Prawie trzy miesiące bez zwycięstwa. Co dalej z Górnikiem?

Dużo się mówi o kryzysie Wisły Kraków, zdecydowanie mniej o problemach sportowych Górnika. Tymczasem zabrzański klub nie wygrał w lidze od sierpnia, a gra zespołu nie zasługuje zbytnio na pochwały.

Zapowiadało się nieźle

Śląski klub w tej chwili zajmuje 12. miejsce w lidze i ma cztery punkty nad strefą spadkową. Wydaje się, że taki dystans jest obecnie dość bezpieczny. Poza tym traci tylko trzy punkty do Rakowa i Zagłębia Lubin. Mimo wszystko, sytuacja jest raczej wynikiem słabości rywali aniżeli postawy i konsekwencji Górnika. Tak naprawdę trudno pochwalić zespół za cokolwiek. Może poza pojedynczymi błyskami Janży i Wiśniewskiego.

Dziewięć meczów – tyle wynosi trwająca od końca sierpnia seria meczów bez zwycięstwa podopiecznych Marcina Brosza. Zespół wygrał po raz ostatni 25 sierpnia, po efektownym zwycięstwie z Koroną. Owszem, zespół z Kielc był już wtedy w kryzysie, ale Górnik po prostu wtedy zasługiwał na pochwały. Mecz należał do Hiszpanów – Igora Angulo i Jesusa Jimeneza, którzy poza bramkami zaprezentowali kilka niekonwencjonalnych zagrań. Poza tym świetnie spisywał się duet bocznych obrońców – Janża i Sekulić wielokrotnie potrafili wyłuskać piłkę na własnej połowie. Co więcej, byli zaangażowani również w akcje ofensywne. Nie bali się nawet zejść do środka. Korona wyglądała jak królik doświadczalny zespołu z Zabrza.

Górnik wskoczył wtedy na siódme miejsce w lidze. I to był ostatni awans klubu w tabeli. Od tamtej pory zespół przesuwa się w dół. Możliwe, że byłby jeszcze niżej, gdyby nie słabsza dyspozycja tych, którzy znajdują się na kolejnych miejscach. Tylko Arkę czy ŁKS w ciągu ostatnich dwóch miesięcy dało się jeszcze jakoś oglądać. Nie trzeba było być masochistą, żeby udanie spędzić dwie godziny z tymi zespołami. Tymczasem na Górnika nie dało się patrzeć. Oczywiście nikt tu nie oczekuje finezyjnej gry, ale choćby jakiegoś poziomu sportowego. Jedyne ciekawe mecze, w których w ostatnim czasie wystąpili zabrzanie to starcia z Lechem i Legią. Tylko oczywiście widowisko było większą zasługą rywali.

Dwa razy się remisuje, raz przegrywa

Nie wszystko w Górniku jest takie złe. Ostatnie dziewięć spotkań to tak naprawdę tylko trzy porażki i sześć remisów. W dodatku podopieczni Marcina Brosza dzielili się punktami z zespołami z czołówki. W tym dwoma liderami – Śląskiem i Pogonią oraz dwoma wiceliderami – Cracovią i Piastem. Taka Wisła Kraków chciałaby móc się pochwalić takimi wynikami.

Remisy to jednak bardziej zasługa obrony niż ataku. Od czasu spotkania z Koroną kibice Górnika na próżno czekali na błyskotliwy występ Jimeneza. Hiszpan dwukrotnie trafił do siatki, ale w jego grze nie było widać polotu. Dużo strat, nieudanych zagrań przed polem karnym rywala, zdarzały się też zmarnowane sytuacje. Wspólnie z (kilkakrotnie odciętym od akcji ofensywnych) Igorem Angulo zdobyli przez dziewięć ostatnich meczów tylko cztery bramki. Chociaż to i tak większość tego, co strzelili piłkarze Górnika przez ten czas.

Tylko jeden udany letni transfer

Wiele do strefy ofensywy wnosi Erik Janża. Lewy obrońca uczestniczy tak naprawdę w większości akcji ofensywnych zespołu. Stara się jak może – wychodzi sam na połowę rywala, schodzi do środka, dośrodkowuje, strzela. Niestety jego koledzy z zespołu nie zawsze to wykorzystują. To fakt, mecz z Legią w jego wykonaniu był słaby i to delikatnie mówiąc. W poprzednich jednak był piłkarzem Górnika, któremu trudno było zarzucać ogromne błędy.

W zasadzie Słoweniec to jedyny udany transfer zabrzan w letnim oknie transferowym. Mateusz Matras gra słabiej niż w poprzedniej rundzie, Filip Bainović także nie jest pewnym liderem środka pola. Duże nadzieje wiązano z Davidem Kopaczem, ale on także rozczarowuje – nie kreuje sytuacji, czasami nawet bardziej przeszkadza w kreowaniu. Alasana Manneh miał być wzmocnieniem, a w tej chwili częściej gra w rezerwach niż w pierwszym zespole.

***

Zimą w Górniku powinno dojść do zmian, aczkolwiek nie gwałtownych. Zaletą klubu jest obdarzenie zaufaniem Marcina Brosza, który już wyciągnął klub z trudniejszej sytuacji, gdy w zeszłym sezonie był w strefie spadkowej. To właśnie rok temu zimą trafili do Zabrza Walerian Gwilia, Boris Sekulić i Mateusz Matras. Każdy z tych ruchów okazał się strzałem w dziesiątkę. Może ta zima będzie równie udana? Inaczej Górnik może się trochę pomęczyć w dolnej strefie tabeli.

Fot. YouTube

500PLN
brak kodu
Brak kodu