Niech młodzi wyjeżdżają

Kibice Lecha mogą mieć na ten temat inne zdanie, ale ja mam pełne przekonanie, że dla najzdolniejszych polskich piłkarzy nie ma lepszej drogi rozwoju niż zagraniczny wyjazd. 

Nie znaczy to oczywiście, że każdy, kto potrafi prosto kopnąć piłkę i nabierze praw wyborczych, zaraz po 18. urodzinach powinien wyjeżdżać – byle gdzie, byle szybciej. Piszę o graczach ponadprzeciętnych na nasze ligowe warunki, którym potrzeba wyzwań większych niż gra co tydzień o ligowe punkty i rywali mocniejszych niż ci, których oferuje Ekstraklasa – także rywali w walce o miejsce w składzie. Gdy tylko piłkarz zaczyna potwierdzać swój ogromny talent piłkarski powinien znaleźć się w miejscu, gdzie najszybciej go rozwinie i pokaże, że ma też inny talent – nie tylko nie mniej ważny, a być może najistotniejszy – talent do ciężkiej pracy. Gdyby nie ten właśnie i ogromna determinacja, nie byłoby Marcina Gortata w NBA, a bardzo możliwe, że nie byłoby go nawet w lidze niemieckiej, gdzie trafił jako chłopak kończący wiek nastolatka, w koszykówkę radzący sobie bardzo przeciętnie. Rzucił się na najgłębszą wodę i wypłynął, a do Polski wrócił nie na tratwie, a na luksusowym jachcie – wszystko dlatego, że chciał pracować i trafiał na ludzi, którzy chcieli pracować wraz z nim.

Oczywiście, miał Gortat sporo szczęścia, ale też dużo odwagi i bezczelności. Dokonywał też właściwych wyborów i słuchał odpowiednich doradców. Nie jest bowiem sztuką wyjechać z kraju, jak Bartosz Kapustka i odbić się brutalnie od Leicester, sztuką znaleźć w klub, w którym nawet mimo początkowych kłopotów z miejscem w składzie, uda się w końcu grę w jedenastce wywalczyć. Sebastian Walukiewicz, który dziś ma szansę debiutu w reprezentacji Polski, na pierwszy mecz ligowy w Cagliari czekał pół roku, by nagle zmierzyć się z samym Cristiano Ronaldo i zebrać baty od Juventusu Turyn. Przed pandemią zagrał jeszcze trzy. razy, ale gdy włoskie kluby wróciły na boiska, grał już regularnie – i to grał bardzo dobrze. Nie słuchał tych, którzy mówili, że szybko wróci do Polski, tylko pracował, pracował, pracował.

Dziś do kadry po niemal dwóch latach wraca Karol Linetty, który Italii wprawdzie nie podbija, ale nie można powiedzieć, by się od niej odbił. Też wybrał dobry klub na rozwój i mam pełne przekonanie, że jest dużo lepszym piłkarzem niż wtedy gdy grał w reprezentacji po raz ostatni, a już na pewno graczem innego kalibru niż skromny Karolek wyjeżdżający z Ekstraklasy – choć i wtedy był tej ligi wyróżniającym się piłkarzem. Oczywiście, możemy dać przykład Jarosława Jacha, któremu, przynajmniej na razie, nie powiodło się na Wyspach, ale sam miałem wątpliwości, czy Crystal Palace to dla niego dobry wybór. Wątpliwości dużo mniejsze niż w przypadku wyszarpującego sobie pozycję w Southampton Jana Bednarka, który pierwszy sezon praktycznie stracił, ale w drugim stał się ważnym graczem Świętych, a w kolejnym – piłkarzem kluczowym, którego nie złamało nawet pamiętne 0:9 z Leicester. Do ciężkiej pracy na treningach dorzucił Bednarek pracę z trenerami personalnymi i przyniosło to fantastyczne efekty – tak dobre, że Jerzy Brzęczek nie ma dziś problemu przy wyborze środkowych obrońców. Duet Jan Bednarek – Kamil Glik (kolejny, który wyjechał za młodu i choć w Hiszpanii dobrze mu nie poszło, szybko wyjechał ponownie będąc już piłkarzem znacznie bardziej świadomym) poddany zostanie wieczorem ciekawej próbie, ale akurat o nich jestem dziwnie spokojny.

Przed obrońcami bardzo chciałbym zobaczyć dziś Jakuba Modena. Nie chcę słuchać, że jest za wcześnie, że na razie przyjechał poczuć atmosferę kadry i poznać kolegów z innego piłkarskiego świata. Chciałbym aby dostał szansę od początku, a przynajmniej od rozpoczęcia drugiej połowy. Wiem, że konkurencja w środku pola jest, ale mam głębokie przekonanie, że Moder jest tam w stanie powalczyć i wejść do drużyny narodowej tak samo płynnie, z marszu i bez żadnych kompleksów, jak wszedł do Lecha. W jego przypadku naprawdę nie wydaje się, by cokolwiek było przeszkodą, a jego strzał z dystansu może się bardzo przydać w rywalizacji z zespołem, w którego polu karnym zbyt często gościć chyba nie będziemy. Swoją drogą: ilu znacie piłkarzy uderzających z ponad 20 metrów tak mocno i celnie, jakby chcieli zaprzeczyć wszystkim udowadnianym liczbowo teoriom z zakresu xG, czyli prawdopodobieństwa zdobycia gola?

Lech sprzedał już w tym okienku Roberta Gumnego, być może sprzeda Kamila Jóźwiaka, a kto wie, czy do tego grona nie dołączy Moder. 3 miliony euro za Gumnego to bardzo dobra pokazująca jednak, jak przez rok spada wartość młodych piłkarzy. Wiem, że na transfer prawego obrońcy ogromny wpływ miała też jego kontuzja, ale nie zmienia to faktu, że Moder w tym sezonie wart jest na pewno więcej niż wart będzie za rok i to mimo, że jego kontakt wygasa dopiero w 2023 roku. Kluby na zachodzie najwięcej płacą za gwiazdy i za potencjał, skoro więc nie mamy wielkich gwiazd, trzeba zarabiać na tym drugim. Kibice powinni to zrozumieć, nawet gdy boli ich serce, że młodzież odchodzi zanim wstawi jakieś trofeum do gabloty. I zrozumieją, jeśli potem zarobione miliony szefowie klubu będą dobrze inwestować – nie tylko w akademią, ale także w graczy, którzy zapewnią zwycięstwa i styl. Starszych, może i takich, którzy od wielkiej piłki się odbili, ale z tą dużą są za pan brat (Mikael Ishak), lub którzy wciąż o niej marzą (Alan Czerwiński). Starszych, więc bez potencjału (vide: Jan Sykora), dlatego też tańszych od Gumnych, Moderów i Jóźwiaków. Problem w tym, by te zyski z młodzieży inwestować i to inwestować właściwie, bo na klub, będący tylko maszynką do zarabiania pieniędzy nikt chodzić nie będzie.

Ale to już temat na zupełnie inny tekst.

Żelisław Żyżyński, dziennikarz Canal+

500PLN
GRAMGRUBO
GRAMGRUBO