Bez niespodzianki w Łodzi. Widzew z trzecim zwycięstwem z rzędu

W hicie piątkowych zmagań Ekstraklasy Widzew Łódź podejmował gdańską Lechię. Gospodarze na dużej fali entuzjazmu po przejęciu klubu przez nowego inwestora i udanym debiucie nowego trenera pewnie pokonała swojego walczącego o utrzymanie przeciwnika. Na listę strzelców wpisali się, tak jak w poprzedniej kolejce – Juljan Shehu i Fran Alvarez.
Mecz drużyn po ważnych zwycięstwach w ostatniej kolejce
Obie drużyny po raz pierwszy w tym sezonie mierzyły się w 10. kolejce na stadionie w Gdańsku. Po wykorzystanych rzutach karnych przez Rifeta Kapicia i Imada Rondicia mecz zakończył się podziałem punktów 1:1.
Widzew Łódź do tego meczu podchodził po udanym debiucie swojego nowego trenera. Żeljko Sopić przejął drużynę w przerwie reprezentacyjnej i wpłynął na nią na tyle pozytywnie, że jego podopieczni po bramkach Frana Alvareza i Juljana Shehu pokonali w wyjazdowym spotkaniu Piasta Gliwice. Chorwacki szkoleniowiec szybko zaczął też wprowadzać swoje porządki.
Na przedmeczowej konferencji w ostrych słowach wypowiedział się o zaangażowaniu w obowiązki Saida Hamulicia, którego odsunął od trenowania z zespołem. Widzew przed starciem z beniaminkiem z dorobkiem 33 punktów zajmował 12. miejsce w tabeli Ekstraklasy.
Na nich! ⚔️
🕣 20:30
🤝🏻 Sponsorem Meczu jest Deante
📹 Studio i relacja radiowa w @WidzewTV
📺 Transmisja w @CANALPLUS_SPORT
📲 #WIDLGD pic.twitter.com/MlSRKBTqCH— Widzew Łódź (@RTS_Widzew_Lodz) April 4, 2025
Lechia Gdańsk wreszcie po wielu miesiącach wydostała się ze strefy spadkowej. Zrobiła to dzięki sensacyjnemu zwycięstwu przed własną publicznością z Jagiellonią Białystok. Te trzy punkty dały drużynie Johna Carvera upragnione 15. miejsce, jednak żeby utrzymać się nad kreską bardzo ważne było zapunktowanie w Łodzi. Nawet przy zejściu lechistów z boiska w roli pokonanych to i tak mają realną szansę, by utrzymać swoją lokatę. Żeby tak się stało muszą kibicować Radomiakowi, żeby nie pozwolił, by Zagłębie Lubin Leszka Ojrzyńskiego sięgnęło po pierwszą wygraną za kadencji swojego nowego trenera.
Oto nasza wyjściowa jedenastka na mecz z Widzewem Łódź ⚔️
Pierwszy gwizdek o 20:30 ⌚️#WIDLGD 🔜 pic.twitter.com/Puc1CMvYl7
— Lechia Gdańsk (@LechiaGdanskSA) April 4, 2025
Widzew znokautował przeciwnika w ostatnich minutach pierwszej połowy
Od pierwszych minut bardzo zmotywowani do szybkiego otworzenia wyniku byli gospodarze. Mocno naciskali na swojego przeciwnika i w wielu sytuacjach brakowało bardzo niewiele, by stanęli przed dogodną szansą na zdobycie pierwszej bramki w meczu. Pod presją nie do końca radził sobie bramkarz Lechii Bogdan Sarnawski, który popełniał dość proste błędy. Przez złe zachowanie Ukraińca przy rzucie rożnym było bardzo blisko, żeby wpędził swoją drużynę w spore problemy. Uratowała go interwencja jednego z obrońców beniaminka.
Starania łódzkiego Widzewa wreszcie przyniosły oczekiwane efekty. W 38. minucie po szybko wyprowadzonej akcji, którą napędził Bartłomiej Pawłowski – Samuel Kozlovsky nie decydował się na dośrodkowanie, a płasko wycofał do nadbiegającego Juljana Shehu. Ten zbytnio się nie kombinował tylko uderzył płasko bardzo precyzyjnie przy słupku i wyprowadził swój zespół na prowadzenie. Dla Albańczyka było to przedłużenie trwającej dobrej passy. Najpierw zadebiutował w dorosłej reprezentacji swojego kraju, a potem w drugim meczu z rzędu w Ekstraklasie wpisał się na listę strzelców.
Widzew z klasą zamyka pierwszą połowę! Juljan Shehu tak otworzył wynik spotkania w Łodzi ⚽👇
📺 Mecz trwa w CANAL+ SPORT 3 i w serwisie CANAL+: https://t.co/zr8n1cUAHv pic.twitter.com/my5btjzWOd
— CANAL+ SPORT (@CANALPLUS_SPORT) April 4, 2025
Gdy wydawało się, że wynik 1:0 utrzyma się do przerwy to Widzew stanął przed najlepszą możliwą szansą na podwyższenie prowadzenia. Tym razem Shehu odnalazł się w roli podającego. Zagrał piłkę do Jakuba Sypka, który został sfaulowany w obrębie szesnastu metrów od bramki rywala, a sędzia bez zawahania wskazał na rzut karny. Oko w oko z Bogdanem Sarnawskim stanął Bartłomiej Pawłowski. Polak nie zdobył swojej pierwszej bramki w sezonie, bo z jedenastu metrów trafił w słupek.
Drużyna Żeljko Sopicia w końcu dopięła swego. Dosłownie chwilę po zmarnowanym karnym dobrą pozycję do uderzenia z rzutu wolnego miał Fran Alvarez. Hiszpan w teoretycznej trudniejszej sytuacji od swojego kolegi zachował się o wiele lepiej. Z ponad dwudziestu metrów kapitalnie przymierzył, tak że bramkarz Lechii mógł się tylko przyglądać jak piłka wpada w niemal samo okienko jego bramki. Z perspektywy całego meczu był to zdecydowanie sprawiedliwy wynik. Prowadziła drużyna lepsza, bardziej jakościowa i z lepszym pomysłem na to spotkanie.
WOW! 😍😍😍
Fran Alvarez zachwyca po raz kolejny! Widzew prowadzi 2:0 z Lechią! 💪
📺 Mecz trwa w CANAL+ SPORT, CANAL+ SPORT 3 i w serwisie CANAL+: https://t.co/zr8n1cU2RX pic.twitter.com/fa1yNZSDxP
— CANAL+ SPORT (@CANALPLUS_SPORT) April 4, 2025
Lechia nawet nie postanowiła się przeciwnikowi
Druga połowa również była pod pełnym dyktandem Widzewa. Tego wieczoru Lechia nie miała kompletnie nic do powiedzenia. Z czasem straciła nadzieję, że jest w stanie ugrać w tym meczu choćby punkt. U piłkarzy Johna Carvera widać było rezygnację i brak wiary w odrobienie dwubramkowej straty. Gospodarze na sporym luzie konstruowali sobie następne dogodne sytuacje. Przy większej skuteczności wynik mógłby być o wiele wyższy.
Drużyna Żeljko Sopicia, mimo wielu okazji do ostatniego gwizdka sędziego już nie podwyższyła prowadzenia i mecz zakończył się ich wygraną 2:0. Widzew, dzięki temu zwycięstwu awansował na dziewiąte miejsce w tabeli Ekstraklasy – to oczywiście może się zmienić po rozegraniu wszystkich spotkań trwającej kolejki. Łodzianie już praktycznie zapewnili sobie utrzymanie na następny sezon, w którym jak zapowiadają klub przejdzie poważne zmiany. Z kolei Lechia przy niekorzystnym układzie innych spotkań po tygodniu przerwy wróci do strefy spadkowej.
Trzy ostatnie mecze? Komplet punktów i same czyste konta! Kibice Widzewa mają powody do zadowolenia 💪
📺 Oglądajcie mecze @_Ekstraklasa_ w serwisie CANAL+: https://t.co/zr8n1cU2RX pic.twitter.com/9HR6rVQtkb
— CANAL+ SPORT (@CANALPLUS_SPORT) April 4, 2025
Fot. Screen Canal Plus Sport