Żona kapitana Evertonu opisała groźby śmierci wobec męża. Klub także zareagował

Everton nie zamierza stać obojętnie wobec ostatnich ataków na kapitana Jamesa Tarkowskiego, który w meczu z Liverpoolem, dopuścił się brutalnego faulu na Alexisie MacAllisterze. Choć stoperowi się upiekło, jako że otrzymał on tylko żółty kartonik, to fani „The Reds” nie byli już tacy łaskawi i zaatakowali zawodnika oraz jego rodzinę w social mediach – wiele z komentarzy zawiera nawet groźby śmierci…
Everton potępia wszelkie groźby
Była dokładnie dwunasta minuta spotkania, kiedy to James Tarkowski dopuścił się brutalnego wślizgu wprost w Alexisa MacAllistera. Choć stoper najpierw trafił w piłkę, to ułamek sekundy później uderzył przeciwnika tuż pod kolanem… Everton co prawda miał szczęście, jako że ich gracz nie został wyrzucony z boiska, lecz ujrzał „tylko” żółtą kartkę.
Po zakończeniu meczu obaj piłkarze odbyli rozmowę, zaś MacAllister przyjął przeprosiny i wybaczył zachowanie kolegi po fachu. Niemniej jednak fani „The Reds” nie wykazali już takiego zrozumienia i stanowczo „wyrazili” swój sprzeciw.
To, co działo się po ostatnim gwizdku w social mediach – przeszło wszelkie granice smaku i przyzwoitości, ponieważ zarówno Tarkowskiemu, jak i jego najbliższej rodzinie grożono śmiercią oraz wypisywano przeróżne obraźliwe komentarze, co było nie do przyjęcia, jak też relacjonowała na Instagramie żona Anglika polskiego pochodzenia.
📱Samantha Tarkowski’s (Wife of James Tarkowski) latest Instagram story post on the abuse and deaths threats he has received after the Merseyside Derby pic.twitter.com/FdsuTVMi90
— 𝗧𝗵𝗲 𝗧𝗼𝗳𝗳𝗲𝗲 𝗕𝗹𝘂𝗲𝘀 (@EvertonNewsFeed) April 3, 2025
− Poziom znęcania się nad moim mężem, życzenie mu śmierci, podłe komentarze na mój temat, na temat nas jako pary i na temat niego jako osoby, jest obrzydliwy. Ludzie zapominają, że on jest kimś więcej niż tylko piłkarzem. Jest mężem, synem, bratem, przyjacielem i co najważniejsze ojcem dwójki naszych dzieci. Piłka nożna to sport, ale sposób, w jaki zachowują się niektórzy tak zwani fani, jest haniebny. Obelgi, groźby – to nie pasja, to żałosne. Jesteśmy prawdziwymi ludźmi i to wykracza daleko poza piłkę nożną – napisała jakiś czas później żona Tarkowskiego, Samantha.
Everton nie zamierzał stać bezczynnie i przyglądać się niebezpieczeństwu, w jakim znalazł się jego piłkarz. Włodarze „The Toffees” bez chwili zawahania wydali oficjalne oświadczenie, w którym otwarcie skrytykowali i potępili wszelkie negatywne komentarze, a już zwłaszcza groźby śmierci skierowane w Jamesa Tarkowskiego oraz członków jego rodziny.
− Everton Football Club jest świadomy gróźb kierowanych w stronę Jamesa Tarkowskiego i jego rodziny w mediach społecznościowych. Takie zachowanie jest całkowicie niedopuszczalne i nie ma na nie miejsca ani w piłce nożnej, ani w społeczeństwie.
Klub jest w kontakcie z Jamesem i jego żoną Samanthą i jest gotowy do współpracy z firmami zajmującymi się mediami społecznościowymi i pomocy policji w ewentualnym dochodzeniu. Everton zdecydowanie potępia wszelkie formy zastraszania, gróźb lub nadużyć w Internecie lub poza nim, skierowane przeciwko zawodnikom, pracownikom lub ich rodzinom – czytamy w oświadczeniu Toffees.
"Everton Football Club is aware of threats made towards James Tarkowski and his family on social media."
Read more below. pic.twitter.com/mE1lijjlOZ
— BBC Sport (@BBCSport) April 4, 2025
Moyes: „To nie do zaakceptowania”
Trener Everton Football Club, czyli David Moyes również zabrał głos w sprawie swojego podopiecznego oraz całego koszmaru, który spotkał go w ostatnim czasie. Szkoleniowiec jest świadom, że James Tarkowski być może i powinien zostać wyrzucony z boiska, ale nie tłumaczy to w żadnym wypadku wszelkich gróźb śmierci, które spadły na piłkarza i jego rodzinę.
− Te groźby… To nie do zaakceptowania dla nikogo w żadnej dziedzinie życia. Ale musimy podnieść rękę i powiedzieć, po ponownym obejrzeniu tej sytuacji, że James mógł zostać wyrzucony z boiska. Ale nie sądzę, że oznacza to, że jesteś z tego powodu obrażany w Internecie. To część piłki nożnej. Wykonał, jak mi się wtedy wydawało, naprawdę dobre uderzenie. Ale patrząc na to jeszcze raz, myślę, że było to trochę lekkomyślne – zauważył na konferencji prasowej trener Moyes.
Fot. PressFocus