oraz wicemistrzów świata Chorwatów, a spadek tych drużyn do dywizji B i mecze z niżej notowanymi rywalami oznaczałby mniejsze zainteresowanie widzów. W 2018 roku Polska odniosła zaledwie trzy zwycięstwa (z czego dwa w meczach towarzyskich) w 13 meczach. Od 18 lat ”Biało-Czerwoni” nie zanotowali tak małej liczby wygranych w roku kalendarzowym.

Minimalizm w eliminacjach

Przełamanie nastąpiło 21 marca 2019 roku, kiedy to Polska poniosła w Wiedniu Austrię 1:0 po bramce rozgrywającego wówczas sezon życia Krzysztofa Piątka. Trafienie Piątka o zwycięstwie przeważyło również trzy miesiące później w Skopje, kiedy to w 47. minucie, tuż po wejściu na murawę strzelił jedynego gola w starciu z Macedonią Północną. Można dyskutować, czy rozegrany trzy dni później mecz z Izraelem był najlepszy za kadencji Brzęczka, czy jednak ten z Włochami w Bolonii. Niemniej, starcie na Narodowym śmiało można umieścić w pierwszej dwójce. ”Biało-Czerwoni” rozbili Izrael 4:0.

Po czterech meczach Polacy prowadzili z kompletem punktów w grupie eliminacyjnej. Co więcej, w tych spotkaniach nie stracili ani jednej bramki. Była to najlepsza seria od czerwca 2016 roku, kiedy w meczu towarzyskim z Litwą zremisowaliśmy 0:0, a następnie w fazie grupowej EURO 2016 trzy razy zagraliśmy na zero z tyłu. Z kolei ostatniej serii czterech zwycięstw z rzędu trzeba było szukać na przełomie 2015 i 2016 roku.

Brzęczkowi tego wyniku nie udało się wyrównać, bowiem w Ljubljanie ulegliśmy Słowenii 0:2. W 70. minucie, już przy stanie 0:2, Brzęczek próbował ratować sytuację wpuszczeniem Jakuba Błaszczykowskiego i Krystiana Bielika. To właśnie wtedy z ust Brzęczka padły słynne słowa ”Krystian, próbuj”, o czym po meczu w rozmowie z ”Super Expressem” mówił Bielik.

Nie otrzymałem żadnych zadań. Trener Brzęczek powiedział „Krystian, próbuj”, to samo powiedział Kubie. To był dla mnie sygnał, że wchodzę na boisko i robię to, co potrafię i biegnę do przodu.

Odkupić win nie udało się kilka dni później, kiedy w słabym stylu wymęczyliśmy remis 0:0 z Austrią. Do końca eliminacji pozostały cztery mecze i wszystkie Polacy wygrali. Już na dwie kolejki przed końcem, dzięki zwycięstwu 2:0 z Macedonią Północną, zapewnili sobie awans na EURO 2020. Polska była czwartą drużyną – po Belgii, Włochach i Rosji, która zagwarantowała sobie udział w mistrzostwach Europy. Choć awans przebiegał nieco w cieniu ważniejszych wydarzeń, bowiem tego samego dnia w kraju odbywały się wybory parlamentarne, a ogłoszenie wyników miało miejsce w trakcie pierwszej połowy spotkania.

Łukaaaaaaaaasz Piszczeeeeeeeeeek

Eliminacje zakończyliśmy podwójnie uroczystym meczem ze Słowenią. Polacy wyszli na to spotkanie w specjalnych koszulkach, przygotowanych z okazji zbliżającej się 100. rocznicy powstania PZPN. Łukasz Piszczek rozgrywał tego wieczoru ostatni mecz w narodowych barwach. Tuż przed przerwą został zmieniony przez Tomasza Kędziorę, a z murawy schodził otoczony szpalerem. Wtedy też do historii przeszło kolejne zdanie komentującego to spotkania Dariusza Szpakowskiego. Fragment ten natychmiast stał się hitem:

Myślę, że mogę sobie ostatni raz pozwolić. Łukaaaaaaaaaasz Piszczeeeeeeeeeek… A tymczasem Słoweńcy

Prawdziwą ozdobą tamtego meczu była bramka Roberta Lewandowskiego na 2:1. W 51. minucie kapitan reprezentacji Polski zabrał się z piłką i jednym ruchem wbiegł między dwóch słoweńskich zawodników. Wpadł z piłką w pole karne, mijając kolejnych rywali i zdobył piękną bramkę po indywidualnej akcji. Kolejnym świetnym dryblingiem popisał się w 81. minucie, kiedy z lewej strony pola karnego minął z piłką kolejnych Słoweńców, następnie przerzucił ją na drugą stronę do Kamila Grosickiego, ten głową zgrał do ustawionego tuż przed bramką Jacka Góralskiego, a ”Góral” z bliskiej odległości pokonał Jana Oblaka.

Eliminacje Polacy zakończyli na pierwszym miejscu z dorobkiem 25 punktów. Tylko Anglia, Niemcy, Hiszpania, Belgia i Włochy miały lepszą średnią punktową od ”Biało-Czerwonych”. Choć ofensywa nie błyszczała, bowiem strzeliliśmy 18 goli, straciliśmy zarazem tylko pięć – tylko cztery reprezentacje miały lepszą defensywę. W aż siedmiu meczach Polska zagrała na zero z tyłu. Czystymi kontami podzielili się Wojciech Szczęsny (cztery w sześciu meczach) i Łukasz Fabiański (trzy w czterech meczach). 11 punktów przewagi nad Macedonią Północną dało bardzo spokojny awans. Oto komplet polskich wyników:

  • Austria – Polska 0:1
  • Polska – Łotwa 2:0
  • Macedonia Północna – Polska 0:1
  • Polska – Izrael 4:0
  • Słowenia – Polska 2:0
  • Polska – Austria 0:0
  • Łotwa – Polska 0:3
  • Polska – Macedonia Północna 2:0
  • Izrael – Polska 1:2
  • Polska – Słowenia 3:2

EURO jednak w 2021

Niemal dwa tygodnie po zakończeniu eliminacji w Bukareszcie odbyło się losowanie fazy grupowej. Polacy losowani byli z drugiego koszyka i trafili do grupy E, do której z automatu przypisana już była Hiszpania. ”La Furia Roja” była bowiem jednym ze współgospodarzy turnieju, a do grupy E przydzielono znajdujący się w Bilbao Estadio San Mames. Do naszej grupy dolosowano jeszcze Szwecję i zwycięzcę ścieżki barażowej B, w której znajdowali się: Irlandia Północna, Bośnia i Hercegowina, Słowacja i kolejny ze współgospodarzy – Irlandia. Oprócz Estadio San Mames mecze grupy E miały odbywać się także na Aviva Stadium w Dublinie. To właśnie tam Polacy mieli rozegrać mecze ze zwycięzcą ścieżki barażowej i Szwecją. W międzyczasie Polaków czekała rywalizacja w Kraju Basków z Hiszpanią.

Podczas marcowego zgrupowania Polska miała zmierzyć się towarzysko z Finlandią i Ukrainą, a w czerwcu, tuż przed EURO, z Rosją i Islandią. Do meczów jednak nie doszło. Na początku marca 2020 roku cały świat zatrzymał się z powodu wybuchu pandemii COVID-19, co wiązało się także z zawieszeniem rozgrywek. 17 marca UEFA podjęła decyzję o przesunięciu EURO na kolejny rok. To spowodowało, że Jerzy Brzęczek finalnie na EURO nie pojechał. W ”polskiej” grupie doszło także do jedynych przetasowań związanych z arenami zmagań – San Mames na La Cartuję w Sewilli, a mecze z Dublina przejął Sankt Petersburg. W Irlandii miał także odbyć się jeden mecz 1/8 finału, lecz zdecydowano o przeniesieniu tego spotkania na Wembley.

Z racji dwóch meczów Polaków w stolicy Irlandii, pierwotnie baza ”Biało-Czerwonych” miała znajdować się pod Dublinem, jednak w związku z rezygnacją Irlandii pod koniec kwietnia 2021 roku zdecydowano, że Polacy przygotowywać się będą w Sopocie. Zresztą, spośród 24 uczestników EURO aż 15 zdecydowało się na stacjonowanie we własnym kraju. Poza granicami stacjonowały Turcja, Walia (oba kraje w Baku), Finlandia, Słowacja (oba kraje w Sankt Petersburgu), Ukraina i Macedonia Północna (oba kraje w Bukareszcie), Szkocja (Burton w Anglii), Portugalia (Budapeszt) i Szwajcaria (Rzym). Miało to oczywiście związek z faktem, że większość tych drużyn (poza Szkocją i Szwajcarią) dwa z trzech meczów grupowych rozgrywały w tych miastach.

Przedłużony kontrakt Brzęczka

Kiedy w maju 2020 roku powoli szykowano się do wznowienia rozgrywek po światowym lockdownie, PZPN podjął decyzję o przedłużeniu kontraktu z Brzęczkiem. Poprzednia umowa obowiązywała do czasu zakończenia mistrzostw Europy, obecna wygasała zaś 31 grudnia 2021 roku, czyli kilka miesięcy po zakończeniu imprezy. Tak argumentował to Zbigniew Boniek:

Mamy pełne zaufanie do selekcjonera i prowadzonej przez niego reprezentacji. W umowie jest jedna istotna klauzula, która w sierpniu 2021 roku daje PZPN możliwość rozwiązania kontraktu. W tym okresie zakończy się moja kadencja na stanowisku prezesa PZPN i chciałbym, aby nowe władze federacji miały możliwość podjęcia autonomicznej decyzji odnośnie dalszej pracy selekcjonera.

Brzęczek wytworzył syndrom oblężonej twierdzy, obrażał się na media, atmosfera gęstniała. Argumentowano słaby styl drużyny, a przyszłość selekcjonera powinna rozstrzygnąć się po zakończeniu fazy grupowej Ligi Narodów. Polska trafiła do grupy z finalistami poprzedniej edycji rozgrywek – Holandią, Włochami oraz Bośnią i Hercegowiną. Pierwszy po wybuchu pandemii mecz Polacy rozegrali 4 września 2020 roku z Holandią. W Amsterdamie ”Oranje” tłamsili podopiecznych Brzęczka, a 0:1 po bramce Stevena Bergwijna w 61. minucie było najmniejszym wymiarem kary.

Kilka dni później w Zenicy mierzyliśmy się z Bośnią i Hercegowiną, a więc naszym potencjalnym rywalem na EURO. Baraże przełożono bowiem na październik oraz listopad. Do szatni Polacy sensacyjnie mogli schodzić z niekorzystnym wynikiem, bowiem w 24. minucie trafił Haris Hajradinovic. Tuż przed przerwą uratował nas Kamil Glik, który po dośrodkowaniu z rzutu rożnego Kamila Grosickiego głową umieścił piłkę w siatce. W 67. minucie ”Grosik” dołożył gola i wynik 2:1 utrzymał się już do samego końca.

Przed październikowymi meczami Ligi Narodów towarzysko zagraliśmy się z Finlandią, która została rozbita w Gdańsku 5:1. W pierwszej połowie klasycznego hat-tricka ustrzelił Grosicki, a po przerwie na listę strzelców wpisali się jeszcze Krzysztof Piątek oraz Arkadiusz Milik. Finowie jednak – podobnie jak Polacy – wyszli na to spotkanie rezerwowym składem.

Osiem sekund milczenia

Kilka dni później cudem zremisowaliśmy 0:0 z Włochami w Gdańsku, bowiem Italia miała w tym meczu aż 16 prób. Z północy kraju Polacy przenieśli się na Dolny Śląsk, gdzie we Wrocławiu meczem z Bośnią i Hercegowiną kończyli październikowe zgrupowanie. Bośniacy byli świeżo po porażce z Irlandią Północną w serii rzutów karnych (1:1 po 120 minutach), która pozbawiła ich szans na pierwszy w historii udział w mistrzostwach Europy. Bośnia uległa Polsce po raz drugi – tym razem 0:3 – a dopiero drugi raz za kadencji Brzęczka Robert Lewandowski strzelił w meczu dwa gole.

Na dwie kolejki przed końcem fazy grupowej Ligi Narodów Polska była sensacyjnym liderem w swojej grupie. Nadzieje na awans były jednak złudne, bowiem w listopadzie czekały nas starcia z Włochami i Holandią. Jeżeli pierwszy mecz stał pod znakiem bombardowania naszej bramki przez Italię, to co dopiero powiedzieć o rewanżu… W 26. minucie Grzegorz Krychowiak w bezmyślny sposób sfaulował we własnym polu Andreę Belottiego, za co sędzia Clement Turpin przyznał Włochom rzut karny. ”Jedenastkę” na gola pewnie zamienił Jorginho.

Faul Krychowiaka na Belottim był bezmyślny, ale Jacek Góralski swoim ”wyczynem” to przebił. W przerwie zmienił on Jakuba Modera, a już w 62. minucie obejrzał żółtą kartkę. Minął zaledwie kwadrans, a udział Góralskiego w tym spotkaniu się zakończył. W brutalny sposób, obiema wyprostowanymi nogami wjechał wślizgiem przy linii bocznej w Belottiego, za co miał jeszcze czelność mieć pretensje. Sędzia Turpin nie miał innego wyjścia i za ten bandycki faul musiał wyrzucić Góralskiego z boiska.

Po meczu Jacek Kurowski z „TVP Sport” zapytał Lewandowskiego, jaki był plan na to spotkanie. Reakcja ”Lewego” na to pytanie przeszła do historii jako ”osiem sekund milczenia”. W kuluarach mówi się, że to właśnie ten gest pogrążył Brzęczka jako selekcjonera. Atmosfera na linii Lewandowski – Brzęczek została podgrzana kilka dni później podczas meczu z Holandią.

Kamery uchwyciły moment, w którym Brzęczek wykrzykuje instrukcje do odwróconego Lewandowskiego, po czym ten obraca i coś odpowiada w kierunku selekcjonera. Jeszcze w trakcie meczu w Internecie pojawiło się sporo przeróbek tej sytuacji, choć spekulacje o rzekomym konflikcie szybko zostały ucięte przed samego kapitana. Tuż po meczu Lewandowski tłumaczył, że chodziło po prostu o przekazanie instrukcji drużynie.

Mimo przedłużenia umowy do końca 2021 roku, mecz z Holandią okazał się dla Brzęczka ostatnim w roli selekcjonera. 18 stycznia PZPN przekazał komunikat, że ”Jerzy Brzęczek przestał pełnić w poniedziałek obowiązki selekcjonera reprezentacji Polski”. Decyzja ta miała być szokiem w samym związku, bowiem Boniek nikogo nie informował o swojej decyzji. A przecież jeszcze rok wcześniej Boniek w programie ”Stan Futbolu” bronił Brzęczka jak niepodległości, a jego konfrontacja z Mateuszem Rokuszewskim przeszła do historii.

– Kadra U-21, prowadzona przez Czesława Michniewicza, ma dziś lepszą merytorycznie opiekę od seniorskiej drużyny – mówił Rokuszewski.

– Brzęczek nie wykonuje słabej pracy – odpowiadał Boniek.

– Przez pana kaprys marnujemy mocne pokolenie reprezentacji z najlepszym piłkarzem w historii polskiej piłki włącznie – odpowiedział Rokuszewski.

– Jak pan śmie tak mówić, kiedy nie widział żadnej jednostki treningowej Brzęczka. Jestem zniesmaczony.

Siwy bajerant

Kilka dni później Boniek ogłosił nowego selekcjonera, a jego wybór ponownie był zaskakujący. Prezes PZPN na następcę Brzęczka wyznaczył Portugalczyka Paulo Sousę. Na konferencji prasowej wytłumaczył swoją decyzję o zatrudnieniu Sousy słowami, które z marszu stały się kultowe: – Wszyscy mówili jedno – Zibi, TOP. Jeżeli chodzi o trenera – TOP. TOP stosunki, treningi, dyscyplina, wiedza, przygotowanie – mówił Boniek.

Sousa miał na koncie mistrzostwo i Puchar Izraela z Maccabi Tel-Awiw w sezonie 2013/14, Puchar Ligi z węgierskim Videotonem w roku 2012 i mistrzostwo Szwajcarii oraz 1/8 finału Ligi Mistrzów z FC Basel w sezonie 2014/15. 50-latek w CV miał także m.in. pracę w drugoligowych wówczas QPR, Swansea i Leicester, dwuletnią kadencję w Portugalii U16, kilka miesięcy asystentury selekcjonerowi seniorskiej reprezentacji Portugalii Carlosowi Queirozowi. Najlepiej szło mu jednak we Fiorentinie.

To tam zaliczył wcześniej związek z Polską, bowiem w sezonie 2015/16 właśnie jego Fiorentina rywalizowała z Lechem Poznań w fazie grupowej Ligi Europy. We Florencji pogrążeni wówczas w kryzysie mistrzowie Polski wygrali nawet 2:1 i to rezerwowym składem. Sousa stał się czwartym w historii zagranicznym selekcjonerem reprezentacji Polski, choć drugim pełnoprawnym – po Leo Beenhakkerze.

Kiedy przed oficjalnym ogłoszeniem Sousy selekcjonerem w przestrzeni medialnej pojawiła się jego kandydatura, prowadzący profil na Twitterze ”Girondins Polska” Marcin Jabłoński przypomniał swój wpis z sierpnia 2020 roku, kiedy Sousa po niemal półtora roku opuszczał Bordeaux. Pokazać to miało polskim kibicom, że wam się oczy otworzą, jak mnie się zamkną.

Sousa słabe wyniki tłumaczył brakiem odpowiednich narzędzi, choć mająca udziały w klubie firma GACP nie szczędziła pieniędzy na transfery, a pensje dla klubowych pracowników wzrosły o 11 mln euro. Sam Portugalczyk zarabiał 280 tys. euro miesięcznie, co było trzecią najwyższą pensją wśród trenerów pracujących w Ligue 1. Jednakże drugi udziałowiec, firma King Street, domagała się bardziej zrównoważonej polityki, co powodowało konflikt. Wreszcie King Street przejęło mniejszościowy pakiet GACP i zostało samodzielnym właścicielem.

Z powodu dziury budżetowej zimą 2020 roku zrezygnowano z transferów, co nie spodobało się Sousie. Popadł on w konflikt z nowymi władzami, a kolejną kością niezgody był wywiad dla ”Sud Ouest”, w który – mimo autoryzacji Sousy i rzecznika klubu – zaingerował sam prezes Frederic Longuepee, który chciał usunąć niewygodne dla niego fragmenty. Po powrocie z lockdownu w czerwcu poinformował, że chce odejść. Portugalczyk żądał od klubu ponad trzech milionów euro za przedwczesne rozwiązanie kontraktu i jednocześnie za plecami prowadził rozmowy z Benfiką. Do rozstania doszło dopiero w sierpniu, a Sousa zapewnił sobie w ramach ugody 2,2 mln euro, które miało być mu wypłacane w transzach w ciągu kolejnych ośmiu miesięcy.

Bilans Sousy w zespole sześciokrotnego mistrza Francji wyniósł 13 zwycięstw, 12 remisów i 17 porażek. Po przejęciu Bordeaux przez Sousę w marcu 2019 roku, przez resztę sezonu 2018/19 klub pod jego wodzą był trzecią najgorzej punktującą drużyną w Ligue 1. Z kolei w momencie przerwania rozgrywek 2019/20 z powodu pandemii COVID-19 (a ostatecznie ich niedokończenia) Bordeaux zajmowało dopiero 12. miejsce. A przecież jeszcze sezon wcześniej ”Żyrondyści” występowali w fazie grupowej Ligi Europy.

Krótki czas przygotowań

Przed mistrzostwami Europy Polskę czekało jeszcze pięć meczów. W marcu 2021 roku rozpoczęły się eliminacje mistrzostw świata w Katarze, a podczas tego zgrupowania Polacy mierzyli się na wyjeździe z Węgrami i Anglią, a w międzyczasie na stadionie Legii odbył się mecz z Andorą. Debiut Sousy zaczął się w koszmarny sposób, bowiem już w 6. minucie trafił Roland Sallai. W siódmej minucie – ale drugiej połowy – na 2:0 podwyższył Adam Szalai. Graliśmy bardzo wysoko ustawioną obroną, gdzie nie radził sobie Jan Bednarek.

W 58. minucie Sousa przeprowadził aż trzy zmiany, a na placu gry pojawili się m.in. Kamil Jóźwiak i Krzysztof Piątek. Obaj zawodnicy zaliczyli piorunujące wejście, bowiem już po dwóch minutach bramkę kontaktową zdobył Piątek, a raptem kilkadziesiąt sekund później Jóźwiak doprowadził do wyrównania. Nieco ponad kwadrans później Węgrzy ponownie wyszli na prowadzenie za sprawą trafienia Willy’ego Orbana, lecz długo nim się nie nacieszyli, bo już po pięciu minutach do wyrównania doprowadził Lewandowski. Debiut Sousy w polskiej kadrze rozpoczął się od remisu w Budapeszcie 3:3.

https://www.youtube.com/watch?v=sSkuXVrY26Y

Trzy dni później przy pustych trybunach na stadionie Legii wygraliśmy z Andorą 3:0. W 55. minucie dublet ustrzelił Robert Lewandowski, a po ośmiu minutach opuścił boisko z kontuzją. Chwilę wcześniej w polu karnym Andory miało miejsce zamieszanie, w wyniku którego na nogę ”Lewego” niefortunnie upadł jeden z rywali. Uraz wyeliminował Lewandowskiego z kluczowego meczu z Anglią, a na Sousę spadła krytyka za wystawienie ”Lewego” w spotkaniu z takim słabeuszem.

Nieobecność w meczu z Anglią była najmniejszym problemem, bowiem Lewandowski walczył w tym czasie o pobicie nieosiągalnego od 49 lat rekordu strzeleckiego Gerda Muellera. Po 26 kolejkach Bundesligi miał na koncie 35 bramek, a potrzeba było jeszcze sześciu goli. Choć ”Lewego” zabrakło w czterech kolejnych meczach ligowych, rekord ostatecznie udało się pobić.

Na Wembley Anglicy objęli prowadzenie w 19. minucie za sprawą trafienia z rzutu karnego Harry’ego Kane’a. Chwilę wcześniej Raheem Sterling został sfaulowany przez Michała Helika, który rozgrywał wówczas pierwszy sezon na angielskich boiskach. Od kilku miesięcy na Wyspach był także Jakub Moder, który zimą 2021 roku zasilił Brighton. I to właśnie Moder w 58. minucie doprowadził do wyrównania.

Polakom nie udało się jednak osiągnąć trzeciego w historii i zarazem pierwszego od 48 lat meczu bez porażki na angielskiej ziemi. W 85. minucie po dośrodkowaniu z rzutu rożnego John Stones zgrał piłkę głową Harry’ego Maguire’owi, a ten mocnym strzałem prawą nogą pod poprzeczkę pokonał Wojciecha Szczęsnego. Po trzech kolejkach Polacy w grupie eliminacyjnej zajmowali dopiero czwarte miejsce, a za naszymi plecami znajdowali się tylko Andora i San Marino, którzy nie mieli na koncie ani jednego punktu.

Tuż przed EURO rozegraliśmy towarzyskie mecze z Rosją i Islandią, które pierwotnie miały odbyć się w czerwcu poprzedniego roku. We Wrocławiu padł remis 1:1, a w Poznaniu zremisowaliśmy z Islandią 2:2. Był to ostatni sprawdzian przed EURO i niepokoić mógł fakt, że w stosunkowo mocnym składzie to Polacy dwukrotnie musieli odrabiać straty…

Bereszyński i Jóźwiak zrobieni jak dzieci

Wreszcie ”nadszedł dzień dzisiejszy”. 14 czerwca w Sankt Petersburgu mierzyliśmy się ze Słowacją, która wygrała ścieżkę barażową B. W półfinale ”Sokoły” pokonały Irlandię po serii rzutów karnych (0:0 po 120 minutach), a w finale wygrały z Irlandią Północną 2:1 po dogrywce. Na EURO Słowacja jechała z kadrą, której średnia wieku wynosiła 25,6 lat i była trzecią najstarszą spośród 24 uczestników turnieju. Co więcej, przeciwko Polakom od pierwszej minuty zagrało aż sześciu zawodników po trzydziestce, w tym Robert Mak, który jeszcze kilka miesięcy wcześniej był na półrocznym bezrobociu.

I to właśnie Mak okazał się katem Polaków. W 18. minucie jak ograł on Bartosza Bereszyńskiego i Kamila Jóźwiaka przy linii bocznej, po czym z lewej strony pola karnego oddał uderzenie na bliższy słupek. Piłka najpierw odbiła się od obramowania, a następnie od pleców Wojciecha Szczęsnego i wylądowała w bramce. Szczęsny kolejny raz w meczu otwarcia okazał się pechowcem. EURO 2012 – czerwona kartka, EURO 2016 – kontuzja, mundial 2018 – błąd skutkujący utratą bramki z Senegalem na 0:2.

Rozgrywający tego dnia swój pierwszy mecz na dużym turnieju Karol Linetty już kilkadziesiąt sekund po przerwie doprowadził do wyrównania. Sytuacja ponownie skomplikowała się jednak kwadrans później, kiedy z boiska po bezmyślnym faulu wyleciał Grzegorz Krychowiak. Po kilku minutach Słowacy znów objęli prowadzenie, tym razem po strzale niepilnowanego w polu karnym Milana Skriniara. Sousy jednak nie obwiniano. Ostrzegał, że Słowacy są niebezpieczni przy stałych fragmentach gry. Tak tłumaczył to Portugalczyk, co pokazał kanał ”Łączy nas piłka” w kulisach meczu ze Słowacją:

Jutro na treningu będziemy pracować głównie nad stałymi fragmentami gry (…) Zazwyczaj Skriniar jest dla nich tutaj kluczowym graczem. Mają trzy strefy przy rzutach rożnych – pierwsza to przewidywanie piłki na bliższy słupek, druga na dalszy słupek, też z nim i jeszcze w okolicach punktu wykonywania rzutu karnego.

Nadzieja…

Do starcia z Hiszpanią Polacy przystępowali ze znajomością wyniku meczu Szwecja – Słowacja. Dzień wcześniej Szwedzi pokonali naszych południowych sąsiadów 1:0. Hiszpania chciała odgryźć się zaś za rozczarowujący remis 0:0 przed własną publicznością ze Szwecją. Po pierwszej połowie podopieczni Luisa Enrique prowadzili 1:0 za sprawą Alvaro Moraty, który w 25. minucie strzałem po ziemi z bliskiej odległości pokonał Wojciecha Szczęsnego.

Jeszcze przed przerwą Polacy mogli wyrównać, bowiem piłka po strzale Karola Świderskiego trafiła w słupek. W drugiej połowie napór Hiszpanów nie ustawał, lecz w 54. minucie ”Biało-Czerwoni” wyprowadzili zabójczy kontratak. Z prawego skrzydła dośrodkowanie na pole karne posłał Kamil Jóźwiak, a Robert Lewandowski uderzeniem głową przy dalszym słupku umieścił piłkę w siatce.

Chwilę później Hiszpanie znów mogli prowadzić. Jakub Moder sfaulował w polu karnym Alvaro Moratę, a sędzia Daniele Orsato po analizie VAR podyktował jedenastkę dla gospodarzy. Było to o tyle kontrowersyjne, że w 3. minucie w polu karnym Hiszpanów upadł Piotr Zieliński i mimo protestów ze strony polskich zawodników, Orsato pozostał niewzruszony, a VAR również nie podjął się interwencji. Do rzutu karnego podszedł sam poszkodowany i… trafił w słupek. Mimo dalszej dominacji ze strony Hiszpanów, Polakom udało się dowieźć cenny remis do samego końca.

Gole Lewandowskiego nie dały awansu

Mimo ostatniego miejsca po dwóch seriach gier, mecz ze Szwecją na koniec fazy grupowej nie był ”meczem o honor”, a ”meczem o wszystko”. Z dorobkiem czterech punktów Szwedzi prowadzili w tabeli, druga Słowacja miała na koncie trzy punkty, a Hiszpania dwa. Równolegle do naszego meczu ”La Furia Roja” mierzyła się w Sewilli ze Słowacją i raczej nikt nie zakładał innego scenariusza, jak zwycięstwo Hiszpanii.

Mecz ze Szwecją rozpoczął się dla nas w koszmarny sposób, bo już w 82. sekundzie na 1:0 trafił Emil Forsberg. Był to drugi najszybciej strzelony gol w historii EURO. Piłkarz Lipska w 59. minucie podwyższył na 2:0, a komentujący to spotkanie Dariusz Szpakowski stwierdził, że jest już ”po meczu”. Nie minęły jednak dwie minuty, a Robert Lewandowski przepięknym trafieniem podłączył nas do tlenu. Już w 65. minucie mogło być 2:2, lecz gol Jakuba Świerczoka nie został ostatecznie uznany z powodu pozycji spalonej.

Czas uciekał, a Polacy dalej przegrywali 1:2. Równolegle Hiszpania prowadziła aż 5:0, więc jasne było, że potrzebujemy wyłącznie zwycięstwa. Dawałoby ono Polakom drugie miejsce i bezpośredni awans do 1/8 finału. Nadzieje odżyły w 84. minucie, kiedy Lewandowski ustrzelił dublet. Był to jedyny jak dotąd dublet ”Lewego” na dużym turnieju. Zgasły one jednak 10 minut później, gdy ostatniego gwoździa do trumny wbił nam Viktor Claesson. Szerokim echem odbił się ”pressing” Przemysława Płachety, który po prostu dreptał sobie za zawodnikiem Krasnodara.

Byliśmy jednymi z najgorszych

Fazę grupową zakończyliśmy zaledwie z jednym punktem. W klasyfikacji generalnej turnieju byliśmy lepsi jedynie od Szkotów (jeden punkt, ale gorszy bilans bramkowy), Turcji i Macedonii Północnej, które nie zdobyły ani jednego punktu. Tylko cztery drużyny – Turcja, Rosja, Macedonia Północna i Słowacja (które również odpadły już w fazie grupowej) straciły w fazie grupowej więcej bramek od Polaków. Razem z mundialem i EURO, Polacy wzięli udział w 12 turniejach, w których obowiązywał format fazy grupowej. Wcześniej tylko dwa razy – na EURO 2008 i EURO 2012 – Polska nie wygrała ani jednego meczu w grupie, a tylko raz – na EURO 2008 – zdobyła zaledwie punkt. Na EURO 2020 ”Biało-Czerwoni” nawiązali do obu tych niechlubnych osiągnięć.

Mimo rozczarowania, Sousa dopiero jako drugi selekcjoner w XXI wieku – po Leo Beenhakkerze i EURO 2008 – nie został zwolniony po turnieju. Portugalczyk poprowadził kadrę do końca eliminacji mistrzostw świata 2022. W siedmiu meczach Polacy odnieśli pięć zwycięstw – po dwa z Albanią i San Marino oraz jedno z Andorą. Na Stadionie Narodowym zremisowaliśmy z Anglikami (1:1) po bramce Damiana Szymańskiego w doliczonym czasie gry.

Przed ostatnią serią gier byliśmy już pewni dającego baraże drugiego miejsca, lecz mecz z Węgrami wcale nie był o nic. Wygrana dawałaby nam rozstawienie w losowaniu baraży, lecz Sousa zdecydował o roszadach w składzie. Przede wszystkim, w kadrze meczowej nie znalazł się Robert Lewandowski. Polacy przegrali z Węgrami 1:2 i była to nasza pierwsza porażka na Stadionie Narodowym od marca 2013 roku. Na Sousę spadła ogromna krytyka, że zlekceważył ten mecz.

Jak się okazało, był to jego ostatni mecz w roli selekcjonera reprezentacji Polski. W Święta Bożego Narodzenia pojawiła się informacja, że Sousa negocjuje warunki kontraktu z brazylijskim Flamengo i poprosił PZPN o odejście. Prezes PZPN Cezary Kulesza poinformował o rozwiązaniu umowy z Sousą, a Portugalczyk zobowiązany był zapłacić 300 tys. euro odszkodowania. Marcin Jabłoński z profilu ”Girondins Polska” miał więc rację – Sousa znów okazał się ”siwym bajerantem”.

Sprawdź zapowiedź meczu Francja – Polska na Euro 2024