Polacy w Serie A. Karuzela transferowa #4
05.05.2020

Zawodnicy w Serie A powrócili do treningów, by przygotować się na ponowną rywalizację. Jak na razie, dokładny termin wznowienia rozgrywek nie jest znany. Możemy zatem bacznie przyjrzeć się polskim piłkarzom we włoskiej lidze. Którzy gracze powinni zastanowić się nad swoją przyszłością w zespole? Kto natomiast należy do grona zawodników nie martwiących się o pozycję w klubie? Prześledźmy sytuacje poszczególnych piłkarzy.

Do tej pory przeanalizowaliśmy następujących graczy: Arkadiusz Milik, Piotr Zieliński, Łukasz Teodorczyk, Bartłomiej Drągowski, Łukasz Skorupski, Wojciech Szczęsny, Thiago Cionek, Arkadiusz Reca oraz Sebastian Walukiewicz. Linki do konkretnych odsłon umieściliśmy poniżej:

Polacy w Serie A. Karuzela transferowa #1

Polacy w Serie A. Karuzela transferowa #2

Polacy w Serie A. Karuzela transferowa #3

Tym razem nasza uwaga skupiona będzie na trójce piłkarzy, którzy nie odgrywają kluczowej roli w swoim zespole. Czy w związku z tym, przenosiny każdego z nich do innego klubu są jedyną słuszną decyzją? Niekoniecznie.

Mariusz Stępiński – Hellas Verona

Ten transfer wydawał się idealnym ruchem ze strony Mariusza Stępińskiego. 24-letni napastnik nie zmienił nawet miasta, przenosząc się z ekipy Chievo do Hellas. Ruch Polaka był w pełni uzasadniony. Stępiński chciał grać w najwyższej klasie rozgrywkowej, a zdegradowane Chievo nie mogło tego zaoferować. Dlatego też, Mariusz trafił początkowo do lokalnego rywala na zasadzie wypożyczenia, by następnie zostać wykupionym za 5,5 miliona euro.

W Hellas Veronie na Stępińskiego czekała rola pierwszego snajpera. Już w pierwszym meczu po transferze, Polak pojawił się w wyjściowym składzie swojego zespołu. Verona rywalizowała na własnym obiekcie z Milanem.

Niestety, Stępiński zanotował fatalny debiut. Już w 20. minucie starcia 24-latek opuścił murawę z powodu czerwonej kartki. Mariusz wykazał się nieodpowiedzialnym zachowaniem, wykonując bardzo groźny atak na rywala. Decyzja arbitra była w pełni uzasadniona.

Katastrofalny początek w wykonaniu Stępińskiego nie przekreślił jego szansy w zespole. Szkoleniowiec Verony po zawieszeniu napastnika kilkukrotnie wystawił go w pierwszym składzie. Problem w tym, że Mariusz bardzo długo czekał na premierowe trafienie w lidze. Nic dziwnego, że po kilku kiepskich występach, Stępiński usiadł na ławce rezerwowych.

źródło: flashscore

Przełamanie Polaka nastąpiło w najmniej spodziewanym momencie. Po dwóch meczach spędzonych na ławce rezerwowych, Stępiński strzelił pierwszą bramkę w tym sezonie podczas rywalizacji z Torino. 24-latek złapał wiatr w żagle, zdobywając drugiego gola w kolejnym spotkaniu. Było to starcie przeciwko SPAL.

Niespodziewany obrót wydarzeń

Dwie bramki w dwóch występach z ławki sugerowały, iż Mariusz Stępiński odzyska pozycję, jaką miał tuż po transferze. Dość niespodziewanie, Ivan Juric regularnie zaczął omijać polskiego snajpera nie tylko przy wyborze wyjściowego składu, ale również w trakcie przeprowadzania zmian w meczu. Efekt był taki, że były napastnik Chievo nie zagrał w sześciu spotkaniach z rzędu.

Swoją szansę Stępiński otrzymał w potyczce z Udinese, wchodząc w końcówce rywalizacji. Wejście z ławki nie zrobiło wielkiego wrażenia na szkoleniowcu, co potwierdził kolejny mecz Verony, w którym Mariusz nie zameldował się na murawie.

Statystki Stępińskiego z tego sezonu wypadają kiepsko. Zaledwie dwie bramki w lidze przy 517 minutach spędzonych na murawie. Postawa Polaka nie przekonuje Ivana Juricia, by zrezygnować z napastników, którzy w ostatnich meczach Verony odgrywali ważniejsze role od 24-latka.

Stępiński musi zatem sumiennie pracować na treningu. Przeprowadzka do innego klubu przy niedawno zrealizowanym transferze wydaje się mało prawdopodobna. Zajmująca ósme miejsce w lidze Verona z pewnością zamelduje się w Serie A podczas kolejnego sezonu. W związku z tym, 24-latek może w przyszłej kampanii odgrywać kluczową rolę w drużynie występującej w najwyższej klasie rozgrywkowej we Włoszech. Na ten moment cel Stępińskiego powinien być jeden – wywalczenie sobie miana pierwszego snajpera zespołu.

Bartosz Salamon – SPAL

O wiele więcej zaangażowania w walkę o pierwszy skład musi włożyć Bartosz Salamon. 29-letni defensor jako jedyny Polak występujący w Serie A podczas sezonu 2019/2020 nie zaliczył jeszcze nawet minuty w lidze. Przez większą część kampanii, Salamon powracał do treningów po poważnej kontuzji uda.

Od kilku miesięcy, obrońca był jednak do dyspozycji szkoleniowca SPAL. Problem w tym, że Leonardo Semplici sukcesywnie pomijał tego piłkarza przy wyborze jedenastki. Dzienniakrze sugerowali, iż Polak jest skłócony z trenerem, dlatego nie ma szans na grę.

Semplici pożegnał się z funkcją szkoleniowca SPAL w połowie lutego. Zmiana na ławce trenerskiej niespecjalnie wpłynęła na pozycję Salamona w drużynie. Luigi Di Biagio jak na razie także nie widział miejsca dla defensora chociażby na ławce rezerwowych.

Jeśli po wznowienia rozgrywek sytuacja nie ulegnie zmianie, to Bartosz Salamon musi poszukać sobie nowej drużyny. Obecna umowa 29-latka obowiązuje do końca rozgrywek 2020/2021. W związku z tym, zarząd SPAL będzie miał ostatnią okazję, by zarobić na transferze Polaka jakiekolwiek pieniądze.

Być może jedynym rozwiązaniem okaże się przeprowadzka na zaplecze włoskiej ligi. Przy braku występów w sezonie 2019/2020, trudno oczekiwać, by jakikolwiek klub zainteresował się 29-letnim defensorem.

Filip Jagiełło – Genoa

Pomocnik włoskiej ekipy ostatnimi czasy często był wspominany przez polskie media. Nie jest to niestety efekt dobrej gry zawodnika przed zawieszeniem rozgrywek. Zagłębie Lubin nadal nie otrzymało pieniędzy z tytułu transferu Filipa. Mowa o kwocie 1,5 miliona euro.

Swój debiutancki sezon w Serie A, Filip Jagiełło może opisać w mieszanych uczuciach. Z jednej strony, 22-latek otrzymał kilka szans w trakcie kampanii 2019/2020. Dla porównania, rówieśnik Filipa, Szymon Żurkowski zagrał w najwyższej klasie rozgrywkowej tylko przez kilkanaście minut, przechodząc w trakcie rozgrywek do Empoli na zasadzie wypożyczenia.

Z drugiej, pozycja Genoi w lidze sugeruje, że Jagiełło powinien zaliczyć nieco więcej występów w tym sezonie. Do tej pory, 22-latek zagrał w 6 ligowych meczach, spędzając na murawie ponad 200 minut. Byłemu zawodnikowi Zagłębia udało się zanotować asystę w trakcie spotkania w Pucharze Włoch. Na tych statystykach kończą się dokonania Filipa w tym sezonie.

Spory wpływ na dalszy los Polaka będzie mieć pozycja Genoi na koniec kampanii. Jak na razie, zespół plasuje na siedemnastej pozycji. Tyle samo punktów ma jednak ekipa Lecce, która jest na miejscu oznaczającym spadek do Serie B.

Jeśli drużynie z Genui nie uda się utrzymać, Jagiełło może wylądować razem z zespołem na zapleczu ligi włoskiej. Czy taki obrót spraw byłby najgorszym scenariuszem dla Jagiełły? To zależy. W momencie, gdy klub pożegnałby się z kilkoma zawodnikami, pozostawiając Filipa, Polak zapewne otrzymałby sporo minut w kolejnym sezonie. Genoa z pewnością próbowałaby w trakcie kampanii 2020/2021 powrócić do Serie A. Zbudowanie sobie pozycji w zespole w trakcie kolejnego sezonie nie wydaje się złym rozwiązaniem.

Nie można wykluczyć innych rozwiązań. Utrzymanie Genoi mogłoby oznaczać status quo dla Polaka. W takim wypadku, wypożyczenie lub ewentualny transfer do innej ekipy wydaje się wręcz wskazane.

500PLN
brak kodu
Brak kodu